Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Альтернативная история » Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]
Na zachód od Edenu [West of Eden - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]

Электронная книга - «Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]». Краткое содержание книги:

Epoka lodowcowa. Zmieniający się gwałtownie klimat zmusza ludzi i dinozaury do migracji. Gatunki, które do tej pory nie wiedziały o swoim istnieniu, stają nagle oko w oko. I zaczynają krwawą wojnę...
Porwany w dzieciństwie Kerrick dorasta wśród gadów, powoli zapominając o swoim pochodzeniu. Ale nadchodzi dzień, gdy uświadamia sobie, że jest człowiekiem. I musi wrócić wśród ludzi — łowców dinozaurów...
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 117
Перейти на страницу:

Ciemne postacie minęły ich, zatrzymały się przy odległym brzegu i murgu wyszły na piasek.

— Widzieliście — powiedział Herilak. — Tak jak mówiłem. Tak samo było wczoraj, potem wróciły. Musicie teraz poruszać się niepostrzeżenie i znaleźć wzdłuż brzegu miejsca, gdzie będzie można swobodnie napiąć łuki. Połóżcie przed sobą strzały. Czekajcie cicho. Gdy będą wracały, każę się wam przygotować. Wybierzecie cele. Zaczekacie. Napniecie łuki, lecz nie wypuścicie strzał. Zaczekacie. Gdy dam rozkaz, zabijecie je wszystkie. Żadne nie może uciec, by ostrzec inne. Czy to jasne?

Patrzył na ich ponure, napięte twarze; każdy łowca przytaknął. W milczeniu zajęli pozycje, położyli się i znieruchomieli w oczekiwaniu. Słońce wzeszło wysoko, upał się nasilił, kąsały ich owady, a usta mieli suche z pragnienia. Żaden się jednak nie ruszył. Czekali.

Murgu wykonywały dziwne, niezrozumiałe czynności, wydając jednocześnie głośne, zwierzęce odgłosy. Tkwiły nieruchomo jak skały lub skręcały się w ohydnych ruchach. Ciągnęło się to nieznośnie długo.

Ale skończyło się to równie nagle, jak zaczęło. Murgu załadowały swe sprzęty na żywe łodzie i wsiadły na nie. Te, które niosły zabijające kije, na pewno strażniczki, ruszyły pierwsze. Odbiły.

Ptaki zamilkły z żaru, słychać było jedynie plusk wody rozcinanej muszlami zbliżających się stworzeń. Były coraz bliżej, aż ukazały się wyraźnie wstrętne, kolorowe wzory na ich łuskowatych skórach. Płynęły przy brzegu, zrównały się z niewidocznymi łowcami, mijały ich…

Teraz.

Brzęk cięciw, syk strzał. Marag krzyknął chrypliwie, jedyny, który wydał głos, zanim umilkł, gdy druga strzała trafiła go w gardło.

Strzały wbijały się też w ciemne boki żywych łodzi; te miotały się w wodzie, zrzucając z siebie ciała martwych murgu. Rozległ się głośny plusk, to Herilak rzucił się do wody i popłynął ku miejscu rzezi. Wrócił, ciągnąc za sobą jedno z ciał, inni pomogli mu wyjść z wody.

Przewrócili maraga na wznak, spojrzeli w jego niewidzące oczy, trącając go z niedowierzaniem łukami.

— Dobrze zrobione — pochwalił Herilak. — Wszystkie zabite. Wracamy, a to zabierzemy z sobą. — Pokazał jeden z zabijających kijów. — Weźmiemy też ciało.

Patrzyli w milczeniu, nic nie rozumiejąc. Herilak uśmiechał się do nich złym uśmiechem.

— Inni muszą zobaczyć to samo co my. Musimy ich ostrzec. Zabierzemy ciało do łodzi. Będziemy wiosłować cały dzień, a jak będzie trzeba, to i całą noc. Musimy oddalić się od tego miejsca i od murgu. Potem, nim marag zacznie za bardzo cuchnąć, obedrzemy go ze skóry.

— Dobrze — powiedział Tellges. — Zabierzemy też czaszkę. Wyprawimy skórę i pokażemy wszystkim.

— Masz rację — przyznał Herilak. — Wtedy nie będzie żadnych wątpliwości, nawet najmniejszych. Każdy Tanu, który zobaczy, co przywozimy ze sobą, uwierzy w to, co widzieliśmy.

ROZDZIAŁ XVIII

Makieta miała cel praktyczny, była rzeczywiście potrzebna przy planowaniu i projektowaniu miasta. Można by zamiast niej zrobić mapę podobną do tych używanych podczas żeglugi na uruketo. Tam posługiwano się nimi jedynie ze względu na niedostatek miejsca. Ponieważ w mieście nie wchodziły w rachubę podobne ograniczenia, zbudowano pomniejszony model Alpèasaku, niezbędny dla planowania, a jednocześnie miły dla oka.

Vaintè okrążała go wolno, bardzo zadowolona. Został znacznie poprawiony, odkąd z Inegban* przybyła Sòkain ze swymi wyszkolonymi asystentkami. Uzupełniały szczegóły wskazywane im przez badaczki polowe. Teraz drobne drzewa, których rozwój zahamowano, tworzyły centrum miasta, otaczając małą polankę ambesed Nachyliwszy się, Vaintè dostrzegła złote stoki plaż narodzin, uzupełnione już ścianą cierni.

