Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Diabelska wygrana». Краткое содержание книги:

Romans, kt?rego nigdy nie zapomnisz! Szukaj?c zemsty za ?mier? brata, Damien Falon zastawia pu?apk? na pi?kn? Alex? Garrick. Wygrywa od niej fortun? przy karcianym stole, nie ??da jednak pieni?dzy, lecz tego, by Alexa sp?dzi?a z nim noc. Wbrew jego oczekiwaniom Alexa okazuje si? delikatn? i mi?? dziewczyn? i Damien wkr?tce przy?apuje si? na tym, ?e pragnie nie tylko jej cia?a. Tymczasem niespodziewane komplikacje powoduj?, ?e musi broni? honoru Alexy, proponuje jej wi?c ma??e?stwo…
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 75
Перейти на страницу:

– Jeśli zaczniemy, nie będę w stanie przestać. Uśmiechnęła się.

– Ja też nie.

Zachichotał cicho.

– N a Boga, jesteś prawdziwą rozkoszą.

Podparł się na łokciu i pocałował ją, długo, głę¬boko, namiętnie. Przesunął usta na piersi i ssał sut¬ki, doprowadzając Aleksę do drżenia, lecz zamiast w nią wejść – tak jak zamierzał – wsunął dłoń mię¬dzy wilgotne płatki jej gniazdl$:a. Zapragnął zoba¬czyć, jak dochodzi do szczytowania, wsunął więc palec do środka, a ona wydała z siebie ciche, pełne błogości miauknięcie. Włożył drugi palec. Pieścił śliskie fałdki, odnalazł nabrzmiały koralik rozko¬szy i dotykał go raz za razem.

Wiła się na pościeli, wymawiając jego imię, bła¬gając o więcej. Nie ustawał, aż zesztywniała, do¬tarła do kolejnej kulminacji, odrzucając głowę do tyłu, zamknąwszy oczy w reakcji na kolejne fa¬le miotającej nią rozkoszy. Ten niesamowity wi¬dok niemalże doprowadził Damiena do eksplozji. Opanował się, lecz tylko na chwilę, by zaraz za¬głębić się w jej ciało. Wszedł w nią mocno, dale¬ko, czując, jak jej zanikające spazmy splatają się jego pierwszymi.

Słodki Boże, to był prawdziwy raj! Posiadł ją gwałtownie, całkowicie, po raz kolejny doprowa¬dzając na wyżyny błogości. Potem przytulił mocno do siebie. Trochę odpoczęli we śnie, a z pierwszym brzaskiem znowu się połączyli.

Leżąc obok śpiącego męża, Aleksa miała wraże¬nie, że jeszcze nigdy nie czuła się tak spełniona. Nareszcie była kobietą. Kobietą Damiena. Hrabiną Falon, żoną Damiena. Ta świadomość napełniała jej serce nieskończonym szczęściem.

* * *

W ciągu dnia był zajęty, pracując z dzierżawcami lub przesiadując w gabinecie z nosem w księgach, lecz zawsze znajdował dla niej czas. Pokazywał jej zamek, a oglądanie go w towarzystwie męża było odkrywaniem wspaniałego domu zupełnie od nowa.

Znał jego historię z opowieści ojca. Fragmenty głównej struktury kamiennej wzniesiono w czasach Wilhelma Zdobywcy, o czym wspominał z niemałą dumą.

– Jest własnością mojej rodziny od początku piętnastego wieku. Jeden z moich przodków wal¬czył u boku króla Henryka Piątego w bitwie pod Azincourt. – Poprowadził ją wijącymi się spi¬ralnie schodami na pokrytą warstwą kurzu wie¬życzkę, z której rozpościerał się widok na morze. – Ten zamek otrzymał w nagrodę za męstwo.

– Z ciepłym i pełnym dumy uśmiechem wskazał specjalne otwory w podłodze służące do wypusz¬czania strzał na wroga podczas oblężenia.

