Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Diabelska wygrana». Краткое содержание книги:

Romans, kt?rego nigdy nie zapomnisz! Szukaj?c zemsty za ?mier? brata, Damien Falon zastawia pu?apk? na pi?kn? Alex? Garrick. Wygrywa od niej fortun? przy karcianym stole, nie ??da jednak pieni?dzy, lecz tego, by Alexa sp?dzi?a z nim noc. Wbrew jego oczekiwaniom Alexa okazuje si? delikatn? i mi?? dziewczyn? i Damien wkr?tce przy?apuje si? na tym, ?e pragnie nie tylko jej cia?a. Tymczasem niespodziewane komplikacje powoduj?, ?e musi broni? honoru Alexy, proponuje jej wi?c ma??e?stwo…
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 75
Перейти на страницу:

– Przykro mi, Damien. Chciałabym, aby istniał jakiś sposób, który pozwoliłby to zmienić.

– Nie powiedziałem ci tego wszystkiego, żebyś się nade mną litowała. Po prostu doszedłem do wniosku, że powinnaś wiedzieć. – Scisnął ją za ramię trochę mocniej, niż należało. – A teraz pora wracać.

Przez resztę wieczoru był w posępnym nastroju, lecz nocą kochał się z nią tak samo namiętnie jak zwykle. Rano wydawał się jakiś inny, jakby rozmo¬wa o przeszłości pomogła mu nieco zaleczyć rany. Jednak wciąż nie była pewna jego uczuć wobec siebie, wyczuwała jakąś tajemnicę związaną z cz꬜cią jego osobowości, którą cały czas skrzętnie ukrywał.

Nazajutrz wstali wcześnie i udali się do małej wioski rybackiej Falon-by-the-Sea. Uliczki były wyłożone kocimi łbami, wzdłuż nich stały niewiel¬kie chatki. Damien wyjaśnił jej, że drewniane szop¬ki, w których przechowywano sieci, pochodzą jesz¬cze z szesnastego wieku.

– Budowano wąskie i wysokie budynki, żeby ob¬niżyć koszt dzierżawy ziemi – tłumaczył, gdy prze¬chodzili główną uliczką biegnącą równolegle do oceanu. Na plaży żony rybaków sprzedawały świeże dorsze, flądry, kraby i homary.

– Darnien, popatrz! – Kiedy szli po piasku, wska¬zała palcem duże, ciemne plamy w dalszej części plaży. – Czy te jaskinie nie prowadzą na klify?

– Tak właśnie jest – rzekła potężna kobieta z wy¬datną szczęką. Posiwiałe włosy miała wsunięte pod jasnoczerwoną chustę. Stała za straganem z rybami, których otwarte paszcze i mętne oczy spoglądały na nią oskarżycielsko. – Pełno ich na całym wybrzeżu. Kiedyś to był raj dla szmugle¬rów. A gadają, że nadal tak jest.

Najwyraźniej wciąż dochodziło tu do przemytu i to na dużą skalę. W czasie wojny francuskie pro¬duktY były bardzo cenione, chociaż większość ary¬stokracji używała ich jedynie w zaciszu domowego ogniska.

– Czy w pobliżu Falon są jaskinie? – Aleksa spy¬tała Damiena, nagle tknięta myślą, że być może stąd właśnie wzięły się plotki na jego temat.

– Nic mi o tym nie wiadomo. – Jego oblicze ule¬gło pewnej zmianie, jeszcze bardziej pociemniało, więc Aleksa porzuciła temat. Dzień był naprawdę piękny, szkoda byłoby psuć nastrój, wywołując ja¬kieś nieuzasadnione podejrzenia.

– Które ryby wyglądają na najświeższe? – spyta¬ła, uśmiechając się szeroko. – Chętnie zjadłabym jakąś na kolację.

Damien odpowiedział uśmiechem.

– Przygotowania do kolacji trwają już od jakie¬goś czasu. Andre szykuje coś specjalnego. Rybka musi zaczekać.

