Eryk [Eric - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 1997
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-334-1
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Eryk [Eric - pl]». Краткое содержание книги:
To jest Eryk.
Istnieje pewna różnica.
Eryk ma czternaście lat, mieszka na legendarnym i magicznym Świecie Dysku, a także jest pierwszym w historii hakerem demonologii. Na szczęście nie udało mu się wywołać żadnych demonów, wywołał za to Rincewinda (najbardziej niekompetentnego maga w uniwersum) oraz Bagaż (najniebezpieczniejszy sprzęt podróżny na świecie). Kiedy Eryk wypuszcza ich na niczym nie chroniony świat, oczekuje, że Rincewind spełni trzy jego życzenia.
Wiecie przecież. Standardowa trójka. Żyć wiecznie, panować nad światem, spotkać najpiękniejszą kobietę w historii. Właściwie to proste…
Dryfowanie u zarania Czasu, zmiana przyszłości i spotkanie z najbardziej kłopotliwym bogiem historii to zaledwie początek. Stworzenie życia na Dysku to drobnostka. Ponieważ Rincewind trafia w końcu do Piekła. Dosłownie. A ono nigdy już nie będzie takie jak dawniej.
Jeden z demonów rozpaczliwie spróbował chwycić się krawędzi. Bagaż ciężko przydepnął mu palce.
Stwórca wszechświatów był szczęśliwy. Tytułem eksperymentu wprowadził właśnie do zamieci siedmioramienny płatek śniegu i nikt nie zauważył. Kusiło go, żeby jutro sprawdzić maleńkie, delikatnie wykrystalizowane litery alfabetu. Alfabetyczny Śnieg. To może być przebój.
Rincewind i Eryk byli szczęśliwi.
— Widzę błękitne niebo! — zawołał chłopiec. — Jak myślisz, gdzie stąd wyjdziemy? — dodał. — I kiedy?
— Gdziekolwiek — odarł Rincewind. — Kiedykolwiek.
Przyjrzał się szerokim stopniom, po których się wspinali. Były niezwykłe; każdy zbudowano z wielkich kamiennych liter. Na przykłada ten, na którym właśnie stanął, głosił: „Chciałem Jak najlepiej”.
A następny: „ Myślałem, Że Będziesz Zadowolona”.
Eryk stanął na: „Dla Dobra Dzieci”.
— Dziwne, prawda? — powiedział. — Dlaczego tak je zrobili?
— To pewnie miały być dobre chęci — wyjaśnił Rincewind.
Szli przecież drogą do Piekła, a demony to jednak tradycjonaliści.
I chociaż wszystkie są nieodwracalnie zaprzedane złu, to nie są przecież takie złe.
Rincewind zstąpił z „Jesteśmy Firmą Równych Szans” i przez ścianę, która zrosła się za nim, wyszedł na świat.
Musiał przyznać, ze mogło być o wiele gorzej.
Prezydent Astfgl siedział w plamie światłą w swym wielkim, mrocznym gabinecie. Raz jeszcze dmuchnął w rurę.
— Halo? — zawołał. — Halo!
Jakoś nikt mu nie odpowiadał.
Dziwne.
Sięgnął po kolorowy pisak i spojrzał na stosy przestudiowanych dokumentów. Wszystkie te akta, które trzeba przeanalizować, rozważyć, ocenić i zaopiniować, potem sformułować odpowiednie dyrektywy organizacyjne, naszkicować podstawowe wytyczne strategii, a po właściwym namyśle przerobić je znowu…
Znowu sprawdził rurę.
— Halo! Halo!
Nikogo. Ale nie ma się o co martwić. Pracy nie zabraknie. Jego czas jest zbyt cenny, by go marnować.
Oparł stopy o gruby, ciepły dywan.
Spojrzał z dumą na palmy w doniczkach.
Puknął w skomplikowaną konstrukcję z chromowanego drutu i kulek, która zaczęła się kołysać i stukać kierowniczo.
Stanowczym, zdecydowanym ruchem odkręcił pióro.
Zapisał: Na jakim rynku działamy???
Pomyślał chwilę, po czym starannie zapisał pod spodem: Działamy na rynku potępienia!!!
I to także było szczęście. Swego rodzaju.