Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Alvin czeladnik [Alvin Journeyman - pl]
Alvin czeladnik [Alvin Journeyman - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Alvin czeladnik [Alvin Journeyman - pl]

Электронная книга - «Alvin czeladnik [Alvin Journeyman - pl]». Краткое содержание книги:

Alvin Smith znowu wyrusza w świat i szybko trafia do wiezienia, oskarżony przez swego dawnego mistrza o kradzież złotego pługa. Proces musi właściwie wykazać, że Alvin naprawdę jest Stwórcą. Tymczasem jego brat, Calvin, płynie do Europy, gdzie spotyka Napoleona i Balzaca. Od Napoleona uczy się manipulowania ludźmi, z Balzakiem wraca do Ameryki. Razem stanowią groźną parę.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 97
Перейти на страницу:

Wyczuł to w chwili, kiedy Calvin zdecydował się na odpowiedź: rodzaj kapitulacji. Calvin wyrywał się, ale w tym momencie ustąpił przed nieuniknionym. Postanowił jeśli nawet nie wyznać swoją prawdę, to przynajmniej prawdziwie zdać sprawę z cudzej.

— Pewien człowiek uważa, że talenty pojawiają się z powodu naturalnej zgodności między osobą a jakimś aspektem otaczającej tę osobę rzeczywistości. Nie od Boga ani Szatana, jak twierdzi. To przypadkowe zakłócenie świata. Mówi, że talent to tak naprawdę zyskanie zaufania pewnego fragmentu rzeczywistości. Uważa, że Czerwoni, którzy nie wierzą w talenty, odkryli prawdę, jaka za nimi stoi. Biały człowiek wmawia sobie, że ma talent, i od tego momentu pracuje tylko nad doskonaleniem jakiejś szczególnej zdolności. Ale gdyby, tak jak Czerwoni, widział w talencie aspekt sposobu, w jaki rzeczy połączone są razem, nie skupiałby się na jednej tylko zdolności, lecz pracował nad wszystkimi. Czyli, zdaniem tego człowieka, talent to wynik zbyt wielkiego wysiłku włożonego w jedno, a niedostatecznego we wszystko pozostałe. Jak murarz, który nosi cegły ciągle na prawym ramieniu: jego ciało się zniekształci. Trzeba studiować wszystko, uczyć się wszystkiego. Każdy talent jest w naszym zasięgu, jak rozumiem, trzeba jedynie…

Ucichł.

Kiedy znów się odezwał, mówił głosem ostrym, czystym, jak człowiek wykształcony; musiał się tego nauczyć już po przybyciu do Anglii. Dopiero wtedy Verily uświadomił sobie, że akcent Calvina zmieniał się podczas tego długiego wykładu. Calvin Miller zrzucił z siebie cienką powłokę angielskości i pokazał to, co amerykańskie.

— Kim jest ów człowiek, który przekazał panu tę wiedzę? — zapytał.

— Czy to ważne? Co taki prostak wie o naturze? — Calvin odpowiedział drwiąco, ale znowu kłamał. Verily wiedział o tym.

— Ten „prostak”, jak go pan nazwał… Podejrzewam, że mówił o wiele więcej niż te kilka słów, jakie zechciał nam pan dzisiaj powtórzyć.

— Och, nie można go uciszyć, tak się rozkoszuje własnym głosem. — Gorycz w tonie Calvina przekazała Verily'emu jasną wiadomość: to jest szczere. Calvin nie lubi tego filozofa z pogranicza. Bardzo nie lubi. — Nie chciałbym nudzić towarzystwa bredniami szaleńca z zachodu.

— Ale pan nie uważa go za szaleńca. Prawda, panie Miller? — spytał Verily.

Chwila milczenia. Szybko wymyśl odpowiedź, Calvinie Millerze. Znajdź sposób, żeby mnie oszukać, jeśli zdołasz…

— Nie powiem tego, drogi panie — oznajmił Calvin. — Nie sądzę, żeby rozumiał choć połowę z tego, o czym mówi, ale nie nazwałbym własnego brata kłamcą.

Nastąpiła gwałtowna erupcja gwaru. Calvin Miller miał brata, który filozofował na temat talentów i uważał, że nie pochodzą od Szatana!

Dla Verily'ego ważniejszy był fakt, że słowa Calvina w żaden sposób nie pasowały do świata, w który realnie wierzył. Kłamstwa, kłamstwa… Calvin wyraźnie uważał, że jego brat jest bardzo mądrym człowiekiem, prawdopodobnie wiedzącym więcej, niż Calvin chciał przyznać.

W tej właśnie chwili, nie zdając sobie z tego sprawy, Verily Cooper powziął decyzję o wyjeździe do Ameryki. Kimkolwiek był brat Calvina, wiedział coś, czego Verily rozpaczliwie pragnął się nauczyć. W ideach tego człowieka dźwięczała prawda. Gdyby mógł się z nim spotkać i porozmawiać, może ów człowiek wyjaśniłby mu jego talent. Wytłumaczyłby, dlaczego ma taki właśnie i dlaczego talent przetrwał, choć ojciec próbował go wybić.

— Jak ma na imię pański brat? — zapytał.

