Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Złodziej czasu [Thief of Time - pl]
Złodziej czasu [Thief of Time - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Złodziej czasu [Thief of Time - pl]

Электронная книга - «Złodziej czasu [Thief of Time - pl]». Краткое содержание книги:

Czas jest zasobem — wszyscy wiedzą, że trzeba nim gospodarować. Na Dysku zadanie to przypada Mnichom Historii, którzy magazynują go i przepompowują z miejsc, gdzie się marnuje (na przykład spod wody — ile czasu potrzebuje dorsz?), do miast, gdzie nigdy nie ma dość czasu. Ale konstrukcja pierwszego na świecie naprawdę dokładnego zegara staje się dla Lu-Tze i jego ucznia Lobsanga Ludda początkiem wyścigu… no, z czasem. Ponieważ ten zegar zatrzyma czas. A to będzie dopiero początkiem kłopotów. „Złodziej czasu” prezentuje także pełen komplet postaci drugoplanowych — bohaterów i złoczyńców, yetich, mistrzów sztuk walki oraz Ronniego, piątego Jeźdźca Apokalipsy (który odszedł, zanim stali się sławni).
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 84
Перейти на страницу:

Jeden z mnichów położył mu dłoń na ramieniu.

— Już dobrze, sprzątaczu — powiedział uspokajająco. — Wiemy, że nie mogłeś tam dotrzeć na czas.

— Docieranie na czas jest podobno tym, co robimy — odparł Lu-tze. — Byłem już prawie przy tych nieszczęsnych drzwiach, Charlie. Za wiele zamków, za mało czasu…

Za nim mandala powróciła do powolnego odmierzania teraźniejszości.

— To nie była twoja wina — zapewnił mnich.

Lu-tze strząsnął jego dłoń, odwrócił się i nad ramieniem głównego akolity spojrzał na opata.

— Proszę o zgodę na wytropienie go natychmiast, świątobliwy. — Stuknął się palcem w nos. — Złapałem jego zapach! Tyle lat czekałem na okazję! I tym razem nie zawiodę!

Wśród ciszy opat wydmuchał mleczną bańkę.

— To będzie znowu w Überwaldzie — stwierdził Lu-tze. W jego głosie zabrzmiał błagalny ton. — Tam właśnie majstrują przy elektryce. Znam każdą piędź tego kraju! Daj mi paru ludzi, a przetniemy tę sprawę, zanim wypączkuje.

— Bababababa… To wymaga przedyskutowania, Lu-tze, ale dziękujemy ci za tę propozycję bababababa — odparł opat. — Rinpo, niech wszyscy bdum, bdum, bdum starsi mnisi terenowi stawią się w Komnacie Ciszy za pięć bababa minut. Czy wirniki pracują bdum, bdum harmonijnie?

Jeden z mnichów uniósł wzrok znad zwoju, który mu podano.

— Tak się wydaje, wasza świątobliwość.

— Przekażcie moje gratulacje dla operatora tablicy CIUCIU!

— Ale Shoblang nie żyje — mruknął Lu-tze.

Opat przestał wypuszczać bąbelki.

— Smutna wiadomość. Jak rozumiem, był twoim przyjacielem.

— To nie powinno się wydarzyć — powiedział sprzątacz. — Nie powinno.

— Uspokój się, Lu-tze. Wkrótce z tobą porozmawiam. Ciaśtećko!

Główny akolita, ponaglony uderzeniem gumową małpką w ucho, odszedł pospiesznie.

Tłum zaczął się przerzedzać, gdy mnisi wracali do swoich obowiązków. Wkrótce Lu-tze i Lobsang zostali sami. Patrzyli z góry na mandalę.

Lu-tze odchrząknął.

— Widzisz te szpule na końcu? — zapytał. — Mała rejestruje wzory każdego dnia, a potem wszystko, co ciekawe, magazynowane jest w tych wielkich.

— Właśnie sobie przedpomniałem, że to powiesz.

— Dobre słowo. Całkiem dobre. Masz talent. — Lu-tze zniżył głos. — Ktoś nas obserwuje?

Lobsang rozejrzał się wokół.

— Kilka osób jeszcze zostało.

Lu-tze znowu zaczął mówić głośniej.

— Uczyli cię o Wielkim Krachu?

— Słyszałem tylko plotki, sprzątaczu.

— Tak, plotek nie brakowało. „Dzień, w którym czas zamarł” i takie rzeczy. — Lu-tze westchnął. — Wiesz, większość tego, czego cię nauczono, to kłamstwa. Czasami, kiedy poznasz całą prawdę naraz, nie możesz jej zrozumieć. Znałeś chyba dobrze Ankh-Morpork, co? Byłeś kiedyś w operze?

— Tylko na ćwiczeniach z kradzieży kieszonkowych, sprzątaczu.

— A zastanowiłeś się kiedyś nad tym? Zauważyłeś ten mały teatr po drugiej stronie ulicy? Nazywa się Disk, o ile pamiętam.

— O tak! Kupowaliśmy najtańsze bilety, siadaliśmy na ziemi i rzucaliśmy orzeszki na scenę.

