Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]
Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]

Электронная книга - «Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]». Краткое содержание книги:

Wieloletni władca Majipooru, który zapewnił swoim poddanym niebywały dobrobyt, spoczywa na łożu śmierci. Zanim jednak tron obejmie Lord Confalume, musi zostać wyznaczony również jego następca. Niemal pewnym kandydatem jest książę Prestimion, gdyż Korsibarowi, jako synowi Confalume’a, tradycja zakazuje dziedziczenia władzy po ojcu. Korsibar postanawia zburzyć panujący porządek, używając w tym celu magii. Wybucha krwawa wojna domowa.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 132
Перейти на страницу:

— Nie! — szepnął ledwie słyszalnie Prestimion. — To przecież niemożliwe. Wszyscy widzieli, że Farholt dwukrotnie sfaulował.

— Mieliśmy do czynienia z oczywistym błędem w sędziowaniu — stwierdził Sepiach Melayn. — A teraz tylko spojrzyjcie w oczy Gialaurysa. W trzeciej rundzie zabije Farholta.

— Zabije go w sensie dosłownym — stwierdził ponuro Svor. — Albo zostanie zabity. Z całą pewnością jeden z nich zgładzi drugiego. Co to za sport? Co to za przeklęty sport? Przecież oni nienawidzą się aż do głębi duszy, im wcale nie chodzi o rywalizację. Dzieje się tu dziś coś dziwnego, Prestimionie.

Gialaurys i Farholt nie czekali, aż sędzia zapowie trzecie starcie. Już walczyli. Gialaurys jednym ruchem dłoni odsunął z drogi zdumionego Haylę Tekmanota i z dzikim rykiem rzucił się na przeciwnika. Obaj nawet nie udawali, że to zapasy. Walili się pięściami, potężny cios za potężny cios. Farholt miał zakrwawione wargi, wypluł ząb. Nadal rycząc z wściekłości, Gialaurys podsunął się bliżej i dostał cios kolanem w jądra. Jęknął i cofnął się, co Farholt wykorzystał atakując, ryjąc mu twarz i pierś paznokciami. Gialaurys odpowiedział mu, uderzając łokciami i brodą, nie przestając ryczeć niczym steetmoy z gór północy. Nagle zwinął się niczym sprężyna, a następnie wyprostował gwałtownie, czubkiem głowy uderzając wyższego przeciwnika w szczękę z nieprawdopodobną wręcz siłą. Farholt, oszołomiony i na pół przytomny, zatoczył się do narożnika.

Diuk Svor złapał Prestimiona za ramię.

— Książę, tę walkę należy natychmiast przerwać — powtórzył.

— Zgoda. — Prestimion wychylił się z loży i zawołał do Koronala, prosząc go, by położył kres pojedynkowi. Lord Confalume skinął głową. Pokazał coś gestem Goniyaulowi.

Z loży po drugiej stronie rozległ się kpiący głos Dantiryi Sambaila.

— Kuzynie, błagam, nie przerywaj nam zabawy. Jaka to przyjemność obserwować dwóch dzielnych, silnych mężczyzn w walce!

Książę Goniyaul obserwował zmagania na ringu z góry, spokojnie, nieomal nieuważnie, jakby miał do czynienia z jakimiś egzotycznymi rybami pływającymi w jeziorku. Od czasu do czasu przeczesywał brodę albo przeciągał palcami przez gęste, spadające na czoło włosy. Na polecenie Koronala nie zareagował. W ogóle mogło się wydawać, że dopiero przed chwilą zauważył toczącą się na ringu walkę.

Wahał się nadal, a tymczasem Farholt i Gialaurys chwiejnie zbliżali się do siebie, każdy ze swego narożnika. W środku znaleźli się równocześnie. Oddychali ciężko. Obaj niepewnie wyciągnęli ręce, jakby chcieli sprawdzić, czego jeszcze mogą dokonać.

Sprawiali wrażenie pijaków, i to pijaków na granicy demencji. Poruszali się powoli, niepewnie. Gialaurys dotknął palcami piersi Farholta. Pchnął go lekko; Farholt zachwiał się, zatoczył dwa kroki wstecz, z trudem utrzymał równowagę. Podszedł bliżej i pchnął Gialaurysa, który również omal nie upadł. Byli nieludzko zmęczeni. Gialaurys pchnął raz jeszcze, zupełnie jakby bawił się z dzieckiem, i tym razem przewrócił Farholta. Przywalił go swym cielskiem, leżał na nim bezwładnie, nie próbując nawet wykonać trzymania.

Hayla Tekmanot przyklęknął i uderzył go po ramieniu, oznajmiając jego zwycięstwo w tej rundzie. Spojrzał na lożę Gonivaula.

— Jedno starcie dla Gialaurysa, jedno dla Farholta — oznajmił. — Pierwsze zakończyło się remisem. Ogłaszam remis w walce, jako że obaj nie są w stanie jej kontynuować.

— Czy to ostateczna opinia? — spytał poważnie Gonivaul. Sędzia wskazał dwie nieruchome postaci.

