Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Księżniczka
Księżniczka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Księżniczka

Электронная книга - «Księżniczka». Краткое содержание книги:

Wampir wytwarza wokół siebie specyficzną atmosferę. Coś subtelniejszego niż zapach, co łowca wampirów wyczuwa szóstym zmysłem, zmysłem polowania. Ten zmysł sprowadził do Krakowa aż dwóch łowców.

Monika polubiła szkołę. Wśród koleżanek wzbudza sympatię, ale szepczą, nazywają ją Księżniczką; jest taka od nich różna. Widać, że ze Stanisławą i Katarzyną łączy ją jakieś porozumienie.

Czy można otrzymać złoto innym sposobem niż przez alchemię, naukę doskonałych? Można. Cena jest jednak wysoka. Mistrz Sędziwój ją zna, zna tajemnicę Bractwa Drugiej Drogi. Czy będzie musiał rozstać się z ukochanym miastem?

A inspektor policji ma trudny orzech do zgryzienia. Martwy człowiek, przyszpilony do podłogi szpadą, ślady trucizn, rękawica… Jakby tego było mało, co i raz pojawiają się kolejne trupy, odcięte dłonie, połamane japońskie miecze ze sklepu z pamiątkami… I praktykant – mądrala, wymiotujący nawet na widok mumii.

Zadanie inspektora: jak połączyć to wszystko w sensowną historię?
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 45
Перейти на страницу:

– Dziwnych pan dyrektor ma znajomych – mruknął.

* * *

Niedziela. Alchemik wyskoczył z tramwaju, poślizgnął się na warstewce mokrego śniegu pokrywającego trotuar, ale utrzymał równowagę. Tak jak przestępcę ciągnie na miejsce zbrodni, tak samo on zapragnął przyjrzeć się choć od zewnątrz miejscu nocnych przygód.

Budynek muzeum wyglądał zupełnie zwyczajnie, tylko na bramie nalepiono krzywo kartkę: „W dniu dzisiejszym nieczynne do odwołania”. Mistrz uśmiechnął się leciutko, konstrukcja gramatyczna wywieszki go zafascynowała. Przyspieszył kroku. Do kościoła był spory kawałek, a po nocnej rzezi musiał się jeszcze przed mszą wyspowiadać… Obojętnie minął zaparkowany koło budynku radiowóz.

Dziewczyny dostrzegły Mistrza dopiero pod koniec mszy. Stał w bocznej nawie. Zamiast płaszcza miał na sobie goretexową kurtkę na polarze. Przyciął brodę, by zmienić jej kształt.

Msza się skończyła. Skinął im głową – dyskretnym gestem wskazując wyjście, ale nie podszedł.

– Coś jest nie tak – mruknęła Stanisława.

Nie myliła się. Ruszyły za nim w pewnym oddaleniu i po kilku minutach zanurkowały w bramę i w dół, do urządzonego w piwnicach lokalu.

– Mistrzu, co się stało? – zapytała księżniczka.

Westchnął ciężko.

– Bractwo Drugiej Drogi – powiedział. – Dziś w nocy omal mnie nie dorwali…

Streścił im, co wydarzyło się w zaułku.

– A zatem wiedzą, że ciągle żyjesz, i wiedzą, jak wyglądasz – stwierdziła Katarzyna.

Przechylił pytająco głowę.

– To proste. Widziałeś ich kiedyś wcześniej?

– Wszyscy mieli na twarzach maski. Może i widziałem, trudno powiedzieć. Raczej nie, bo ich metoda nie nadaje się do przedłużenia życia, a ostatnio w Krakowie byłem podczas drugiej wojny światowej…

– Zatem muszą dysponować twoim zdjęciem – podtrzymała agentka. – Ewentualnie jakimś starym portretem, skoro zidentyfikowali cię bez pudła…

– Nie da się wykluczyć. Kilka razy w życiu pozowałem i nie wiem, co mogło się stać z tymi obrazami.

– W dodatku prawdopodobnie podłożyli ci pluskwę, by móc namierzyć…

– Niekoniecznie. Zawsze zajmowali się magią, więc prawdopodobnie wyczuli mnie telepatycznie albo jakąś inną metodą.

