Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Czas wodnika». Краткое содержание книги:

Zwolennicy demokracji amorficznej, osiadli na Ampis, dochodzą do wniosku, że nadchodzi ich czas… Kto wie, moze to także Twój czas?
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 47
Перейти на страницу:

Dopracowawszy się tej filozofii Hoover poczuł się niemal szczęśliwy. Najgorszy problem został rozwiązany. Inspektor pracował cały tydzień, weekend spędzał w wiadomy sposób i wszystko to doskonale funkcjonowało do czasu, gdy wreszcie kazano mu wykorzystać zaległe urlopy. To był cios. Wolnego było tyle, że Hoover zaczął się obawiać, iż na urlopie doczeka emerytury. Chodził po domu i nudził się, bo w odpowiednim czasie nie wykształcił w sobie żadnych innych zainteresowań poza zawodowymi. Nie polował, niczego nie kolekcjonował, nie uprawiał żadnych sportów poza strzelaniem do tarczy i walką wręcz. Dziwił się, dlaczego – skoro zdarzają się odwołania inspektorów z urlopów, cała literatura sensacyjna jest takimi przykładami wprost naszpikowana! – jego nie wzywają? Czy mają dość ludzi? Na pewno nie, ale zawzięli się w jego wypadku, by wreszcie można było zamknąć statystykę firmy.

Wyszedł przed dom. Duszne powietrze niemal go ogłuszyło. Odetchnął raz i drugi czując, że prawie się dusi. Powoli przychodził do siebie, wyjście z klimatyzowanego wnętrza nie było bezbolesne. Hoover postał chwilę, nasłuchując zbawczego dzwonka holofonu, a nie usłyszawszy go powlókł się do basenu. Stanął na brzegu i długo zastanawiał się, czy warto wskoczyć do ciepłej wody. Nie zdecydował się ostatecznie i poszedł do nastawni, by włączyć urządzenie wytwarzające fale. Wrócił, stanął na słupku i właśnie przymierzał się do skoku, gdy usłyszał stłumiony terkot holofonu. Chcąc się zatrzymać, wykonał jakiś niezgrabny krok w powietrzu i runął do wody. Wściekłymi wymachami rąk wydobył się na powierzchnię, chwycił się brzegu basenu i wykasłując wodę, podciągnął się w górę. Pognał do domu, drzwi prawie nie zdążyły się przed nim otworzyć, więc lekko poturbowany dopadł aparatu. Przed ociekającym wodą Hooverem zmaterializował się Szef Inspektoratu, Kenzo IAkado. Hoover zamierzał zasalutować, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie i niezdarnie odgarnął mokre włosy z czoła. – Witaj, chłopcze – powiedział Akado, poprawiając się w swoim skórzanym fotelu.

Towarzyszyło temu znajome skrzypienie i Hoover poczuł się prawie szczęśliwy. Akado był stary, siwy, pomarszczony jak zleżałe jabłko i sympatyczny jak gnom.

Witam pana – powiedział grzecznie Hoover, a w duszy narastał mu radosny niepokój.

Przepraszam, że cię niepokoję podczas wypoczynku… – Akado przeleciał wzrokiem po stojącym w kałuży wody inspektorze, dla którego każde słowo szefa było niczym niebiańska muzyka – ale zaszły pewne sprawy…

Hoover wypuścił ze świstem powietrze przez zaciśnięte usta.

…które zmusiły mnie do tego. Nadeszła prośba o wysłanie jakiegoś inspektora w dość odległe miejsce, na Ampis. Wiesz, gdzie to jest?

Hoover nie miał pojęcia, ale było mu to obojętne. Ważne było jedno – jest zadanie, jest praca, jest przydział.

– Nie mam pojęcia – powiedział nad miarę radośnie. Akado spojrzał nań badawczo.

Inspektor pomyślał, że stary może podejrzewać, iż cieszy się on nie z otrzymanego zadania, ale z tego, że znów nie wykorzysta całego zaległego urlopu, postanowił więc ograniczyć swój entuzjazm. Szef włożył palec za ściśnięty krawatem kołnierzyk koszuli i odkleił go z ulgą od szyi.

