Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Świat Czarownic [Witch World - pl]
Świat Czarownic [Witch World - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Świat Czarownic [Witch World - pl]

Электронная книга - «Świat Czarownic [Witch World - pl]». Краткое содержание книги:

Simon Tregarth, agent tajnych służb wywiadowczych w czasie II wojny światowej, musi uciekać przed płatnymi zabójcami nasłanymi przez swoich dawnych mocodawców. Szansą na unikniecie spotkania z wrogami, okazać się może użycie starożytnego artefaktu — Niebezpiecznego Tronu. Dzięki słono opłaconej pomocy dr. Jorge Petroniusa, Simon przenosi się do świata równoległego — Estcarpu — w którym władzę sprawują czarownice.
Jednak i w tym nowym świecie wojna nie jest czymś obcym. W Estcarpie panuje swoisty matriarchat, w którym najwyższą władzę sprawują obdarzone mocą, żyjące w celibacie dla jej zachowania kobiety. Sama moc jest bronią krainy w walce z atakującymi ją najeźdźcami — od północy Alizonem i od południa Karstenem. Tregarth postanawia zaciągnąć się do wojska i służyć czarownicom jako żołnierz. Po pewnym czasie i u niego objawiają się jednak zdolności magiczne — rzecz niespotykana u mężczyzn pochodzących z tego świata.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 58
Перейти на страницу:

Koris zeskoczył z półki skalnej na drogę i podbiegł do zagłębienia, w którym zmagali się dwaj mężczyźni. Simon przedarł się do miejsca, z którego mógł celnie rzuconym kamieniem unieszkodliwić strzelca celującego w plątaninę ciał. Wystarczyła sekunda, by zabrać zabitemu pistolet i amunicję i obrócić tę broń przeciwko kompanom jej niedawnego właściciela.

Sokoły latały z krzykiem, dziobiąc twarze i oczy, wbijając szpony w przeciwników. Simon wypalił, wycelował i znów wystrzelił, z gorzką satysfakcją odnotowując swoje sukcesy. W tych gorączkowych chwilach, kiedy dokoła trwała jeszcze walka, opuściła go część goryczy przegranej w Sulkarze.

Głos rogu przerwał skwir ptaków. Po drugiej stronie doliny ktoś pomachał energicznie strzępem flagi i ci z banitów, którzy jeszcze trzymali się na nogach, nie łamiąc szeregów wycofali się na teren niedostępny dla jeźdźców. Dzień szybko zmierzał ku końcowi, zniknęli więc w cieniach zmierzchu.

Mogli się skryć przed ludźmi, ale nie przed sokołami. Ptaki kołowały nad zboczem, rzucały się w dół, od czasu do czasu trafiały ofiarę, o czym świadczyły krzyki bólu dochodzące z zarośli. Simon zobaczył na drodze Korisa z toporem w dłoni, na ostrzu broni widoczna była ciemna plama. Rozmawiał żywo z jednym z Sokolników, nie zwracając uwagi na tych, którzy podchodzili do kolejnych ciał, szybkim uderzeniem miecza sprawdzając ich stan. W tym zajęciu kryła się taka sama ponura determinacja, jaka towarzyszyła Gwardzistom po zasadzce żywych trupów z Gormu. Simon zajął się przypinaniem nowo zdobytego pasa, starając się nie przyglądać tej dość szczególnej działalności.

Sokoły zaczęły wracać w odpowiedzi na gwizdy swych panów. Dwa ciała w ptasich hełmach przewieszono przez siodła zdenerwowanych kucyków, wielu jeźdźców jechało w bandażach, podtrzymywali ich towarzysze. Ale straty w obozie przeciwnika były znacznie poważniejsze.

Simon znów jechał za jakimś Sokolnikiem, tym razem był to inny żołnierz, niezbyt skory do rozmowy. Przytrzymywał na piersi zranioną rękę i klął cicho na każdym wyboju.

W górach noc nadchodziła szybko, słońce kryło się za wyższe szczyty. Jechali szerszą i równiejszą niż poprzednio drogą. Po stromej wspinaczce doprowadziła ich ona do domu, jaki Sokolnicy wznieśli sobie na wygnaniu. Na widok tej twierdzy Simon aż gwizdnął ze zdumienia.

Stare mury Estcarpu wydawały się wyrastać z kości ziemi od początku jej powstania, wywarły więc na Simonie wielkie wrażenie. Sulkar, choć ukryty pod płaszczem owej nienaturalnej mgły, był też imponującym dziełem. Ale to stanowiło część skały, część góry. Mógł tylko przypuszczać, że budowniczowie natrafili na szczyt, w którym znajdowały się liczne jaskinie i że po prostu je powiększyli i połączyli. Gniazdo Sokolników nie było zamkiem, to była góra przekształcona w fort.

Przeszli przez most zwodzony, który spinał brzegi otchłani, na szczęście ukrytej w mroku. Mógł się na nim zmieścić tylko jeden koń. Simon odetchnął dopiero wtedy, kiedy ich wierzchowiec przeszedł pod wystającymi zębami spuszczanej kraty do wnętrza jaskini. Pomógł rannemu Sokolnikowi zsiąść z konia, i oddał go w ręce kolegów, potem rozejrzał się, szukając Gwardzistów. Najpierw dostrzegł gołą, ciemną głowę wysokiego Tunstona.

