Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Śmierć I Sąd - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Śmierć I Sąd

Электронная книга - «Śmierć I Sąd». Краткое содержание книги:

W pociągu z Padwy do Wenecji ginie z rąk nieznanych sprawców wpływowy adwokat. Pociąg śmierci – krzyczą nagłówki gazet, rozpętując sensację. Dociekliwy komisarz Brunetti podejrzewa jednak coś więcej niż pospolite zabójstwo na tle rabunkowym. Kiedy kilka dni później dochodzi do rzekomego samobójstwa znanego księgowego, Brunetti nabiera pewności, że ma do czynienia z poważną, niebezpieczną aferą. Poszukując związku między tajemniczymi zgonami, pod niechętnym spojrzeniem swego przełożonego, odważnie zagłębia się w świat przestępczego podziemia Wenecji, by dokonać przerażającego odkrycia: działa tam potężny gang o międzynarodowych powiązaniach; kierują nim najbogatsi i najszacowniejsi obywatele miasta. Śmierć i sąd to kolejna, czwarta już powieść ze znakomitej serii kryminalnej amerykańskiej pisarki Donny Leon (Śmierć w La Fenice, Strój na śmierć, Śmierć na obczyźnie); jej akcja rozgrywa się w niepowtarzalnej scenerii Wenecji. Wzbudzający zaufanie i sympatię komisarz Guido Brunetti z właściwą sobie konsekwencją dąży do utrzymania praworządności w mieście, gdzie wartości etyczne kruszeją szybciej niż zmurszałe ściany zabytkowych pałaców.
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 59
Перейти на страницу:

– Bardzo ładna z ciebie dziewczyna, Maro – rzekł, choć z jego głosu łatwo można było odczytać, iż fakt ten nie będzie miał wpływu na transakcję, której zamierza dokonać.

Ruda przyjęła komplement obojętnie.

– Czy ten gość to twój przyjaciel? – Wskazał ruchem głowy chudzielca, który stał teraz samotnie przy barze, bo druga dziewczyna też gdzieś odeszła.

– Tak – odparła Mara.

– Mieszkasz w pobliżu? – spytał tonem człowieka, który nie chce tracić czasu na próżne gadanie.

– Tak.

– Możemy tam iść?

– Tak. – Znów się uśmiechnęła.

Widział, jak dziewczyna zmusza się, aby w jej oczach pojawiło się ciepło i zainteresowanie. Sam przybrał chłodną minę.

– Ile? – rzucił oschle.

– Sto tysięcy – odparła szybko, jakby już niezliczone razy odpowiadała na to pytanie.

Brunetti roześmiał się, pociągnął ze szklanki, po czym wstał, specjalnie odsuwając krzesło tak gwałtownym ruchem, aby przewróciło się na ziemię.

– Oszalałaś, mała. W domu czeka na mnie żona. Da mi to samo za darmo.

Wzruszyła ramionami i spojrzała na zegarek. Była jedenasta, a w ciągu ostatnich dwudziestu minut nikt nowy nie wszedł do baru. Brunetti domyślił się, że dziewczyna zastanawia się, jakie ma szansę podłapać mniej oszczędnego klienta.

– Pięćdziesiąt – powiedziała w końcu.

Brunetti odstawił wciąż nie dopitą whisky i ujął dziewczynę za ramię.

– No dobra, mała, pokażę ci, co potrafi prawdziwy facet!

Wstała bez oporu. Trzymając ją za ramię, Brunetti podszedł do baru.

– Ile płacę? – spytał.

– Sześćdziesiąt trzy tysiące – oznajmił bez zająknienia barman.

– Zwariowałeś pan? – spytał gniewnie Brunetti. – Za trzy porcje whisky? W dodatku bardzo podłej jakości?

– Oraz dwie szklanki whisky pańskiego przyjaciela i dwa kieliszki szampana dla pań.

– Dla pań! – powtórzył sarkastycznie Brunetti, ale sięgnął do kieszeni po portfel i rzucił na kontuar pięć banknotów: pięćdziesięciotysięczny, dziesięciotysięczny i trzy jednotysięczne. Już miał schować portfel, kiedy Mara przytrzymała jego rękę.

– Zapłać od razu mojemu przyjacielowi – rzekła, wskazując brodą chudzielca, który bez uśmiechu obserwował Brunettiego.

Brunetti rozejrzał się, zaczerwieniony, zmieszany, z miną człowieka, który pragnie, żeby ktoś mu wyjaśnił, jak ma się zachować. Ponieważ nikt nie ruszył na ratunek, wyjął z portfela pięćdziesięciotysięczny banknot i cisnął na kontuar, nie patrząc na chudzielca; ten z kolei nawet nie raczył spojrzeć na pieniądze. Potem, jakby chciał ocalić resztki nadwątlonej dumy, Brunetti złapał dziewczynę za ramię i pociągnął w stronę drzwi. Zatrzymała się tylko na moment przy wyjściu, żeby zdjąć z wieszaka kurtkę ze sztucznego futra imitującego lamparcią skórę, po czym wypadła na zewnątrz. Brunetti z rozmachem zatrzasnął drzwi.

