Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Śmierć I Sąd - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Śmierć I Sąd

Электронная книга - «Śmierć I Sąd». Краткое содержание книги:

W pociągu z Padwy do Wenecji ginie z rąk nieznanych sprawców wpływowy adwokat. Pociąg śmierci – krzyczą nagłówki gazet, rozpętując sensację. Dociekliwy komisarz Brunetti podejrzewa jednak coś więcej niż pospolite zabójstwo na tle rabunkowym. Kiedy kilka dni później dochodzi do rzekomego samobójstwa znanego księgowego, Brunetti nabiera pewności, że ma do czynienia z poważną, niebezpieczną aferą. Poszukując związku między tajemniczymi zgonami, pod niechętnym spojrzeniem swego przełożonego, odważnie zagłębia się w świat przestępczego podziemia Wenecji, by dokonać przerażającego odkrycia: działa tam potężny gang o międzynarodowych powiązaniach; kierują nim najbogatsi i najszacowniejsi obywatele miasta. Śmierć i sąd to kolejna, czwarta już powieść ze znakomitej serii kryminalnej amerykańskiej pisarki Donny Leon (Śmierć w La Fenice, Strój na śmierć, Śmierć na obczyźnie); jej akcja rozgrywa się w niepowtarzalnej scenerii Wenecji. Wzbudzający zaufanie i sympatię komisarz Guido Brunetti z właściwą sobie konsekwencją dąży do utrzymania praworządności w mieście, gdzie wartości etyczne kruszeją szybciej niż zmurszałe ściany zabytkowych pałaców.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 59
Перейти на страницу:

– Ciao, Bepe, come stai? – Mówił z ciężkim weneckim akcentem i znacznie głośniej, niż to było konieczne. – Przepraszam za spóźnienie, ale moja żona, wredna suka… – Urwał i wykonał ręką gniewny gest, który miał wyrażać, co myśli o wszystkich żonach i wszystkich wrednych sukach. – Amico mio, whisky proszę! – zawołał do barmana, potem spojrzał na szklankę stojącą przed della Cortem. – A dla mojego przyjaciela jeszcze raz to samo, ale na mój koszt!

Zwracając się do barmana, starał się obrócić do niego całym ciałem, wszystkie ruchy wykonywać z przesadną ekspresją. Przytrzymując się ręką lady, aby nie stracić równowagi, mruknął pod nosem:

– Suka…

Otrzymawszy whisky, podniósł szklankę i opróżnił ją jednym haustem, po czym odstawił z głośnym stuknięciem na kontuar i wierzchem dłoni otarł usta. Natychmiast pojawiła się przed nim druga pełna szklanka, ale zanim zdążył ją podnieść, della Corte wyciągnął po nią rękę.

– Cin cin, Guido – powiedział, unosząc szklankę, jakby wznosił toast za ich wieloletnią przyjaźń. – Cieszę się, że udało ci się jej wyrwać. – Pociągnął jeden łyk, drugi. – Wybierasz się z nami na polowanie w najbliższą sobotę?

Nie ustalili z góry żadnego scenariusza, ale Brunetti uznał, że ten temat jest równie dobry jak każdy inny dla dwóch podtatusiałych pijaczków w taniej knajpie w Mestre. Odpowiedział, że chętnie by się wybrał, ale żona, wredna suka, chce, żeby został i zabrał ją gdzieś na kolację, bo tego dnia wypada ich rocznica ślubu. Po cholerę mają w domu kuchenkę? Nie może sama czegoś upichcić? Przez kilka minut prowadzili rozmowę w tym stylu; potem jedna z par wstała od stolika i opuściła lokal. Della Corte zamówił po kolejce i pociągnął Brunettiego za rękaw w stronę wolnego stolika. Pomógł mu usiąść. Kiedy podano im trunki, komisarz podparł ręką brodę i spytał cicho:

– Długo tu jesteś?

– Ponad pół godziny – odparł della Corte, głosem zupełnie trzeźwym i o wiele kulturalniej brzmiącym niż przed chwilą.

– I co?

– Co pewien czas wpadają tu faceci i podchodzą do gościa przy barze, tego z babkami. – Della Corte zbliżył szklankę do ust. – Dwa razy jedna z nich usiadła z jakimiś typami na drinka. Raz wyszła z jednym i wróciła sama po dwudziestu minutach.

– Szybka robota – skomentował Brunetti.

Della Corte skinął głową, po czym znów się napił.

– Gość wygląda, jakby był na heroinie – rzekł po chwili, patrząc w stronę baru. Uśmiechnął się szeroko, kiedy jedna z dziewczyn przechwyciła jego spojrzenie.

– Jesteś pewien?

– Przez sześć lat pracowałem w wydziale narkotyków. Widziałem setki takich jak on.

– Co nowego w Padwie? – spytał Brunetti.

Choć obaj udawali, że nie obchodzą ich inni klienci, cały czas pilnie wszystkich obserwowali, starając się zapamiętać twarze.

Della Corte potrząsnął głową.

– Wysłałem jednego z moich zaufanych ludzi do laboratorium, żeby sprawdził, czy niczego więcej nie brakuje.

– No i?

– Ktokolwiek tam myszkował, dobrze pozacierał ślady. Znikły notatki patologa i próbki tkanek pobrane podczas wszystkich sekcji przeprowadzonych tego dnia.

– A ile ich było?

