Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Puchar Amrity - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Puchar Amrity

Электронная книга - «Puchar Amrity». Краткое содержание книги:

Ukraiński astrofizyk Mychajło Sahajdak, indyjski biolog Swami Rishideva, amerykański astronauta Harry Thawn... Oni zaprzyjaźnili się jeszcze w faszystowskim kacecie, skąd młodym żołnierzom wojsk związkowych poszczęściło się prawie cudem uciec.
Powojenne lata nie przyćmiły, nie zachwiali dawnej przyjaźni. Harry przygotowuje się do polotu na Księżyc, Mychajło odsłonia tajemnicy dalekich galaktyk, Swami studiuje złożoność psychiki ludzkiej. Lecz obok szczytów naukowych odkryć często działają przepaści rozpaczy i rozczarowania. Tylko w tytanicznej walce ducha i serca można odszukać jasną drogę do wiekopomnych wartości prawdy i miłości.
Powieść feeryczna „Puchar Amrity” Ołesia Berdnyka dotyka ważnych pytań etyki, tajemnic bytu.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 74
Перейти на страницу:

Goście wybuchnęli śmiechem, wypili. Nina zaczerwieniła się, roześmiała się wesoło. Zaczęły pracować szczęki, zęby. Zabrzęczały widelce, talerze.

Akademik Mysoczka, geolog, podniósł się z miejsca. Opowiedział jakąś anegdotę, obecni zarechotali, pili pieprzówkę, oklaskiwali Mysoczkę. Zagrała orkiestra jazzowa. O solenizancie zapomniano, istniał jedynie jako symbol, jako nagłówek, pod którym można pisać, co się komu żywnie podoba.

Sahajdak siedział za stołem z maską uśmiechu na twarzy, pił, prawie nic nie jadł. Patrzył mętnym spojrzeniem na rozgardiasz, usiłował zorientować się w chaosie myśli plączących się w głowie. Co tu mają do rzeczy urodziny? Co on tu robi? Jakie znaczenie ma jego zawód astronoma? Jego gwiazdy, które płyną w przestrzeni? Komu to potrzebne? One są gdzieś tam, w bezmiarach — czyste, płomienne… A tu — syci ludzie, dziwaczna muzyka, płaski humor i pustka… Pustka w duszy… Gdzie jest myśl? Gdzie intelekt? Gdzie wynik pełnych napięcia poszukiwań myśli i uczuć tysięcy i tysięcy ludzi? Kiedyś też hałasowali, tańczyli wokół ogniska, rozbijali kości mamuta o kamienie, wysysali krew i mózg, upajając się odwieczną brutalną siłą. Było tak, było! Ale działo się to pod gwiazdami, pod koronami olbrzymich drzew, po udanym polowaniu. I wybierano tam godnych lub niegodnych, i bawiono się całym plemieniem, całym rodem, sławiąc umiejętności myśliwych, ciesząc się, że na długo odpędzone zostały od siedzib ludzkich głodne noce i dnie.

Czyżby nic się nie zmieniło? Tylko powstał nabłonek kultury, powstały składniki cywilizacji: zamiast jaskini — budynki, zamiast ogniska — lampy neonowe, zamiast krwawego ochłapa — wyszukane dania, zamiast skór — tkaniny nylonowe!

— Co ci jest, Michasiu? — szepcze mu do ucha Nineczka. — Czemu patrzysz jak zwierz na ludzi? Wieczór udał się znakomicie, goście są zadowoleni. Może źle się czujesz? Może ci niedobrze… Piłbyś mniej…

— Znakomicie, hę? — uśmiechnął się pijacko Mychajło. — Powiadasz, że goście są zadowoleni? To do-o-obrze… To do-o-brze…

— Bardzo — cieszyła się Nina, składając usta w ciup. — Wprawdzie sporo to kosztowało, ale za to jaka reklama! Pojedziemy do Gagr, potem Praga, potem otrzymasz doktora. A potem będziemy myśleć o członku-korespondencie. Ach, Michasiu, tylko słuchaj mnie, a ja wciągnę cię na szczyty…

Ha-ha! Ona wciągnie mnie na szczyty. Na szczyty — wciągnie! A to dopiero! To wprost genialne. I siądzie Sahajdak na szczycie i będzie chrząkać jak wieprz do gwiazd. A może gwiazdy już nie będą potrzebne? A po co — skoro się jest na szczycie. Genialne! Swami Rishideva marzy o zbratanym świecie. A Harry chce wyrwać się z niewoli przyciągania ziemskiego. Ha-ha! Śmieszni dziwacy. Nie lecieć, lecz zostać wciągniętym na szczyty… I wszystkie problemy są rozwiązane…

