Tylko Chłód
- Автор: Спиндлер Эрика
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Tylko Chłód». Краткое содержание книги:
Dwadzieścia trzy lata temu Harlow Grail porwał psychopata. By zmusić rodziców dziewczynki do zapłacenia okupu, obciął jej palec, jednak okaleczona i przerażona Harlow zdołała umknąć swemu prześladowcy. Kiedy dorosła, zmieniła imię, nazwisko oraz adres zamieszkania. Jako Anna North zaczęła robić karierę literacką.
Jednak najgorsze było dopiero przed nią…
Wokół Anny zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mała wielbicielka przesyła niepokojące listy, w tajemniczych okolicznościach znika jej przyjaciółka, nieuchwytny morderca zabija rudowłose, tak jak Anna, kobiety. Kiedy pisarka w swojej lodówce znajduje ucięty palec, nie ma już wątpliwości: dawny prześladowca odnalazł ją i postanowił wyrównać rachunki. Policja jest bezradna; nawet detektyw Quentin Malone. który w trakcie śledztwa zakochał się w Annie i za wszelką cenę pragnie ją ocalić, zaczyna przegrywać wyścig ze śmiercią…
– Ależ to bzdura! Doskonale o tym wiesz. Landry nie ma nic wspólnego…
Podniosła dłoń.
– Już podjęłam decyzję. Zamknij się i siadaj, jeśli nie chcesz dołączyć do Terry’ego. Jasne?
Zamilkł, ale wciąż stał, opierając się o framugę.
– Dobrze, więc co mamy w tej sprawie? – spytała rzeczowym tonem, natychmiast zapominając o wszelkich urazach.
– Zamordowana nazywała się Evelyn Parker – podjął Johnson. – Biała, dwudziestoczteroletnia, bardzo atrakcyjna. Pracowała poza centrum w gabinecie stomatologicznym, a mieszkała w Bywater.
– Lubiła się zabawić – dodał Walden. – Tak jak Kent. Często wypuszczała się na miasto i szukała łatwych okazji. Była w klubie bezpośrednio przed morderstwem.
– To wszystko już wiedzieliśmy – mruknęła szefowa. – Macie coś jeszcze? Poszlaki, teorie. – Zmierzyła ich wzrokiem. – Jakieś przypuszczenia.
Quentin skinął głową.
– Moim zdaniem łączy je to, że były rude. Musimy dojść do tego, dlaczego ten facet wybiera właśnie takie kobiety.
– Rude? Jedna była ciemna, a druga jasna marchewka. – Johnson zrobił zdziwioną minę.
– Ale obie były rude – upierał się Quentin.
Walden potrząsnął głową.
– A moim zdaniem łączy je tylko to, że często wychodziły z domu i lubiły zabawę.
Quentin spojrzał na niego.
– Więcej jest takich, i dlatego ktoś może sobie wybierać ofiary. Ale to jeszcze nie wyjaśnia, czemu to robi.
– Spokojnie, z kim rozmawialiście? – wtrąciła się kapitan O’Shay.
– Spytaj raczej, z kim nie rozmawialiśmy. – Johnson rozłożył ręce. – Mamy parę poważnych tropów, chociaż nie udało nam się połączyć obu morderstw. Ale to nie znaczy, że związki nie istnieją.
– Mam wrażenie, że morderca pokazywał się wcześniej z ofiarami, ale nie za często. – Quentin włączył się do rozmowy. – Jest ostrożny i nie chce zwracać na siebie uwagi. Może z nimi zatańczyć raz czy drugi, trochę poflirtować, postawić piwo… Ktoś powinien go zapamiętać.
– Te kobiety zostały zabite w pobliżu uczęszczanych lokali. – Kapitan obrzuciła wzrokiem całą trójkę… – Zastanawialiście się, czym je udusił? Chyba nie poduszką, na miłość boską!
– Może ręką? – bąknął Walden.
– Kogoś, kto walczył jak ta Parker? – Quentin pokręcił głową. – Chyba że ma ogromne łapska, ale wtedy ofiary miałyby więcej siniaków w okolicy ust. Przecież wszyscy umiemy czytać obrażenia.
– Wobec tego jakaś plastikowa torba albo worek, chociażby na śmieci. Łatwo go schować do kieszeni kurtki czy marynarki.
– Nie znaleźliśmy żadnych śladów plastiku w pobliżu denatek, a byłyby na pewno, bo uderzyły głową o asfalt. – Johnson spojrzał na Waldena. – Trzeba przeszukać pojemniki na śmieci wokół obu tych knajp. Może coś znajdziemy.
– Jeśli idzie o Kent, to już za późno, ale da się to zrobić z Parker. – Walden podrapał się w głowę. – Zwykle, jeśli ktoś używa torby, to zostawia ją przy ofierze. Czasami trudno ją zabrać i można w ten sposób zostawić więcej śladów.
– Myślę, że mamy do czynienia z kimś bardzo sprytnym – powiedziała szefowa. – Boi się zostawiać ślady i wie, jak je zacierać. Na przykład zabiera torby i wyrzuca je, kiedy czuje się już bezpieczny. W innej dzielnicy, albo w ogóle poza Nowym Orleanem.
