Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 134
Перейти на страницу:

— To sz… emu nie… — Elgars zamilkła, rozłoszczona tym, że nie potrafi normalnie mówić.

— Cóż… Im mniej broni, tym teoretycznie mniej przestępstw… — powiedziała gorzko Wendy. — To prawo panujące w Podmieściu. To strefa zdemilitaryzowana. Wchodząc tutaj, nie wolno ci posiadać broni. Jeśli masz jakąś, musisz ją oddać strażnikom, a ci przechowają ją w zbrojowni. Mieści się na poziomie pierwszym, nieopodal wejścia. Opuszczając miasto, możesz ją odebrać.

— Więc odejdź — powiedziała wolno i wyraźnie Elgars.

— Ty chyba wcale nie oglądasz wiadomości?! Wszystkie ataki Posleenów sprawiły, że na górze zapanowała nowa epoka lodowcowa. Co dzień jest tam niższa temperatura, a śnieg uniemożliwia podróżowanie od sierpnia do maja. Poza tym na powierzchni nie ma co robić; odkąd zaczął się najazd, cała gospodarka wzięła w łeb. No i są jeszcze dzicy Posleeni.

— Dź… dzicy?

— Tak. Mnożą się jak króliki; kiedy nie kręcą się w pobliżu własnych obozów, składają jaja gdzie popadnie. Ich jaja są rozsiane po całych Stanach. Większość tych dzikusów jest zdolna do samodzielnego przeżycia i całkiem nieźle daje sobie radę w dziczy. Są wszystkożerni, tak jak niedźwiedzie, więc nic dziwnego, że ciągnie ich do ludzi. Atakują każdego, kto stanie im na drodze. Zupełnie tak, jak by ktoś wpuścił do ogródka stado tygrysów bengalskich — westchnęła ciężko Wendy. — Na dole nie jest łatwo, ale tam na górze to prawdziwe piekło.

Elgars spojrzał na nią uważnie, mając wrażenie, że Wendy nie powiedziała całej prawdy. Po chwili wzruszyła ramionami i kiwnęła głową.

— Wsss… tapisz do ssstraży?

Wendy pokręciła ze złością głową i przyspieszyła kroku.

— Mam nieodpowiedni profil psychologiczny — powiedziała z przesadną emfazą. — Nie potrafię zapanować nad moimi skłonnościami do agresji i „prezentuję niestabilny poziom złości". Takiej samej wymówki użyto, kiedy zgłosiłam się do wojska. Paragraf 22. Jeśli jesteś kobietą i wiesz, że będziesz dobrym żołnierzem, musisz mieć nierówno pod sufitem.

— To wwwar… iac… fffwo. N… nie ma k… kobiet w straszy?

— Och, wręcz przeciwnie. Gdyby nie przyjmowali kobiet, w ogóle nie byłoby straży. Wszyscy mężczyźni, którzy nie są totalnymi pierdołami, albo służą w wojsku, albo nie żyją, Ale kobiety ze straży „potrafią opanować swoje emocje".

— Ccco ttto znaszy? — spytała Elgars, kiedy doszły do skrzyżowania korytarzy.

— A kogo mu tutaj mamy? — dobiegł do nich głos zlewający się z brzęczykiem alarmu. — Czy to nie nasza mała Wendy? Kim jest twoja przyjaciółka, co? I dlaczego nie trzymasz łapek tak, żebym mogła je widzieć? Połóż torbę na podłodze i odsuń się.

Podeszło do nich trzech strażników. Ubrani byli w błękitne uniformy, kanciaste pancerze i owalne hełmy. Ich uzbrojenie stanowiły krótkie pistolety pulsacyjne, z grubsza przypominające strzelby, które wystrzeliwały naładowane prądem pociski. Szok elektryczny powodował, że układ nerwowy człowieka lub Posleena na krótki czas przestawał działać. Dowódczym patrolu niedbale wymachiwała masywną bronią, celując nią w Wendy i Annie. Pistolet miał niewielki zasięg, ale był w stanie przebić każdy pancerz.

— Cześć, Spencer — powiedziała Wendy. — Moja przyjaciółka to kapitan Elgars, i może nosić to, co jej się podoba i gdzie tylko chce.

— Gówno mnie to obchodzi, Cummings — odparła strażniczka. — Przyłapałam cię na szmuglowaniu broni i jesteś ugotowana. — Wskazała na plecak i powtórzyła: — Rzuć to na podłogę i odsuń się albo cię kropnę.

