Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa
- Автор: Конан Дойл Артур
- Год: 2004
- Язык: польский
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa». Краткое содержание книги:
- Ależ to była romantyczna historia! - zaprotestowałem. - Nie mogłem przecież przeinaczać faktów.
- Niektóre fakty należałoby mniej eksponować, a przynajmniej zachować zdrowe proporcje w sposobie ich przedstawienia. Jedynym zasługującym na uwagę aspektem całej tej sprawy był interesujący proces analitycznego rozumowania, od skutku do przyczyny, dzięki któremu udało mi się ją rozwiązać.
Zirytowała mnie ta krytyka dzieła, które stworzyłem głównie z myślą o tym, by sprawić Holmesowi przyjemność. Muszę też przyznać, że rozdrażniło mnie, z jakim egotyzmem domagał się, by każdy wers mojej książki poświęcony był wyłącznie jego wyjątkowym dokonaniom. Przez te lata, gdy mieszkałem z nim na Baker Street, nieraz zdarzyło mi się zauważyć, że spokój i moralizatorski ton mojego towarzysza nie były pozbawione pewnej próżności.
Nic jednak na to nie odparłem. Usiadłem, by dać odpocząć mojej nodze. Jakiś czas temu raniła mnie kula z jezzaila, i pomimo że mogłem chodzić, przy zmianie pogody stara rana zawsze dawała mi się we znaki.
- Ostatnio zasięg mej praktyki objął również kontynent - rzekł Holmes po chwili milczenia, nabijając swoją starą fajkę z korzenia wrzośca. - W zeszłym tygodniu zwrócił się do mnie Franęois le Villard, który, jak zapewne słyszałeś, wyróżnia się ostatnio wśród francuskich detektywów. Odznacza się szybką celtycką intuicją, brak mu jednak rozległej i szczegółowej wiedzy, która jest nieodzowna, by osiągnąć w sztuce wykrywania przestępstw wyższy poziom. Sprawa dotyczyła testamentu i posiadała pewne interesujące cechy. Miałem okazję przedstawić le Villardowi dwa podobne przypadki, jeden z Rygi z 1857 roku, a drugi z St. Louis z roku 1871, które zasugerowały mu właściwe rozwiązanie. Mam tu jego list z podziękowaniami za pomoc. Dostałem go dziś poranną pocztą. - Mówiąc to, rzucił na stół zmięty arkusz papieru listowego. Przejrzałem go pobieżnie. Rzuciło mi się w oczy mnóstwo wyrazów uznania; liczne magnifiques, coup de mattre i tour de force świadczyły o szczerym podziwie, którym francuski detektyw darzył Holmesa.
- Pisze niczym uczeń do swojego mistrza - stwierdziłem.
- Och, zbyt wysoko ocenia moją pomoc - rzekł lekkim tonem Sherlock Holmes. - Sam jest bardzo uzdolniony. Posiada dwie z trzech cech idealnego detektywa: bystrość obserwacji i opanowanie sztuki dedukcji. Brak mu jedynie wiedzy, ale to przyjdzie z czasem. Teraz przekłada na francuski moje skromne monografie.
- Monografie?
- Nie wiedziałeś? - zawołał Holmes ze śmiechem. - Tak, popełniłem kilka drobnych dzieł, wszystkie poświęcone czysto technicznym zagadnieniom. Tu masz na przykład artykuł „O rozróżnianiu popiołu z różnych tytoni”. Opisałem w nim sto czterdzieści różnych rodzajów tytoniu do wyrobu papierosów, cygar oraz tytoniu fajkowego i zamieściłem kolorowe ilustracje obrazujące różnice pomiędzy nimi. Problematyka tytoniu nieustannie się przewija w sprawach kryminalnych i jako wskazówka ma czasem wielkie znaczenie. Jeśli na przykład potrafisz stwierdzić, że mordercą był mężczyzna palący indyjski lunkah, w oczywisty sposób zawęża ci to obszar poszukiwań. Dla wytrenowanego oka różnica między czarnym popiołem z cygara „Trichinopoly” a białymi kłaczkami z „Bird’s Eye” jest tak wyraźna jak między kapustą a ziemniakiem.
- Masz genialną zdolność dostrzegania szczegółów - zauważyłem.
- Doceniam ich znaczenie. A to moja monografia o odczytywaniu śladów, w której zawarłem kilka uwag na temat zastosowania gipsu modelarskiego, pozwalającego zachować odciśnięte ślady. Tu z kolei masz niewielkie interesujące opracowanie, opisujące wpływ zawodu danego człowieka na kształt jego dłoni, z litografiami dłoni dekarzy, marynarzy, krajaczy korku, kompozytorów, tkaczy i szlifierzy diamentów. Dla detektywa z naukowym podejściem ma to ogromne znaczenie praktyczne, zwłaszcza w przypadku nierozpoznanych ciał czy też przy pozyskiwaniu informacji o przeszłości przestępców. Chyba jednak zaczynam cię nużyć tym gadaniem.
