Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 134
Перейти на страницу:

— Cześć, Wendy — powiedziała lekko zachrypniętym głosem, który świadczył o wielu wypalonych paczkach papierosów. — Kim jest twoja przyjaciółka?

— Shari, poznaj Annie Elgars. W zasadzie kapitan Elgars, która odpoczywa u nas i jest w trakcie rekonwalescencji — powiedziała jednym tchem. — Pani kapitan, to Shari Reilly, która prowadzi żłobek.

— Miło mi panią poznać, pani kapitan — powiedziała opiekunka, podając jej do uściśnięcia lewą dłoń.

— Mnie również — odparła Annie.

— Jednym z powodów jej rekonwalescencji są kłopoty z artykulacją — wyjaśniła Wendy. — Psychiatra zasugerował, aby Annie mi towarzyszyła; być może dzięki temu odblokuje się jej pamięć. Straciła ją pod pomnikiem.

— Naprawdę tam byłaś?

— Tak, ale ona za dużo gada — mruknęła Annie.

Jedno z dzieci przebiegło obok nich, uciekając przed ścigającym je maluchem. Dzieci bawiły się w berka, choć nie obowiązywały w nim żadne zasady. Dziewczynka mająca sześć czy siedem lat pobiegła z krzykiem do siedzącej obok drzwi grupki.

— Nieźle dajesz sobie radę — powiedziała Shari. — Większość ludzi aż by się zatrzęsła, słysząc piski Shakeeli.

— Racja — przytaknęła Annie.

Choć hałas wokoło nie ustępował, Annie udało się od niego odizolować. Miała wrażenie, że spadła na nią zasłona zatrzymująca niepożądane dźwięki. Docierały do niej nadal, jednak była w stanie je wyciszyć. Miała mimo to łączność ze światem i kontrolowała ją, co ogromnie ją ucieszyło. Poczuła się bezpieczna, do chwili, w której zrozumiała, że jej kłopoty z mową powracają.

— Ale mnie te piski nie przeszkadzają — dodała, wzruszając ramionami. — Nie wiem, czemu.

Shari pokiwała głową w zamyśleniu, a potem powiedziała:

— Wendy, muszę zająć się bliźniakami. Mały Billy miał dzisiaj niewielki wypadek i Crystal jest tym strasznie przejęta. Zajmiesz się Amber?

— Lepiej zajmę się gotowaniem obiadu. Może Annie potrzyma małą?

— No dobrze — odparła Shari po krótkiej chwili wahania. — Wiesz, jak się trzyma dziecko?

— Nie. — Annie spojrzała nieufnie na oseska.

— Musisz je chwycić w ten sposób i tak podtrzymywać — tłumaczyła Shari, układając ramiona Elgars i kładąc w nich dziecko. — Najważniejsze to nie pozwolić, żeby głowa malucha opadła.

— Chyba rozumiem — odparta kapitan, głaszcząc maleństwo po plecach. Podejrzała, że Shari właśnie w ten spokój uspokaja dziecko.

— No to już wiesz, o co chodzi. — Wendy ruszyła do drzwi kuchni. — To proste.

— Zaraz wrócą — powiedziała Shari, złapała jedno z biegających dzieci i wzięła je na ręce. Idąc z nim do pokoju na zapleczu, rzuciła przez ramię: — Nic się nie bój, wszystko będzie dobrze.

Elgars pokiwała głową i nie przestając gładzić dziecka, zamyśliła się. Teraz, kiedy ma chwilę spokoju, może wreszcie zastanowić się nad burzą, jaka szaleje w jej głowie. Spokój, który na chwilę poczuła, prysł, i teraz znowu jakby czekała na atak ukrytego wroga. Choć dzieci nie przeszkadzały jej, nadal była świadoma ich obecności. Wojskowe instynkty obudziły się. Znowu zaczęła zauważać najdrobniejsze szczegóły otoczenia. Kiedy któreś z dzieci ją potrąciło, ledwie zwalczyła narastającą ochotę, aby dopędzić tego małego drania i rozerwać go na strzępy.

W tym momencie dziewczynka leżąca w jej ramionach zwymiotowała.