— I nie skłoniło cię to do myślenia? Wielki gmach opery, cały w pluszach i złoceniach, wielkie orkiestry, a obok stoi mały teatrzyk kryty strzechą, z gołego drewna, bez siedzeń, i jeden gość gra na rożku dla akompaniamentu?

Lobsang wzruszył ramionami.

— Właściwie nie. Tak po prostu jest.

Lu-tze niemal się uśmiechnął.

— Bardzo elastyczne są te ludzkie umysły. Zadziwiające, jak potrafią się rozciągnąć, by coś dopasować. Wykonaliśmy tam niezłą robotę…

— Lu-tze?

Jeden z młodszych akolitów czekał z szacunkiem.

— Opat przyjmie cię teraz — oznajmił.

— To dobrze. — Sprzątacz szturchnął Lobsanga i szepnął: — Ruszamy do Ankh-Morpork, mały.

— Co? Mówiłeś przecież, że chcesz, by cię wysłano…

Lu-tze mrugnął porozumiewawczo.

— Ponieważ jest napisane: „Ci, którzy proszą, nie dostają”, rozumiesz. Istnieje wiele lepszych sposobów zduszenia dangdang niż nadzianie go na pling, mój chłopcze.

— Istnieje?

— O tak, jeśli masz dosyć pling. A teraz spotkamy się z opatem, co? Jest chyba jego pora karmienia. Na szczęście przyjmuje już stale pokarmy, skończył z mamką. To było takie krępujące dla niego i tej młodej damy, naprawdę, człowiek nie wiedział, gdzie oczy podziać, i on też nie. Wiesz, psychicznie ma dziewięćset lat…

— To na pewno jest bardzo mądry.

— Całkiem mądry, całkiem mądry. Ale wiek niekoniecznie idzie w parze z mądrością. Już dawno to zauważyłem — oświadczył Lu-tze, kiedy zbliżali się do komnat opata. — Niektórzy ludzie po prostu stają się głupi z większym autorytetem. Nie jego świątobliwość, oczywiście.

Opat siedział w swoim krzesełku i właśnie chlapnął łyżką pożywnej papki. Główny akolita uśmiechał się jak człowiek, którego stanowisko zależy od tego, czy potrafi się zachwycać, że przecier pasternakowo-agrestowy ścieka mu z czoła.

Lobsangowi przyszło do głowy, nie po raz pierwszy, że ataki opata na tego człowieka nie są czysto przypadkowe. Akolita w istocie był osobnikiem budzącym delikatną niechęć, a u każdego zdrowo myślącego budził trudne do opanowania pragnienie wylania mu jakiejś mazi na głowę i uderzenia go gumowym jakiem. Opat był już dostatecznie stary, by słuchać głosu swego wewnętrznego dziecka.

— Wasza świątobliwość mnie wzywał. — Lu-tze skłonił się z szacunkiem.

Opat wylał swoją miseczkę na szatę akolity.

— Uahahahhhaha ach tak, Lu-tze. Ile masz lat?

— Osiemset, wasza świątobliwość. To żaden wiek.

— A jednak wiele czasu spędziłeś w świecie. Jak rozumiem, planowałeś się wycofać i zająć pielęgnacją swych ogrodów.

— Tak, ale…

— Ale — opat uśmiechnął się anielsko — jak stary rumak bojowy wołasz „ihaha”, słysząc granie trąb.

— Nie wydaje mi się — odparł sprzątacz. — W trąbach nie ma nic zabawnego.

— Chodziło mi o to, że tęsknisz, by znowu wyjść w pole. Ale od wielu lat pomagasz w szkoleniu agentów terenowych, prawda? Tych osobników?

Pod ścianą siedziało kilku krzepkich, muskularnych mężczyzn. Byli wyekwipowani do drogi, ubrani w luźne czarne kostiumy i mieli przytroczone na plecach zwinięte maty do spania. Nieśmiało skinęli głowami Lu-tze. Ponad maskami zasłaniającymi dolne części twarzy ich oczy spoglądały z zakłopotaniem.

— Robiłem, co mogłem — przyznał Lu-tze. — Oczywiście szkolili ich inni. Ja tylko starałem się naprawić szkody. Nie uczyłem ich, jak być ninjami. — Szturchnął Lobsanga. — To słowo, mój uczniu, oznacza po agatejsku „Puszczony Wiatr” — dodał scenicznym szeptem.

— Sugeruję, żeby wysłać ich natychmiast BACH! — Opat walnął łyżeczką w krzesełko. — To jest rozkaz, Lu-tze. Jesteś legendą, ale byłeś nią już od bardzo dawna. Dlaczego nie zaufać przyszłości? Ciuciu!

— Rozumiem — zgodził się zasmucony Lu-tze. — No cóż, kiedyś musiało się to stać. Dziękuję za troskę, wasza świątobliwość.

— Brrm, brrm… Lu-tze, znam cię już bardzo długo. Nie zbliżysz się nawet na sto mil do Überwaldu. Tak?

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)