— Widzisz ich na własne oczy, książę — odpowiedział. Książę Gonivaul wydawał się debatować sam ze sobą, jakby na serio rozważał możliwość kontynuowania pojedynku.

— Doskonale — orzekł w końcu. — Nagroda zostanie podzielona. W tej walce obaj odnieśli zwycięstwo.

Gialaurys wstał chwiejnie. Farholt podniósł się chwilę później. Stali na ringu, zataczając się i chwiejąc na nogach, podczas gdy Hayla Tekmanot wyjaśniał im decyzję Mistrza Turnieju. Z widoczną niechęcią podali sobie dłonie i zeszli z ringu. Szli powoli, z przesadną ostrożnością, jakby lada chwila mieli znów się przewrócić.

Kiedy Prestimion z przyjaciółmi weszli do szatni, Gialaurys przyjmował pomoc lekarza. Wyglądał żałośnie, ale był przytomny i nawet zdołał się uśmiechnąć.

— Co z tobą? — spytał go zaniepokojony Prestimion.

— Potłuczenia, naciągnięcia, nic złamanego, nie stała mi się żadna krzywda — odparł Gialaurys. Z trudem poruszał opuchniętymi wargami. — Ale powiem wam szczerze, że czasem obchodzono się ze mną łagodniej. Słyszeliście może, co z Farholtem? Przeżyje?

— Zdaje się, że tak — odparł Septach Melayn.

— Szkoda. Walczy wyjątkowo brutalnie. Nie takich zapasów mnie uczono.

Prestimion pochylił się nad nim, aż ich głowy niemal się zetknęły.

— Powiedz mi jedno — poprosił cicho. — Co powiedział ci Farholt, kiedy staliście naprzeciw siebie, na początku pierwszej walki? Sprawiałeś wrażenie najpierw zdumionego, a potem wściekłego do nieprzytomności.

— Ach, to? — Gialaurys zaczerwienił się i skrzywił, co najwyraźniej sprawiło mu ból. Powoli potrząsnął głową. — Bardzo to było dziwne, Prestimionie. Farholt powiedział mi, że jestem twoim człowiekiem, w czym wcale się zresztą nie pomylił, że nienawidzi wszystkiego, co ma związek z tobą, i właśnie dlatego ma zamiar zetrzeć mnie w proch. Po czym spróbował dotrzymać słowa, a ja głupi myślałem, że to tylko zapasy. Odpłaciłem mu jednak równą monetą. Mam nawet nadzieję, że z nawiązką.

— Tak powiedział? Że nienawidzi wszystkiego, co ma związek ze mną?

— Dokładnie tymi słowami. I że zetrze mnie w proch, ponieważ jestem twoim człowiekiem.

— A więc mamy już dwa obozy, jeden Korsibara i jeden Prestimiona — stwierdził ponuro Svor. — Jeśli tak wyglądają zapasy, co zdarzy się podczas walk bokserskich i pojedynków rycerskich? Nim to wszystko się skończy, utoniemy we krwi!

— Jakie to dziwne. — Prestimion wypowiedział te słowa do Gialaurysa, zupełnie jakby Svor w ogóle się nie odezwał. — Jakie dziwne były te słowa Farholta. — Spojrzał na przyjaciół. Sepiach Melayn był poważny jak nigdy, lewą ręką gładził rękojeść paradnego miecza, który nosił przy uroczystych okazjach. Ciemne oczy Svora patrzyły nieruchomo z wyrazem dającym się odczytać tylko jako zapowiedź najgorszych klęsk. — Jakie to dziwne — powtórzył Prestimion cicho, jakby mówił do siebie.

9

Igrzyska zbliżały się do półmetka, a stary Pontifex żył nadal. Podczas wizyty w apartamencie ojca Korsibar powiedział:

— Poprzednio odwiedziłem cię, ojcze, osiemnaście dni temu. Powiedziałeś mi wówczas, że Pontifex będzie żył najwyżej dziewiętnaście dni.

— A tymczasem żyje nadal, wiem — odparł Lord Confalume.

— Nie wątpię bynajmniej w twe zdolności przewidywania przyszłości, ojcze, jednak nawet największym prorokom zdarzało się popełniać błędy. Co się stanie, jeśli Pontifex przeżyje jeszcze dziesięć dni? Albo dwadzieścia?

— Jak to „co się stanie”? Będziemy czekać.

— A igrzyska? Dobiegły już niemal połowy. Jutro odbędą się zawody łucznicze, pojutrze fechtunek, następnie walki rycerskie z wierzchowca, potem jeszcze boks, wyścigi rydwanów i koniec, nadejdzie wielkie święto, uczta i wręczenie nagród. Od początku przewidywałem, że to się może zdarzyć, ojcze. Jak mamy zorganizować uroczystości, uczty i parady, skoro Prankipin nadal spoczywa na łożu śmierci? Decydując się na przeprowadzenie igrzysk, twierdziliśmy, że przeciągniemy je tak, by zakończyły się po śmierci Pontifexa. A to się nam może nie udać.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 132
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)