Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Fatalna Miłość». Краткое содержание книги:

Grethe i Eryk Moe nie darzyli sympatią Lilly Bakkelund, pielęgniarki, która opiekowała się ich owdowiałym ojcem po tym, jak przeszedł zawał. Kiedy na domiar złego okazało się, że Lilly zamierza zostać ich macochą, poprzysięgli jej straszliwą zemstę. Nie przypuszczali jednak, że po kilku latach ich dziecinne pomysły wykorzysta bezwzględny morderca…
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 46
Перейти на страницу:

– Czy przypominasz sobie, dlaczego znalazłaś się tu poprzednio? Czy przyszłaś tu sama?

– Tak. Szłam za jakimś śladem. Za czymś, co się rozsypało po ziemi.

Inger zapytała ostrożnie:

– Może kartki z notesu?

– Nie. To było coś błyszczącego, lśniącego… Papier? Mrówki nie żywią się papierem… To było… O Boże, nie!

Nagle jakby raził mnie piorun. W jednej chwili przed oczami stanął mi obraz sprzed kilku tygodni…

Zgięłam się wpół. W tej samej chwili Grim porwał mnie na ręce i błyskawicznie ukrył za najbliższym krzakiem. Podtrzymując mi głowę, mówił do mnie łagodnym głosem:

– Cichutko, jestem przy tobie. Nic się nie bój.

Ta przykra dla mnie sytuacja zdawała się wcale nie robić na nim wrażenia. Gdy było po wszystkim, Grim otarł pot z mojej twarzy i sięgnął do kieszeni po pastylki miętowe.

– Weź dwie, one doskonale zabijają nieprzyjemny smak w ustach.

– Grim, tak mi wstyd! I do tego Tor wszystko widział!

– No to co? Dla niego to przecież nic nowego – głos Grima zabrzmiał ostro, ze złością.

Kiedy wróciliśmy do grupy, odezwałam się matowym głosem:

– Panie lensmannie, przypomniało mi się, co wtedy odkryłam. Wiem też, dlaczego chciałam odesłać stąd Erika. Ale proszę mnie więcej o nic nie pytać, bo znowu dostanę torsji. Teraz na pewno dacie sobie radę beze mnie.

– No dobrze, ale co mamy robić?

Ukryłam twarz w dłoniach i rzuciłam się do ucieczki.

– Szukać! – krzyknęłam przez ramię. – Ruszcie trochę głowami!

Nie powinnam odzywać się do nikogo w taki sposób, tym bardziej do lensmanna. Byłam jednak na skraju załamania. Zapomniane obrazy powróciły, a świadomość tego, co się wydarzyło na polanie, przyprawiała mnie znowu o mdłości. Tak jak wówczas pragnęłam uciec w popłochu i możliwie najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu.

Jednak po dłuższej chwili opamiętałam się i zawróciłam.

– Przepraszam – wydukałam zawstydzona.

Lensmann zwrócił się do swojego bratanka z pytaniem:

– Terje, czy to tu znajdował się wasz szałas?

Terje podszedł bliżej do nadgniłych gałęzi i powiedział:

– Tak, to właśnie jego resztki. Spójrz, wuju, jakie mrówki urządziły sobie tutaj królestwo. Nigdy czegoś podobnego nie widziałem. A to chyba nasze stare koce? Fuj, ale paskudztwo!

Terje uniósł dwoma palcami kawałek grubego płótna, który oblepiony był przez tysiące mrówek. Na ten widok nogi się pode mną ugięły.

– Kari, poczekaj! – tonem nie tolerującym sprzeciwu nakazał lensmann. – Jesteś nam potrzebna. Nadal nie wiemy, czego szukać. Musisz nam pomóc.

– Odgarnijcie gałęzie – odparłam z trudem, po czym przysiadłam na pniu nieopodal, odwrócona plecami. Nie miałam odwagi dłużej przyglądać się tej scenie. Spodziewałam się okrzyków przerażenia, wiedziałam, że muszą nastąpić.

– Cholera! – rzekł z obrzydzeniem Terje. – Wszystko tu pogniło, nie można się do niczego dotknąć.

– Faktycznie. Czy to możliwe, że przesiadywaliście tu całymi godzinami?

– Wuju, wtedy szałas wyglądał zupełnie inaczej – zaprotestował Terje.

Czekałam przerażona, co odkryją. Ale nic się nie działo. Kiedy wreszcie odwróciłam głowę, na ziemi, przed kupką gałęzi, leżało całe znalezisko: zgniłe koce i kilka pogiętych puszek. Byłam zdumiona, ale jednocześnie kamień spadł mi z serca. Przyjaciele powoli zaczynali powątpiewać, że trafią na kolejny ślad.

Lensmann zabrał głos.

– A co z listą? Czy to nie tu właśnie ją ukryliście?

