Brylant
- Автор: Мастертон Грэхэм
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Brylant». Краткое содержание книги:
Powieść ta ukazuje życie w świecie poszukiwaczy diamentów – Kimberley. Barney Blitz, główna postać powieści, nie wiedzie łatwego życia. Barney jest Żydem mieszkającym w Londynie wraz z bratem Joelem i matką, która jest osobą chorą psychicznie. Codzienne ekscesy matki doprowadzają w końcu do tego, że starszy brat Barneya – Joel postanawia opuścić rodzinny dom i wyrusza do Afryki. Młodszy z braci Blitzów pozostaje z matką. Wtedy też Barney doświadcza pierwszego miłosnego nieszczęścia, które to już nie opuści go do końca życia. Trudy życia z matką znajdują swój dramatyczny finał w scenie, która to nie pozwala nam zapomnieć z czego słynie Masterton. Takich momentów, w których wstrzymujemy oddech znajdziemy w książce więcej.
W dalszej części powieści autor ukazuje podróż, jaką Barney musiał przebyć, aby znaleźć swoje miejsce i szczęście. Tym miejscem jest Kimberley miasteczko górnicze leżące na południu Afryki. Wraz z rozwojem akcji jesteśmy jednocześnie świadkami przemiany, jaką przechodzi Barney. Z młodego mężczyzny szukającego sensu i miejsca na tym świecie, do ogarniętego żądzą posiadania potentata diamentowego. Jednak cena, którą Barney będzie musiał okupić za swój luksus okaże się bardzo wysoka. Masterton ukazuje nam prawdę starą i znaną jak ludzka zachłanność, że pieniądze szczęścia nie dają. Jednocześnie fakt, kim jesteśmy, jaki jest kolor naszej skóry, jaką religię wyznajemy sprawia, że z miejsca jesteśmy lubiani, akceptowani lub mieszani z błotem.
Nie mniejszą rolę w powieści odgrywa Natalia Star – gigantyczny diament, który pokazuje nam, że niektóre skarby tego świata nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Ów diament jednakże jest jednocześnie ceną, jaką Barney musi zapłacić za wszystkie swoje błędy i wyrazem niezłomnej miłości do kobiety, którą to stracił na zawsze. Brylant posiada wszystkie cechy, jakie znajdziemy w najlepszych powieściach Mastertona. Wyraziści bohaterowie, ciekawa historia, świetnie opisane życie i świat ukazany w powieści, proste przesłanie – wszystko to sprawia, że nie możemy odpocząć i z zaciekawieniem śledzimy losy braci Blitzów.
– Barney? Czy to naprawdę ty?
– Natalio – szepnął i wszelkie inne słowa były właściwie zbyteczne.
Szli obok siebie słoneczną, podmiejską alejką. Raz po raz Barney musiał schodzić z chodnika, żeby przepuścić nianie z wózkami, w sukienkach ozdobionych koronkami oraz haftami, z parasolkami w rękach. W powietrzu unosił się słodkawy zapach lipy i suchego, końskiego łajna, zapach
Londynu, zapach Tamizy u schyłku lat osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy to Chiswick był jeszcze wioską, a ludzie jechali do Notting Hill, by zaczerpnąć świeżego powietrza i podziwiać malownicze widoki.
– Przyjechałeś na długo? – zapytała Natalia.
– Mam dom w Barnes – odparł. – Jestem tu już tydzień, ale w piątek muszę wracać do Nowego Jorku.
– Czytałam o tobie w gazetach – powiedziała. – Jesteś prominentem.
– Przesada.
Spojrzał na nią pod słońce. Miała na sobie brązową letnią sukienkę oraz kapelusz z woalką, lecz nadal była tą samą Natalią Marneweck, jej twarz miała tę samą karnację i była tak samo piękna jak tamtego dnia, kiedy przyprowadził Joela do obozowiska Griąua, prosząc o pomoc oraz schronienie. Nie mógł się temu nadziwić. Minęło przecież wiele lat. Lecz oni wciąż żyli: on był mężem Agnes, a ona żoną Hugha i wszystkie te noce, które spędzili razem w Kimberley, były teraz jedynie słodkim wspomnieniem o zapachu kwiatów polnych i smaku miodu. Te czasy nigdy już nie wrócą.