– Trzy.

– W Padwie? – spytał Brunetti, nie kryjąc zdziwienia.

– Dwie starsze osoby zmarły w szpitalu po zjedzeniu zepsutego mięsa. Salmonella.

Brunetti pokiwał głową.

– Kto mógł to zrobić? – spytał. – Komu mogło na tym zależeć?

– Najbardziej osobie, która podała Faverze roipnal.

Brunetti znów pokiwał głową, po czym widząc, że barman obchodzi stoliki, dał mu znak, żeby przyniósł po następnej kolejce, mimo że stojące przed nim i kapitanem szklanki były właściwie nie tknięte.

– Laboranci tak mało zarabiają, że wiele są gotowi zrobić za dwieście tysięcy lirów – dodał della Corte.

Do baru weszło dwóch mężczyzn; śmiali się i rozmawiali głośno, jak ludzie, którzy chcą, aby obcy zwrócili na nich uwagę.

– Są jakieś postępy w sprawie Trevisana? – spytał kapitan.

Brunetti potrząsnął głową z przesadną powagą, z jaką pijacy traktują najbardziej trywialne kwestie.

– Więc co dalej?

– Chyba jeden z nas powinien skosztować towarku – odparł komisarz, kątem oka patrząc na zbliżającego się barmana. Kiedy ten postawił szklanki na stole, Brunetti uśmiechnął się szeroko. – Drinki dla pań! – polecił, wskazując pijackim gestem dziewczyny przy barze.

Wróciwszy za kontuar, barman nalał dwa kieliszki musującego białego wina – Brunetti domyślił się, że jest to najlichsze prosecco, a nie francuski szampan, za który jednak przyjdzie mu zapłacić – następnie podszedł na koniec lady, gdzie stał chudzielec z dziwkami; coś powiedział do mężczyzny, a przed jego towarzyszkami postawił kieliszki. Chudzielec zerknął na Brunettiego, po czym pochylił się w lewo i szepnął coś do niskiej, śniadej dziewczyny o szerokich ustach i rudawych włosach opadających na ramiona. Popatrzyła na kieliszki, po czym w głąb sali, na Brunettiego. Komisarz uśmiechnął się do niej, dźwignął z krzesła i skłonił niezgrabnie.

– Zwariowałeś? – spytał della Corte, uśmiechając się od ucha do ucha i wyciągając rękę po szklankę.

Zamiast mu odpowiedzieć, Brunetti pomachał do trójki przy barze, po czym odsunął nogą puste krzesło i wskazał dziewczynie miejsce. Wzięła kieliszek i ruszyła w ich stronę. Brunetti, szczerząc do niej w uśmiechu zęby, spytał cicho della Cortego:

– Przyjechałeś samochodem?

Kapitan przytaknął.

– Świetnie. Kiedy podejdzie, zostaw nas, wyjdź i zaczekaj w samochodzie. Potem jedź za nami.

Kiedy dziewczyna podeszła do stolika, della Corte odsunął krzesło i wstał, niemal się z nią zderzając. Wydawał się zaskoczony jej pojawieniem.

– Dobry wieczór, signorina – rzekł w końcu, znów mówiąc z ciężkim regionalnym akcentem. – Proszę usiąść.

Dziewczyna przygładziła spódnicę i usiadła obok Brunettiego. Kiedy się do niego uśmiechnęła, zauważył, że pod grubą warstwą makijażu kryje się zupełnie ładna twarz; ruda miała równe zęby, ciemne oczy i mały, wesoło zadarty nos.

– Buona sera – powiedziała niemal szeptem. – Dziękuję za szampan.

Della Corte pochylił się nad stolikiem i wyciągnął rękę do Brunettiego.

– Muszę już iść, Guido – rzekł. – Zadzwonię do ciebie w tygodniu.

Brunetti zignorował wyciągniętą rękę; cała jego uwaga była skupiona na dziewczynie. Della Corte spojrzał w stronę mężczyzn przy barze, uśmiechnął się, wzruszył ramionami i wyszedł z knajpy, zamykając za sobą drzwi.

– Ti chiami Guido? – spytała dziewczyna, bez ceregieli przechodząc na „ty”, co najlepiej wskazywało na to, jakiego typu znajomość właśnie została zawarta.

– Tak, Guido Bassetti. A tobie jak na imię, słodziutka?

– Mara – oświadczyła i roześmiała się, jakby powiedział coś bardzo zabawnego. – Czym się zajmujesz, Guido? Powiedz, dobry jesteś w tym, co robisz?

Brunettiego uderzyły dwie rzeczy: po pierwsze, że ruda mówi z obcym akcentem – jej rodzimym językiem musiał być jednak język romański, hiszpański albo portugalski – a po drugie, że jej pytanie ma wyraźnie prowokacyjny podtekst.

– Jestem hydraulikiem – oznajmił z dumą, jednocześnie wykonując wulgarny gest, aby pokazać, że zrozumiał aluzję zawartą w pytaniu.

– Och, to niezwykle ciekawe! – zawołała Mara i ponownie się roześmiała, ale już po chwili zabrakło jej pomysłów na podtrzymanie konwersacji.

Brunetti zobaczył, że w drugiej szklance ma jeszcze sporo whisky, a trzecia wciąż stoi przed nim nie tknięta. Pociągnął łyk z drugiej, po czym odsunął ją na bok i podniósł trzecią.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)