Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Brylant - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Brylant

Электронная книга - «Brylant». Краткое содержание книги:

Graham Masterton jako autor, znany i kojarzony jest głównie z horrorem, thrillerem i powieścią sensacyjną. Mało, kto pamięta, że w dorobku Grahama możemy znaleźć „perełki”, które to w znacznym stopniu odbiegają w tematyce od wymienionych gatunków. Mowa o powieści historycznej. Za stan takiej rzeczy można uznać fakt, że w Polsce zostało wydanych zaledwie kilka z jego powieści historycznych, w dodatku w latach 90-tych, których to tylko jedna doczekała się ponownego wznowienia. Nie mniej jednak nie patrząc na stan „wiekowych” wydań warto się zapoznać z tym jakże niezwykle cennym dorobkiem pisarza. Takim klejnotem niewątpliwie jest Brylant, książka napisana na początku lat, 80’-tych,który to okres przez wielu uważany jest za najlepszy w całej dotychczasowej karierze Mastertona.
Powieść ta ukazuje życie w świecie poszukiwaczy diamentów – Kimberley. Barney Blitz, główna postać powieści, nie wiedzie łatwego życia. Barney jest Żydem mieszkającym w Londynie wraz z bratem Joelem i matką, która jest osobą chorą psychicznie. Codzienne ekscesy matki doprowadzają w końcu do tego, że starszy brat Barneya – Joel postanawia opuścić rodzinny dom i wyrusza do Afryki. Młodszy z braci Blitzów pozostaje z matką. Wtedy też Barney doświadcza pierwszego miłosnego nieszczęścia, które to już nie opuści go do końca życia. Trudy życia z matką znajdują swój dramatyczny finał w scenie, która to nie pozwala nam zapomnieć z czego słynie Masterton. Takich momentów, w których wstrzymujemy oddech znajdziemy w książce więcej.
W dalszej części powieści autor ukazuje podróż, jaką Barney musiał przebyć, aby znaleźć swoje miejsce i szczęście. Tym miejscem jest Kimberley miasteczko górnicze leżące na południu Afryki. Wraz z rozwojem akcji jesteśmy jednocześnie świadkami przemiany, jaką przechodzi Barney. Z młodego mężczyzny szukającego sensu i miejsca na tym świecie, do ogarniętego żądzą posiadania potentata diamentowego. Jednak cena, którą Barney będzie musiał okupić za swój luksus okaże się bardzo wysoka. Masterton ukazuje nam prawdę starą i znaną jak ludzka zachłanność, że pieniądze szczęścia nie dają. Jednocześnie fakt, kim jesteśmy, jaki jest kolor naszej skóry, jaką religię wyznajemy sprawia, że z miejsca jesteśmy lubiani, akceptowani lub mieszani z błotem.
Nie mniejszą rolę w powieści odgrywa Natalia Star – gigantyczny diament, który pokazuje nam, że niektóre skarby tego świata nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Ów diament jednakże jest jednocześnie ceną, jaką Barney musi zapłacić za wszystkie swoje błędy i wyrazem niezłomnej miłości do kobiety, którą to stracił na zawsze. Brylant posiada wszystkie cechy, jakie znajdziemy w najlepszych powieściach Mastertona. Wyraziści bohaterowie, ciekawa historia, świetnie opisane życie i świat ukazany w powieści, proste przesłanie – wszystko to sprawia, że nie możemy odpocząć i z zaciekawieniem śledzimy losy braci Blitzów.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 157
Перейти на страницу:

– Jest więcej diamentów, niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić – powiedział Harold. – Nieźle mi idzie, chociaż krach na rynku. Kopacze przynoszą mi pierwszorzędnej jakości diamenty wiadrami. Mówię poważnie, wiadrami. W wiadrach! Mogę grymasić, wybierać, co tylko chcę.

– Dlaczego masz takie podłe biuro? – zapytał Barney z uśmiechem.

– A czego byś chciał, żebym wybudował pięciopiętrowy gmach w gotyckim stylu z błota, trawy i blachy falistej? Cegły, balkony z prętów i wszystkie zresztą materiały budowlane przysyłają z Kapsztadu oraz Durbanu. Do tej pory nie było jeszcze dostawy i trzeba będzie na nią poczekać przynajmniej kilka tygodni. Zresztą, biuro nie jest najważniejsze. Najważniejszą rzeczą jest być tam, gdzie znajdują się diamenty. Możesz założyć interes w norze albo w pałacu, bez znaczenia. Ale tam, gdzie wydobywane są diamenty, i to jest najważniejsze.