Sahajdakowi zakręciło się wszystko przed oczami. Cienie, różne cienie. Trudno wśród nich coś odróżnić. Nie szkodzi. Chyba tylko oczy. Czyje to oczy? Zdaje się, że Saszki. W oplocie dymu, czadu, zachłannych ciał, perfum — pełne wyrzutu, surowe, złocistopiwne oczy…

Słowo drugie — Dokąd idzie człowiek

Kto przeniknął swoją myślą wszystkie światy i nie zachwycił się żadnym z nich, ten nazwany zostanie Zwycięzcą, albowiem zwyciężył wszystkie światy.

Gautama

Spotkali się w alei gęstego ogrodu otaczającego praski Pałac Kongresów. Sahajdak przechadzał się samotnie między krzewami róż, wdychał subtelny zapach kwiatów, przysłuchiwał się szczebiotowi ptaków, które roiły się wesoło wśród drzew. Z daleka rozległ się melodyjny dźwięk — uderzenie w gong, znak, że wkrótce rozpocznie się pierwsze posiedzenie sympozjum. Mychajło z żalem spojrzał na zaciszny zakątek ogrodu, zawrócił i nagle zobaczył ich…

Harry i Swami stali w końcu alei i patrzyli na niego. Zachłysnął się ze wzruszenia, nie wiadomo dlaczego poprawił klapy marynarki, rzucił się w stronę przyjaciół. Swami wziął go w objęcia. Sahajdak poczuł, jak zalewa go niewidzialna, potężna fala wzruszenia. Zdawało się, że runęła na niego góra przeszłości, a jej odłamki zamknęły mu usta. Nie było zwyczajnych ziemskich słów, nie wystarczało ich. Starzy przyjaciele wzięli się za ręce, popatrzyli sobie w oczy, nad nimi płynęła mądra cisza.

Zabrzmiał drugi gong. Mychajło otarł łzy radości, cofnął się nieco, obejrzał wysoką, chudą postać Swamiego w białej szacie, zapatrzył się na jego majestatyczne oblicze okolone siwą gęstą brodą, na kontrastujące z nią czarne, płomienne oczy.

— Jesteś jak bóstwo, Swami — wyszeptał.

— Jesteś w niewoli mai, przyjacielu — łagodnie zaprzeczył Hindus. — Dla mnie bóstwem jest moja stara, okryta zmarszczkami mateczka. Nie zachwycaj się formą zewnętrzną. Mamy w Indiach mnóstwo sadhu-rozbójników, którzy z powierzchowności przypominają bóstwa…

— Sympozjum rozpoczęło się poza obrębem Pałacu — powiedział z uśmiechem Harry. — Popatrz również na mnie, Mychaju. Do kogo jestem podobny?

— W tej chwili do Jacka Londona — powiedział żartobliwie Sahajdak, ściskając mocno dłoń Amerykanina. — A na zdjęciu wyglądasz jak nadczłowiek. Przy tym jeszcze w mundurze. W cywilnym ubraniu jest ci do twarzy… Otrzymaliście moją depeszę?

— Tak — odpowiedział Hindus. — Ale listu nie było. Spodziewamy się, że opowiesz nam wszystko o sobie…

— Teraz? — odezwał się słabym głosem Sahajdak. — Już późno… za chwilę otwarcie sympozjum…

— Spotkamy się podczas przerwy — rzekł Hindus. — Ale posmutniałeś, przyjacielu. Nie chcesz opowiadać? Stało się coś złego?

— Przyjaciele — powiedział ciężko Mychajło. — Powiem wam szczerze — nie pod każdym względem jest dobrze. Znalazłem się na rozdrożu. Wiecie, jak to się zdarza w lesie: zejdziesz ze ścieżki — i zabłądzisz…. Potem znikasz na długo w gęstwinie i nie wiesz, jak się wydostać z niej bez przewodnika. Tak samo ze mną…

Swami wziął w dwa palce śnieżnobiały kwiat róży, zgiął i położył na dłoni. Na płatkach zadrżały tęczowym blaskiem przezroczyste krople rosy.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)