– Dlaczego przyszedłeś? – zapytała.
– Żeby się upewnić, że jesteś szczęśliwa.
– Tak… – odparła, odwracając twarz. – Jestem szczęśliwa.
– Na pewno?
– Tak, Barney.
Poszli na herbatę do małej kawiarenki na rogu. Siedzieli przy oknie z firankami, za którym konie zaprzężone do bryczek i powozów, uderzały rytmicznie kopytami o bruk. Barney nawet nie spróbował swojej herbaty. Za to po wielu latach ciągle jeszcze pamiętał zwisający z sufitu lep na muchy i przylepione do niego martwe owady.
– Muszę wracać – powiedziała wreszcie Natalia. – Panna Hornchurch nie może robić wszystkiego sama. W sobotę odbywa się nasz coroczny letni jarmark.
– Szkoda, że nie będę mógł przyjechać – powiedział Barney ze smutnym uśmiechem na twarzy.
Dotknął jej dłoni na białym obrusie. Był to zbyteczny gest, ponieważ prowadził donikąd, wyrażał jedynie ich wzajemne przywiązanie i uczucia, którymi się darzyli. Oboje wiedzieli, że on nigdy nie zostawiłby swojej Agnes, a ona nigdy nie zdradziłaby swojego Hugha.
– Będę stała przy straganie z ciastkami – powiedziała Natalia. – Będziemy sprzedawać ciastka domowego wypieku, a ludzie będą musieli zgadywać, ile jest rodzynek w dużym placku z owocami.
Barney próbował się uśmiechnąć, lecz na próżno. Boże jak bardzo chciał wziąć ją w ramiona. Boże, jak bardzo je pragnął. Kochał Agnes. Agnes podobała mu się, podniecał; go i opiekowała się nim. Lecz Agnes nigdy nie zastąpi Moc Klip, tak samo jak milion sześćset tysięcy funtów nie zastąpi Gwiazdy Natalii.
– Mam coś dla ciebie – powiedział na schodach ka wiarni. – To tylko skromny prezent, ale musisz mi obiecać że przyjmiesz go, zachowasz na pamiątkę i przekażesz Pie terowi.
– Barney… ja nie mogę nic przyjąć.
– Nie chcę od ciebie nic w zamian. Proszę cię tyjk o jedno, weź to.
Barney zdecydowanym mchem wyciągnął z kieszeń małe skórzane pudełko.
– Co to jest? – zapytała.
– Otworzysz, kiedy wrócisz do domu. To nic wielkiegc Obiecaj mi tylko, że zachowasz to na pamiątkę, a potem przekażesz Pieterowi.
– Dobrze – powiedziała po chwili wahania. Czuła, ż bardzo mu na tym zależało. – Dobrze – powtórzyła i wzięła od niego skórzane pudełko. Bez wahania włożyła je d torebki.
Ich usta spotkały się. W tej jednej chwili zobaczyli całe swoje życie przepełnione wzajemną miłością. Potem Natalia wolnym krokiem odeszła w kierunku świetlicy, do swoich flag i przygotowań do jarmarku.
Barney przeszedł na drugą stronę ulicy, przy które czekał na niego powóz. Tego dnia popołudnie było tak zamazane i zamglone jak wspomnienie, którym miało się dopiero stać. Za trzy, cztery lata to właśnie popołudnie będzie przecież tylko wspomnieniem. Barney siedział w powozie z pięściami mocno przyciśniętymi do ust, żeby nie wybuchnąć płaczem, a żona proboszcza, tajemnicza Mooi Klip, wróciła do straganu z ciastkami. Była przepełniona prawdziwym smutkiem.
Tej nocy, kiedy Hugh Ransome już spał, Natalia otworzyła otrzymane od Barneya małe skórzane pudełko i jej oczom ukazał się brylant.
Graham Masterton