Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 106
Перейти на страницу:

Wilmot nie odpowiedział od razu. Sięgnął po filiżankę i pociągnął solidny łyk.

— Holly, żeby utrzymać równowagę ekologiczną w tym habitacie, liczba narodzin musi być równa liczbie zgonów A z powodu nowoczesnych technik medycznych i terapii odmładzających…

— Wiem. Ludzie żyją wiecznie. Mniej więcej.

— Ile zgonów nastąpiło od chwili, kiedy opuściliśmy Ziemię?

— Dwa. Jedno morderstwo i jedna egzekucja.

— Widzisz? Moglibyśmy zezwolić na dwójkę dzieci. Nie więcej.

Holly znów potrząsnęła głową, tym razem bardziej energicznie.

— To nie będzie działać, profesorze. Musimy wymyślić jakiś inny sposób.

— Ale do chwili, gdy się to stanie, obawiam się, że będziemy musieli przestrzegać starych zasad tego habitatu, także ZRP.

— Przecież mamy dość miejsca, mogłoby się tu zmieścić trzy albo cztery razy tyle ludzi! Jak rany, w habitacie zmieściłby się nawet milion ludzi!

— Żyjących w ścisku i w biedzie — odparł z powagą Wilmot.

— A jaki piękny mielibyśmy wskaźnik przestępczości przy takiej gęstości populacji!

— Pewnie tak — zgodziła się Holly niechętnie, po czym uniosła podbródek: — Ale nie rozumiem, jak można wymusić na kobietach, żeby nie chciały mieć dzieci.

— Trzeba je przekonać, że to konieczność — rzekł Wilmot.

— Trzeba opracować wzór planowego przyrostu populacji i przekonać do niego mieszkańców habitatu.

— Żeby tylko się dało — odparła ponuro Holly. — Problem w tym, że Eberly najwyraźniej ignoruje problem, zamiata go pod dywan. Dopóki będzie kandydował powtórnie do objęcia urzędu, nie wyciągnie żadnego problemu, który mógłby sprawić, że dostanie mniej głosów.

— Przecież powiedziałaś, że nie może go zignorować.

— Na dłuższą metę nie. Ale dopóki trwa kampania wyborcza, nie będzie o tym wspominał. Tego jestem pewna.

— W takim razie jego oponent musi przedstawić problem wyborcom.

— On nie ma oponenta — rzekła Holly. — Nikt inny nie kandyduje.

— Na razie. Ostateczny termin rejestracji kandydatów mija za tydzień. Piętnastego, prawda?

— Piętnasty wypada w niedzielę — rzekła Holly. — Więc rejestracja kandydatów odbędzie się szesnastego.

— Ach, tak.

— Ale kto może z nim konkurować? Nikt. Będziemy musieli wybrać kogoś w drodze losowania.

Wilmot potarł wąsy palcem i rzekł:

— Sądzę, że w tej społeczności z pewnością jest ktoś na tyle silny, by wziąć udział w tym wyścigu, jeśli nawet jedynym powodem byłoby zmuszenie Eberlyego do zajęcia się problemem.

— Zna pan kogoś, kto mógłby to zrobić? — spytała z zainteresowaniem Holly. — Może pan?

— Och, na Boga, nie.

— Więc kto?

— Ty, moja panno. Ty powinnaś konkurować z Malcolmem Eberlym.

8 STYCZNIA 2096: WIECZÓR

— Wystartować w wyborach? — Pancho była wyraźnie zaskoczona.

— Profesor Wilmot powiedział, że powinnam — odparła Holly.

Pancho uśmiechnęła się do siostry, siedząc po drugiej stronie niskiego stolika w salonie. Holly siedziała na sofie z podwiniętymi nogami, zaś Pancho rozłożyła się wygodnie na szezlongu.

— Wiesz co, mała — rzekła Pancho — profesor może mieć rację. Byłabyś fantastycznym administratorem.

Holly nie była tego taka pewna.

— Rany, Pancho, nie mam pojęcia o wygłaszaniu przemówień i kandydowaniu na jakiś urząd. Nie wiem, od czego zacząć.

— Pomagałaś Eberlyemu w poprzednich wyborach, nie?

— Z prognozami i analizami statystycznymi, takie tam Nie zajmowałam się samą kampanią. To robili wyłącznie jego ludzie.

— Ja tam wiem coś o tym, co trzeba zrobić, żeby ludzie byli zadowoleni i głosowali na ciebie. Właśnie dzięki temu tyle lat utrzymałam się na szczycie w Astro Corporation.

