Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Łowcy Dusz
Łowcy Dusz - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Łowcy Dusz

Электронная книга - «Łowcy Dusz». Краткое содержание книги:

Fabuła toczy się w alternatywnej rzeczywistości wczesnego renesansu. W historii tego uniwersum, w roku 33 Chrystus nie umarł na krzyżu, lecz wymordował swych wrogów i objął władzę nad światem. Państwo Jezusowe w zmienionej formie trwa aż do czasów współczesnych bohaterom, rządzone przez fanatyczny kler oraz Inkwizytorium – organizację niszczącą wszelkie przejawy herezji. Jednak jest to też świat fantastyczny. Tu wiedźmy i czarnoksiężnicy naprawdę odprawiają mroczne, magiczne rytuały, a demony przybywają z innych światów, by ingerować w życie ludzi.
W Łowcach dusz obserwujemy narastanie konfliktu pomiędzy Kościołem i Inkwizytorium, trwają również przygotowania młodego cesarza do krucjaty przeciwko innowiercom. W książce rozwiązanych zostanie wiele zagadek oraz problemów zasygnalizowanych w poprzednich tomach cyklu. Jakiego bezcennego skarbu strzegą mnisi, władający tajemniczym klasztorem Amszilas? Kim są i dlaczego zostały zesłane na świat wampiry? Dlaczego papież oraz kościelni hierarchowie pragną na nowo wzniecić prześladowania religijne na wielką skalę? I kto pierwszy padnie ofiarą tych prześladowań? Czytelnicy poznają również odpowiedź na najważniejsze z pytań: dlaczego Jezus Chrystus zniknął niedługo po swym triumfie i co się z Nim tak naprawdę stało?
Oczywiście po raz kolejny pojawi się Anioł Stróż głównego bohatera, tym razem jeszcze bardziej szalony niż zwykle. Inkwizytor natomiast zmierzy się nie tylko z czarnoksiężnikami oraz demonami, ale również z ludźmi knującymi spiski przeciwko Inkwizytorium i Cesarstwu.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 75
Перейти на страницу:

– Wasza dostojność. – Pochyliłem się na tyle głęboko, by ukłon można było uznać za wystarczający dowód szacunku, lecz nie na tyle, by odebrano go jako oznakę służalczości.

– Siadajcie no, siadajcie, mistrzu inkwizytorze – zaprosił Zaremba po łacinie. – Gość w dom, Bóg w dom, jak powiadają. – Gestem rozkazał służącemu, by nałożył mi jedzenia i nalał wina.

Podziękowałem, siadając w fotelu obitym purpurowym jedwabnym adamaszkiem.

– Słyszeliście o wypadkach, jakie zaszły w czasie audiencji, której raczył nam udzielić Najjaśniejszy Cesarz? – spytał prosto z mostu.

– Kto nie słyszał, jaśnie panie. Całe miasto…

Pokiwał głową, na widelec o dwóch ostrzach nasadził ogromny kawał mięsiwa, przeżuł i popił winem. Służący bez słowa napełnił jego kielich.

– Pijcie, inkwizytorze, bo nie lubię sam zalewać pały.

Posłusznie wziąłem kielich i nim wypiłem, przyjrzałem się temu kosztownemu naczyniu. Na podstawie stała figura brodatego Atlasa, który mocarnymi ramionami podtrzymywał czarę kielicha niczym sklepienia niebieskie. Oczywiście wszystko było rzeźbione w złocie, zaś na boku czary pysznił się wizerunek wspiętego na dwie łapy lwa, górującego nad hełmem w koronie. Herb Zarembów. Wypiłem. Mlasnąłem, gdyż wino było naprawdę przedniej próby. Sługa natychmiast dolał mi do pełna.

– Dziwne to wydarzenie, nie sądzicie?

– Zgadzam się, wasza dostojność. Lecz już starożytni lekarze pisali, że szaleństwo objawia się u niektórych ludzi jak piorun z jasnego nieba. Bywa skutkiem przemęczenia, obżarstwa, opilstwa, życiowych tragedii… Czai się niby wąż, bezgłośne, niewidoczne, by nagle zaatakować i ukąsić z całej mocy.

– Być może. – Wypił znowu, przechylając głowę mocno do tyłu. Policzki pokryły mu się lekkim rumieńcem. – Pijcie, pijcie – ponaglił mnie.

Wojewoda, jak widać, był człowiekiem niestroniącym od trunkowych uciech, a ponieważ wino z jego zapasów było najwyższej jakości, więc mogłem się tylko cieszyć, że nie ma nawyku, by skąpić go gościom.

– Słyszałem o was – rzekł pozornie nie na temat. – Doniesiono mi, żeście są przyjacielem przyjaciół. – Poczułem na sobie badawczy wzrok niebieskich oczu.

– Staram się pomagać bliźnim, kiedy są w potrzebie – odparłem.

– I słusznie. – Polak skinął głową. – Więc teraz pomożecie mnie.

Nie powiem, iż nie spodziewałem się podobnego obrotu spraw, ale nie powiem też, że nie zaniepokoił mnie fakt tak szybkiego spełnienia przewidywań.

– Jestem lojalnym sługą Najjaśniejszego Cesarza – rzekłem oględnie.

– I słusznie – powtórzył wojewoda. – Tej lojalności nikt nie zamierza wystawiać na próbę. Każdy poddany powinien dochować wiary swemu suzerenowi, gdyż właśnie tak, nie inaczej ułożono świat. Zdrowie cesarza! – Wzniósł kielich.

