Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Księżniczka
Księżniczka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Księżniczka

Электронная книга - «Księżniczka». Краткое содержание книги:

Wampir wytwarza wokół siebie specyficzną atmosferę. Coś subtelniejszego niż zapach, co łowca wampirów wyczuwa szóstym zmysłem, zmysłem polowania. Ten zmysł sprowadził do Krakowa aż dwóch łowców.

Monika polubiła szkołę. Wśród koleżanek wzbudza sympatię, ale szepczą, nazywają ją Księżniczką; jest taka od nich różna. Widać, że ze Stanisławą i Katarzyną łączy ją jakieś porozumienie.

Czy można otrzymać złoto innym sposobem niż przez alchemię, naukę doskonałych? Można. Cena jest jednak wysoka. Mistrz Sędziwój ją zna, zna tajemnicę Bractwa Drugiej Drogi. Czy będzie musiał rozstać się z ukochanym miastem?

A inspektor policji ma trudny orzech do zgryzienia. Martwy człowiek, przyszpilony do podłogi szpadą, ślady trucizn, rękawica… Jakby tego było mało, co i raz pojawiają się kolejne trupy, odcięte dłonie, połamane japońskie miecze ze sklepu z pamiątkami… I praktykant – mądrala, wymiotujący nawet na widok mumii.

Zadanie inspektora: jak połączyć to wszystko w sensowną historię?
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 45
Перейти на страницу:

– Gdzie tam, to przecież tylko ludzie…

Starzec wyjął zza pasa sztylet i z ukłonem zaprezentował go Alchemikowi. Mistrz szablą odpowiedział na pozdrowienie. I nagle jakby ruszył film. Członkowie bractwa rzucili się do przodu. Sędziwój sparował pierwsze cięcie. Ostrze katany w zetknięciu z bułatem wydało cichy brzęk. Głownia szabli przecięła je. Kawałek klingi upadł na bruk. Sędziwój trafił przeciwnika w czoło, znacząc krwawy ślad.

– Następnym razem nie kupujcie broni w sklepach z pamiątkami – doradził.

Schylił się, przepuszczając miecz nad głową. Jednym ruchem poderwał szablę i ciął kolejnego wroga na odlew. Ten zachwiał się i w ostatniej chwili podtrzymał dłonią wypadające z brzucha trzewia. Nieźle oberwał, ale powinien przeżyć…

Laszlo skoczył ze szpadą naprzód. Głęboki wypad, pchnięcie i krok w tył. Dwa miecze przecięły ze świstem powietrze. Pudło. Zdążył się cofnąć. I zaraz kolejny wypad. Cios prosto w staw biodrowy, pierońsko bolesny i prowadzący do trwałego okulawienia. Jeszcze jedna parada. Tym razem trafił w ramię. Katana z brzękiem potoczyła się po chodniku.

Arminius podszedł do młodego łowcy i położył mu dłoń na ramieniu.

– Oddaj szpadę – poprosił. – Dajmy im choć minimalną szansę…

Młodzieniec posłusznie wręczył mu broń. Ostatni nie poszkodowany z trójki, patrzył na niego przerażony i wściekły. Stary odszedł w tył, zostawiając ich samych na placu boju. Laszlo wyjął bagnet od kałasznikowa i stanął, gotów do odparcia ataku.

Wróg skoczył do przodu. Węgier wykonał unik. Broń napastnika wbiła się w drewniane drzwi. Ułamek sekundy wystarczył, by Laszlo chlasnął go przez policzek ząbkowaną stroną bagnetu. Paskudna, szarpana rana, blizna zostanie na całe życie… Kopniak z boku i noga też złamana… To już ostatni. Odwrócił się, by zobaczyć, jak radzi sobie Alchemik.

Sędziwój tymczasem zwarł się z najwyższym.

– Jak się nazywasz? – zagadnął, blokując cięcie tamtego.

– A czemu pytasz? – Uderzenie z nadgarstka, szybkie, paskudne, ale do sparowania.

– Zawsze lubię wiedzieć, kogo zabiłem.

– Rafor. Przywódca Bractwa Pierwszej Drogi…

– Drugiej Drogi, hę, hę – sprostował Alchemik.