– Bądźmy racjonalni – zaprotestowała Katarzyna, ale trójka jej przyjaciół tylko uśmiechnęła się kpiąco. – No to bądźmy nieracjonalni. – Wzruszyła ramionami. – Kupisz sobie garść amuletów i ukryjesz przed ich telepatycznym wzrokiem?

– Amulet zasłoniętego oka. Można by spróbować – powiedział w zadumie. – Ale to nie po chrześcijańsku. Magia. Poza tym ukrywać się? – Wydął wargi. – Nie uchodzi.

– Co w takim razie radzisz? – zapytała Stanisława.

– Ciągle to samo. Trzeba ich odnaleźć i… – Przesunął dłonią po gardle. – Dzisiejszej nocy raniłem poważnie trzech. Ten młody Węgier jeszcze dwu. Masz możliwość sprawdzić w szpitalach? Jeszcze jedno. Zaatakowali mnie mieczami samurajskimi. Tyle tylko, że to była jakaś straszna tandeta ze sklepu z pamiątkami. Ale nie ta z najniższej półki, tylko raczej z następnej. Tsuby mieli z brązu i chyba kute, podczas gdy w tych gorszych są odlewane w mosiądzu.

– Co to jest, u licha, amulet zasłoniętego oka? – jęknęła Katarzyna.

– Oj, to proste – mruknął. – Amulet, który sprawia, że trudno cię dostrzec.

– To znaczy, że po Krakowie łazi, powiedzmy, stu niewidzialnych kolesiów? – spojrzała zaskoczona.

Uśmiechnął się leciutko.

– I kto tu mówił przed chwilą o racjonalnym myśleniu?

– Amulet zasłoniętego oka sprawia, że trudniej kogoś dostrzec przypadkiem – wyjaśniła alchemiczka. – Jak idzie dziesięciu ludzi i wśród nich jeden z amuletem, to będziesz przekonana, że jest ich dziewięciu. Jednak jeśli policzysz, zobaczysz, że się myliłaś. Oddziałuje na podświadomość, a nie na świadomość… Rozumiesz?

– Chyba tak. Daje niewidzialność w tłumie widzianym kątem oka?

– Coś tak jakby – odparł Alchemik. – Szczerze powiedziawszy, jego działanie jest na tyle ulotne, że trudno nawet stwierdzić, czy naprawdę działa. Poza tym jest jeszcze jeden problem. Jeśli będą mnie wypatrywać, to oczywiście wypatrzą, nawet gdybym powiesił sobie na szyi dwadzieścia takich błyskotek.

– Poprowadzimy śledztwo dwutorowo – powiedziała Katarzyna. – Po pierwsze: miecze, tu trzeba będzie połazić, po drugie: ranni, warto by ich zidentyfikować.

– Przez bazę CBŚ? – domyśliła się Stanisława.

– Nie. – Katarzyna zagryzła wargi. – Naszczujemy na nich jakiegoś dziennikarza z brukowca. Niech wywęszy wszystko, co się da, i opublikuje.

– I tak nie poda nazwisk.

– Ale podpisze się pod artykułem. Przyciśniemy go i po problemie.

– Do tego jeszcze ci dwaj Węgrzy – powiedział Alchemik w zadumie.

– Chcesz ich odnaleźć i podziękować?

– Nie o to mi chodzi. Zastanawiam się, kim byli. Ten młody… Cholera, maszyna do zabijania. Nie mogłem, oczywiście, obserwować go przez cały czas, ale poszedł z bagnetem na faceta uzbrojonego w miecz samurajski i bez trudu go rozbroił. Walczył z trzema przeciwnikami naraz. To mistrz… Spotkałem w życiu dwu, może trzech takich.

– Przejrzymy almanach sportu węgierskiego, pewnie znajdziemy najlepszych szermierzy… – podsunęła Katarzyna.

Pokręcił głową.

– To nie sportowiec. To wojownik. I jeszcze ten stary.

– Szpadę ukrytą w lasce można kupić na co drugim targu staroci. – Wzruszyła ramionami agentka.

– Ale jeszcze trzeba się nią umieć posługiwać… A on umiał. Widziałem po jego oczach, że jeszcze dałby sobie z nimi radę.

