Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Крутые детективы » Obiecaj mi [Promise me-pl]
Obiecaj mi [Promise me-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obiecaj mi [Promise me-pl]

Электронная книга - «Obiecaj mi [Promise me-pl]». Краткое содержание книги:

Minęło sześć lat od czasu, kiedy Myron po raz ostatni bawił się w detektywa. U boku nowej dziewczyny – Ali Wilder – prowadzi spokojne i uporządkowane życie, zaś jego psychopatyczny przyjaciel Win, nie musi, jak dawniej, nieustannie ratować mu życia. Ale to, co dobre, dobiega właśnie końca… Jakiś czasu temu Myron wymógł na dwóch nastoletnich dziewczynach, Aimee i Erin, wiążącą obietnicę – w razie jakichkolwiek kłopotów, zwrócą się do niego o pomoc. Kilka dni później telefon dzwoni – o drugiej w nocy! Spełniając swoje przyrzeczenie, Myron zabiera nastolatkę z Manhattanu i odwozi do domu jej przyjaciółki w New Jersey. Następnego dnia rodzice Aimee odkrywaj ą zniknięcie córki. Morderstwo, czy ucieczka z domu? Myron był ostatnią osobą, która ją widziała? automatycznie staje się głównym podejrzanym…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 84
Перейти на страницу:

Wielki Jake popatrzył na niego jeszcze groźniej.

– Czego pan chce?

– Chcę porozmawiać z pańskim synem, Randym.

– O czym?

– Reprezentuję rodzinę Bielów.

Tamten zamrugał.

– Co z tego?

– Czy wiadomo panu, że ich córka zaginęła?

– Co z tego?

– Ten tekst „co z tego” nigdy się nie starzeje. Aimee Biel zaginęła, a ja chciałbym zapytać o to pańskiego syna.

– On nie ma z tym nic wspólnego. W sobotę wieczorem był w domu.

– Sam?

– Nie. Byłem z nim.

– A Lorraine? Ona też była? Czy wyszła gdzieś wieczorem? Wielkiemu Jake’owi wyraźnie się nie spodobało, że Myron mówi o jego żonie po imieniu.

– To nie pański interes.

– Może i tak, ale mimo to chciałbym porozmawiać z Randym.

– Nie.

– Dlaczego nie?

– Nie chcę, żeby Randy był w to zamieszany.

– W co?

– Hej! – Wielki Jake wycelował palec w Myrona. – Nie podoba mi się pańskie zachowanie.

– Ach tak? – Myron obdarzył go szerokim uśmiechem gospodarza teleturnieju i czekał. Wielki Jake wyglądał na zagubionego. – Teraz lepiej? Przyjemniej, prawda?

– Wynocha.

– Powiedziałbym „a kto mnie zmusi”, ale to naprawdę byłoby zbyt oczywiste.

Wielki Jake uśmiechnął się i przysunął do Myrona.

– Chcesz wiedzieć, kto cię zmusi?

– Zaraz, chwilkę, niech sprawdzę scenariusz. – Myron udał, że przewraca kartki. – W porządku, tu jest. Ja mówię: „No kto?”, a pan na to „Ja”.

– Widzę, że załapałeś.

– Jake?

– Co?

– Czy któreś z twoich dzieci jest w domu? – zapytał Myron.

– Dlaczego? Co to ma do rzeczy?

– No cóż, Lorraine już wie, że jesteś do niczego – rzekł Myron, nie odsuwając się ani o milimetr – ale nie chciałbym skopać ci tyłka przy twoich dzieciach.

Jake zaczął głośno posapywać. Nie cofnął się, ale wyraźnie miał problemy z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

– Ach, nie jesteś tego wart.

Myron przewrócił oczami, ale powstrzymał się i nie powiedział, że to kolejna typowa odzywka w scenariuszu. Oto co oznacza dojrzałość.

– Ponadto mój syn zerwał z tą zdzirą.

– Przez zdzirę rozumiesz…?

– Aimee. Rzucił ją.

– Kiedy?

– Trzy albo cztery miesiące temu. Skończył z nią.

– W zeszłym tygodniu byli razem na balu absolwentów.

– Tylko na pokaz.

– Na pokaz?

Wzruszył ramionami.

– Wcale mnie nie dziwi, że tak się to skończyło.

– Dlaczego tak uważasz, Jake?

– Ponieważ ta Aimee to nic dobrego. Zwykła zdzira.

Myron czuł, że krew zaczyna szumieć mu w skroniach.

– Dlaczego tak twierdzisz?

– Znam ją, no nie? Znam całą tę rodzinę. Mój syn ma przed sobą wspaniałą przyszłość. Na jesieni idzie do Dartmouth i nie chcę, żeby coś mu w tym przeszkodziło. I posłuchaj pan, panie koszykarz. Taak, wiem, kim jesteś. Myślisz, że jesteś taki ważny? Wielki, twardy zawodnik, który nigdy nie zdołał przejść na zawodowstwo. Wielki gracz, który spieprzył sprawę. Nie poradził sobie, kiedy trzeba było ostro grać.

Wielki Jake wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Czekaj, czy to ta scena, w której mam się załamać i rozpłakać? – zapytał Myron.

