Pięćdziesiąt twarzy Greya
- Автор: Джеймс Эрика Леонард
- Год: 2011
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Pięćdziesiąt twarzy Greya». Краткое содержание книги:
Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca erotyką powieść!
Studentka literatury Anastasia Steele ma w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu Christianem Greyem. Ku zaskoczeniu Any, zamożny, błyskotliwy i zabójczo przystojny mężczyzna od pierwszych sekund spotkania jednocześnie ją onieśmiela i fascynuje… do tego stopnia, że dziewczyna desperacko pragnie poznać go bliżej. Okazja nadarza się bardzo szybko – już nazajutrz Grey zjawia się w sklepie, w którym Ana dorywczo pracuje, i… proponuje jej kolejne spotkanie.
Młoda, niedoświadczona dziewczyna jest zszokowana erotyczną propozycją, którą składa jej ten ekscytujący mężczyzna. Opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli, pragnie jej na własnych warunkach. Z lękiem, wahając się, Anastasia przystaje na jego perwersyjną umowę. Gdy rozpoczyna się śmiały, pełen namiętności romans, dziewczyna powoli odkrywa nie tylko sekrety Greya, lecz także drzemiące w niej samej mroczne instynkty…
„Pięćdziesiąt twarzy Greya” to powieść otwierająca trylogię, która w samych Stanach Zjednoczonych w ciągu trzech pierwszych miesięcy sprzedała się w nakładzie 15 milionów egzemplarzy! Seria od dłuższego czasu niepodzielnie panuje na prestiżowej liście bestsellerów e-bookowych magazynu „The New York Times” (zajmuje miejsca: pierwsze, drugie i trzecie)!
– Poszperać?
– Zdziwisz się, co można znaleźć w Internecie – wyjaśnia.
Internet! Nie mam dostępu do komputera, jedynie do laptopa Kate, a nie mogę użyć komputera u Claytona, na pewno nie do takiego „szperania”.
– O co chodzi? – pyta, przechylając głowę.
– Nie mam komputera. Może Kate mi użyczy laptopa.
Podaje mi szarą kopertę.
– Na pewno mogę ci jakiś… eee… pożyczyć. Weź rzeczy, to zawiozę cię do Portland, a po drodze zjemy jakiś lunch. Muszę się przebrać.
– Tylko zadzwonię – mówię cicho. Chcę usłyszeć głos Kate. On marszczy brwi.
– Fotograf? – Ma zaciśnięte usta, a oczy mu płoną. – Nie lubię się dzielić, panno Steele. Pamiętaj o tym. – Jego cichy, chłodny ton brzmi ostrzegawczo i posyłając mi długie, chłodne spojrzenie, Christian wychodzi z pokoju.
Rany boskie. Chciałam tylko zadzwonić do Kate. Chcę za nim krzyknąć, ale jego nagła rezerwa mnie sparaliżowała. Co się stało z tym szczodrym, zrelaksowanym, uśmiechniętym człowiekiem, który kochał się ze mną niespełna pół godziny temu?
– Gotowa? – pyta Christian i stajemy przed drzwiami do holu.
Kiwam niepewnie głową. Ponownie przyjął swoją chłodną, uprzejmą, spiętą postawę, jego maska powróciła i jest wyraźnie widoczna. Ma ze sobą skórzaną torbę na ramię. Po co mu ona? Może zostaje w Portland? I wtedy przypominam sobie o uroczystości zakończenia studiów. No tak… Będzie tam w czwartek. Włożył czarną skórzaną kurtkę. W tym stroju z pewnością nie wygląda na multimilionera, miliardera czy innego „era”. Wygląda jak chłopak z szemranej dzielnicy, może niegrzeczny rockman albo model z wybiegu. Wzdycham, żałując, że nie mam choćby jednej dziesiątej jego pewności siebie. Jest taki spokojny i opanowany. Marszczę czoło na wspomnienie jego wybuchu w odniesieniu do Jose… No cóż, przynajmniej wygląda na spokojnego i opanowanego.
– A więc do jutra – rzuca Christian do Taylora, który w odpowiedzi kiwa głową.
– Tak, proszę pana. Który samochód pan bierze?
Zerka na mnie.
– R8.
– Bezpiecznej podróży, panie Grey. Panno Steele. – Taylor patrzy na mnie uprzejmie, ale w jego oczach dostrzegam cień współczucia.
Niewątpliwie myśli, że uległam podejrzanym seksualnym zwyczajom pana Greya. Jeszcze nie, dopiero jego wyjątkowym zwyczajom, no chyba że dla wszystkich seks tak wygląda. Na myśl o tym marszczę czoło. Nie mam porównania, a nie mogę zapytać Kate. Tę kwestię będę musiała poruszyć z Christianem. To naturalne, że powinnam z kimś porozmawiać – a nie mogę porozmawiać z nim, skoro raz jest taki otwarty, a za chwilę zupełnie nieprzystępny.
Taylor otwiera nam drzwi i prowadzi na zewnątrz. Christian przywołuje windę.
– O co chodzi, Anastasio? – Skąd wie, że przetrawiam coś w myślach? Unosi moją brodę. – Przestań przygryzać wargę, inaczej przelecę cię w windzie bez względu na to, kto z nami wsiądzie.
Czerwienię się, ale dostrzegam uśmiech w kąciku jego ust, nareszcie jego humor wydaje się zmieniać.
– Christian, mam problem.
– Tak? – Poświęca mi uwagę bez reszty.
Przyjeżdża winda. Wsiadamy i Christian naciska przycisk oznaczony literką P.