Tuż za nią stała Alakensi, jakby dla przypomnienia, iż Malsas‹ przyjmuje szczegółowe sprawozdania z każdego ruchu i postanowienia eistai. Jej dokuczliwa obecność przyćmiewała zadowolenie z osiągnięć. W pobliżu był też Kerrick, który teraz wciąż jej towarzyszył. Był jeszcze bardziej zaciekawiony niż Vaintè, choć pilnował się, by tego nie okazywać. Po raz pierwszy zobaczył model; do tej pory nie wiedział nawet o jego istnieniu. Musi go poznać i zapamiętać w całości. Chcąc uciec z miasta, musi wiedzieć, jaka droga będzie najbezpieczniejsza. Gdy się poruszał, to samo robiła Inlènu*, pozostająca kilka kroków z tyłu i trzymająca pętlę łączącej ich smyczy. Kerrick tak już przywykł do jej obecności, że zwykle o niej zapominał. Była po prostu cząstką życia — jak metalowy kołnierz otaczający jego szyję. Gdy stawał, stawała i ona, odwrócona plecami, nie słysząc nic z tego, co mówiono, zatopiona we własnych, pogodnych myślach, dopóki szarpnięcie smyczy ponownie nie przywróciło jej do życia.

Wokół modelu było jedynie wąskie przejście, tak że fargi musiały pozostawać z tyłu. Wyciągając szyje zaglądały przez drzwi, wymieniały uwagi, podziwiały przezroczystość powały zmieniającej słoneczne światło w złoty blask.

Vaintè doszła już do drugiego końca modelu, gdzie Sókain pracowała ze swymi pomocnicami. Stanęła za nimi, nim Sòkain uświadomiła sobie jej obecność.

— Witamy, Eistao, witamy — powiedziała, wstając pośpiesznie i otrzepując błoto z kolan. Trzymała w ręku cebulaste stworzenie pomarańczowej barwy.

— Nie przeszkadzaj sobie w pracy — powiedziała Vaintè.

— Już skończona. Dokonałyśmy przeniesienia wymiarów.

— I korzystasz z tego — Vaintè wskazała na pomarańczowe zwierzę. — Nigdy nie widziałam tego stworzenia.

Sòkain podsunęła Vaintè pod oczy chitynowy pancerzyk. Poza maleńkimi wargami i oczami, które przysłaniały łuski, jedynym widocznym szczegółem zwierzęcia była stercząca u góry rurka z licznymi nacięciami z boku.

— Wyjaśnij — rozkazała Vaintè, bo jako eistaa musiała znać nawet najdrobniejszy fragment miasta. Sòkain wskazała na ziemię, gdzie powiększano model, i na drobne drewniane drzazgi, które w nią wtykano.

— Te kawałki drewna odpowiadają tyczkom używanym przy pomiarach. Gdy jesteśmy na polu, umieszczam to stworzenie w jakimś miejscu na ziemi i patrzę przez tę rurkę na oddaloną tyczkę. Potem przyciskam nacięcia, by nakazać instrumentowi zapamiętanie kąta i odległości. Zwracam rurkę ku innej tyczce i robię to samo. Powtarzam to wiele razy. Po powrocie do modelu stworzenie-instrument informuje nas o pomniejszonych odpowiednio odległościach między tyczkami, jak również o kątach między nimi. W ten sposób buduję ten model.

— Cudownie. Co to za kręte paski, które wyrysowałaś na ziemi?

— Kanały, Eistao. Po tej stronie miasta natrafiłyśmy na wielkie mokradła. Teraz odwzorujemy ich zasięg. Vaintè okazała zainteresowanie.

— Potrzeba nam wielu nowych pól. Czy można odwodnić lub zasypać te mokradła?

— Nie sądzę. Ale Akasest, która poprawiła jakość paszy dla trzód, zbadała je i planujemy teraz ich podział na zamknięte obszary. Jest wiele gatunków ziemnowodnych, takich jak uruktuby, które dobrze rozwijają się w takim środowisku.

— To dobre wykorzystanie środowiska. Obie zasługujecie na pochwałę.

— Naszą radością jest służba dla Alpèasaku — powiedziała oficjalnie Sòkain, choć nie ukrywała swego zadowolenia.

Vaintè przypomniała sobie tę rozmowę po dłuższym czasie.

Ten dzień, podobnie jak wszystkie, był cały wypełniony. Wraz z rozwojem miasta przybywało i pracy. Vaintè musiała podejmować coraz więcej decyzji. Gdy jednak cienie zaczęły się wydłużać, poczuła znużenie i odesłała otaczające ją fargi. Zażądała od Kerricka soczystego owocu. W pobliżu znalazł się jeden, który rósł na drzewie. Chłopiec musiał uderzyć w zieloną bulwę, aż puściły ssawki. Przyniósł ją Vaintè, która otworzyła przykrywkę i wypiła zimną, słodką wodę. Zobaczyła idącą spiesznie przez ambesed Stallan, roztrącającą w pośpiechu fargi. Vaintè wiedziała, że oznacza to kłopoty. Było to tak oczywiste jakby łowczyni mówiła na głos.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 117
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)