Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]
- Автор: Гаррисон Гарри Максвелл
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Phantom Press
- ISBN: 83-85432-91-4
- Переводчик: Janusz Pultyn
- Жанр: Альтернативная история
Электронная книга - «Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]». Краткое содержание книги:
Porwany w dzieciństwie Kerrick dorasta wśród gadów, powoli zapominając o swoim pochodzeniu. Ale nadchodzi dzień, gdy uświadamia sobie, że jest człowiekiem. I musi wrócić wśród ludzi — łowców dinozaurów...
Gdy ból zmalał, zaczął rozmyślać nad popełnionymi błędami w ucieczce. Następnym razem nie da się tak złapać. Będzie się strzegł fałszywych pnączy, przeskoczy nad nimi i umknie do dżungli.
Czy naprawdę widział wśród liści brodatą twarz? A może było to tylko jego pragnienie, nadzieja? Nie miał pewności. Nieważne. Potrzebna mu nie pomoc, lecz okazja do ucieczki. Następnym razem go nie pochwycą.
Powoli mijał dzień po dniu, aż zagoiły mu się rany i odpadły strupy, ukazując białe szramy. Uczennica nadal codziennie rano przynosiła jedzenie i badała go. Gdy po skaleczeniach na głowie nie pozostało już śladu, przyniosła unutakha, który usunął długie włosy. Znów musiał przywyknąć do śluzowatych ruchów ślimaka. W czasie odwiedzin uczennicy drzwi były zawsze zaryglowane; czuł za nimi groźną obecność Stallan. Nie mógł uciec, ale miał nadzieję, że nie będą go wiecznie trzymać w tej komorze.
Gdy pewnego dnia uczennica weszła bardzo ożywiona, poczuł, że coś się stało. Umyła go i starannie zbadała całe ciało, sprawdziła, czy skórzana sakwa tkwi przyzwoicie na miejscu, a potem kucnęła i spojrzała na drzwi. Kerrick czuł, że lepiej nie pytać, na co czekają. Nigdy się do niego nie odzywała ani nie odpowiadała na pytania. Usiadł więc i spokojnie patrzył na drzwi.
Był to rzeczywiście niezwykły dzień. Po otwarciu drzwi weszła Vaintè, a za nią przelewająca się, tłusta Zhekak. Z tyłu trzymały się niosące naczynia fargi i pomocnice.
— Uciekło raz — powiedziała Vaintè. — Musimy zrobić wszystko, by nigdy się to nie powtórzyło.
Pomocnica pokazała przezroczysty, galaretowaty przedmiot, długi i gruby jak jej ręka. Drgał ospale, gdy Zhekak owijała go wokół szyi Kerricka. Zimne dotknięcie nie sprawiało mu przyjemności, wiedział jednak, że lepiej nie protestować. Zhekak wydawała szybkie polecenia pomocnicy, która nacierała końce stworzenia jakąś maścią. Następnie zacisnęła je, aż stworzenie utworzyło grubą pętlę na szyi Kerricka.
— Szybko! — rozkazała Zhekak. — Zaczyna się wydzielanie. Owinęły na żywym kołnierzu końcówkę smyczy, a potem wcisnęły ją głęboko w przezroczyste ciało.
— Pochyl się bliżej, Eistao — zawołała Zhekak — a zobaczysz początek procesu.
Przezroczyste ciało zaczęło mętnieć, skrywając znajdującą się w nim smycz.
— Nasze stworzenie to wydzielacz metalu — powiedziała Zhekak. — Odkłada cząsteczki żelaza wokół giętkiego rdzenia. Wkrótce zesztywnieje i umocni się. Będziemy je karmić, aż wokół szyi ustuzou uformuje się metalowa obręcz; tak mocna, że nie da jej się złamać ani przeciąć.
— Wspaniale. Ale co zrobisz z drugim końcem?
Ciało Zhekak zadrżało radośnie. Podeszła do przyglądających się fargi i skinęła na jedną z nich. Była wyższa i grubsza od pozostałych; gdy szła, silne mięśnie napinały jej skórę. Zhekak ścisnęła kciukami umięśnione ramię, lecz nie zdołała zrobić wgłębienia.
— Ta fargi służy mi od wielu lat i nie spotkałam nigdy silniejszej. Prawie nie mówi, lecz wykonuje w laboratorium wszystkie ciężkie prace. Jest teraz do twojej dyspozycji, Eistao. — Małe oczka Zhekak, niema] ginące w fałdach ciała, spoglądały chytrze na milczące otoczenie.
— Oto, do czego będzie służyła. Również wokół jej szyi utworzymy żywy kołnierz i wciśniemy weń koniec smyczy ustuzou. Zostaną połączeni na całe życie.
— Żaden umysł nie może równać się z twoim — powiedziała Vaintè, a wszystkie pomocnice i przyboczne jej przyklasnęły. — Połączeni razem, na zawsze nierozłączni. Mówiono mi, że nasze ustuzou bardzo szybko biega. Powiedz mi, ustuzou, ile przebiegniesz ciągnąc za sobą tę wielką fargi?
Kerrick zachował milczenie, podczas gdy całe otoczenie było wyraźnie rozbawione. Przyglądał się głupawym rysom stworzenia na drugim końcu smyczy i czuł wyłącznie palącą nienawiść. Zauważył, że Vaintè bacznie na niego spogląda. Milczał zrezygnowany.
— Ta fargi otrzyma nowe imię — oznajmiła Vaintè. — Od tej chwili będzie się nazywać Inlènu*, bo dzięki jej mocarnemu ciału cały świat stanie się dla ustuzou więzieniem. Czy znasz swe imię, silna?
— Inlènu* — powiedziała zadowolona, dumna, że dostała imię od eistai i że będzie teraz jej służyła.
Uległość Kerricka była w takim stopniu fałszywa, co zadowolenie pozostałych w komorze. Wyciągnął powoli stopę i dotknął nią smyczy, która leżała na podłodze, zastanawiał się, jak może ją rozerwać.
ROZDZIAŁ XVII
Es mo tarril drepastar, er em so man drija.
Gdy zostanie ranny mój brat, wówczas przeleję krew.