- Ależ bynajmniej! - zaprzeczyłem z powagą. - To dla mnie niezmiernie interesujące, szczególnie odkąd miałem okazję przekonać się na własne oczy, jak stosujesz swoje hobby w praktyce! Wspomniałeś jednak przed chwilą o obserwacji i dedukcji. Zapewne jedna w pewnym stopniu wynika z drugiej?
- Cóż, niezupełnie - rzekł mój przyjaciel, rozpierając się wygodnie w fotelu i wypuszczając gęste sine kłęby dymu ze swojej fajki. - Dzięki obserwacji wiem na przykład, że byłeś dziś rano na poczcie przy Wigmore Street. Ale to dedukcja podpowiada mi, że gdy tam byłeś, wysłałeś telegram.
- To prawda! - odparłem. - Odgadłeś w obu przypadkach. Muszę jednak przyznać, że nie
mam pojęcia, jak do tego doszedłeś. Nagle odczułem impuls, żeby to zrobić, ale przecież nikomu
0 tym nie wspominałem.
- To banalne - powiedział Holmes, chichocząc na widok mojej zaskoczonej miny. - Tak absurdalnie proste, że wyjaśnianie tego jest wręcz zbędne. Możemy jednak posłużyć się tym przykładem, by zdefiniować granice obserwacji i dedukcji. Obserwacja podpowiada mi, że do podeszwy twojego buta przylgnęła odrobina czerwonawej ziemi. Naprzeciwko urzędu przy Seymour Street zdjęto właśnie fragment chodnika i rozkopano ziemię, tak że trudno w nią nie wdepnąć, wchodząc do środka. Ziemia tutaj ma specyficzną czerwonawą barwę, i, o ile wiem, nie występuje nigdzie indziej w tych okolicach. To by było na tyle, jeśli chodzi o obserwację. Cała reszta to dedukcja.
- Jak w takim razie wydedukowałeś, że wysłałem telegram?
- Wiedziałem oczywiście, że nie napisałeś żadnego listu, bo przez cały ranek siedziałem naprzeciwko ciebie. Widzę również w otwartej szufladzie twojego biurka arkusz znaczków
1 gruby plik kartek pocztowych. Po cóż w takim razie miałbyś iść na pocztę, jeśli nie po to, by wysłać telegram? Trzeba wyeliminować wszystkie pozostałe czynniki, a ten jeden, który pozostanie, musi być prawdziwy.
- W tym przypadku z całą pewnością tak właśnie było - odparłem po chwili zastanowienia. - Jednak, jak sam mówisz, to akurat było bardzo proste. Czy uznałbyś to za bezczelność, gdybym poddał twoje metody nieco trudniejszej próbie?
- Wręcz przeciwnie - odrzekł. - Dzięki temu mógłbym zrezygnować z drugiej dawki kokainy. Z wielką przyjemnością przeanalizuję każdy problem, jaki tylko mi podrzucisz.
- Słyszałem, jak wspominałeś kiedyś, że człowiekowi trudno jest na co dzień używać jakiegokolwiek przedmiotu, nie pozostawiwszy na nim jakichś typowych dla niego śladów, które wyćwiczony obserwator potrafiłby odczytać. Ten oto zegarek wszedł niedawno w moje posiadanie. Byłbyś tak miły i powiedział, co myślisz o charakterze i nawykach jego zmarłego właściciela?
Z lekkim rozbawieniem podałem mu zegarek, bo test ten, jak mi się wydawało, był niemożliwy do rozwiązania. Zamierzałem dać mu w ten sposób małą nauczkę za jego trochę apodyktyczny ton, jaki czasami przybierał. Holmes przez chwilę ważył zegarek w dłoni, wpatrując się intensywnie w jego tarczę, następnie otworzył pokrywkę i przyjrzał się mechanizmowi, najpierw gołym okiem, a potem przy użyciu silnej lupy. Ledwie zdołałem powstrzymać uśmiech, widząc jego zawiedzioną twarz, gdy wreszcie zatrzasnął pokrywkę i oddał mi zegarek.
- Niewiele tu danych - zauważył mój przyjaciel. - Zegarek był ostatnio czyszczony, co pozbawia mnie najbardziej sugestywnych śladów.
- Masz rację - odparłem. - Wyczyszczono go, zanim przesłano do mnie. - W głębi serca oskarżałem już mojego towarzysza, że podsunął mi najgorszą i najsłabszą wymówkę, by zatuszować swą porażkę. Jakież to niby dane mógłby odczytać z niewyczyszczonego zegarka?