Czasami w chwilach słabości pozwalał sobie na odrobinę cynizmu.

– Traktat alchemiczny „Wrota pieca” – wróg uderzył nisko, podstępnie, ale Sędziwój sparował cios – wskazuje, że naszym sposobem robiono złoto już dwa tysiące trzysta lat przed naszą erą. Więc to my jesteśmy pierwsi…

Mistrz wybił mu broń z ręki i uniósł szablę do ostatecznego ciosu. Pisk opon na wilgotnym bruku. Zaterkotał pistolet maszynowy. Kątem oka Alchemik spostrzegł, jak stary Węgier wciąga młodego w bramę, i sam wskoczył w sień po drugiej stronie ulicy. Koło ucha gwizdnął mu jakiś zabłąkany rykoszet. Gdy po chwili wyjrzał, zaułek był pusty. Tylko dwaj nieoczekiwani pomocnicy stali po drugiej stronie. Alchemik, przebywając w kosmopolitycznej Pradze, liznął wielu języków Cesarstwa. Teraz grzebał w pamięci, szukając węgierskiego.

– Dziękuję, panowie – powiedział wreszcie.

– Nie ma za co – mruknął Arminius po polsku i, odwróciwszy się, odszedł wraz ze swoim uczniem.

Michał zrozumiał, że też trzeba iść. Szóstym zmysłem wyczuł, iż kilka radiowozów, nie włączając sygnału, jedzie już w tym kierunku. Tak, gliniarze ostatnio bardzo przykładali się do roboty. I nie mógł mieć im tego za złe…

* * *

Nadkomisarz zlustrował wzrokiem pobojowisko. Dwa reflektory, każdy o mocy dwóch tysięcy watów, oświetlały wilgotny od rosy bruk. Zaułek zablokowano z obu końców. Technicy pozaznaczali już dowody rzeczowe.

– I co ty na to? – zapytał praktykanta.

– Koleś od pistoletu maszynowego wypruł, jak sądzę, krótki magazynek. Strzały padły z samochodu, i to szybko jadącego. – Wskazał rząd odprysków tynku. – Walił tak, aby zabić, ale niecelnie… Rozrzut wskazuje, że strzelał kompletny dyletant.

Detektyw uśmiechnął się pod nosem. Cztery punkty za spostrzegawczość. Minus dwa za słownictwo.

– Kontynuuj.

– Wcześniej porznęli się czymś. – Wskazał krwawy rozbryzg na dawno nieodnawianej ścianie. – Na przykład mieczami. – Przez chwilę kontemplował katanę, wbitą w drzwi sklepu.

– Dlaczego nie może to być ślad postrzału?

– Kształt plamy zupełnie inny.

Jeszcze cztery punkty. Przeszli kilka kroków. Wzrok praktykanta zatrzymał się na dowodzie rzeczowym numer osiem. Na chodniku spoczywała odcięta ludzka dłoń. Kandydat na policjanta odwrócił się i zaczął wymiotować jak wulkan.

Minus dziesięć punktów. Dwa za słaby żołądek, osiem za zanieczyszczanie miejsca zbrodni przed zdjęciem wszystkich śladów. A, pal diabli, plus dwa za to, że zdążył się odwrócić i nie zapaskudził dowodów rzeczowych.

– Zbieraj się, jeszcze jedno miejsce musimy dziś odwiedzić.

Dwadzieścia minut później byli w muzeum. Nadkomisarz pochylił się nad sarkofagiem i przez dłuższą chwilę oglądał brązową, wyschniętą dłoń zaciśniętą na krawędzi wieka trumny.

– I co o tym powiesz? – zwrócił się do praktykanta.

– Wedle fotografii wykonanej przy obdukcji, prowadzonej przez zespół profesora Niwińskiego, ten koleś miał ręce skrzyżowane na piersi. Teraz jedna jest na swoim miejscu, a druga trzyma wieko.

Minus dwa punkty za uporczywe używanie w stosunku do denatów słowa „koleś”.

– Co jeszcze?