– Niewiele wiem o mojej rodzinie z tamtych cza¬sów – odparła Aleksa. – Brat,otrzymał imię po ja¬kimś odległym przodku z dwunastego czy trzyna¬stego wieku, rycerzu ~anym Raynor Augustus, lecz nic o nim nie wiem. Załuję, że nie spytałam oj¬ca, gdy jeszcze żył.

– Ja z moim ojcem byłem blisko. Szkoda, że nie znałem go dłużej.

To uczucie nie było jej obce. Miała zaledwie trzynaście lat, gdy zmarł jej ojciec, a stało się to za¬ledwie kilka miesięcy po śmierci jej starszego brata, Chrisa. Do tej pory obu bardzo jej brakowało. – Tata był bardzo łagodny, zupełnie inny niż bra¬cia. Szkoda, że nie możesz go poznać.

Uśmiechnął się nieznacznie.

– Ja też żałuję.

Później tego samego popołudnia podzielił się z nią swoją pasją, jakiej nigdy by się po nim nie spo¬dziewała. W ptaszarni na przeciwległym murze zam¬ku Damien hodował niezwykłe egzotyczne ptaki.

Szła milcząca w kierunku klatek, zauroczona fe¬erią barw, kształtów i rozmiarów.

– Są przepiękne – powiedziała pełnym zachwytu głosem. Jej wzrok przeskakiwał z jednego barwne¬go okazu na następny. – Nie przyszłoby mi do gło¬wy, że interesujesz się czymś takim.

– Czy byłabyś równie zaskoczona moim uwiel¬bieniem dla poezji? – odparł z uśmiechem. – Albo dla sztuki malarskiej?

– Tak. – Ogarnęło ją przyjemne ciepło. – Ale bardzo się cieszę, że masz takie upodobania. – Przyglądała mu się jeszcze chwilę, zdając sobie sprawę, jak złożoną osobowość ma jej mąż, jak wiele jeszcze pozostało jej do odkrycia. Potem od¬wróciła się do ptaków. – Te poznaję. – Wskazała dużą klatkę, w której na kamiennym podłożu leża¬ły rozsypane ziarna. – To chińskie bażanty, o ile dobrze sobie przypominam. Ale nie wiem, jak na¬zywają się te pozostałe. – Szli dalej, zatrzymując się przed kolejnymi klatkami. Damien przemawiał do ptaków łagodnym głosem, sprawdzając, czy ma¬ją wodę i ziarno, one zaś gruchały i podlatywały do niego jak do przyjaciela.

– Ten biały z pierzastym czubkiem to kakadu – powiedział. – A te zielono-czerwone to papugi. – Wskazał niskiego, przysadzistego czarnego ptaka z pomarańczowymi i czerwonymi akcentami w upierzeniu i ogromnym haczykowatym dziobem. – A to jest tukan. Pochodzi z Ameryki Południo¬wej, zaś te małe ptaszki nazywają się wikłacze. Ich ojczyzną jest Afryka.

– Od kiedy interesujesz się ptakami?

– Od zawsze, od kiedy sięgam pamięcią. To w pewnym sensie moja spuścizna. W rodzinie Fa¬lonów zawsze był ktoś, kto interesował się ptaka¬mi. Początkowo były to ptaki myśliwskie: sokoły, jastrzębie i inne drapieżniki. Ptaki egzotyczne były pasją mojego ojca, a wcześniej jego matki. Wydaje się, że to nieprzeI1Vana tradycja. Być może stąd bierze się nasz herb… albo też herb stał się dla ko¬goś inspiracją do hodowania ptaków. Sam nie wiem, która wersja jest bardziej prawdopodobna.

– Według mnie to jest wspaniałe.

Odwrócił się do niej, a wiatr łagodnie przenikał jego włosy.

– A według mnie to ty jesteś wspaniała. – Pochy¬lił głowę i pocałował Aleksę, która poczuła, jak ob¬lewa ją fala gorąca i pożądania.

Spędzili w ptaszarni kilka godzin. Były tam jesz¬cze kuropatwy górskie i siewki hodowane na po¬karm i cała klatka gołębi.

