Kroniki Majipooru [Majipoor Chronicles - pl]
- Автор: Силверберг Роберт
- Год: 1996
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-86868-07-4
- Переводчик: Krzysztof Sokolowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Kroniki Majipooru [Majipoor Chronicles - pl]». Краткое содержание книги:
Dzięki specjalnym urządzeniom do odtwarzania myslowych zapisów można tam przeżyć to, czego kiedyś doświadczały miliony rozumnych istot zamieszkujacych planetęprzez kilkanaście tysięcy lat. Wcielająca się na krótko w rozmaite postacie — władców, bohaterów, a także zwykłych mężczyzn i kobiet — Hissume w ciągu czterech lat zdobyła doswiadczenie, które pozwoli mu zrozumieć Majipoor…
— Nie byłem tu od sześciu lat — powiedział Pontifex. Drżał i — jak mi się wydawało — płakał pod maską, a ja, który od dawna także nie widziałem gwiazd, byłem poruszony niemal równie głęboko. Wskazał mi jedną, powiedział, że stamtąd przybyli Ghayrogowie; pokazał słońce Hjortów i maleńką, słabą gwiazdkę, będącą ponoć słońcem Starej Ziemi. W to wątpiłem, bo czego innego uczono mnie w szkole, ale Arioc był tak rozradowany, że mu nie zaprzeczyłem. Potem odwrócił się, złapał mnie za rękę, ścisnął ją i powiedział:
— Calintane, zostałem najwyższym władcą tego gigantycznego świata, a jednak jestem nikim, niewolnikiem, więźniem. Oddałbym wszystko, by uciec z Labiryntu ł spędzić ostatnie lata życia tu, pod gwiazdami.
— Więc czemu nie abdykować? — spytałem, zaskoczony własną śmiałością.
Uśmiechnął się.
— Abdykacja byłaby tchórzostwem. Jestem wybrańcem Bogini, jak mógłbym zrzucić z ramion ten ciężar? Przeznaczenie kazało mi być jedną z Potęg Majipooru aż po kres moich dni. Musi istnieć jakiś honorowy sposób, by wyzwolić się od męki, jaką jest życie w podziemiu.
Zrozumiałem wtedy, że Pontifex nie jest ani słaby, ani kapryśny, lecz tylko samotny, pozbawiony nocy, gór, lasów ł strumieni tego świata, który zmuszony był opuścić, przyjmując na swe barki ciężar rządów.
Wkrótce potem, przed dwoma tygodniami, dowiedzieliśmy się, że Pani Wyspy, matka Lorda Struina i nas wszystkich, zachorowała i że jej choroba jest prawdopodobnie śmiertelna. Spowodowało to poważny kryzys konstytucyjny, jako że Pani jest oczywiście Potęgą równą rangą Koronalowi i Pontifex nie tak łatwo może znaleźć jej następczynię. Doniesiono nam, że sam Lord Struin wybiera się do Labiryntu na spotkanie z Pontifexem; zrezygnował z podróży na Wyspę, bowiem najprawdopodobniej i tak nie zdążyłby pożegnać się z matką. Tymczasem książę Guadeloom, najwyższy rzecznik Pontyfikatu i najwyższy urzędnik dworu, zaczął sporządzać listę osób odpowiednich na to stanowisko. Ową listę miał następnie porównać z listą Lorda Struina, by sprawdzić, czy są jakieś imiona powtarzające się na obu. Pontifex Arioc musiał w tym wszystkim uczestniczyć, myśleliśmy nawet, że przy obecnym chwiejnym stanie umysłu wciągnięcie go w problemy państwowe może mu pomóc. W końcu, przynajmniej formalnie, umierająca Pani była jego żoną, prawa sukcesji nakazywały, by adoptował Lorda Struina, gdy ten wybrany został Koronalem. Oczywiście Pani miała prawdziwego męża, mieszkającego gdzieś na Zamkowej Górze, ale rozumiesz przecież siłę obyczajów, prawda? Guadeloom uprzedził Pontifexa o zbliżającej się śmierci Pani i rozpoczęła się seria rządowych narad. Nie brałem w nich udziału, ponieważ nie zajmuję jeszcze odpowiednio wysokiego stanowiska.
Obawiam się, iż założyliśmy, że powaga sytuacji pozytywnie wpłynie na zachowanie Arioca i — być może nieświadomie — osłabiliśmy czujność. Tej samej nocy, kiedy dotarła do nas wiadomość o śmierci Pani, Pontifex znikł — samotnie, po raz pierwszy od dnia, w którym zacząłem się nim opiekować. Uciekł strażnikom, wymknął się mi, a także swym służącym. Znikł w sieci uliczek Labiryntu i nikt nie potrafił go odnaleźć. Umierałem z przerażenia — bałem się i o niego, i o moją karierę. W rozpaczy wysłałem nawet urzędników do każdej z siedmiu bram Labiryntu, by przeszukali ponurą i niegościnną pustynię; sam osobiście odwiedziłem każde z tych nędznych miejsc, do których go wcześniej prowadziłem. Ludzie Guadeloome'a przeszukiwali nie znane mi części Labiryntu; w dodatku próbowaliśmy nie dopuścić do tego, by o zniknięciu Pontifexa ktoś się dowiedział — i to nam się chyba udało.
