Bastiony mroku
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #13
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bastiony mroku». Краткое содержание книги:
Podmuch suchego, ostrego wiatru owiał twarz Lana, który stał i przyglądał się zniszczonemu krajobrazowi. Przełęcz Tarwina była dość szerokim wąwozem, o kamienistych ścianach i podłożu upstrzonym nożycową trawą splamioną czernią Ugoru. Tu niegdyś leżał Malkier. Wrócił do domu. Ostatni raz.
Po przeciwnej stronie przełęczy kłębiły się masy Trolloków. Tysiące. Dziesiątki tysięcy. A może nawet i setki. Lekką ręką dziesięć razy tyle niż ludzi, którzy przyłączyli się do Lana w jego marszu przez Ziemie Graniczne. Zazwyczaj w takich okolicznościach ludzie po prostu bronili swej strony Przełęczy, ale Lan nie mógł sobie na to pozwolić.
Przybył tu z misją ofensywną, przybył odbić Malkier. Po lewym ręku miał siedzącego w siodle Andere, po prawym młodego Kaisela z Kandoru. Czuł też coś, coś bardzo odległego, coś, co ostatnio dodawało mu sił. Czuł zmianę w więzi zobowiązań. Czuł w niej inne emocje.
Nynaeve wciąż z nim była, skryta w głębi głowy - taka cudowna, kochająca, namiętna. Powinien aż skręcać się z bólu na myśl, że kiedy on zginie, ona będzie tak strasznie cierpieć, ona, a nie ta druga. Jednak jej bliskość - jej ostateczna bliskość - tylko dodawała mu sił.
Gorący wiatr wydawał się jakoś nazbyt suchy. Pachniał kurzem i ziemią, wysysał wilgoć z oczu, zmuszając do ciągłego mrugania.
- Pasuje - powiedział Kaisel.
- Co? - zapytał Lan.
- Miejsce wybrane na atak.
- Tak - zgodził się Lan.
- Może miejsce i takie sobie… - Kaisel zawiesił głos. - Ale pomysł śmiały. Pokażemy Cieniowi, że się nie damy, że się nie przestraszymy. To jest twój kraj, lordzie Mandragoran.
„Mój kraj” - pomyślał. Tak, był. Pchnął Mandarba naprzód.
- Jestem al’Lan Mandragoran! - krzyknął. - Pan Siedmiu Wież, Obrońca Muru Pierwszych Ogni, Miecznik Tysiąca Jezior! Ludzie nazywali mnie kiedyś Aan’allein, ale odrzucam ten tytuł, albowiem nie jestem już sam. Lękaj się, Cieniu! Bój się i wiedz. Wróciłem odzyskać to, co moje. Mogę być królem bez ziemi. Ale wciąż jestem królem!
Zakrzyknął co sił w płucach. Jego żołnierze podchwycili bojowy okrzyk. Przez więź zobowiązań wysłał ostatnie, najsilniejsze, na jakie było go stać, uczucie miłości do Nynaeve, a potem pognał Mandarba galopem.
Jego armia ruszyła w ślad szarżą - ponieważ była to armia konna: Kandorczycy, Arafielianie, Shienaranie i Saldaeanie. Ale przede wszystkim Malkierczycy. Lan nie zdziwiłby się, gdyby się okazało, że pod jego sztandar poszli wszyscy, co do jednego, zdolni do noszenia broni poddani jego byłego królestwa.
Teraz gnali w bój wśród radosnych okrzyków, lśniących mieczy i celujących naprzód grotów lanc. Tętent kopyt był niczym grzmot, wołanie tysięcy gardeł jak łomot morskich fal, duma bardziej promienna niż słońce na niebie. Było ich jakieś dwanaście tysięcy. A naprzeciw siebie mieli siłę liczącą co najmniej sto tysięcy i pięćdziesiąt.
„Dzień ten zostanie zapamiętany jako dzień chwały” - myślał Lan, galopując przed siebie. - „Ostatnia szarża Złotego Żurawia. Zguba Malkierczyków”.
Koniec nadszedł. Wyjdą mu naprzeciw z uniesionymi mieczami.
„Takoż nadejdą na świat dni, kiedy mury więzienia Najwyższego osłabną, jako członki tych, którzy je zbudowali. I znowuż jego wyborny płaszcz zakryje Wzór wszystkich istnień, a Wielki Władca sięgnie dłonią po to, co Jego. Zbuntowane narody zostaną obrócone w perzynę, ich dzieci zapłaczą. I nie będzie nikogo prócz Niego i tych, co zwrócili swe oczy ku Jego majestatowi.
Za dni tych, kiedy Jednooki Głupiec wędrować będzie po komnatach żałoby, a Pierwszy Wśród Robactwa dłoń swą wyciągnie, aby przywrócić wolność Temu Który Niszczy, nadejdzie też ostatni moment chwały Upadłego Kowala. Zaiste, a Wykoślawiony Wilk, ten, którego poznała Śmierć, upadnie i zostanie pochłonięty przez Bastiony Mroku. A jego zguba napełni smutkiem i grozą serca ludzi i u podstaw podkopie ich wolę.
A wtedy niech nastąpi przyjście Władcy Zmroku. I zabierze On nasze oczy, gdyż nasze dusze pokłonią się przed Nim, i zabierze On nasze skóry, ponieważ służyć Mu będzie mięso naszych ciał, i zabierze On nam nasze usta, ponieważ tylko Jego będziemy sławić. I Władca Zmroku zmierzy się z Wykoślawionym Czempionem, i rozleje jego krew, i ześle nam Ciemność, och, jakże piękną! Niech rozlegną się wasze wrzaski, o, wyznawcy Cienia. Błagajcie o waszą śmierć!”.