– Prostota jest najlepsza. Musimy założyć, że ten facet wybiera najprostsze rozwiązania.
– Chcesz powiedzieć, że to nie Jaś Fasola zbrodni? – syknął złośliwie Johnson. – A to pech!
– Wobec tego może dusi je w rękawiczkach. Jest tak zimno, że nikt nie zwróci na to uwagi. Nawet ofiary mogły uznać to za zupełnie naturalne.
Quentin ściągnął brwi.
– Albo używa do tego celu kurtki. Wszyscy teraz chodzą w kurtkach.
– A co ze śladami? Przecież zostawiłby w ten sposób jakieś fragmenty materiału lub nitki. Ekipa techniczna nie znalazła niczego takiego.
Quentin opuścił swoje miejsce przy drzwiach i podszedł bliżej.
– A może nosi skórzaną kurtkę?
Na moment w pokoju zapanowała cisza. Policjanci wymienili spojrzenia.
– Nosi ją cały czas. Jest zimno, wiec nikogo to nie dziwi – ciągnął Quentin. – Jest miękka, ale nie przepuszcza powietrza. Łatwo ją umyć. A poza tym cały czas ma narzędzie zbrodni ze sobą, dlatego może działać, gdy tylko nadarzy się okazja.
– To dobra teoria – zgodził się Johnson. – Ale plastikowa torba też nie jest zła. Warto sprawdzić te pojemniki.
Walden skinął głową.
– W każdym razie ma to dużo więcej sensu niż poduszka.
Kapitan O’Shay rozsiadła się wygodnie w swoim krześle.
– Musicie jak najszybciej rozwiązać tę sprawę. Media zaczynają coś kombinować. Jeśli okaże się, że to seryjny zabójca, całe miasto wpadnie w panikę. Już miałam telefon z szefostwa, od Penningtona, i nie była to przyjemna rozmowa.
Johnson chrząknął. Walden zakaszlał. Quentin zmrużył oczy.
– Mamy sporo śladów. Jestem pewny, że szybko sobie poradzimy.
– Oby, oby – powtórzyła. – I dajcie znać, jakby pojawiło się coś nowego.
Johnson i Walden wstali, a Quentin znowu ruszył w stronę drzwi. Jednak kapitan pokazała mu gestem, żeby do niej podszedł. Po chwili zostali sami.
– Posłuchaj, pod żadnym pozorem nie wolno ci nic powiedzieć Landry’emu – zaczęła ciotka. – Jest wyłączony z tej sprawy, jasne?
Quentin zmarszczył brwi. Nie podobało mu się to, co właśnie usłyszał. Może znaleźli coś na Terry’ego, ale nie chcą o tym mówić?
– Może chociaż powiesz mi, co się dzieje?
– Na razie nie mogę. – Spojrzała na niego przeciągle. – I jak, zgadzasz się, czy rezygnujesz z tego śledztwa? Wcale nie będę miała pretensji, jeśli…
– Nic mu nie powiem – mruknął niechętnie. – Ale już teraz oświadczam, że to nonsens. Terry jest czysty!
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY
Piątek, 19 stycznia, godz. 15.00
Dzielnica Francuska
Anna siedziała, patrząc na pusty ekran komputera. W ciągu dwóch ostatnich godzin napisała kilkanaście akapitów, a potem, niezadowolona z efektów, wszystko wykasowała.
Zwykle przeznaczała wolne popołudnia na pisanie. Starała się wykorzystać każdą chwilę. Jednak dzisiaj jakoś jej nie szło. Nie mogła się skoncentrować. Cały czas myślała o spotkaniu z Malone’em, o Jaye oraz o problemach z agentem i wydawnictwem.
Dzisiaj? – pomyślała z niechęcią. Prawda wyglądała tak, że nie napisała niczego od momentu, kiedy Cheshire House wystąpiło ze swoją ofertą. Po co miałaby to robić? Jeśli odmówi, i tak nie będzie miała gdzie publikować, a w dodatku straci agenta. Nie było sensu spieszyć się z następną książką. Chciało jej się płakać, ale tylko wyrzuciła z siebie przekleństwo. Nie będzie użalać się nad sobą. Jeśli już ma płakać, to z powodu Jaye albo Minnie, a nie z tak błahej przyczyny, jak problemy z aroganckim agentem i wydawnictwem.
Błahej? Jej książki i kariera wciąż były dla niej ważne. Nie mogła ich zbyć ot, tak sobie.
Jednak nie tak ważne jak Jaye. Musi się dowiedzieć, co się z nią stało. Dobrze, że śledczy Malone zajmie się tą sprawą.
Anna nie sądziła, żeby uwierzył w podejrzane zachowanie Clausenów czy w porwanie, ale przynajmniej wszystko sprawdzi.
Oparła brodę na dłoni, przypominając sobie rozmowę z nim. Ich słowne potyczki. O co jej wówczas chodziło? To prawda, że jest bardzo przystojnym mężczyzną, a swoim uśmiechem mógł podbić niejedno kobiece serce… oczywiście tylko wtedy, gdy gustuje się w takich narzucających się facetach. A ona ich nie znosiła. Skąd więc to dziwne uczucie erotycznego pobudzenia? Przecież poszła tam jedynie w sprawie Jaye. Co się z nią wtedy stało?