Fontanny raju [The Fountains of Paradise - pl]
- Автор: Кларк Артур Чарльз
- Год: 1996
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7169-045-2
- Переводчик: Radoslaw Kot
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Fontanny raju [The Fountains of Paradise - pl]». Краткое содержание книги:
— Tefaz pani popada w legalizm, Maxine. Osobiście preferuję nazwę „kosmiczna winda”. Co do superwłókien jest pani w błędzie. To kryształy będące wynikiem dwustu lat badań z zastosowaniem techniki kosmicznej. Fakt, że pierwszy sięgnął po nie dział budownictwa lądowego zarządzanej przeze mnie organizacji nie ma nic do rzeczy, chociaż przyznaję, iż naturalnie jestem dumny, że to moi naukowcy zajęli się sprawą.
— Uważa pan, że cały projekt powinien zostać przekazany działowi konstrukcji kosmicznych?
— Jaki projekt? To tylko szkic, jeden z setek, które co miesiąc opracowuje się w TCC. O większości z nich nigdy się nawet nie dowiaduję i wcale nie chcę o nich wiedzieć. Przynajmniej do chwili, gdy dojrzeją na tyle, by można było zacząć podejmować wiążące decyzje.
— Które w tym przypadku nie zapadną?
— Żadną miarą. Moi eksperci od transportu kosmicznego jednoznacznie orzekli, że potrafią poradzić sobie ze wzrostem ruchu orbitalnego, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości. — Jaki to okres?
— Najbliższe dwadzieścia lat.
— A potem? Budowa wieży potrwa dość długo, tak twierdzi doktor Morgan. Przypuśćmy, że nie uda sięjej ukończyć na czas?
— Wówczas wymyślimy coś innego. Mój personel zajmuje się wszystkimi wariantami i nie uważamy, by winda kosmiczna była właściwym rozwiązaniem.
— Niemniej sama idea takiego wyciągu jest sensowna?
— Wydaje się taka, ale żeby na to pytanie odpowiedzieć, potrzebne będą dalsze prace badawcze.
— Zatem jest pan niewątpliwie wdzięczny doktorowi Morganowi, że już teraz je rozpoczął.
— Bardzo szanuję doktora Morgana. To jeden z najlepszych inżynierów mojej firmy. O ile nie jeden z najlepszych na świecie.
— Mam wrażenie, senatorze, że nie odpowiedział pan na moje pytanie.
— Dobrze, zatem jestem wdzięczny doktorowi Morganowi za skierowanie naszej uwagi na ten problem. Ale nie aprobuję sposobu, w jaki to zrobił. Otwarcie mówiąc, pozbawił mnie jakiejkowiek swobody ruchów.
— W jaki sposób?
— Wychodząc poza nasze struktury, poza struktury jego pracodawcy, i wykazując się w ten sposób nielojalnością. Skutkiem jego manipulacji sprawa trafiła do Sądu Światowego, który odrzucił powództwo, a to wywołało dalsze, nieprzychylne komentarze. W tych okolicznościach nie mam innego wyboru, jak poprosić doktora Morgana, chociaż czynię to z najgłębszym żalem, o złożenie rezygnacji.
— Dziękuję, senatorze Collins. Jak zawsze, miło mi było z panem porozmawiać.
— Ty słodziutka kłamczucho — mruknął Rajasinghe, wyłączając odbiornik i odbierając wideofon, który już od kilku minut nachalnie mrugał czerwonym światełkiem.
— Słyszałeś wszystko? — spytał profesor Sarath. — Tak zatem koniec z doktorem Vannevarem Morganem.
Rajasinghe przez kilka sekund przyglądał się obrazowi starego przyjaciela.
— Zawsze pospiesznie wysnuwasz wnioski, Paul. Założymy się?
CZĘŚĆ TRZECIA
Dzwon
Doprowadzony do rozpaczy bezowocnymi próbami zrozumienia wszechświata, mędrzec Devadasa ogłosił wzburzonym tonem:
WSZYSTKIE ZDANIA ZAWIERAJĄCE SŁOWO BÓG SĄ FAŁSZYWE.
Natychmiast jego najmniej ukochany uczeń, Somarisi, odparł:
— Zdanie, które właśnie wygłaszasz, zawiera słowo Bóg. Nie dostrzegam jednak, szlachetny mistrzu, w jaki sposób tak proste zdanie może zawierać fałsz.
Devadasa rozważył sprawę i minęła niejedna poya, aż z wyraźną satysfakcją stwierdził:
TYLKO ZDANIA NIE ZAWIERAJĄCE SŁOWA BÓG MOGĄ BYĆ PRAWDZIWE.
Ledwo minęła chwila dość długa, by głodna mangusta połknęła ziarno prosa, Somarisi znów się odezwał:
— Jeśli zawarte w tym zdaniu twierdzenie ma się odnosić i do owego zdania, o czcigodny, to nie może być ono prawdziwe, zawiera bowiem słowo Bóg. Ale jeśli nie jest prawdziwe… W tym miejscu urwał, gdyż Devadasa rozbił na jego głowie swą miseczkę żebraczą, przez co należy uważać go za prawdziwego wynalazcę filozofii zeń.