* * *

— Pracuję tam sześć dni w tygodniu, po sześć godzin — tłumaczyła Wendy, kiedy wracały do kwatery Elgars. — Skoro masz mi towarzyszyć, to logiczne, że i ty będziesz tam chodzić. Dzięki temu wypełnisz swoje obowiązki wobec wspólnoty. — Spojrzała na Elgars; od chwili, gdy mała Amber zwymiotowała na jej rękach, zachowywała się dziwnie spokojnie, jakby opadła ją melancholia. — Jak sądzisz?

Elgars zastanowiła się. Dzisiaj zapoznała się z papką, którą karmiono niemowlaki, nauczyła się zmieniać pieluchy i próbowała czytać malcom bajki, ale nie szło jej najlepiej.

— Nie podoba mi się taka robota — wymamrotała i dodała nieco wyraźnej: — Nie jest aż tak źle, jak w czasie operacji bez znieczulenia, ale różnica jest niewielka.

— Oczywiście, że nie jest aż tak źle — roześmiała się Wendy. — Trzeba przyzwyczaić się do hałasu.

Elgars przytaknęła. Wrzaski rozbrykanych dzieci były częścią zawodu przedszkolanki, tak samo jak kontrole osobiste czy testy wytrzymałości bólu były w wojsku czymś normalnym.

— Tak wygląda mój dzień — dodała Wendy. — Oprócz tego, jak ci mówiłam, jestem w oddziałach pomocniczych. Chodzę na treningi w poniedziałki, środy i piątki. We wtorki, czwartki i soboty mam zajęcia na strzelnicy, a we wszystkie dni tygodnia oprócz niedzieli chodzę na siłownię.

Elgars pokiwała głową. Dzięki znajomości ż Wendy wreszcie mogła przełamać nużącą szpitalną rutynę, wyrwać się z długich okresów stagnacji, przerywanych wybuchami bólu. Ale tamto przynajmniej oznaczało bezpieczną stałość…

— Wszystko w porządku? — spytała Wendy.

Sama nie wiem. Po prostu mam ochotę kogoś zabić.

— To przez dzieci? — W głosie Wendy słychać było zdenerwowanie.

— Może? Chciałabym dorwać tego, kto kazał mnie tak „poprawić". Albo pójść gdzieś, gdzie będę miała coś do roboty.

— Mówisz znacznie lepiej niż dzisiaj rano. Może lekarze niedługo cię wypuszczą?

Stanęły przed drzwiami kwatery. Annie pokręciła przecząco głową.

— Powinnaś napisać do swojego dowódcy, może będzie mógł interweniować. Jesteś w szpitalu, ale nadal figurujesz w bazie danych jako żołnierz czynnej służby. Może sobie zażyczy, żebyś wróciła do oddziału, ale musisz mu dać jakiś znak życia.

— Jak mam to zrobić? — spytała Elgars, mrużąc nieprzyjemnie oczy.

— Są tutaj publiczne terminale e-mailowe — wyjaśniła Wendy. — Pewnie nie przyznali ci żadnego statusu dostępu, co?

— Nie.

— Znasz adres swojego dowódcy? Jeśli nie, ja znam kogoś, kto będzie wiedział, jak się z nim skontaktować.

9

Gwary i krzyki już zamarły; Król w dal odchodzi z kapitanem: Stoi wciąż pomnik Twej ofiary, Serce, co skromnem i skruszonem. Panie Zastępów, bądź wciąż z nami, Bo zapomnimy — zapominamy!
— Rudyard Kipling
Pieśń na wyjście (1897)
Okolice Cayuga, Nowy Jork, Stany Zjednoczone, Sol III
17:23 czasu wschodnioamerykańskiego letniego, niedziela, 13 września 2009

Mike siedział skąpany w promieniach słońca zalewających Fort Hill i obserwował przecinające się linie okopów i wałów ziemnych, które tworzyły Strefę Obronną Montezuma. Ciągnęły się na południe i północ od jezior Cayuga i Ontario, tworząc doskonałe pozycje dla ludzkich wojsk. Posleeni, którzy w pierwszych dniach wojny zdobyli Syracuse, zostali schwytani w pułapkę, kiedy zerwano mosty i połączenia komunikacyjne. Kiedy próbowali przedostać się przez wrzosowiska w cieniu wzgórz, padali tysiącami; choć straty w ludziach były duże, w obronie wzgórza Messnera na jednego człowieka zginęło tysiąc obcych.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)