Barney zamieszał rum łyżeczką, po czym położył ją z powrotem na stole.

– Odkąd tu przyjechałem, otaczają mnie diamentowe działki, ale w dalszym ciągu jestem biedny jak przedtem.

– Przecież farma prosperuje dobrze.

– Nie najgorzej. Ale nie jestem bogaty. I nie mogę się spodziewać, że w końcu to się zmieni. Farma należy do Monsaraza, nie do mnie.

– Może powinieneś kupić udziały jakiejś działki?

– Znasz ceny? Na pewno znasz. Od trzech do czterech tysięcy funtów. Do tej pory zaoszczędziłem jakieś siedemdziesiąt, osiemdziesiąt funtów.

Harold skrzywił się z dezaprobatą.

– Spróbuj znaleźć wspólnika. Znajdź kogoś, kto zechce z tobą kopać. To dobra rada, Barney. Życiowa szansa, bo kiedy przekopią całą ziemię, interes wkrótce się skończy.

W tym momencie na ulicy pojawił się energiczny mężczyzna z grubym wąsem i w kapeluszu z szerokim rondem.

Szedł chodnikiem szybkim krokiem, uderzając końcem laski w mijane po drodze budy. Mimo upału był ubrany w ciemny garnitur, zapiętą pod szyję koszulę z białym kołnierzykiem i krawat. Kiedy się zbliżył, Barney zauważył, że jego rzęsy są białe i szczeciniaste, jak u świni.

Harold wstał, ciągle trzymając w dłoni pusty kubek.

– Dzień dobry, panie Knight. Jak się pan miewa?

– Tak sobie – oznajmił Knight. Wyjął z kieszeni chusteczkę i głośno wydmuchał nos.

Harold spojrzał na niego ze współczuciem.

– Nie mogę powiedzieć, żebym wam zazdrościł, wam, prawnikom, tego całego bałaganu.

– No cóż, bywa i tak – odparł Knight, wlepiając wzrok w jakiś punkt po drugiej stronie ulicy. Barney odwrócił się i spojrzał w tym samym kierunku. Stały tam dwie dziewczyny w prostych, jasnych sukienkach, kręciły zalotnie parasolkami, rozmawiając z jakimś młodym, wysokim kopaczem w kapeluszu z wielkim, obwisłym rondem.

– A to mój młody przyjaciel z Oranjerivier – powiedział Harold. – Amerykanin z Nowego Jorku.

– Doprawdy? – zdziwił się uprzejmie Knight, ale cały czas patrzył na dziewczyny po drugiej stronie ulicy. W końcu, nie wytrzymując, krzyknął do nich ostro i donośnie:

– Agnes! Faith!

Dziewczyny natychmiast odwróciły się, zauważyły pana Knighta, machnęły ręką kopaczowi na pożegnanie i przebiegły przez ulicę, unosząc trochę sukienki, żeby nie zabrudzić brzegów. Stanęły przed ojcem, wstrzymując oddechy, z zaróżowionymi policzkami, przygotowane na burę.

– Proszę mi wybaczyć – powiedział Knight do Barneya, obdarzając go przelotnym spojrzeniem. – Wymagam od swoich córek posłuszeństwa i nie życzę sobie, żeby chichotały z poszukiwaczami diamentów, a one w mojej obecności podważają i wystawiają na szwank mój autorytet.

Barney przyjrzał się córkom Knighta z zaciekawieniem. Były bardzo ładne i miłe; chociaż ta, która wydawało mu się, że ma na imię Agnes, była odrobinę drobniejsza niż siostra, a jej jasne loki bardziej się kręciły. Dziewczyny miały jarzące się, błękitne oczy, krótkie, proste nosy i zgrabne brody. Przypominały raczej Szwedki, a nie Angielki. Agnes miała delikatny, trochę niesymetryczny uśmiech, który później Barney często widział w swoich snach: uśmiech, który był niewinny, a jednocześnie nieco szelmowski.

– To jest pan… hmm… – zaczaj pan Knight przedstawiać Barneya swoim figlarnym córeczkom, machając w jego kierunku ręką.

