Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Серия: Diuna #3
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Phantom Press
- ISBN: 83-7075-060-5
- Переводчик: Marek Mastalerz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]». Краткое содержание книги:
Od pewnego czasu w mieście Arrakin pojawia się starzec zwany Kaznodzieją i wygłasza dziwne przemowy do wciąż tłumnie przybywających na Diunę pielgrzymów. Kim jest? Czy tylko na wpół szalonym mistykiem, czy może kimś więcej?
Jessika poczuła się nieswojo.
— Nie obawiaj się — kontynuował. — Nie zrobię tego, co nie do pomyślenia. Nie jestem tak głupi. Ale jestem równie wstrząśnięty jak ty. Ośmielasz się osądzać Alię. Oczywiście, że złamała bezcenne przykazania Bene Gesserit! A czego oczekiwałaś? Uciekłaś od niej, zostawiłaś ją tu jako królową, ze wszystkim, prócz tytułu. Z całą władzą! Wróciłaś na Kaladan, by leczyć rany w ramionach Gurneya. Zupełnie nieźle. Ale kim jesteś, by osądzać Alię?
— Powiem ci. Nie będę zno…
— Och, zamknij się. — Odwrócił wzrok z niesmakiem, ale słowa wypowiedział w specjalny sposób Bene Gesserit, kontrolującym Głosem. Uciszył ją, jakby zatkał jej usta dłonią.
„Kto lepiej wie, jak uderzyć we mnie Głosem, niż ten tutaj?!” — pomyślała. Uśmierzający argument złagodził zranione uczucia. Po wielokrotnym korzystaniu z Głosu w stosunku do innych nie spodziewała się, że jest nań podatna… nigdy więcej… nie od czasu pobytu w szkole, gdy…
Leto odwrócił się do niej plecami.
— Przepraszam. Po prostu wiem, jak ślepej reakcji można się po tobie spodziewać, jeśli…
— Ślepej? Po mnie? — To stwierdzenie zirytowało ją bardziej, niż subtelne zastosowanie Głosu.
— Po tobie — powiedział. — Ślepej. Jeżeli w ogóle zostało w tobie trochę uczciwości, sama masz tego świadomość. Wypowiadam twoje imię, a ty mówisz: „Tak?” Uciszam twój język. Wywołuję wszystkie mity Bene Gesserit. Spójrz w siebie w sposób, jakiego cię nauczono. To przynajmniej jest coś, co możesz zrobić dla swojego…
— Jak śmiesz! Co wiesz o… — zawiesiła głos. Oczywiście, że wiedział!
— Mówię: spójrz w siebie! — powiedział rozkazująco.
Znowu była zniewolona. Czuła, jak zmysły zamierają… oddech staje się szybszy… Tuż poza polem świadomości przyczaiło się łomoczące serce, brak tchu… Nagle zrozumiała, że wyraźnie widać przyspieszony oddech, bicie serca, że wymknęły się one spod kontroli uzyskanej w toku szkolenia Bene Gesserit. Z oczyma rozszerzonymi ze zdumienia poczuła, że jej ciało podporządkowuje się obcej woli. Powoli odzyskała spokój, ale nie odzyskała uprzedniej równowagi. To nie-dziecko grało na niej podczas całej rozmowy, jak na wyrafinowanym instrumencie.
— Teraz wiesz, jak zostałaś uwarunkowana przez nieocenione Bene Gesserit — powiedział.
Mogła jedynie przytaknąć. Jej wiara w słowa legła w gruzach. Leto zmusił ją do spojrzenia fizycznemu wszechświatowi w twarz. Jessika wyszła z tej konfrontacji wstrząśnięta, jej świadomość znalazła się na zupełnie nowej drodze. „Pokaż mi jego ciało!” Pokazał jej własne ciało, jakby było ciałem noworodka. Od czasu szkolenia na Wallach, od tych przerażających dni, nim przyszli po nią agenci handlowi księcia, nie czuła tak drążącej niepewności.
— Zostaniesz porwana — rzekł Leto.
— Ale…
— Nie proszę cię o zgodę — powiedział. — Traktuj to jako rozkaz swojego księcia. Kiedy nadejdzie pora, pojmiesz przyczynę. Czeka cię konfrontacja z bardzo interesującym uczniem. — Wstał, skinął głową i dodał: — Pewne działania mają koniec, ale nie mają początku. Inne zaczynają się, ale nie kończą. Wszystko zależy od tego, gdzie znajduje się obserwator.
Odwrócił się i wyszedł z pokoju.
W drugim przedsionku Leto spotkał Ghanie spieszącą ku ich osobistym komnatom. Zatrzymała się, gdy go tylko ujrzała.
— Alia jest zajęta Konwokacją Wiernych — powiedziała i rzuciła pytające spojrzenie na przejście prowadzące do kwatery Jessiki.
— Udało się — powiedział Leto.
Istota okrucieństwa jest rozpoznawana zarówno przez ofiarę, jak ł przez oprawcę — przez wszystkich, którzy o nim wiedzą, bez względu na odległość. Dla okrucieństwa nie ma usprawiedliwień, żadnych okoliczności łagodzących. Okrucieństwo nigdy nie równoważy ani nie prostuje przeszłości. Okrucieństwo uzbraja jedynie przyszłość w nowe okrucieństwo. Jest ono samonapedząjącą się siłą — barbarzyńską postacią kazirodztwa. Ktokolwiek popełnia okrucieństwo, popełnia również okrucieństwa przez nie zrodzone.