Na ulicy Mara skręciła w lewo i ruszyła przodem. Starała się iść szybko, ale w wąskiej spódnicy i na wysokich obcasach nie było to łatwe, więc Brunetti bez trudu dotrzymywał jej kroku. Przy najbliższym rogu jeszcze raz skręciła w lewo, po czym stanęła przed wejściem do trzeciego budynku. Klucz już miała w ręce. Nacisnęła klamkę i weszła do środka, nie sprawdzając, czy Brunetti za nią podąża. W wąską ulicę wjechał samochód. Gdy kierowca dwukrotnie zamrugał światłami, Brunetti ruszył za dziewczyną.

Na pierwszym piętrze otworzyła pierwsze drzwi po prawej i zniknęła wewnątrz, pozostawiając je otwarte. Brunetti zobaczył niski tapczan nakryty kapą w barwne paski, biurko i dwa krzesła; pojedyncze okno było zamknięte i zasłonięte żaluzją. Kiedy dziewczyna dotknęła kontaktu, w pokoju zapaliła się wisząca na końcu krótkiego przewodu niskowatowa żarówka nie przysłonięta kloszem.

Nie patrząc na swego klienta, Mara zdjęła kurtkę i powiesiła ostrożnie na oparciu jednego z krzeseł.

Potem usiadła na brzegu tapczanu, pochyliła się i rozpięła paski butów. Uwolniwszy stopy, westchnęła z ulgą. Wciąż nie patrząc na Brunettiego wstała, rozpięła spódnicę i przerzuciła ją przez oparcie tego samego krzesła, na którym wisiała kurtka. Pod spódnicą nie miała na sobie nic. Wyciągnęła się na tapczanie.

– Musisz dopłacić, jeśli chcesz dotykać moich piersi – powiedziała, po czym obróciła się, żeby poprawić kapę, którą niechcący pofałdowała.

Brunetti usiadł na wolnym krześle – tym, na którym nie leżało jej ubranie.

– Skąd jesteś, Maro? – zapytał, mówiąc normalnie, bez lokalnego akcentu.

Spojrzała na niego, zdziwiona albo pytaniem, albo zmianą wymowy.

– Posłuchaj pan, panie hydraulik – zaczęła głosem bardziej znużonym niż ostrym – nie przyszedłeś tu rozmawiać, ja też nie, więc załatwmy to szybko, żebym mogła wrócić do pracy, dobrze? – Położyła się na plecach i rozsunęła nogi.

Brunetti odwrócił wzrok.

– Skąd jesteś, Maro? – powtórzył.

Złączyła nogi, opuściła je i usiadła na tapczanie.

– Słuchaj, jak chcesz się pieprzyć, to bierz się do dzieła, dobra? Nie mam czasu tkwić tu całą noc i z tobą gadać. A skąd jestem, to nie twoja zakichana sprawa.

– Z Brazylii? – zaryzykował, kierując się jej akcentem.

Prychnęła gniewnie, wstała i sięgnęła po spódnicę. Trzymając ją tuż nad podłogą, wsunęła w nią nogi, po czym podciągnęła wyżej i kilkoma szarpnięciami zapięła suwak. Jedną stopą zaczęła szukać pod tapczanem butów. Wyłowiwszy je, usiadła na skraju tapczana i zaczęła zapinać paski.

– Twój przyjaciel może pójść siedzieć – oznajmił Brunetti tym samym spokojnym tonem. – Przyjął ode mnie pieniądze. To wystarczy, żeby na kilka miesięcy wylądował w więzieniu.

Paski okalające w kostkach nogi dziewczyny były już zapięte na klamerki, lecz Mara ani nie spojrzała na Brunettiego, ani nie wykonała żadnego ruchu, żeby wstać z łóżka. Słuchała go, siedząc z pochyloną głową.

– Nie chciałabyś, żeby coś takiego go spotkało, prawda? – spytał komisarz.

Prychnęła z niechęcią i niedowierzaniem.

– Zastanów się, Maro, co ci zrobi, kiedy wyjdzie z paki. Będzie miał do ciebie pretensje, bo nie zorientowałaś się, że zaczepił cię glina.

Wyciągnęła rękę.

– Ma pan jakieś dokumenty.

Podał jej legitymację służbową.

– Czego pan chce? – spytała, zwracając ją.

– Wiedzieć, skąd jesteś.

– Po co? Żeby mógł mnie pan tam odesłać? – Popatrzyła mu prosto w oczy.

– Nie jestem z policji imigracyjnej, Maro. Nie obchodzi mnie, czy przebywasz tu legalnie, czy nie.

– Więc czego pan chce? – spytała gniewnie.

– Już powiedziałem. Chcę wiedzieć, skąd jesteś.

Wahała się przez moment, jakby zastanawiała się, czy udzielenie odpowiedzi może jej w czymś zaszkodzić, ale nie doszukała się żadnego podstępu.

– Z Sao Paulo.

Czyli trafnie odgadł brazylijski akcent.

– Od dawna tu jesteś?

– Dwa lata – odparła.

– Od początku pracujesz jako prostytutka? – spytał, usiłując wypowiedzieć ostatnie słowo bez potępienia, jakby stanowiło określenie takiego samego zawodu jak każdy inny.

– Tak.

– Cały czas dla tego samego faceta?

– Nie powiem panu, jak się nazywa – oznajmiła, spoglądając hardo na komisarza.

– Wcale cię o to nie pytam, Maro. Chcę tylko wiedzieć, czy cały czas od przyjazdu pracujesz dla niego.

Powiedziała coś, ale tak cicho, że Brunetti nie dosłyszał.

– Słucham?

– Nie.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)