– Barney – powiedział Barney. Harold Feinberg spojrzał na niego mile zaskoczony, ale Barneyowi przypomniał się Hunt, kiedy rozmawiali na pokładzie „Wesera": gdybym był tobą – przyjmij przyjacielską radę – zapomniałbym o pochodzeniu.

– Pan Barney jest z Nowego Jorku – dodał Knight. – Jest mi wstyd, że poznał was w takich okolicznościach, chichoczące z jakimś grubianinem po drugiej stronie ulicy.

Agnes i Faith posłusznie dygnęły przed Barneyem. Barney, trzymając w dłoniach swój kapelusz, skinął głową. Spojrzał ukradkiem w oczy Agnes i naszły go wspomnienia, których nie potrafił umiejscowić.

– Jeżeli wolno wtrącić, panie Knight – powiedział odważnie Barney, sam nieco zaskoczony swoją postawą. – Mogę pana zapewnić, że ten mężczyzna po drugiej stronie ulicy jest z bardzo dobrej rodziny. Robiłem z nim interesy w Kapsztadzie i tutaj również. Zazwyczaj nie chwali się tym, ale jest spokrewniony z brytyjskim szlachcicem, z pewnym hrabią z Liverpoolu.

Pan Knight spojrzał do tyłu, ale kopacz zniknął.

– Hmm – wysapał zmieszany. – Szlachcic? To zadziwiające, jakim pochodzeniem mogą się poszczycić niektórzy z tych niebieskich ptaków.

– Takie czasy, panie Knight – wtrącił Harold łagodnie. – Wszyscy chcą jakoś zarobić na godziwe życie. – Mrugnął do Barneya.

– Tak – powiedział Knight. – Myślę, że ma pan rację. Z pewnością ma pan rację. Przez wzgląd na jego szlachectwo, Agnes, przebaczam wam tym razem. Ale następnym razem nie zapomnijcie zapytać mnie o zgodę, jeżeli będziecie chciały porozmawiać z jakimś nieznajomym; możecie zapytać też waszą matkę.

– Dobrze, tatusiu – odparła Agnes pełna skruchy.

– Nie mówmy już o tym – powiedział pan Knight. Stukał w płytę chodnika końcem laski, jak gdyby starał się przypomnieć sobie coś, co właśnie umknęło jego pamięci." W zamyśleniu potarł wąsa wierzchem dłoni.

– Jak interes, panie Feinberg? – zapytał.

– Oby tak dalej – pokiwał głową Harold.

– I tak powinno być – powiedział pan Knight. – A co u pana, panie…?

– Barney – powiedział Barney.

– Właśnie, właśnie. Czym się pan zajmuje?

– Jestem farmerem.

– Farmerem? Jak się panu wiedzie?

– Oby tak dalej – powtórzył Barney słowa Harolda. Knight poruszył się niespokojnie i ściągnął usta.

– Tak. A może zje pan z nami dzisiaj kolację? Czy dysponuje pan wolnym czasem?

Agnes posłała Barneyowi błagalne spojrzenie spod parasolki. Faith, która to zauważyła, trąciła siostrę łokciem.

– Tak – odpowiedział Barney. – Z przyjemnością zjem z państwem kolację.

– Doskonale – zawołał pan Knight. – W takim razie o ósmej, u nas w domu. Pan Feinberg wytłumaczy panu, jak nas znaleźć.

Harold uśmiechnął się i skinął głową. Był grzeczny i uprzejmy jak Żyd z East Endu. Co tylko pan rozkaże, mój panie. Co tylko pan rozkaże. Pan Knight skrzywił się do niego i oddalił, wymachując laską.

– Ocalił pan nam życie – powiedziała Faith, składając przed Barneyem wdzięczny ukłon. – Wychodzi na to, że jesteśmy pańskimi dłużniczkami.

– Był pan bardzo uprzejmy – uśmiechnęła się Agnes. – Pan oczywiście wiedział, kim był ten mężczyzna?

Barney potrząsnął głową.

– Nie mam zielonego pojęcia.

– Nazywa się Jack Westbury. Jest poszukiwaczem diamentów, nikim więcej; a do tego niezbyt szczęśliwym. Wydał wszystko, co miał, na dwie działki w Kopje, ale do tej pory znalazł jedynie kilka małych kamyków, które są bez wartości. Ale za to jest bardzo przystojny – dodała, patrząc na Barneya i przechylając głowę na bok, co miało znaczyć, że jego również uznała za przystojnego.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 157
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)