Zatrzymała się przed nią, ponieważ zauważyła, że niektóre szare ptaki mają metalowe obrączki na nogach.

– To gołębie pocztowe, prawda?

Wyraz twarzy Damiena uległ nieznacznej zmianie.

– Przez jakiś czas bardzo mnie intrygowały. Ale teraz hodujemy je jako pożywienie.

– A może wypuścimy je…

– A może wrócimy już do środka? Robi się późno, a przed kolacją chciałem jeszcze zrobić parę rzeczy.

Zerknęła na niego ciekawie.

– No dobrze… ale pod jednym warunkiem.

– Mianowicie?

– Ze opowiesz mi o swojej matce. – Był to temat, którego oboje unikali, jednak Aleksa chciała wie¬dzieć, dlaczego tych dwoje żyje w takiej niezgo¬dzie. Musiała znać prawdę, zarówno ze względu na Damiena, jak i na siebie.

– Innym razem – odparł stanowczo i poprowa¬dził ją w kierunku domu.

Aleksa zatrzymała go koło wejścia do ogrodu, który nie był nawet w dziesiątej części tak duży jak w Stoneleigh, lecz za to znakomicie utrzymany.

– Nie sądzisz, że mam prawo wiedzieć? Teraz je¬stem twoją żoną. Twoja matka i siostra także są moją rodziną.

Westchnął ze znużeniem.

– O Rachael Falon Melford nie bardzo lubię rozmawiać.

Uśmiechnęła się.

– Dobrze o tym wiem, ale kiedyś musisz mi o niej opowiedzieć. Co się między wami wydarzy¬ło? Na pewno nie była taka surowa, gdy byłeś ma¬łym chłopcem.

Ostatni ślad ciepła znikł z jego twarzy.

– Szczerze powiedziawszy, była dokładnie taka sama jak teraz. – Spojrzał gdzieś daleko, obserwu¬jąc ostatnie złociste promienie zachodzącego słoń¬ca. – Chociaż wtedy pewnie lepiej to ukrywała. Jednak dla mojego ojca nie miało to znaczenia. Z przyczyn, których nigdy nie zrozumiem, ojciec zawsze ją kochał.

– Nie zawsze możemy wybrać tych, których ko¬chamy.

Popatrzył na nią dziwnie.

– Może i nie… W każdym razie umarł, gdy skoń¬czyłem dziewięć lat. Matka miała wtedy dwadzie¬ścia siedem. Była samolubna i zepsuta, nie miała zbyt wiele czasu dla swojego dziecka. Myślała wy¬łącznie o swojej straconej młodości. Była strasznie rozpieszczona, jednak wiedziała, że jej własne dziecko zawsze będzie na pierwszym miejscu.

– Musiała być niezwykle piękna. Pokiwał głową.

– Wręcz przepiękna. Niestety, miała tego świa¬domość. W dniu pogrzebu ojca wyjechała do Lon¬dynu i od tamtej pory rzadko ją widywałem. Nie miało dla niej znaczenia, że w domu zostawia sa¬mego dziewięcioletniego syna, który właśnie stra¬cił ojca i może potrzebować matczynej pociechy.

– Och, Damien. – Położyła dłoń na jego przed¬ramieniu i natychmiast wyczuła, jaki jest spięty.

– Od tamtej pory wszystko było z górki. Więk¬szość czasu spędzała w mieście, gdzie wydawała pie¬niądze mojego ojca. Zamek mocno podupadł. Gdy tylko minął stosowny czas, poślubiła lorda Town¬senda.

– Ale chyba potem sytuacja uległa poprawie. Uśmiechnął się ponuro.

– Ja i Townsend byliśmy jak ogień i woda. Nie akceptowałem go za to, że cieszył się względami mojej matki, on zaś mnie nie lubił, bo go drażni¬łem. Gdy miałem trzynaście lat, zostałem wysłany do Francji razem z babką. Chciała zapytać, co się wydarzyło później, lecz wi¬dząc jego minę, zrezygnowała. Powiedział już wszyst¬ko, co zamierzał. Może dokończy kiedy indziej.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)