Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 128
Перейти на страницу:

Spojrzał na mnie.

— Wykazujesz imponującą elastyczność umysłu jak na człowieka z twojej rewolucyjnej ery.

Prawie nie usłyszałem jego końcowej uwagi. Znajdowałem się teraz dość blisko wehikułu. Nebogipfel ostrożnie dotknął palcem poręczy machiny. Pojazd zamigotał i delikatnie zadrżał, przecząc swojej masie, i wietrzyk zmierzwił włosy na ramieniu Nebogipfela. Morlok szybko cofnął rękę. Spojrzałem na śruby, powtarzając w myśli prostą czynność, która polegała na wyjęciu dźwigni z kieszeni i zamontowaniu ich na śrubach. To potrwa niespełna sekundę! Czy zdążę to zrobić, nim Nebogipfel za pomocą swoich zielonych promieni pozbawi mnie przytomności?

Otaczała mnie ciemność, a odór Morloka był silny. Za chwilę, pomyślałem w przypływie niepohamowanej energii, może ucieknę od tego wszystkiego.

— Czy coś się stało?

Nebogipfel obserwował mnie swoimi wielkimi, ciemnymi oczami, a jego ciało było wyprostowane i naprężone. Najwyraźniej coś podejrzewał! Czy się zdradziłem? Wiedziałem, że w otaczających mnie ciemnościach już uniesiono w moim kierunku lufy niezliczonych karabinów, miałem zaledwie kilka sekund, by uciec śmierci!

Krew łomotała mi w uszach — wyjąłem dźwignie z kieszeni — i z okrzykiem rzuciłem się do wehikułu. Wcisnąłem małe pręty na śruby i jednym ruchem szarpnąłem dźwignie do tyłu. Wehikuł zadrżał — w tej ostatniej chwili świadomości ujrzałem zielony błysk i pomyślałem, że przepadłem! — a potem gwiazdy zniknęły i wokół mnie zapanowała cisza. Doznałem niezwykłego uczucia skręcania, a potem tego strasznego spadania, powitałem jednak tę niewygodę z radością, ponieważ było to znajome uczucie podróżowania w czasie!

Ryknąłem z całych sił. Udało mi się — podróżowałem z powrotem w czasie — byłem wolny!

... A potem poczułem na gardle jakiś chłód, coś miękkiego, jakby jakiś owad tam usiadł i zaszeleścił.

Uniosłem rękę do szyi i dotknąłem włosów Morloka!

KSIĘGA DRUGA

PARADOKS

1. CZASOWY ARGO

Zacisnąłem rękę na obejmującym mnie chudym przedramieniu i oderwałem je od szyi. Włochate ciało leżało rozwalone na niklowych i mosiężnych elementach wehikułu obok mnie, przy policzku miałem drobną twarz z goglami na oczach. Słodkawy, stęchły zapach Morloka był niezwykle silny!

— Nebogipfel!

Mówił słabym i zdławionym głosem, a jego pierś gwałtownie unosiła się i opadała. Czy był przestraszony?

— A więc uciekłeś. I to z taką łatwością...

Kiedy tak trzymał się kurczowo mojego wehikułu, wyglądał jak lalka ze szmat i końskiego włosia. Był przypomnieniem koszmarnego świata, z którego uciekłem. Jestem pewien, że mógłbym go zrzucić w jednej chwili, a jednak powstrzymałem rękę.

— Być może wy, Morlokowie, nie doceniliście mojej zdolności do działania — warknąłem do niego. — Ale ty, ty coś podejrzewałeś, prawda?

— Tak. W ostatniej chwili... Sądzę, że nauczyłem się interpretować nieświadomy język twojego ciała. Uświadomiłem sobie, że zamierzasz uruchomić machinę, ledwie zdążyłem do ciebie dotrzeć, nim...

— Czy myślisz, że moglibyśmy się wyprostować? — szepnął po chwili. — Jest mi trochę niewygodnie i boję się, że spadnę z machiny.

Patrzył na mnie, kiedy rozważałem tę propozycję. Czułem, że muszę powziąć jakąś decyzję; czy miałem go zaakceptować jako drugiego pasażera wehikułu, czy też nie?

Nie byłbym w stanie zrzucić go, znałem samego siebie na tyle dobrze, by to wiedzieć!

— W porządku.

Tak więc my obaj, Czasowi Argonauci, wykonaliśmy akrobacje w plątaninie części mojego wehikułu. Trzymałem Nebogipfela za ramię — by uchronić go przed upadkiem i dopilnować, aby nie próbował sięgnąć do urządzeń sterowniczych wehikułu — i obróciłem się, aż usiadłem wyprostowany na siodełku. Nawet w młodości nie odznaczałem się zwinnością, więc kiedy już udało mi się osiągnąć ten cel, byłem zziajany i rozdrażniony. Tymczasem Nebogipfel usadowił się w wygodnym miejscu na moim wehikule.