Wendy rzuciła szybkie spojrzenie na Elgars i zbladła. Annie stała nieruchomo, ale nie sparaliżowana strachem, a czujna i gotowa do działania. Wbiła w dowódczynię patrolu spojrzenie godne bazyliszka, gotowa lada chwila ją zaatakować.

— Annie, odłóż plecak i pokaż jej swoją kartę identyfikacyjną.

— Zamknij się, Cummings — powiedziała Spencer i podeszła do Annie. Dźgnęła ją lufą w pierś i spojrzała wyzywająco. — Rzucisz to czy mam ci pomóc?

— Elgars wyciągnęła rękę i puściła plecak. Kiedy torba z łoskotem upadła na podłogę, błyskawicznym ruchem złapała za pistolet strażniczki i wykręciła go. Kilka ruchów ręką wystarczyło, aby amunicja wysypała się na podłogę. Kobieta usiłowała wyciągnąć drugi pistolet, ale Annie mocno trzymała jej nadgarstek.

Spencer zamarła, czując, że nie wyrwie się z jej żelaznego uścisku. Dwójka pozostałych strażników nie odważyła się strzelać w obawie, że ją zranią. Elgars wolno wyciągnęła dokumenty, które miała schowane w kieszeni, i uniosła zawadiacko brew.

— A teraz mam ci wsadzić lufę twojego pistoleciku w tyłek? — spytała słodziutkim głosem.

— Puść moją rękę — stęknęła Spencer, której twarz wykrzywiał grymas bólu.

— Mówi się „Niech pani puści moją rękę, proszę" — syknęła Annie, a potem pochylając się nad strażniczką, wyszeptała jej do ucha: — I przestań się wiercić, bo ci połamię wszystkie kości.

— Proszę, niech pani puści moją rękę — jęknęła zbolałym głosem kobieta. Elgars ścisnęła ją jeszcze mocniej, a Spencer dodała: — Proszę.

Annie puściła jej rękę i strażniczka cofnęła się, masując obolały nadgarstek. Potem kilkakrotnie poruszyła dłonią, próbując odegnać ból. Na jej twarzy malowała się złość; chciała jak najszybciej zakończyć tę historię, ale jej pistolet leżał daleko, a amunicja była porozrzucana dookoła.

Wendy uśmiechnęła się promiennie, podniosła plecak i podeszła do Elgars.

Będziemy już szły, prawda, pani kapitan? — powiedziała, biorąc Annie pod rękę.

Tak — odparła cicho Elgars i rzuciła uważne spojrzenie na identyfikator strażniczki. — Jesztem pefna, że będziemy siem czensto widywać, pani, sierżant Spencer.

Tak, proszę pani — odparła ze strachem i złością strażniczka. — Przepraszam za to nieporozumienie.

* * *

— To jedna ze stołówek — powiedziała Wendy, skręcając w boczny korytarz. Była tu spora sala poprzedzielana metalowymi barier kami, które tworzyły swoisty labirynt prowadzący do czterech par otwartych drzwi.

Za nimi znajdowała się właściwa stołówka. Annie zauważyła ustawione w zgrabny stosik tace, naczynia i sztućce, a także podajniki jedzenia i napojów. Pożywienie nie wyglądało zbyt zachęcająco, w większości były to potrawy mączne.

Wendy wzięła tacę i ruszyła wzdłuż wyznaczonej ścieżki. Na jej talerzu wylądowała gotowana kukurydza, przypalona wieprzowina i jakaś papka, serwowane przez niewidzialną obsługę. Annie ruszyła śladem Cummings, naśladując ją w wyborze menu.

Na końcu labiryntu znajdowało się niewielkie urządzenie skanujące. Jeden błysk światła wystarczył, aby zanalizować pobrany przez Wendy posiłek i zanotować w pamięci komputera, że otrzymała swoją południową porcję. Na niewielkim wyświetlaczu natychmiast pojawiła się informacja o bilansie kalorii.

Wendy uśmiechnęła się i powiedziała:

— Jeżeli nie żresz jak świnia, to możesz wyżyć na mniejszych racjach niż te odgórnie przyznawane. Nadwyżkę można przelać na konto kogoś innego i wtedy dostajesz specjalne punkty za działanie społeczne. Prawdę mówiąc, to główny system walutowy w Podmieściu.

Elgars podsunęła swoją tacę pod czytnik, który odnotował jeszcze większą ilość kalorii.

Wendy uniosła w zdziwieniu brwi.

— To ma sens — powiedziała po chwili, kiwając głową. — Przecież pozostajesz w czynnej służbie, dlatego przysługuje ci podwójna ilość kalorii.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)