– Ale podał broń młodemu…

– Jak gdyby chciał go sprawdzić. Czuję przez skórę, że jeszcze będą z nimi kłopoty.

Pożegnali się i Sędziwój ruszył przez Stare Miasto. Zatrzymał się przed witryną antykwariatu. Jeden rzut oka powiedział mu wszystko. Karteczka ze starannie wykaligrafowanym napisem informowała, że „zamknięte do odwołania”. Szczerze powiedziawszy, spodziewał się czegoś podobnego. Wykorzystanie „Księgi uchylonych wrót” musiało podziałać na właścicieli księgozbioru jak płachta na byka. I co tu teraz począć? Włamywać się? Do pomieszczenia, którego pilnuje stary i doświadczony golem? Wolne żarty. Jeszcze mu życie miłe. A zatem odwrócił się na pięcie. Przed nim, za wąską uliczką, pięły się ku niebu grube mury z czerwonej cegły. Klasztor Dominikanów.

Klasztory, będące tradycyjnie pochodniami rozumu, gromadzą skrzętnie skarby wiedzy ludzkiej. W ich wnętrzach, ukryte przed spojrzeniem profanów, kryją się biblioteki, często pełne bezcennych manuskryptów. Wiele zbiorów uległo zniszczeniu lub rozproszeniu w czasach, gdy zaborcy likwidowali zgromadzenia zakonne… Jednak niektóre ocalały.

Biblioteka nie zmieniła się specjalnie od czasu, gdy odwiedził ją poprzednio, jakieś dwieście pięćdziesiąt lat temu. W czytelni nadal królują te same osiemnastowieczne meble z pociemniałego drewna. Tylko księgozbiór rozrósł się tak, że trzeba było zaadaptować kolejnych sześć pomieszczeń na magazyny woluminów. Zasiedli we trzech przy stole.

Brat Marcin odpowiedzialny za zakonne laboratorium, bibliotekarz i on, Mistrz Alchemik Michał Sędziwój…

– Traktat „Wrota pieca”? – zdumiał się opiekun księgozbioru. – Jestem pewien, że kiedyś słyszałem tę nazwę, ale nie mamy niczego takiego w katalogu.

Zakonny alchemik zadumał się głęboko.

– Zaraz – powiedział. – Ja też znam skądś ten tytuł…

* * *

Laszlo leżał na materacu i wpatrywał się w pokryty liszajami zacieków sufit. Arminius oglądał klingę szpady, badając szczerby powstałe nocą.

– Ciekawy gość – odezwał się wreszcie. – Bardzo dobry w szabli. Widziałeś kiedyś, żeby ktoś tak sobie radził?

– Mój dziadek – mruknął łowca. – Ale chyba nie aż tak dobrze. Ciekawe, co tu się dzieje. Bo nie sądzę, by do polskich obyczajów należało rąbanie się po nocach bronią białą.

– Ciekawe. Ale to ktoś taki jak my. Prawdziwy mężczyzna… – Starzec przymknął oczy. – I chyba wiele przeżył. Umie zabijać i jednocześnie nauczył się cenić ludzkie życie. Bo przecież mógł ich pozabijać. Podobnie jak ty.

– Ja nie uśmiercam ludzi. Chyba że trzeba.

– Zabiłeś pięciu, mając dwanaście lat. Wcześnie przeszedłeś inicjację i stałeś się wojownikiem. Zwróciłeś uwagę na jego broń?

– Hmmm. Szabla. Podobna do naszych z kształtu.

– Tak zwana batorówka. Upowszechniły się w Polsce, gdy książę z Siedmiogrodu, Stefan Batory, został ich królem. Kształt jak kształt.

– Na głowni miał chyba jakiś napis nałożony złotymi literkami – zauważył. – Nie miałem czasu się przyjrzeć.

– A ja próbowałem. Metal miał strukturę jak słoje drewna…

– Damast?

– Raczej bułat. Widziałem coś takiego tylko raz w życiu. Może jest to miłośnik dawnej broni, a może szermierz. Może ktoś taki jak my, człowiek, który na niezwykłych przeciwników używa niezwykłej broni.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 45
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)