Koris z Jivinem przeciskali się w ich stronę. Przez moment wydawało się, że gospodarze o nich zapomnieli. Odprowadzono konie, a każdy z żołnierzy posadził swojego sokoła na chronionym grubą rękawicą ręku. W końcu jednak jeden z ptasiogłowych hełmów odwrócił się w ich stronę i po chwili pojawił się jakiś oficer.

— Pan Skrzydeł będzie z wami mówił. Gwardziści. Krew i Chleb, Miecz i Tarcza na nasze usługi!

Koris podrzucił topór, złapał go i uroczyście odwrócił ostrze.

— Miecz i Tarcza, Krew i Chleb, Sokolniku!

CZAROWNICA W KARS

Simon usiadł na wąskiej pryczy przyciskając pięści do bolącej głowy. Miał jakiś sen, wyraźny i przerażający, ale zapamiętał z niego tylko strach. I wtedy obudził się z tym świdrującym bólem głowy w podobnej do celi kwaterze jakiegoś Sokolnika. Jednak bardziej istotna od bólu wydała mu się konieczność usłuchania jakiegoś rozkazu, a może chodziło o wezwanie na pomoc?

Ból mijał, ale owa świadomość konieczności trwała, nie mógł więc pozostać w łóżku. Przywdział dostarczony przez gospodarzy skórzany strój i wyszedł. Przypuszczał, że zbliżał się ranek.

Byli w Gnieździe Sokolników od pięciu dni. Koris zamierzał niebawem pojechać na północ, kierując się w stronę Estcarpu poprzez rojące się od banitów tereny. Simon wiedział, że kapitan zamierzał związać Sokolników ze sprawą północnego sąsiada. Po powrocie do stolicy użyje swoich wpływów do wykorzenienia uprzedzeń czarownic, tak by dzielni woje w ptasich hełmach zaciągnęli się do armii Estcarpu.

Upadek Sulkaru wzburzył surowych mieszkańców gór i przygotowania wojenne toczyły się pełną parą. Na niższych piętrach dziwacznej fortecy kowale pracowali całe noce, płatnerze szykowali zbroje, a garstka techników przygotowywała maleńkie kuleczki przyczepiane do nóg sokoła, za pomocą których wysoko kołujący ptak przekazywał informacje swemu panu. Był to najbardziej strzeżony sekret Sokolników i Simon miał jedynie podejrzenie, że opiera się na jakimś wynalazku mechanicznym.

Tregarth wielokrotnie musiał zmieniać swoje zdanie o mieszkańcach nieznanego świata z powodu podobnie dziwnych sztuczek. Ludzie walczący mieczem i tarczą nie powinni wytwarzać skomplikowanych urządzeń komunikacyjnych. Takie luki i rozbieżności w wiedzy i wyposażeniu były zadziwiające. Łatwiej mu było zaakceptować „magię” czarownic niż oczy i uszy, a czasami, w razie potrzeby, nawet głosy sokołów.

Magia czarownic… — Simon wszedł na platformę obserwacyjną krętymi schodami wykutymi w jednym ze skalnych tuneli. Żadna mgła nie przysłaniała łańcucha gór widocznych w świetle wczesnego poranka. Dzięki jakiejś sztuczce inżynieryjnej mógł przez szeroką przerwę obserwować otwartą przestrzeń, o której wiedział, że należy do Karstenu.

Karsten! Wpatrywał się tak intensywnie przez tę dziurkę od klucza do księstwa, że nie zdawał sobie sprawy z obecności wartownika, dopóki tamten się nie odezwał:

— Czy masz jakąś wiadomość. Gwardzisto? Wiadomość? Te słowa poruszyły coś w umyśle Simona. Przez moment odczuł nawrót cisnącego bólu nad oczami, przekonanie, że musi coś zrobić. Był to rodzaj przeczucia, ale nie taki, jakiego doznał w drodze do Sulkaru. Teraz wzywano go, a nie ostrzegano. Koris z Gwardzistami może jechać na północ, ale on sam musi skierować się na południe. Simon nagle przestał się bronić przed tym poczuciem konieczności.

— Czy przyszły jakieś wiadomości z południa? — spytał wartownika.

— Zapytaj o to Pana Skrzydeł. — Wartownik, dzięki zdobytemu przeszkoleniu był podejrzliwy. Simon skierował się w stronę schodów.

— Zrobię to z pewnością!

Zanim udał się do wodza Sokolników, zaczął szukać Korisa. Znalazł go zajętego przygotowaniami do drogi. Kapitan podniósł wzrok znad siodła i nagle przestał zajmować się zamkami i rzemykami.

— Co się stało?

— Możesz się śmiać, ale moja droga prowadzi na południe — odpowiedział krótko Simon.

Koris usiadł na brzegu stołu i machał nogą. — Coś ciągnie cię do Karstenu?

— Właśnie! — Simon na próżno starał się wyrazić słowami ów nakaz wzywający go wbrew zdrowemu rozsądkowi, nawet wbrew woli. Nigdy nie był specjalnie wymowny, ale teraz przekonał się, że jest mu trudniej wytłumaczyć motywy swojego postępowania. — Ciągnie mnie…

Machająca noga znieruchomiała. Na przystojnej, gorzkiej twarzy Korisa nie można było niczego odczytać. — Od kiedy? Jak to się objawiło? — Pytanie rzucone było szybko i ostro, tonem oficera żądającego raportu.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)