Znaleźliśmy go nazajutrz po zniknięciu, po południu, w domu stojącym w dzielnicy zwanej Zębami Stiamota, w zewnętrznym kręgu Labiryntu. Był przebrany w kobiece suknie. Pewnie nigdy byśmy go nie odszukali, gdyby nie wybuchła tam jakaś kłótnia o nie zapłacony rachunek; na miejscu zjawili się strażnicy, a ponieważ Pontifex nie mógł ujawnić swej tożsamości, gdy spod kobiecych sukien usłyszano męski głos, wykazali przynajmniej tyle rozsądku, że mnie wezwali. Wziąłem go pod opiekę. Arioc wyglądał przedziwnie w długich szatach, obwieszony bransoletami, lecz rozpoznał mnie i pozdrowił spokojnie, wymieniając moje imię. Zachowywał się normalnie, w pełni rozumnie. Wyraził nadzieję, iż nie przysporzył mi żadnych kłopotów.
Spodziewałem się nagany od Guadelooma, ale książę zdecydował się mi wybaczyć albo może zajmowały go poważniejsze sprawy, w każdym razie ani słowem nie wspomniał o tym, że pozwoliłem Pontifexowi uciec z sypialni.
— Lord Struin przyjechał dziś rano — poinformował mnie tylko. Sprawiał wrażenie zmęczonego, niewyspanego. — Oczywiście, od razu chciał spotkać się z Pontifexem, ale powiedzieliśmy mu, że Arioc śpi i że nie byłoby najmądrzej budzić go teraz. Mówiłem mu to, a w tym momencie połowa moich ludzi wciąż szukała Pontifexa. Boli mnie, że musiałem skłamać Koronatowi, Calintane.
— Pontifex rzeczywiście śpi teraz w swej sypialni — stwierdziłem. — Tak, oczywiście. I sądzę, że w niej zostanie.
— Zrobimy, co w naszej mocy, by tak się rzeczywiście stało.
— Nie to miałem na myśli — powiedział Guadeloom. — Pontifex Arioc najwyraźniej postradał zmysły. Ucieka z pokojów przez zsyp na brudną bieliznę, snuje się w nocy po mieście, przebiera w kobiece stroje, nosi kobiecą biżuterię. Tak nie postępuje ekscentryczny władca, Calintane, lecz szaleniec. Kiedy wreszcie uporamy się ze sprawą Pani, zaproponuję, by mu ograniczyć swobodę poruszania się do komnat, które zamieszkuje — dla jego własnego dobra, Calintane, dla jego własnego dobra — i przekazać władzę radzie regencyjnej. Istnieje precedens. Kiedy Barhold był Pontifexem, zapadł na gorączkę bagienną, która rzuciła mu się na mózg i…
— Panie — powiedziałem — nie wierzę, by Pontifex był szaleńcem. Guadeloom zmarszczył brwi.
— A jak inaczej nazwiesz człowieka, który robi to, co on?
— Arioc zbyt długo był władcą i jego dusza buntuje się przeciw ciężarowi, który musi dźwigać. Ale poznałem go dobrze, panie, i ośmielę się twierdzić, że te wyprawy są dowodem mąk duszy, a nie szaleństwa.
Była to wspaniała przemowa, jeżeli wolno mija samemu ocenić, i odważne słowa — jeśli weźmiemy pod uwagę, że jestem tylko młodszym doradcą, a w owej chwili Guadeloom był trzecią najpotężniejszą osobą w królestwie, po Ariocu i Lordzie Struinie. Ale przychodzą chwile, kiedy trzeba odłożyć na bok ambicje, dyplomację i gierki, by po prostu powiedzieć prawdę; a pomysł skazywania nieszczęśliwego Pontifexa na areszt domowy jako wariata po prostu mnie przeraził. Guadeloom milczał przez dłuższą chwilę i chyba powinienem się przestraszyć i zastanawiać, czy w ogóle zwolni mnie ze służby, czy też tylko odeśle do archiwów, bym przez resztę życia przekładał papiery, ale oczekując jego odpowiedzi byłem spokojny, całkowicie spokojny.
Ktoś zapukał do drzwi. Był to posłaniec; przyniósł list zapieczętowany pieczęcią z gwiazdą, osobistą pieczęcią Koronala. Książę złamał pieczęć i przeczytał go raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz; nigdy w życiu, na niczyim obliczu, nie widziałem wyrazu takiego niedowierzania i przerażenia. Ręce mu się trzęsły, z twarzy odpłynęła krew.