Nie miała nic przeciwko temu. Kiedy Damien uśmiechał się w taki sposób, nie obchodziło jej nic więcej, jak tylko utrzymanie go w tak dobrym na¬stroju.

W sprawie kolacji oczywiście miał rację, co mu¬siała przyznać po pewnym czasię., Wystawne posił¬ki monsieur Bouteliera przeszły zupełnie niezau¬ważone, gdy w zamku przebywały matka i siostra Damiena. Teraz delektowała się przepysznymi da¬niami, a dodatkową radością przepełniał ją fakt, że przygotowywano te wspaniałości specjalnie dla mej.

Zjedli razem coq au vin oraz ris de veau aux chanterelles – znak0mitą potrawkę z kury, podawa¬ną z delikatną trzustką cielęcą i leśnymi grzybami, popili zaś butelką przedniego czerwonego wina. Potem poszli ścieżką ciągnącą się nad brzegiem. Tym razem, gdy dotarli do granitowej skalnej pół¬ki, Damien zdjął swój gruby płaszcz i rozłożył go między głazami. Położyli się na nim, a on zaczął ją całować, aż ogarnięta drżeniem chwyciła go moc¬no za ramiona. Wtedy podwinął jej spódnicę, roz¬piął sobie spodnie i wziął ją, nie zdejmując ubra¬ma.

To było skandaliczne, grzeszne, lecz jakże pod¬niecające!

– Zimno ci, naj droższa? – spytał, całując ją w po¬liczek, gdy wsunęła się jeszcze mocniej w jego ob¬jęcia. – Chyba powinniśmy już wracać.

– Jeszcze nie… proszę. – Oparła głowę na ra¬mieniu męża, zaś on przesunął palcem po jej po¬liczku. – Uwielbiam słuchać szumu morza… jak fale uderzają o brzeg. To brzmi tak, jakby ocean żył, jakby biło jego serce.

Podparł się na łokciu.

– Bo on naprawdę żyje… przynajmniej dla mnie.

To jeden z powodów, dla których uwielbiam to miejSce.

Wzrok Aleksy spoczął na jego twarzy. – Ja też myślę, że tu jest cudownie.

Pocałował ją delikatnie, drażniąc językiem kącik jej ust. Po chwili uniósł się i pomógł wstać Aleksie.

– Pora wracać. Na górze jest miłe, miękkie łóż¬ko, a ja wcale się tobą nie nasyciłem. – Włożył płaszcz i wziął ją na ręce. – Chcę się z tobą kochać szaleńczo i namiętnie, aż będziesz mnie błagać, że¬bym przestał.

Roześmiała się, gdy ruszył dużymi krokami ku odległym światłom. Uświadomiła sobie, że wokół osiada mgła.

– Być może czeka cię ciężka noc, milordzie – rzuciła wyzywająco, czując ogarniające ją przyjemne, podniecające ciepło.

Kiedy dotarli do sypialni, kochali się najpietw szybko, a potem powoli, od początku do samego końca. Była już półprzytomna i w pełni zaspokojo¬na, gdy wreszcie zapadła w sen.

Kiedy jakiś czas później obudziła się, Damie¬na nie było.

Rozdział 10

Było jeszcze ciemno, świt miał dopiero nadejść.

Przez częściowo uchylone okno do pokoju nie wpadał ani jeden promień księżycowego blasku. Aleksa przeciągnęła się i ziewnęła. Gdzie się podział Damien? Czyżby nie mógł spać? N a tę myśl uśmiechnęła się. Tej nocy okazał się wymagającym kochankiem, ona zaś ochoczo zaspokajała jego po¬trzeby. Kiedy skończyli, byli zlani potem, zmęcze¬ni, więc oboje szybko zasnęli.

Dlaczego więc ją opuścił? Gdy nie wracał, za¬częła się niepokoić, więc nałożyła jedwabny szla¬frok i pospiesznie zeszła na dół. Spod drzwi do ga¬binetu sączyło się światło. Już miała nacisnąć żela¬zną klamkę, gdy nagle zdała sobie sprawę, że Da¬mien nie jest sam.