Terje, nie czekając na wyjaśnienia pozostałych kolegów, zajrzał w jedyny jako tako zachowany kąt i uniósł kamień, pod którym kiedyś ukryliśmy kartkę z makabrycznymi pomysłami.

Jednak nic tam nie znalazł. Ani śladu świeczek, zapałek, notesu.

A jednak Terje wypatrzył malutki skrawek papieru. Wziął go ostrożnie do ręki, rozwinął i wręczył wujowi. Magnussen odczytał na głos:

– Numer siedem: Dać sobie spokój i zapaść się pod ziemię (Grethe).

W tym momencie straciłam przytomność. Potem usłyszałam głos Tora:

– Uspokójcie się. Chyba wraca do siebie.

– Nie budźcie mnie. Miałam nadzieję, że zostawicie mnie w spokoju!

– Sama się obudziłaś – odpowiedział Tor, który przyklęknął obok.

– Jak długo byłam nieprzytomna?

– Nie dłużej niż pół minuty.

– Pewnie robiłam jakieś głupie miny? A zresztą, co mi tam. Posuń się, chcę wstać. Chyba leżę na szyszkach, bo rozbolały mnie plecy.

Podniosłam się i usiadłam obok Tora. Przede mną kucnął lensmann Magnussen i poważnym tonem zapytał:

– Kari, co się stało? Dlaczego zemdlałaś?

Pytanie wydało mi się całkiem nie na miejscu.

– Z powodu treści kartki.

– Czy to takie nadzwyczajne? Przecież Grethe, jakby to powiedzieć, „zapadła się pod ziemię” przed sześcioma laty.

Patrzyłam to na jednego, to na drugiego z najwyższym zdumieniem. Czyżby jeszcze się nie domyślili?

– Czy wtedy też znalazłaś taką karteczkę? To ona cię tak wystraszyła?

– Nie, wcale nie! Czemu niczego nie kojarzycie? Znalazłam się tu, idąc po śladach papierków po toffi. Wypatrzyłam je już przy drogowskazie i aż tu mnie zawiodły.

Tor złapał się za głowę:

– No tak! Przecież w szpitalu coś bredziła na temat toffi!

– No to dobrze, że się wreszcie o tym dowiedzieliśmy – skomentował tę nowinę lensmann. – Lepiej późno niż wcale.

– Toffi? Chyba nie chcesz przez to powiedzieć… – Terje był wyraźnie zaskoczony.

Tym razem jednak uprzedził go Grim.

– Kari, czy tu właśnie spotkałaś Grethe?

– Może Grethe usiłowała cię skrzywdzić? – wtrącił zbity z tropu Magnussen.

Przymknęłam oczy i pokręciłam przecząco głową.

– Nie. Grethe rzeczywiście mnie wystraszyła, ale nie miała takiego zamiaru. – Czułam, że do oczu napływają mi łzy. – Do chatki przywiodły mnie ślady po jej ulubionych cukierkach – powiedziałam ściszonym głosem. – Wszystkie papierki były oblepione przez mrówki. W szałasie natknęłam się na… ciało Grethe, Była przykryta tymi ohydnymi kocami. Ktoś ją zamordował – wykrztusiłam z trudem.

Grim przykucnął obok, a ja podświadomie wtuliłam się w jego ramiona. Był zawsze przy mnie, gdy potrzebowałam go najbardziej. Pachniał świeżo wypraną i wyprasowaną koszulą i tytoniem.

– Co takiego? – zapytała po długiej chwili milczenia Inger.

– Taa…taa…tak – chlipałam. Grim wciąż gładził mnie delikatnie po głowie. Czułam, jak mocno łomocze mu serce.

Magnussen nic nie mówił. Tymczasem znów odezwała się Inger:

– Pytanie, co się z nią stało?

– Skoro Grethe miała zapaść się pod ziemię, to pewnie już została zakopana – zauważył Terje.

Teraz lensmann poderwał się z miejsca i począł szczegółowo badać wnętrze szałasu.

– Podłogi nikt nie rozkopywał od lat, więc tu jej na pewno nie ma – stwierdził stanowczo. – Wcale mi się nie uśmiecha przekopywać mokradeł – westchnął. – Ale chyba nie będę miał innego wyjścia.

– Przecież to wszystko wydarzyło się w kwietniu. Wtedy ziemia była zmrożona, jak więc udałoby się w niej cokolwiek zakopać? – zauważyła rezolutnie Inger.

– Masz rację. To mało prawdopodobne – westchnął lensmann.

Podniosłam wzrok na Grima. Jego twarz z bliska nie prezentowała się zbyt efektownie: miejscami skóra nadal była twarda i nierówna.

– Grim wspominał niedawno, że wiosną kładł dreny na polu, prawda?

Teraz Grim zaglądał mi głęboko w oczy. Nagle oblała mnie fala gorąca. Poczułam rozkoszny dreszcz, który przypominał mi dziewczęce marzenia i fantazje o wielkiej, romantycznej miłości.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 46
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)