Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 106
Перейти на страницу:

7 STYCZNIA 2096: WIECZÓR

Po długim dniu wypełnionym głównie frustracją i oczekiwaniem, Urbain otrzymał dwie wiadomości w chwili, gdy wstawał od biurka.

Szef działu inżynieryjnego pojawił się przy drzwiach, z wyrazem twarzy pełnym zarazem troski, jak i obawy. Urbain zrozumiał, że ma dla niego złe wieści, jeszcze zanim mężczyzna otworzył usta. Opadając z powrotem na wyściełane krzesło, Urbain tylko jęknął:

— A co tym razem?

Inżynier stał w drzwiach.

— Wszystkie dwanaście satelitów jest gotowych do startu, panie doktorze.

Więc skąd ten ponury wyraz twarzy, zastanawiał się Urbain? Zanim jednak zdołał zapytać, inżynier odezwał się sam:

— Ale główny inżynier odmawia zgody na start. Urbain poczuł, jak skacze mu ciśnienie.

— Odmawia? Nie może odmówić! Nie ma prawa zakazać startu!

— Obawiam się, że ma, proszę pana. Mamy związane ręce do chwili, aż uzyskamy zgodę działów konserwacji i bezpieczeństwa habitatu.

Drżąc z wściekłości, Urbain wpatrywał się w inżyniera, który natychmiast wykonał w tył zwrot i znikł. Urbain słyszał jego kroki w korytarzu: inżynier po prostu biegł.

Zanim zdołał pomyśleć, co takiego mógłby zrobić, usłyszał brzęczyk telefonu i na ekranie pojawiła się uśmiechnięta, przystojna twarz Eberly’ego.

— Musimy porozmawiać — rzekł Eberly tonem, jakby zwracał się do podwładnego. — Proszę czekać na mnie przy wejściu do budynku administracji za dziesięć minut.

Pstryk. Obraz Eberly’ego znikł, zanim Urbain zdołał wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.

Dziesięć minut później Urbain stał przy wejściu do budynku administracji, jakieś dwieście metrów od głównej ulicy Aten, gdzie mieściło się jego biuro i wyłamywał nerwowo palce.

Eberly pojawił się w podwójnych drzwiach, w towarzystwie jakichś dwóch mężczyzn. Jednego z nich Urbain rozpoznał: był na spotkaniu w sali konferencyjnej, parę dni temu; drugi nie był mu znany.

Urbain gotował się ze złości na chodniku, a Eberly radośnie plotkował z towarzyszami na szczycie schodów: cały, w uśmiechach, ukłonach i uprzejmościach. W końcu dwóch podwładnych zostawiło go i zeszło na dół, mijając Urbainaze zdawkowym skinieniem głowy. Zaplanował to wszystko, pomyślał Urbain, żeby mnie poniżyć. Żebym wiedział, gdzie moje miejsce. Żeby utrzeć mi nosa, pokazać, kto tu rządzi a ja się nie liczę.

Eberly wreszcie zszedł po schodach, cały w uśmiechach i wyciągnął rękę.

— Przepraszam, że musiał pan czekać. Ważne sprawy. Urbain nie odwzajemnił uścisku.

— Odmówił pan wydania zgody na wystrzelenie moich satelitów — rzekł, czując, jak ogarnia go zimna furia.

— To tylko chwilowe opóźnienie — rzekł gładko Eberly i ruszył ulicą. Urbain nie miał wyboru: zaczął iść za nim.

— Wiem, że to pana niepokoi — oznajmił Eberly lekkim tonem, maszerując ulicą. — Ale jestem pewien, że będzie pan mógł wystrzelić swoje satelity jutro, zgodnie z planem. No, mniej więcej.

Urbain milczał. Było dla niego oczywiste, że Eberly trzyma coś w zanadrzu, ale nie miał zamiaru ułatwiać mu zadania. Szli więc w milczeniu, a habitat wolno przełączał się na tryb nocny: okna słoneczne zamykały się, a zapalały się lampy i światła w oknach. Ludzie mijali ich na ulicach, pojedynczo i parami, pozdrawiali i uśmiechali się. Eberly uśmiechał się do wszystkich promiennie. Urbain zacisnął usta i milczał.

W końcu nie mógł już tego znieść. Gdy zbliżyli się do brzegu jeziorka, Urbain wycedził przez zaciśnięte zęby:

— Żona czeka na mnie z kolacją.

— Ach — odparł Eberly. — Tak, oczywiście. Pańska żona. Pani Urbain to urocza kobieta. Naprawdę urocza.