Niegrzecznie było podsłuchiwać, a jednak…

Przyłożyła ucho do drzwi i usłyszała nie jeden, lecz dwa obce męskie głosy. Goście Damiena mówili cicho, ledwie dosłyszalnie. Aleksa poczuła przy¬spieszone bicie serca, gdy zorientowała się, że roz¬mowa odbywa się po francusku.

Boże miłosierny. Podeszła jeszcze bliżej, stara¬jąc się cokolwiek zrozumieć. Jak to dobrze, że jej zrzędliwa guwernantka, panna Parsons, gnębiła ją na.,tyle skutecznie, że Aleksa tak dobrze opanowa¬ła ten język. Po raz pierwszy była wdzięczna, że się go nauczyła. Jednak drzwi były tak grube, że z tru¬dem rozróżniała słowa.

Bardzo delikatnie nacisnęła kutą żelazną klam¬kę i minimalnie uchyliła drzwi. Pojawiła się wąska szpara, lecz była wystarczająca, by Aleksa mogła zobaczyć Damiena w wygodnych, miękkich spodniach i białej koszuli rozmawiającego z dwo¬ma mężczyznami. Ubrani byli stosownie do wilgot¬nej, chłodnej aury. Mieli na sobie ciepłe swetry, a grube szale i płaszcze teraz leżały na krześle.

Aleksa przesunęła się nieco, żeby zobaczyć po¬kój pod nieco innym kątem. W cieniu stał jeszcze jeden człowiek. Miał zniszczoną wiatrem, po¬marszczoną twarz o twardych rysach, wyglądał na zdrożonego. Ubrany był w wieśniackie szaty, być może był rybakiem. Aleksa pomyślała, że ra¬zem tworzą dość dziwną grupę. Co może ich łą¬czyć? I co ci przybysze robią w zamku Falon?

Odpowiedź przyszła szybko, uderzyła Aleksę jak obuchem. Poczuła suchość w ustach, nieprzyjemny skurcz w żołądku.

Przemytnicy! O Boże, to na pewno oni. Więc te opowieści były prawdziwe! Zacisnęła pięści, czując łomotanie bijącego w szybkim tempie serca. Na Boga, Damien był zamieszany w przemyt!

Zmusiła się do zachowania spokoju. Znając prawdę, mogła coś zrobić, żeby mu pomóc. W su¬mie nie powinna być zaskoczona. Wszystkie prze¬słanki miała tuż pod nosem. Damien był po części Francuzem, lubił francuską kuchnię, wino i drogi koniak. Miał gołębie pocztowe, wzdłuż wybrzeża pełno było jaskiń.

Wiedziała, że potrzebował pieniędzy – między innymi dlatego ją poślubił. Zapewne był zdespero¬wany i wdał się w konszachty z przemytnikami, aby przeżyć.

Kilka razy odetchnęła głęboko, by się uspokoić.

Nie było powodów do paniki. Zajął się przemytem dla pieniędzy, ale teraz już nie potrzebował zysków z tego źródła. Mógł skończyć ten proceder, o któ¬rym nikt nigdy się nie dowie.

Ponownie skoncentrowała uwagę na pozosta¬łych mężczyznach. Mówili coś o swojej misji, pro¬sili Damiena o pomoc, wspominali o jakichś po¬trzebnych im dokumentach. On musiał je zdobyć, tak powiedzieli. Generał Moreau był w trudnym położeniu – aby zaplanować kolejną kampanię, potrzebował informacji. Bez nich wielu Francuzów mogło stracić życie. Damien musi się skontakto¬wać ze swoim informatorem, zdobyć dokumenty i dopilnować, aby dotarły do Francuzów. Mężczyź¬ni zapowiedzieli swój powrót za pięć dni, więc tyle czasu pozostało mu na wykonanie zadania.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)