– Więc tak. – Czerwienię się. Jak to powiedzieć? – Muszę porozmawiać z Kate. Mam tyle pytań na temat seksu, a ty jesteś taki zajęty. Jeśli chcesz, żebym robiła wszystkie te rzeczy, skąd mam wiedzieć… – Urywam, szukając odpowiednich słów. – Po prostu nie mam żadnego punktu odniesienia.
Przewraca oczami.
– Porozmawiaj z nią, jeśli musisz. – Chyba się zirytował. – Ale upewnij się, że nie wspomni o niczym Elliotowi.
Oburzam się, słysząc taką insynuację. Kate nie jest taka.
– Nie zrobiłaby tego, a ja nie powtórzyłabym tobie nic, co ona mówi o Elliocie. Gdyby mi, oczywiście, cokolwiek powiedziała – dodaję szybko.
– Cóż, różnica polega na tym, że ja o jego życiu seksualnym nie chcę nic wiedzieć. Elliot to ciekawski drań. Ale tylko o tym, co robiliśmy do tej pory – ostrzega. – Prawdopodobnie wyrwałaby mi jaja, gdyby wiedziała, co chcę z tobą zrobić – dodaje tak łagodnie, że nie jestem pewna, czy powinnam to słyszeć.
– W porządku. – Zgadzam się od razu, uśmiechając się do niego z ulgą. Wizja Kate z jajami Christiana nie wydaje mi się kusząca.
Lekko wykrzywia usta i potrząsa głową.
– Im szybciej będę miał twoje posłuszeństwo, tym lepiej, i skończymy wtedy z tym wszystkim – mruczy.
– Skończymy z czym?
– Z twoim sprzeciwianiem się mnie. – Chwyta mnie za brodę i składa na moich ustach delikatny, słodki pocałunek dokładnie w momencie, gdy drzwi windy się rozsuwają. Za rękę prowadzi mnie do podziemnego garażu.
Ja mu się sprzeciwiam… jak?
Obok windy widzę czarne audi z napędem na cztery koła, ale to stylowy, sportowy wóz wydaje dźwięk i mruga światłami, gdy Christian kieruje w jego stronę pilota. To jeden z tych samochodów, na których masce powinna leżeć długonoga blondynka przepasana jedynie szarfą.
– Ładny samochód – rzucam oschle.
Zerka na mnie i uśmiecha się szeroko.
– Wiem – odpowiada i na ułamek sekundy powraca słodki, młody, beztroski Christian. Robi mi się cieplej na sercu. Jest tak podekscytowany. Ach, chłopcy i ich zabawki. Przewracam oczami, ale nie potrafię powstrzymać uśmiechu. Otwiera przede mną drzwi, a ja wsiadam do środka. Uuu… jak nisko. Obchodzi samochód ze swobodnym wdziękiem i elegancko sadza swe długie ciało obok mnie. Jak on to robi?
– Jaki to samochód?
– Audi R8 Spyder. Jest piękny dzień, więc możemy opuścić dach. Tam jest bejsbolówka, a właściwie powinny być dwie. – Wskazuje na schowek. – I okulary przeciwsłoneczne, jeśli chcesz.
Przekręca kluczyk i słyszę warkot silnika. Christian kładzie torbę za naszymi siedzeniami, naciska przycisk i dach powoli się składa. Po jednym kliknięciu otacza nas głos Bruce’a Springsteena.
– Nie można nie kochać Bruce’a – szczerzy się do mnie, po czym wyjeżdża z miejsca parkingowego i w górę po rampie, gdzie zatrzymuje się przed szlabanem.
Wyjeżdżamy na ulice Seattle w jasny, majowy poranek. Sięgam do schowka i wyjmuję czapki. Mariners. Lubi baseball? Podaję mu czapkę, a on ją zakłada. Przekładam swój kucyk przez otwór z tyłu i opuszczam nisko daszek.
Ludzie gapią się na nas, gdy przejeżdżamy ulicami. Przez chwilę myślę, że na niego… A potem paranoiczna część mnie myśli, że na mnie, ponieważ wiedzą, co robiłam przez ostatnie dwanaście godzin, ale w końcu zdaję sobie sprawę, że patrzą na samochód. Christian chyba tego nie zauważa, pogrążony w myślach.
Ruch jest niewielki i wkrótce docieramy do autostrady I-5, prowadzącej na południe, a wiatr omiata nam głowy. Bruce śpiewa o rozpaleniu i podnieceniu. Jak trafnie! Czerwienię się, słuchając słów piosenki. Christian zerka na mnie. Ma na nosie ray-bany, więc nie mogę nic wyczytać z jego oczu. Jego usta drgają minimalnie. Kładzie rękę na moim kolanie, lekko je ściskając.
– Głodna?
No, na jedzenie akurat nie mam ochoty.
– Niespecjalnie.
Zaciska usta w cienką linię.
– Musisz jeść, Anastasio – beszta mnie. – Znam świetne miejsce niedaleko Olimpii. Tam się zatrzymamy. – Znów ściska moje kolano, a potem kładzie rękę z powrotem na kierownicy i dociska gaz. Wdusza mnie w fotel. Rany, ależ ten samochód sunie.
Restauracja jest mała i kameralna, właściwie to drewniana chata w środku lasu. Wystrój jest rustykalny: krzesła każde z innej parafii i stoły pokryte kraciastymi obrusami z polnymi kwiatami w wazonach. Cuisine Sauvage [5] – głosi napis nad wejściem.
[5] Cuisine sauvage – po francusku „dzika kuchnia”.