– Posłuchajcie, inkwizytorze – ciągnął dalej, kiedy już spełniliśmy toast. – Wiem, żeście człowiek biegły w odkrywaniu wszelakiego plugastwa, które Szatan w swej złości zsyła na lud Boży. I do tego właśnie was potrzebuję.

Zrozumiałem, rzecz jasna, że chodzi mu o odkrywanie tajemnic, nie zsyłanie plugastwa, niemniej uśmiechnąłem się w myślach. Tylko w myślach, ponieważ wojewoda nie sprawiał wrażenia człowieka, którego bawiłoby, iż wytyka mu błędy ktoś niższego stanu.

– Jeśli macie jakiekolwiek podejrzenia co do zbrodni czarostwa bądź herezji, dostojny panie, być może należałoby oficjalnie powiadomić Inkwizytorium…

Huknął pięścią w stół, aż zadrżały talerze i kielichy a ja urwałem w pół zdania.

– Sto złotych dublonów – oznajmił – za twój czas, fatygę oraz zdolności. Kolejne trzy setki, jeśli znajdziesz coś, za co warto zapłacić.

Spojrzał na mój wypełniony (znowu!) po brzegi kielich.

– A wy co? Ślubowaliście wstrzemięźliwość?

– Z całą pewnością nie, jaśnie oświecony panie – odparłem. – I pokornie proszę, by wolno mi było wznieć toast za zdrowie znamienitego króla Władysława.

– Zezwalam. – Wojewoda opróżnił kielich pomiędzy sylabami „zez” i „walam”, ale tak szybko, iż przerwy niemal nie dało się usłyszeć.

– To królewskie honorarium – wróciłem do rozmowy, a ponieważ faktycznie byłem zdumiony wysokością oferowanej kwoty, musiało to zabrzmieć bardziej niż szczerze. Wojewoda się uśmiechnął. – Lecz nadal nie wiem, za jakie usługi miałbym je otrzymać.

– Dziwne przypadki zdarzają się ostatnio w otoczeniu twego władcy, inkwizytorze. Morderstwo żony, kradzież klejnotów, napaść na samego cesarza, a teraz to…

– Zaraz…

– Nie dziw się, że o tym nie słyszałeś. – Wzruszył ramionami. – Niemniej wierz mi, iż kanclerz jest już czwartą osobą z dworu, której przydarza się zdumiewający… – zawiesił głos – przypadek. Poprzedni trzej zostali odesłani do rodowych włości i oddani pod opiekę medyków, gdyż stan ich umysłów budził, i z tego, co wiem, nadal budzi, obawy… Lubię grać w kości, inkwizytorze – dodał po chwili. – Ale jeśli komuś cztery razy pod rząd wypada szóstka, czuję się w obowiązku sprawdzić, czy aby ich nie sfałszowano.

– Wasza dostojność pozwoli… Kim są poprzednie trzy osoby, których zachowanie było tak niezwykłe? I co ma z tym wspólnego śmierć cesarzowej?

Nie było nic dziwnego, iż wiedział więcej ode mnie. Tylko idiota mógł się łudzić, że Polacy nie utrzymywali szpiegów na cesarskim dworze. A Zaremba był jednym z najbardziej zaufanych doradców polskiego króla. Zapewne właśnie do niego trafiały raporty agentów.

– Słyszeliście, że zmarła w czasie połogu, tak? – spytał i roześmiał się. – No pijcie, pijcie, ciągle mi się ociągacie… – dodał. – Z przykrością stwierdzam, że próżno w was szukać dionizyjskiego ducha!

Odwołania do pogańskich wierzeń nie były u nas mile widziane, lecz nie było sensu, by informować o tym Zarembę. Słyszałem, że w czasie poprzedniej wizyty na cesarskim dworze pijany w siwy dym wojewoda zaczepił szambelana i zapytał: „Powiedzcie no, dobry człowieku, gdzie tu się mogę wysrać?”. „Pan, wojewodo? Wszędzie” – odpowiedział szambelan uprzejmie i zgodnie z prawdą. Bo też Zarembie wolno było sto razy więcej niż zwykłemu zjadaczowi chleba. Dlatego gdyby mi kazał przed każdym toastem skrapiać ziemię na cześć Bachusa, również bym nie protestował.

– Pokornie upraszam o wybaczenie, wielmożny wojewodo – powiedziałem, chwytając kielich.

Znów wychyliliśmy do dna i znów służący dolał do pełna.

– Czy on…? – Pokazałem oczami sługę.

– Nie obawiajcie się. Jest niemy i głuchy, lecz nie z fizycznego defektu, a z własnej woli.

– Nie rozumiem…

– Nigdy nie wyjawi nawet słowa, które tu wypowiedziano, gdyż łączy nas przelana krew – wyjaśnił Zaremba. – Oddałby za mnie życie, jak i ja za niego.

– Ależ, panie, różnica stanów… – ośmieliłem się powiedzieć.

– Różnica stanów – parsknął pogardliwie i spojrzał na mój pełny kielich. Uniósł swój. – Po raz kolejny chcecie mnie obrazić abstynencją?

– Nigdy bym nie śmiał! – Wypiliśmy.

– Dla nas liczą się krew i honor – wyjaśnił wojewoda. – Na polu bitwy wszyscy żeśmy równi, bo i krew sączy się taka sama z naszych żył, i boli nas jednako.

Wojewoda Zaremba najwyraźniej był romantycznym idealistą. A ponieważ ten właśnie romantyczny idealizm łączył nasze natury, więc przepiłem do niego prawdziwie szczerze.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)