— Dlaczego zakazał pan wystrzelenia moich satelitów? — dopytywał się Urbain.

— Nie zakazałem — odparł Eberly, patrząc na jezioro i unikając wzroku Urbaina. — Po prostu opóźniłem zgodę ledwie o parę godzin. Do chwili, aż będziemy mogli porozmawiać. O czym?

Eberly zwrócił się do naukowca, ale wyglądał, jakby był gdzieś daleko, za jego ramieniem. Urbain odniósł wrażenie, że Eberly szuka takiego miejsca, w którym będzie pewien, że nikt ich nie podsłuchuje.

— Moi ludzie sugerują, że wystrzelenie wszystkich satelitów stanowi pogwałcenie przepisów bezpieczeństwa, bo nie będziemy mieli w magazynach nic, na wypadek jakiegoś niebezpieczeństwa.

— Dlatego właśnie prosiłem o personel i materiały, dzięki którym mógłbym zbudować następnych dwanaście satelitów! — warknął Urbain.

— Tak, wiem.

— A pańscy ludzie ociągają się ze spełnieniem mojej prośby.

— To pożałowania godne — mruknął Eberly. Urbain zatrzymał się i skrzyżował ręce na piersi.

— O co w tym wszystkim chodzi? — spytał. — Dlaczego pan mi rzuca kłody pod nogi?

Eberly zwrócił się w jego stronę; zwykły uśmieszek znikł, na jego twarzy malowały się tylko chłód i bezwzględność.

— Chce pan wystrzelić satelity na orbitę wokół Tytana… — …i zbudować dwanaście następnych, zapasowych — przerwał mu Urbain.

— Tak — rzekł Eberly. — A ja chcę eksplorować pierścienie Saturna.

Urbain zamrugał ze zdziwienia.

— Po co?

— Żeby zdobyć lód. Czyli wodę. Najcenniejszy towar w Układzie Słonecznym.

— Wiem — mruknął Urbain, przypominając sobie, że Eberly wykorzystał ten pomysł w kampanii wyborczej. Pokazał obywatelom habitatu świetlaną przyszłość: bogactwo dzięki sprzedaży wody innym ludzkim społecznościom w kosmosie.

— A pan i inni naukowcy się temu sprzeciwiali — rzeU Eberly. — Szczególnie ta Wunderly.

— Odkryła tam autochtoniczne formy życia — rzekł Urbain bardziej do siebie niż do Eberly’ego.

— Słyszałem, że większość naukowców na Ziemi nie daje wiary temu odkryciu.

— Mimo to już sama możliwość, że mogą tam istnieć jakieś formy życia, wyklucza wszelkie działania komercyjne w regionie.

— MKU nie wydało żadnego zakazu — zauważył Eberly, — MUA też nie.

— Międzynarodowe Konsorcjum Uniwersytetów poprosiło mnie o wyrażenie opinii, zanim przekażą zalecenia Międzynarodowemu Urzędowi Astronautycznemu.

— Tak właśnie myślałem.

— Teraz rozumiem — rzekł Urbain. — Chce pan, żebym napisał w opinii dla MKU, że należy wyrazić zgodę na eksplorację pierścieni.

— Nie naruszymy ich ani odrobinę. Tam jest miliard ton lodu. Zabierzemy jakiś ułamek ułamka.

Urbain przyglądał się Eberlyemu z nieskrywanym obrzydzeniem.

— A więc szantaż. Wstrzyma pan start moich satelitów, dopóki nie pozwolę panu na eksplorację pierścieni.

Eberly zaprezentował wąski uśmieszek.

— To nie szantaż. Właściwe słowo brzmi: wymuszenie. — Tak czy inaczej…

— Tak czy inaczej, jeśli chce pan uzyskać zezwolenie na start satelitów, które mają szukać tej pańskiej zbłąkanej sondy, musi pan powiedzieć MKU, że w eksploracji pierścieni nie ma niczego zdrożnego.

Patrząc na stanowczą minę Eberly’ego Urbain zrozumiał, że nie ma wyboru.

8 STYCZNIA 2096: PORANEK

Malcolm Eberly nie spał dobrze tej nocy. Budził się wolno, obolały i otępiały, co przypominało mu poranki w austriackim więzieniu. Ogarnęło go niewyraźne wspomnienie złego snu: im bardziej próbował przypomnieć sobie konkrety, tym bardziej szczegóły wymykały mu się, pozostawiając tylko nieokreślone uczucie przerażenia.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)