Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Maski czasu [The Masks of Time - pl]
Maski czasu [The Masks of Time - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Maski czasu [The Masks of Time - pl]

Электронная книга - «Maski czasu [The Masks of Time - pl]». Краткое содержание книги:

Jest schyłek stulecia. Narasta chaos i szerzy się upadek moralny. Na świecie pojawia się tajemniczy nieznajomy imieniem Vornan-19, który podaje się za człowieka z przyszłości, i twierdzi, że ma do spełnienia ważną misję. W krótkim czasie pociąga za sobą miliony ludzi, oferując im pełną niebezpieczeństw, ekscytującą odyseją, która całkowicie zmieni przyszły kształt społeczeństwa Ziemi…
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 63
Перейти на страницу:

— Oczywiście — odparła. — Trzy pokoje dalej jest wyjście awaryjne… a przynajmniej zawsze tam było.

Nie pytajcie dlaczego, ale ruszyłem za nią bez wahania. Może ze względu na zgrabną, połyskującą pupę? W każdym razie szedłem jej śladem, aż dostałem zadyszki. Skakaliśmy przez rozedrgane futryny, przemykaliśmy koło leżących na podłodze, kompletnie pijanych gości, omijaliśmy szerokim łukiem różnorakie przeszkody, jakie wyrastały nieustannie na naszej drodze. Nigdy dotąd nie widziałem czegoś równie pięknego jak ta błyszcząca postać — srebrzysta dziewczyna, naga, zwinna i zgrabna. Z niesamowitym wdziękiem biegła przez dom, w którym panowało piekło. Stanęła przed drgającą ścianą i oznajmiła:

— To tutaj.

— Gdzie?

— Tutaj.

Ściana rozwarła się przed nami w mroczną czeluść. Nieznajoma wepchnęła mnie siłą do środka, a sama wskoczyła chwilę potem. Błyskawicznie zatoczyła piruet, wdusiła jakiś przycisk i znaleźliśmy się na zewnątrz budynku.

Powiew styczniowego wiatru smagnął nas niczym bicz.

Kompletnie zapomniałem, jaką mamy obecnie porę roku. Na przyjęciu przed skutkami złej pogody chroniły nas ściany. Teraz staliśmy wystawieni na wściekły atak wiatru: ja w leciutkim, wieczorowym stroju, ona zupełnie naga, pokryta jedynie warstwą farby. Nagle dziewczyna potknęła się, stoczyła po zboczu i wpadła w zaspę. Podałem jej rękę i pomogłem wstać. Dokąd teraz? — pomyślałem. Za naszymi plecami budynek wibrował i drżał, niczym oszalały głowonóg. Jak dotąd nieznajoma sprawiała wrażenie, że doskonale panuje nad sytuacją, lecz mroźne powietrze wyssało z niej całą energię. Stała przerażona i dygotała z zimna.

— Parking! — krzyknąłem w przebłysku geniuszu. Ruszyliśmy biegiem w tamtą stronę. Do przebycia mieliśmy około ćwierć mili otwartego terenu, pokrytego śnieżnymi zaspami i jęzorami lodu. Nie czułem niemal zimna, z podniecenia jakie ogarnęło mój umysł, za to dziewczyna ledwo żyła. Nim dobrnęliśmy na parking, parokrotnie musiałem podnosić ją z kolan. Ale w końcu udało się. Pojazdy możnych tego świata stały elegancko ustawione pod dachem ochronnej konstrukcji. Weszliśmy do środka. Urządzenia dozorujące nie zwracały na nas uwagi — widocznie uszkodzenia głównej sterowni były poważniejsze niż myślałem z początku. Roboty krążyły bez celu, emitując głośne buczenie i błyskając światłami. Otworzyłem drzwi najbliższej limuzyny, wepchnąłem dziewczynę do środka, a sam usiadłem obok.

Wewnątrz było ciepło i przytulnie. Nieznajoma siedziała drżąc na całym ciele, przemarznięta do szpiku kości.

— Przytul mnie! — krzyknęła. — Tak mi zimno! Na Boga, przytul mnie!

Otoczyłem ją ramieniem, a ona przylgnęła do mojej piersi. Opuścił ją cały strach, znów poczuła ciepło, odzyskała dawną pewność siebie. Jej dłonie zaczęły błądzić po moich plecach. Z radością skapitulowałem przed jej srebrzystym powabem. Gdy nasze usta spotkały się, a potem rozstały, na moich wargach pozostał smak metalu. Jej uścisk był zimny. Wydawało mi się przez chwilę, że siedzę obok jakiegoś uwodzicielsko pięknego automatu, lecz srebro leżało jedynie z wierzchu. Dziwne wrażenie zniknęło, gdy dotarłem do gorącego ciała. Kiedy ogarnął nas miłosny zapał, z głowy nieznajomej zsunęła się srebrna peruka odsłaniając gładką jak porcelana czaszkę. Teraz dopiero ją poznałem. Była córką Brutona, jego spadkobierczynią. Skłonność do łysienia świadczyła o tym dobitnie.

Dziewczyna westchnęła i pożeglowaliśmy w zapomnienie.

