Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Jestes tylko diablem - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jestes tylko diablem

Электронная книга - «Jestes tylko diablem». Краткое содержание книги:

Znany prawnik Alexander Gilburne prosi Joe Alexa o pomoc w rozwikłaniu zagadki śmierci jego przyjaciółki. Ze względu na nietypowe okoliczności jej samobójstwa podejrzewa, że została zamordowana. Alex przyjeżdża do Norford, gdzie zapoznaje się z diabelską legendą dotyczącą dziedziców Norford Manor. Śmierć Patrycji stała się bowiem dopełnieniem klątwy, rzuconej na ród Ecclestonów kilkaset lat wcześniej... Joe musi działać szybko, gdyż przepowiednia zapowiada śmierć kolejnej osoby. Zapewnia sobie pomoc Bena Parkera i Scotland Yardu, dzięki czemu nikt obcy nie może przedostać się do posiadłości. Pomimo powziętych środków ostrożności, Diabeł jednak uderza.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 63
Перейти на страницу:

— Nonsens! — Ogromne oczy, powiększone wypukłością szkieł, spojrzały surowo na stojącego. — Sir Alexander, jak ogromna większość tak zwanych cywilizowanych, kulturalnych ludzi, tkwi podświadomie w przesądach, którym podlegali przez tyle wieków jego przodkowie. Nie ma prawie człowieka, który by nie był w jakiś sposób przesądny. Ale przecież nie my, badacze! — Roześmiał się. — Jeżeli my staniemy się przesądni i nagle pomyślimy, że być może rzeczywiście sam Diabeł spaceruje po okolicznych pieczarach skalnych, opadniemy natychmiast do poziomu owych wyznawców Proroka, którzy wygrażają pięściami czarnej dłoni Szatana, odciśniętej w Hagia Sophia. Nie chce pan chyba powiedzieć, że wierzy pan w coś podobnego?

— Och nie, oczywiście, że nie… — szepnął Joe. — Ale sir Alexander także nie przypuszczał, że to prawdziwy Diabeł…

— Całe szczęście! Jedynie prawdopodobny wydaje mi się żart. Podejrzewam moją córkę, jej szalonego męża albo młodego Thomasa Kempta. Prawdopodobnie chcieli się zabawić moim kosztem. Innego powodu nie widzę…

— A woda?

— Woda? — Ecclestone uniósł brwi. — Jaka woda?

— Kiedyś natrafiłem we Francji na bardzo podobną sprawę. — Alex patrzył nadal na ciemny otwór groty. — Pojawiały się ślady stóp diabelskich, zmazywano je, strzeżono wyjścia z groty, ale pojawiały się znowu, chociaż wiarygodni świadkowie gotowi byli przysiąc, że nikt nie mógł się tam przedostać. Później okazało się, że w ukrytym wysoko w ciemności suficie groty wytworzyły się drobne szczelinki, którymi skapywała podczas deszczu woda, wsiąkając natychmiast w piaszczyste dno. I właśnie te kropelki pozostawiały, dzięki zbiegowi okoliczności, jaki zjawia się raz na wiele milionów razy, kilka prawie identycznych śladów, przypominających odciśniętą kozią nogę o dosyć osobliwym zarysie…

— Nie pomyślałem o tym… — Irving zmarszczył brwi. — Ale przecież nie mieliśmy deszczu od dwu tygodni, a ślady powtórzyły się w niedzielę… — Rozchmurzył się. — Ale oczywiście ma pan w zasadzie słuszność. Taki lub inny, powód musi być bardzo prosty i kiedy odkryjemy go, niewart będzie nawet wzmianki, a może właśnie wart wzmianki, lecz w pańskiej książce! Inna sprawa, że ślady te bardzo przypominały mi pewien typ odcisku nogi diabelskiej, który był popularny mniej więcej w czternastym wieku. Mam nawet u siebie prawie identyczny odcisk… Pokażę go panu.

I nie mówiąc ani słowa więcej ruszył ku drzwiom, a Joe poszedł za nim, raz jeszcze ogarnąwszy oczyma daleką skałę za oknem, ciemny otwór groty i leniwe ciała węży odpoczywających w wysokiej klatce przy biurku.

Kiedy znaleźli się na korytarzu, gospodarz pchnął następne drzwi i znaleźli się w innym pokoju, może nawet nieco większym niż poprzedni. Ale tu story nie były zasłonięte i światło słoneczne ślizgało się swobodnie po najdziwniejszym zbiorze przedmiotów, jaki Alex widział dotąd w życiu. Spojrzał zafascynowany, ale mimo to zdążył dostrzec jeszcze, że i tu okno przecięte było ciemnym rysunkiem kraty.

Na ścianach wisiały szeregami szczypce, haki i łańcuchy, każdy zaopatrzony w muzealne curriculum. Nad nimi rząd ohydnych metalowych masek, służących do zadawania tortur, patrzył nieruchomymi, pustymi oczodołami, w których krył się cień. Pośrodku pokoju na drewnianym podwyższeniu leżały trzy wielkie kamienie. Ku jednemu z nich podszedł Irving Ecclestone i lekko uderzył palcem w chropowatą powierzchnię.

