Wojna o Księżyc [Moonwar - pl]
- Автор: Бова Бен
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 83-88431-58-7
- Переводчик: Maria Gebicka-Fr
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna o Księżyc [Moonwar - pl]». Краткое содержание книги:
— Sądzi pani, że ONZ przyśle następny oddział do przejęcia Bazy?
— Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
— Niestety, dojdzie — oświadczył Doug, w pełni świadom znaczenia wypowiedzianych słów. — Wygraliśmy pierwszą potyczkę, ale ta wojna prędko się nie skończy.
Lądowanie plus 12 godzin 52 minuty
Jack Kilifer stał w otwartym włazie kabiny pilotów. Starając się zdusić błagalną nutę, mówił:
— Musicie pozwolić mi lecieć z wami. Zajmę odchylane siedzenie.
Drugi pilot wbijał oczy w tablicę przyrządów. Obaj z dowódcą przestawili kliper z lądowiska na regolicie na płytę portu rakietowego Bazy Księżycowej, gdzie statek został zaopatrzony w paliwo przed odlotem na Ziemię.
Dowódca popatrzył na Kilifera.
— Tutaj nie wolno przewozić pasażerów. Mamy pracę.
Kilifer nie ustępował.
— Dajcie spokój, panowie. Polecimy na pełnym ciągu, prawda? Lot będzie trwać tylko dziewiętnaście godzin, mam rację?
— Czemu chce pan siedzieć tutaj, zamiast w wygodnym fotelu z resztą pasażerów?
— Zabieramy dwie dodatkowe osoby, prawda? Państwo Brudnojów, racja?
— To Lew Brudnoj, co nie? — zapytał drugi pilot, nie odrywając oczu od instrumentów. — Dawno temu był kosmonautą.
Kilifera niepokoiła obecność żony Brudnoja. Wiedział, że go rozpozna. Nie widziałem jej prawie osiem lat, ale pozna mnie na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza gdy przez dziewiętnaście godzin będziemy siedzieć razem w tej konserwie. Zobaczy mnie. Przypomni sobie, kim jestem.
— I zwłoki kapitana — dodał.
— Polecą w ładowni.
— Tak, ale potrzebujecie dwóch miejsc dla Brudnojów. Mojego i reporterki. Bilans wyjdzie na zero.
Pilot zerknął na kolegę, potem na Kilifera.
— Zgoda, niech będzie. Tylko proszę nie odzywać się do nas w czasie startu.
— Załatwione! — zawołał Kilifer z wdzięcznością.
— I wejścia w atmosferę — dorzucił drugi pilot.
— I lądowania — dodał dowódca.
— Dobra, dobra. — Kilifer zaśmiał się nerwowo. Przesiedzę tu dziewiętnaście godzin bez wtykania nosa do kabiny pasażerskiej, pomyślał. W kabinie pilotów mają pisuar. Wytrzymam dziewiętnaście godzin bez srania.
Dopiero teraz przyznał się przed sobą, że Joanna Brudnej napawa go strachem. To irracjonalne, ale naprawdę boję się tej kobiety, pomyślał ze wstydem. I zagorzałą, niesłabnącą nienawiścią.
Rozwalony na koi najemnik obserwował statek sił pokojowych. Był zaskoczony szybkością startu. W jednej chwili wielki kliper stał na dnie krateru, zaokrąglony diamentowy kadłub błyszczał w słońcu. W następnej zniknął w kłębach gorących gazów wylotowych, w chmurze pyłu i kamyków. Kiedy pył się przerzedził, zobaczył puste lądowisko. Statek był w drodze.
Muszę zabrać się za chłopaka, pomyślał. Wykiwał żołnierzy i zmusił ich do odwrotu. Żołnierze sił pokojowych powinni być większymi twardzielami; wystarczyła wzmianka o nanożukach, by wpadli w panikę.
Oderwał nogi od podłogi i ściągnął miękkie obuwie. Wyciągnął się na koi. Odpocznij, powiedział sobie. Masz przed sobą ciężkie dni.
Zastanawiał się nad możliwościami. Nie było innego wyjścia, Doug Stavenger musi umrzeć. Pytanie tylko, kiedy i jak. Uda mi się wykonać robotę bez przyłapania? Może zaaranżować wypadek? A może lepiej, gdy wszyscy będą wiedzieć, że został zamordowany?
Nawet jeśli mnie złapią, to co mi zrobią? Odeślą mnie na Ziemię. Na pewno? Ta Jinny Anson to kobitka z ikrą. Czy starczy jej odwagi, żeby mnie skazać i stracić? Tak, możliwe, jeśli śmierć Sta-vengera naprawdę ją wkurzy.
Może ją zabić pierwszą, pomyślał. Pokręcił głową. Odpada. Najpierw Stavenger. On jest kluczem, zwłaszcza po odlocie matki na Ziemię. Załatw jego, a potem Anson i każdego, kogo dasz radę.
Więc mnie zabiją, pomyślał. Przez całe życie biegłem ku śmierci. Zabiorę z sobą tylu, ilu zdołam.
CZĘŚĆ II
OBLĘŻENIE
Są takie czasy, które wystawiają na próbę ludzkie dusze… Tyranię, jak piekło, niełatwo jest obalić…