Wielki Jake dźgnął go paluchem w pierś.

– Trzymaj się z daleka od mojego syna, rozumiesz? On nie ma nic wspólnego ze zniknięciem tej zdziry.

Ręka Myrona wystrzeliła naprzód. Chwycił Jake’a za jądra i ścisnął. Facet wybałuszył oczy. Myron zasłonił go własnym ciałem, tak żeby nikt nie widział, co się dzieje. Potem nachylił się i szepnął mu do ucha:

– Nie będziemy już tak nazywali Aimee, prawda, Jake? Możesz kiwnąć głową.

Wielki Jake kiwnął głową. Jego twarz przybrała purpurowy kolor. Myron zamknął oczy, przeklinając się w duchu. Puścił. Jake spazmatycznie złapał powietrze, zatoczył się w tył i przyklęknął. Myron czuł się jak ćpun, który stracił panowanie nad sobą.

– Posłuchaj, ja tylko staram się…

– Wynoś się – syknął Jake. – Po prostu… zostaw mnie w spokoju.

I tym razem Myron usłuchał.

Z przednich foteli buicka skylarka Bliźniacy obserwowali, jak Myron idzie po podjeździe Wolfów.

– To nasz chłoptaś.

– Tak.

Nie byli prawdziwymi bliźniakami. Nawet nie byli braćmi. I nie byli do siebie podobni. Obchodzili urodziny tego samego dnia, 24 września, ale Jeb był osiem lat starszy od Orville’a. Częściowo dlatego tak ich nazywano – ze względu na datę urodzin. Innym powodem było miejsce, gdzie się poznali: na meczu baseballowym Minnesota Twins. Niektórzy uważali, że połączył ich sadystyczny kaprys losu lub szczególnie niefortunny układ gwiazd. Inni twierdzili, że łączy ich pokrewieństwo dusz, jakby okrucieństwo i psychoza były rodzajem magnesu, który ich zbliżył.

Jeb i Orville spotkali się na trybunach stadionu w Minneapolis, gdzie Jeb, starszy z Bliźniaków, wdał się w bójkę z pięcioma podpitymi kibicami. Orville dołączył do niego i razem posłali całą piątkę do szpitala. Było to osiem lat temu. Trzech z tych facetów do tej pory leży w śpiączce.

Jeb i Orville zostali razem.

Ci dwaj mężczyźni, obaj samotni, starzy kawalerowie, nienawiązujący żadnych długotrwałych związków, stali się nierozłączni. Przenosili się z miasta do miasta, z miasteczka do miasteczka, zawsze pozostawiając za sobą krwawy ślad. Dla rozrywki odwiedzali bary, żeby rozpocząć bijatykę i sprawdzić, jak ciężko mogą pobić człowieka, nie zabijając go. Od kiedy zlikwidowali motocyklowy gang dealerów w Montanie, ich reputacja była niepodważalna.

Jeb i Orville nie wyglądali groźnie. Jeb nosił apaszkę pod szyją i marynarkę. Orville preferował styl Woodstock – kucyk, niechlujny zarost, okulary z zabarwionymi na różowo szkłami i farbowana po zawiązaniu na supły koszula. Teraz siedzieli w samochodzie i obserwowali Myrona.

Jeb zaczął nucić, jak zawsze, mieszając angielskie słowa ze swoimi, hiszpańskimi. W tym momencie śpiewał „Messaee in a Bottle” Police.

– Mam nadzieję, że ktoś dostanie, mam nadzieję, że ktoś dostanie, mam nadzieję, że ktoś dostanie moją mensaje en una botella.

– To mi się podoba, facet – rzekł Orville.

– Dzięki, mi amigo.

– Człowieku, gdybyś był młodszy, powinieneś spróbować w „American Idol”. Ten hiszpański tekst. Spodobałby się im. Nawet temu Simonowi, któremu nigdy nic się nie podoba.

– Uwielbiam Simona.

– Ja też. Facet jest spoko.

Patrzyli, jak Myron wsiada do samochodu.

– Jak myślisz, co on robił w tym domu? – zapytał Orville. Jeb śpiewał.

– Pytasz, czy nasza miłość przetrwa, yo no se, yo no se.

– To Beatlesi, prawda?

– Prawda.

– I yo no se. Nie wiem.

– Znów masz rację.

– Fajnie. – Orville spojrzał na zegar na desce rozdzielczej. – Nie powinniśmy zadzwonić do Rochestera i powiedzieć mu, co widzieliśmy?

Jeb wzruszył ramionami.

– Może i tak.

Myron Bolitar ruszył. Pojechali za nim. Rochester odebrał telefon po drugim sygnale.

– No, facet opuścił tamten dom – powiedział Orville.

– Śledźcie go dalej – rzekł Rochester.

– Twoja forsa – rzekł Orville, wzruszając ramionami. – Jednak myślę, że to strata czasu, człowieku.

– Może doprowadzić was do miejsca, gdzie trzyma dziewczyny.

– Jeśli, no, weźmiemy go teraz za dupę, doprowadzi nas wszędzie, gdzie zechcemy.

Chwila wahania. Orville uśmiechnął się i pokazał Jebowi podniesiony kciuk.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)