— Pomożesz mi? — spytała Holly z nadzieją w głosie.

— Z czym masz jej pomóc? — spytał Jake Wanamaker, który właśnie pojawił się w drzwiach sypialni.

— Holly będzie kandydować na głównego administratora.

— Naprawdę?

— Sama nie wiem… — rzekła niepewnie Holly.

— Będziesz kandydować — oznajmiła Pancho. — Czy jesteś przekonana, czy nie.

Urbain siedział z nieszczęśliwą miną przy kolacji przygotowanej przez Jean-Marie. Nie interesowała się szczególnie gotowaniem, ale ostatnio opanowała tę umiejętność z pomocą kursów filmowych, i odkryła, że przygotowywanie posiłków z produktów kupowanych w sklepach prowadzonych przez farmy habitatu jest ciekawsze niż odgrzewanie gotowych dań. Ich kuchnia była mała, ledwo starczało w niej miejsca, żeby oboje mogli usiąść przy stole, ale miała pełen zestaw urządzeń kuchennych i szafek.

Edouard zwykle cieszył się, kiedy starała się coś przygotować. Zawsze chwalił jej dzieła. Ale nie dziś. Grzebał niechętnie widelcem w kurczęciu po kijowsku, które z takim trudem dla niego przygotowała.

— Bez smaku? — spytała.

Spojrzał na nią, wyrwany nagle z zadumy. — Co?

— Kurczak — wyjaśniła Jean-Marie. — Nie jest przyprawiony tak jak lubisz?

— Ach. Nie, kurczak jest dobry. Dobry — nabrał potrawę na widelec i żuł, patrząc niewidzącymi oczami w przestrzeń.

— O co chodzi, Edouardzie? Coś cię trapi?

— Eberly — mruknął.

— Co tym razem zrobił?

— Nie chodzi o to, co zrobił. Raczej, czego nie zrobił — Urbain starannie odłożył widelec na stół.

— Nadal nie zgadza się na wystrzelenie twoich satelitów?

— Nie. I nie zgodzi się, dopóki nie poprę jego pomysłu z eksploracją pierścieni.

— W takim razie czemu się nie zgodzisz? Skoro odnalezienie twojej sondy Alfa jest takie ważne, to czemu odmawiać?

— Bo to absurd! — prychnął Urbain. — Poza tym Nadia Wunderly dostanie szału.

— Pff. To niech dostanie — odparła Jean-Marie. — Jest twoją podwładną. Jej praca nie powinna stawać na drodze twojej pracy.

Urbain potrząsnął niechętnie głową.

— Moja droga, nic nie rozumiesz. Ona wierzy, że odkryła w pierścieniach Saturna nowe formy życia. Jeśli zgodzę się na plan Eberly’ego, będzie to wyraźny znak — dla niej i dla całego świata — że jej nie wierzę.

— I co z tego?

— Załamie się.

Jean-Marie była zaskoczona. Jej mąż nigdy nie wykazywał takiej wrażliwości w stosunku do kogokolwiek, z kim pracował. Na pewno nie chodzi o żadną romantyczną fascynację, pomyślała. Za dobrze go znam, poza tym ona nie jest atrakcyjna. On się troszczy o jej pracę, o jej nadzieje i pozycję wobec pozostałych naukowców. Jean-Marie poczuła, jak jej uwielbienie dla męża rośnie.

Mimo to spytała delikatnie:

— Czy jej praca jest ważniejsza od twojej? Czy jej teorie na temat żywych stworzeń w pierścieniach Saturna są ważniejsze od twojego pojazdu wędrującego po powierzchni Tytana?

Przez długą chwilę patrzył na nią w milczeniu; widziała w jego oczach, jaki ból sprawiają mu sprzeczne emocje.

— Jean-Marie, czy fizyka jest ważniejsza od biologii? Czy jedna ścieżka badań naukowych jest ważniejsza od drugiej?

— Jeśli nie można równocześnie obu… Usiłując utrzymać nerwy na wodzy, Urbain rzekł:

— Nie dopuściłbym do tego, żeby ten… polityk doprowadził do konfliktu między pracami Wunderly a moimi. Nie chciałbym, żeby doszło do wyboru „albo-albo”. Należy prowadzić badania w obu kierunkach.

— Tylko, jeśli pozwolicie Eberlyemu się wtrącać, to z obu nic nie wyjdzie.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)