— Dlaczego za mną poszedłeś, Nebogipfelu?

Morlok zapatrzył się w ciemność, na rozcieńczony krajobraz — efekt podróżowania w czasie — i nic nie odrzekł.

Mimo to pomyślałem, że go rozumiem. Przypomniałem sobie jego ciekawość i zdumienie, kiedy mu opisałem przyszłość podczas naszej wspólnej międzyplanetarnej podróży w kapsule. Morlok wdrapał się za mną odruchowo — by odkryć, czy podróżowanie w czasie jest naprawdę możliwe — i był to odruch spowodowany ciekawością, którą tak jak ja odziedziczył po małpie! Poczułem się tym jakoś wzruszony i nastawiłem się bardziej życzliwie do Nebogipfela. Ludzkość bardzo się zmieniła w ciągu dzielących nas lat, ale oto miałem dowód, że ciekawość, ten nieubłagany pęd do wiedzy — i towarzysząca mu lekkomyślność — nie wymarła całkowicie.

A potem wskoczyliśmy w światłość — zobaczyłem nad głową demontaż Sfery — wehikuł zalało nagie światło słoneczne i Nebogipfel zawył.

Odrzuciłem gogle. Odsłonięte Słońce z początku nieruchomo wisiało na niebie, ale niebawem zaczęło dryfować ze swojej ustalonej pozycji; coraz szybciej przesuwało się łukiem na nieboskłonie i na Ziemię powróciło trzepotanie dni i nocy. Wreszcie Słońce przemykało po niebie zbyt szybko, by je śledzić, przemieniło się we wstęgę światła, a zmianę dni i nocy zastąpił jednorodny, dość zimny, perlisty blask. Regulacja osi i rotacja Ziemi zostały „cofnięte”.

Morlok skulił się, przyciskając twarz do piersi. Miał na oczach gogle, ale ich ochrona wydawała się niewystarczająca; próbował zagrzebać się we wnętrzu wehikułu i jego plecy odbijały się białym kolorem w rozproszonym świetle słonecznym.

Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Przypomniałem sobie, jak zapomniał mnie ostrzec, kiedy nasza kapsuła wypadła ze Sfery w przestrzeń kosmiczną: cóż, oto była kara!

— Nebogipfelu, to tylko światło słoneczne.

Nebogipfel podniósł głowę. W rozjaśnionym świetle jego gogle ściemniały tak, że były prawie nieprzenikliwe; włosy na jego twarzy były splątane i wydawały się wilgotne od łez. Ciało Morloka, widoczne przez włosy, pobłyskiwało szaro-białą barwą.

— Nie chodzi tylko o moje oczy — wyjaśnił. — Nawet takie rozproszone światło sprawia mi ból. Kiedy się wyłonimy w pełnym blasku słońca...

— Poparzenie słoneczne! — wykrzyknąłem. Po tylu latach ciemności ten Morlok był bardziej bezbronny, nawet w słabym słońcu Anglii, niż najbledszy rudzielec byłby w tropiku. Zdjąłem marynarkę. — Proszę — powiedziałem. — To powinno ci pomóc.

Nebogipfel okrył się moją częścią garderoby, kuląc się pod jej fałdami.

— A zresztą — dodałem — kiedy zatrzymam wehikuł, dopilnuję, żebyśmy przybyli w nocy, aby znaleźć dla ciebie schronienie.

Kiedy o tym pomyślałem, uświadomiłem sobie, że przybycie w nocy i tak będzie dobrym pomysłem: świetnie bym wyglądał, pojawiając się na Richmond Hill z tym potworem z przyszłości, w środku tłumu gapiących się spacerowiczów!

Wieczna zieleń wycofała się ze zbocza wzgórza i wróciliśmy do cyklu pór roku. Rozpoczęliśmy powrotne przejście przez Wiek Wielkich Budowli, który opisałem już wcześniej. Z marynarką narzuconą na głowę Nebogipfel patrzył z jawną fascynacją, gdy mosty i słupy przesuwały się nad migoczącym krajobrazem jak mgiełka. Jeśli chodzi o mnie, czułem ogromną ulgę, że zbliżamy się do mojego stulecia.

Nagle Nebogipfel syknął — był to dziwny, koci odgłos — i przycisnął się bardziej do wehikułu. Jego olbrzymie oczy patrzyły przed siebie nieruchomo.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)