— Czy to ważne? — rzucił Calvin z lekką drwiną w głosie. — Wybiera się pan niedługo w dzicz?

— Stamtąd pan pochodzi? Z dziczy?

Calvin wycofał się natychmiast.

— Właściwie nie, trochę przesadziłem. Mój ojciec był młynarzem.

— A jak zginął ten biedny człowiek?

— On żyje.

— Ale mówił pan o nim w czasie przeszłym. Jakby nie był już młynarzem.

— Nadal prowadzi młyn — odparł Calvin.

— Wciąż mi pan nie zdradził imienia swego brata.

— Takie samo jak ojca: Alvin.

— Alvin Miller? — upewnił się Verily.

— Kiedyś tak. Ale w Ameryce nadal zmieniamy nazwiska wraz z zawodem. On jest teraz kowalskim czeladnikiem i nazywa się Alvin Smith.

— A pan pozostał Calvinem Millerem, ponieważ…

— Ponieważ nie wybrałem sobie jeszcze zajęcia.

— Ma pan nadzieję odkryć je we Francji?

Calvin poderwał się, jakby odkryto jego najstraszliwszą tajemnicę.

— Muszę już iść.

Verily także wstał.

— Drogi przyjacielu, obawiam się, że moja natarczywość popsuła panu nastrój. Natychmiast zaprzestanę wypytywania pana i przeproszę całe towarzystwo, że poruszyłem dziś tak trudne tematy. Mam nadzieję, że wybaczy mi pan moją nienasyconą ciekawość.

Wiele głosów natychmiast go zapewniło, że dyskusja była nad wyraz interesująca, że nikt na nikogo się nie gniewa ani nie został przez nikogo urażony. Rozmowa rozpadła się na wiele osobnych pogawędek.

Po chwili Verily przysunął się bliżej do młodego Amerykanina.

— Pański brat, Alvin Smith — powiedział. — Niech pan zdradzi, gdzie mogę go znaleźć.

— W Ameryce — odparł Calvin; a że rozmowa toczyła się na osobności, nie krył swojej pogardy.

— To tylko trochę dokładniej, niż powiedzieć, bym szukał go na Ziemi — zauważył Verily. — Wyraźnie go pan nie lubi. Nie chcę sprawiać kłopotu i prosić, by powiedział pan coś więcej o jego teoriach. Ale nic pana nie kosztuje wyjawienie mi, gdzie on mieszka, żebym sam mógł go odnaleźć.

— Chce pan przepłynąć ocean, żeby porozmawiać z chłopakiem, który mówi jak wiejski prostak, bo chce się pan dowiedzieć, co myśli o talentach?

— Czy wyruszę w taką podróż, czy tylko napiszę list, to już nie pańska sprawa. W przyszłości z pewnością przyjdzie mi bronić ludzi oskarżonych o czary. Pański brat może mi dostarczyć argumentów, które pozwolą uratować życie klienta. Takich argumentów próżno by szukać tutaj, w Anglii. Zbytnie wgłębianie się w dzieła Szatana może tutaj zrujnować komuś karierę.

— Dlaczego więc nie obawia się pan zrujnowania własnej? — zapytał Calvin.

— Ponieważ cokolwiek on wie, jest dostatecznie prawdziwe, żeby takiego kłamcę jak pan przegnać przez połowę świata w ucieczce przed prawdą.

Twarz Calvina nagle zbrzydła z nienawiści.

— Jak pan śmie zwracać się do mnie w ten sposób! Mógłbym…

A zatem Verily dobrze odgadł, Calvin nie pasował do swojej rodziny w Ameryce.

— Nazwa miasta, a pan i ja już nigdy nie będziemy musieli rozmawiać.

Calvin zastanowił się, ważąc w myślach decyzję.

— Dobrze. Trzymam pana za słowo, panie Wschodząca Gwiazdo Palestry. Miasto nazywa się Vigor Kościół, w Terytorium Wobbish. W pobliżu ujścia Rzeki Chybotliwego Kanoe. Niech pan jedzie i znajdzie mojego brata, jeśli pan potrafi. Niech się pan uczy od niego, jeśli pan potrafi. A potem przez resztę życia może się pan zastanawiać, czy może lepiej by pan wyszedł, ucząc się ode mnie.

Verily zaśmiał się cicho.

— Nie przypuszczam. Umiem już kłamać, a niestety, to jedyny z posiadanych przez ciebie talentów, który wyćwiczyłeś do stopnia mistrzowskiego.

— W innych okolicznościach zastrzeliłbym cię za takie słowa.

— Ale żyjemy w wieku, który kocha kłamców — dokończył Verily. — Dlatego tak wielu z nas żyje udając. Nie wiem, co masz nadzieję znaleźć we Francji, ale jestem pewien, że będzie to całkiem bezwartościowe, jeśli całe twoje życie do tej chwili opierało się na kłamstwie.

— A teraz jesteś prorokiem? Umiesz zajrzeć komuś do serca? — Calvin uśmiechnął się drwiąco i odstąpił o krok. — Zawarliśmy umowę. Powiedziałem, gdzie mieszka mój brat. Teraz trzymaj się ode mnie z daleka.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)