Dziewiąty

Straciliśmy kontrolę nad rozwojem wypadków — stwierdził Kralick. — Następnym razem musimy zapewnić naszemu gościowi bardziej troskliwą opiekę. Czy ktoś z naszej grupy widział, jak Vornan manipulował przy konsolecie?

— Ja byłem z nim wtedy — oświadczyłem. — Nie miałem jednak możliwości, by zapobiec nieszczęściu. Vornan działał błyskawicznie. Ponadto ani ja, ani tym bardziej Bruton nie podejrzewaliśmy, że stać go na coś takiego.

— Nie wolno wam pod żadnym pozorem spuszczać z niego oka — powiedział Kralick, a w jego głosie czuć było zniechęcenie. — Musicie nieustannie mieć świadomość, że ów człowiek jest zdolny do każdego szaleństwa, jakie może się tylko przyśnić. Czy nie podkreślałem już tego dostatecznie mocno?

— My po prostu rozumujemy racjonalnie — oznajmił Heyman. — Trudno przywyknąć do osoby, która działa nie kierując się w najmniejszym stopniu logiką.

Od czasu fatalnych wydarzeń w posiadłości Brutona minął dzień. Zakrawa to na cud, ale obyło się bez ofiar. Kralick zawiadomił w porę służby rządowe. Wszyscy goście zostali ewakuowani z rozedrganego gmaszyska nim doszło do tragedii. Vornan-19 stał sobie w tym czasie nieopodal, spokojnym wzrokiem obserwując zamieszanie. Słyszałem od Kralicka, że straty oszacowano wstępnie na kilkanaście tysięcy dolarów. Rząd pokryje wszystkie rachunki. Nie zazdrościłem Kralickowi, że będzie musiał uspokajać roztrzęsionego milionera. Ale z drugiej strony Bruton dostał to, o co prosił. Koniecznie chciał zabłysnąć przed człowiekiem z przyszłości, no i napytał sobie biedy. Z pewnością oglądał migawki z podróży Vornana po stolicach europejskich i wiedział, co mu grozi. A jednak zdecydował, że wyda przyjęcie i zaprosi na nie Vornana. Zaprowadził go nawet do głównej sterowni swego sanktuarium. Nie czułem dla Brutona współczucia. Co się tyczy gości, którym kataklizm przerwał wspaniałą zabawę, to moim zdaniem oni również nie zasługiwali na to, aby płakać nad ich losem. Przyszli, żeby obejrzeć podróżnika w czasie i zrobić z niego idiotę. Powiodło im się w dwójnasób, więc czy mogli mieć pretensje, że Vornan odpłacił im pięknym za nadobne?

Kralick miał jednak uzasadnione powody, aby odczuwać zniechęcenie. W końcu naszym zadaniem było zapobiegać podobnym ekscesom. A trudno powiedzieć, abyśmy spisali się na medal.

Przygotowania do realizacji dalszej części wizyty czyniliśmy w dość minorowych nastrojach.

Dziś w planie była wizyta na nowojorskiej giełdzie. Naprawdę nie mam pojęcia, w jaki sposób ten punkt programu znalazł się w ogóle na liście. Jedno jest pewne: Vornan o to nie prosił. Podejrzewam, że po prostu jakiś biurokrata w stolicy zadecydował, iż pokazanie przybyszowi z przyszłości głównego bastionu kapitalizmu będzie dobrym posunięciem propagandowym. Osobiście czułem się jak człowiek z innej planety, nigdy bowiem nie byłem na giełdzie, ani w ogóle nie miałem z tą instytucją nic wspólnego. Proszę zrozumieć, że nie był to bynajmniej kaprys zdziwaczałego naukowca. Gdybym miał więcej czasu i pewne predyspozycje w tym kierunku, z pewnością obracałbym w tej chwili akcjami Połączonych Przedsiębiorstw Górniczych, United Ultronics albo innych aktualnych faworytów. Pensję mam jednak niezłą, na boku też nieco dorabiam i raczej nieźle mi się powodzi. Życie jest krótkie i nie starcza go, aby doświadczyć wszystkiego na tym świecie. To, co mam, musi mi więc wystarczyć. Skupiłem się na pracy zawodowej, zamiast trwonić energię, obserwując wahania na rynku. Wyprawa na giełdę napawała mnie pewnym lękiem. Czułem się jak dzieciak na pierwszej wycieczce poza miasto.

Kralick wyjechał na jakąś konferencję do Waszyngtonu i rząd przydzielił tymczasowego zastępcę w osobie małomównego młodzieńca o nazwisku Holliday. Funkcja, jaką miał tymczasowo pełnić, wyraźnie nie wzbudziła jego zachwytu. O jedenastej ruszyliśmy w stronę centrum. Tworzyliśmy sporą gromadkę: Vornan, nasza siódemka, tłumek urzędników państwowych, siedmioosobowa reprezentacja mediów oraz ochrona. Dzięki wcześniejszym rozmowom z zarządem, giełda została na czas naszej wizyty zamknięta dla innych zwiedzających. Vornan był osobą raczej kłopotliwą, a jacyś obcy ludzie na galerii stanowiliby jedynie dodatkowe obciążenie.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)