— Widzi pan… — wskazał wklęsły, regularny ślad, widoczny pośrodku bryły piaskowca — to jest głaz, którym Szatan cisnął przed wiekami w głowę świętego Pawła. Tak chce legenda. Mieścił się on w pewnym kościółku pod Neapolem. Kiedy musiano świątynię niedawno rozebrać, gdyż zniszczył ją prawie dokumentnie pewien rodzaj grzybka, nabyłem ten kamień i przywiozłem go tu. Widzi pan ten ślad diabelskiej stopy? Jak żywy, prawda? Myślę, że jako cudowność wywodzi się on ze swojego pierwowzoru w kościele Świętej Sabiny w Rzymie, gdzie przez bardzo długi okres czasu był miejscem pielgrzymek inny kamień o podobnej tradycji. Z tą różnicą, że tamtym kamieniem Diabeł cisnął w świętego Dominika, nadaremnie marząc o strzaskaniu jego głowy, którą z łatwością ochronił anioł stróż! — Odszedł kilka kroków i wskazał otwarte drzwi do następnego pokoju, pośrodku którego Joe zauważył wielką klatkę, prawdopodobnie służącą przed wiekami do wystawiania czarownic na widok publiczny. — Tam mam gipsowe odlewy wielu odcisków rąk i nóg diabelskich w różnych kościołach, klasztorach, zamkach i gospodach Europy. Pojawiły się one prawie bez wyjątku w krótki czas po owej przesławnej bulli Innocentego VIII, która rozpoczęła ofensywę. Od tej chwili Kościół zaczął uważać oszczędzenie czarownicy za osobistą obelgę wyrządzoną najmiłosierniejszemu Bogu. Potem przyszła kontrreformacja i dowody istnienia Diabła zaczęły się mnożyć jeszcze bardziej. Kościół pragnął przy pomocy Widzialnego kazać wierzyć w Nadprzyrodzone, a że dla umysłu prymitywnego wiara bez jakichkolwiek dowodów jest niemożliwa, stąd lawina cudów i złowrogich aktów Drugiej Strony, będącej w wiekuistej wojnie z Niebem. A wychodzili ze starej, dobrej zasady Parmenidesa: „To, co jest — jest. A tego, czego nie ma — nie ma”!

— Niewątpliwie! — powiedział Joe, bo gospodarz zawiesił głos i zdawał się czekać na jego potwierdzenie. Zawrócił ku kamieniowi i spojrzał na odcisk, który poprzednio wskazał mu Irving. — Ale tu jest odcisk nogi, a raczej racicy. Z tego, co pan powiedział, wydawałoby się, że raczej na kamieniu powinny pozostać ślady palców ręki diabelskiej?

— A właśnie! — Irving uśmiechnął się. — Sam o tym myślałem. Okazuje się, że średniowiecze nie było tak wymagające. Wystarczył fakt pozostawienia śladu. A to, że nawet Diabeł niechętnie ciskałby kamienie nogami, nie wpadło zdaje się nikomu do głowy. Ale przecież nie o to nam chodzi, chociaż z tej śmiesznostki także dadzą się wyciągnąć ciekawe wnioski historyczne.

— Jestem przekonany, że ma pan słuszność… — Joe pochylił się nad kamieniem. Patrzył przez chwilę w milczeniu i chociaż nie był człowiekiem przesądnym ani nawet wierzącym, poczuł przelotny, zimny dreszcz. Odcisk stopy diabelskiej pozostawiony przed wiekami w małym włoskim kościółku był absolutnie identyczny ze śladem, który widział na egzemplarzu Pigmaliona znalezionym w pokoju zmarłej Patrycji Lynch i identyczny z fotografią zrobioną przez Alexandra Gilburne’a w Diablej Grocie. Przez krótką chwilę Joe stał pochylony, nie poruszając się. Potem wyprostował swoją smukłą, wciąż jeszcze młodzieńczą sylwetkę i spojrzał na gospodarza.

— Więc ten ślad jest tak bardzo podobny do odcisków znalezionych przez pana w Grocie?

— Tak mi się przynajmniej wydaje… — Ecclestone rozłożył ręce. — Gilburne ma zdjęcia tamtych odcisków, zdaje się. Można by je porównać. Ale przecież to niemożliwe. Gdyby tak było, musiałbym uwierzyć w żart któregoś z domowników. Nikt inny, prócz nich, nie ma tu dostępu. Ktoś musiałby sobie sporządzić odcisk woskowy… Ale przecież to nie ma najmniejszego sensu… — rozpogodził się nagle. — Jeżeli ciekawi to pana naprawdę i leży poza tym na linii pańskich szczególnych zainteresowań, niech pan spróbuje rozwiązać tę zagadkę. Czy przyjechał pan na długo?

— Na kilka dni. Pozostałbym nieco dłużej, ale nie chciałbym nadużywać gościny sir Alexandra…

— Nonsens! Powiem mu, że od jutra zamieszka pan u nas. Mam nadzieję, że przyjmie pan moje zaproszenie. Proszę mi wierzyć, że sprawi mi pan tym największą przyjemność. Ostatnio nie ruszałem się stąd prawie, a szczerze mówiąc, zestaw osób mieszkających w tej chwili w tym domu uniemożliwia jakąkolwiek rozmowę. Może się mylę, ale oni najprawdopodobniej uważają mnie za nieszkodliwego dziwaka, a ja ich za nieszkodliwych głupców. Tymczasem my dwaj na pewno moglibyśmy pogawędzić o niejednym…

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)