– Widzę tu dwa możliwe rozwiązania. Pierwsze, zgodne z zeznaniami nocnego strażnika: mumia usiłowała wydostać się z sarkofagu, a na jego widok nakryła się wiekiem. Drugie racjonalne: przestępcy, którzy zostawili po sobie ten burdel – wskazał gestem potłuczone lusterka, ogarki świec i miseczki z wypalonym kadzidłem – wpuścili w stawy mumii iniekcje z preparatu typu WD-40, a uzyskawszy dzięki temu elastyczność tkanki, wyciągnęli jedną rękę i zacisnęli na wieku. Tym samym strażnik, wpadając tu z gaśnicą, w kiepskim świetle uległ poważnemu złudzeniu. Mógł się do tego przyczynić też gęsty dym z kadzidła. Znane są przypadki, w których pod wpływem braku dostatecznej ilości tlenu mózg wytwarzał halucynacje i fałszywe wspomnienia.

– Jak wyjaśnić to, że w chwili obecnej palce mumii znowu są sztywne?

– Prawdopodobnie preparat wchłonął się w tkankę lub odparował – zaryzykował stwierdzenie praktykant.

Dziesięć punktów. Minus jeden za określenie śladów pozostawionych przez przestępców słowem „burdel”.

– A zatem wszystko składa się w logiczną całość – powiedział zadowolony. – Kryminaliści weszli do wnętrza przez tajne przejście, zapewne wybudowane w czasach, gdy w muzeum mieściło się więzienie, lub przygotowane podczas przebudowy w latach pięćdziesiątych przez robotników zaprzyjaźnionych z recydywą… Tą samą drogą wydostali się potem na zewnątrz. W muzeum włamali się do sarkofagu.

– Nic nie ukradli – zauważył praktykant. – Można jednak przypuścić, że byli to ludzie bardzo zabobonni, przygotowali jakiś obrzęd, aby odwrócić od siebie ewentualną klątwę ze strony mumii kapłana. I w tym momencie zawył alarm, co ich spłoszyło.

– Brawo, moja szkoła.

– Właśnie, co z tym podkopem?

– Zaklajstruje się betoniarką. Badać nie ma sensu, bo wiemy, gdzie wyleźli. O drugiej w nocy nastąpił wybuch w jednym z pubów. Mamy rysopisy sprawców. No właśnie, tam też trzeba zamurować – przypomniał sobie.

– Może warto zbadać wcześniej lochy? – zadumał się praktykant.

– Nie ma czasu, pieniędzy ani sensu. To jest Kraków, tu podziemne tunele są dosłownie wszędzie. Wystarczy łopatę wbić w glebę i zaraz coś się znajduje… A archeolodzy i bez nas mają masę pracy. A zatem włamanie do muzeum, wybuch w centrum miasta i wreszcie rzeź i strzelanina w zaułku nieopodal Akademii Muzycznej… Najprawdopodobniej wszystkiego tego dokonała jedna grupa.

– Hmmm… Chyba możemy założyć taką hipotezę roboczą – zgodził się praktykant. – Broń biała, zagadkowe rytuały, brak czytelnych motywów działań… Czy to nie pasuje do tamtego zabójstwa z denatem nadzianym na rapier?

– Myślę, że to bardzo ciekawa hipoteza. – Nadkomisarz tak się ucieszył, że anulował w myślach połowę wlepionych dopiero co punktów karnych. – Dobra, nic tu po nas…

Wychodząc z holu, natknęli się na dyrektora muzeum. Szedł w towarzystwie dziwnego typka. Praktykant wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Towarzysz dyrektora miał na oko dziewięćdziesiąt lat. Ubrany był w fioletowe spodnie od dresu, zamiast paska wciągnął izolowany kabel. Na grzbiet narzucił drelichową kurtkę zszarganą do nieprzyzwoitości. Pod brodą wisiało mu coś w rodzaju krawata. Trzydniowy zarost, małe, świńskie oczka i krzaczaste brwi dopełniały wyglądu. Na widok gliniarzy jego twarz przyozdobił szeroki, szczery, słowiański uśmiech, a w ustach błysnęła klawiatura złotych zębów.

Nadkomisarz odprowadził go zdumionym spojrzeniem. Teraz dopiero spostrzegł, że w jednej ręce nieznajomy trzyma solidny osikowy kołek i młot.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 45
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)