– Upał – stwierdził Hoover bez sensu.

Wiadomo było, że do czasu naprawienia wysadzonych przez terrorystów urządzeń meteo bada się smażyć mimo klimatyzacji.

– Ampis to zapadły kąt – powiedział Akado z westchnieniem tak głębokim, jakby to była jego wina. – Nie ma tam żadnych zakładów super-high-tech, nie ma bogactw, w ogóle niczego. Poza tym daleko do głównych szlaków komunikacyjnych, stuprocentowe zachmurzenie, prawie ciągłe opady, niska kultura materialna. Planeta żyje z deszczu w przenośni i dosłownie. Hodują tam kopratę, która wymaga dużo wilgoci. Tak to w skrócie wygląda. Oczywiście, jest tam kosmoport, stolica, a w niej gubernator, ale jak to działa w praktyce, nie mam pojęcia.

Hoover też nie miał pojęcia, ale w tej chwili takie drobiazgi nie liczyły się zupełnie. Był tylko ciekaw, po co ma tam lecieć. Akado na razie nie kwapił się z oświeceniem go w tej kwestii. Sapał pod nosem, bawiąc się -jak przypuszczał Hoover – niecierpliwością inspektora. Szef miał swoje słabości, które jako szefowi właśnie należało wybaczyć. W końcu Hoover nie wytrzymał.

– Niech pan powie, co się tam dzieje, na tej Ampis?

Akado posapał jeszcze chwilę. Potem westchnął, skrzywił się i wytarł czoło chusteczką.

– Przeklęty upał – powiedział i zamilkł.

Hoover przestępował z nogi na nogę, ale nie odważył się ponowić pytania.

Wprost nie wiem, co ci powiedzieć, chłopcze – Akado schował chusteczkę do kieszeni. – Sam nie wiem, co się tam stało. Dostaliśmy pełną ozdobników prośbę o przysłanie kogoś kompetentnego, a motywacja była zastąpiona wysoce enigmatycznym zwrotem, że,,na planecie dzieje się coś dziwnego, co może być niebezpieczne dla całej Federacji". Koniec cytatu.

– Nic więcej? – zapytał zawiedziony Hoover.

– Podpis. R.R. Rolison, gubernator. I jeszcze jego sekretarz o jakimś dziwnym nazwisku.

– Kiedy mam tam lecieć?

Akado zafrasował się.

– Nic pilnego, nic pilnego – wyrzucił z siebie pośpiesznie. – Jeżeli chcesz jeszcze wypocząć…

– Pan wie, że nie chcę! – zdenerwował się Hoover. – Za dwie godziny będę u pana!

– Nic pilnego – powtórzył z rezygnacją i pewnym roztargnieniem Akado, a potem zebrał się w sobie, jakby podjął ważną decyzję. – Jest jeszcze jedna sprawa. Chodzi o to, że dobrze by było, gdybyś to potraktował jako sprawę prywatną, takie nieoficjalne śledztwo, rozumiesz?

Hoover nie rozumiał.

– To proste! – zapalił się Akado. – Jesteś przecież na urlopie! Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś pojechał zwiedzić Ampis, piękną, deszczową planetę. A przy okazji dowiesz się tego i owego. Na miejscu będziesz działał, jak to się mówi, z otwartą przyłbicą, ale tu, u mnie, nie dostaniesz żadnego zlecenia, żadnych diet, rozkazu wyjazdu, nic! Masz do wykorzystania dwa lata urlopu i nie wolno mi cię nigdzie oficjalnie wysłać, nawet gdyby cały Rząd Federacji został porwany! Jasne? Hoover skinął głową.

Hoover nawet nie pofatygował się do Inspektoratu. Nie było takiej trzeby. Udający się na wycieczkę pracownik nie ma podstaw do pogrania sprzętu, zaliczki ani taśm pamięciowych. Pracownik na urlopie jest wolny i niezależny. Taka sytuacja męczyła Hoovera, który nie lubił żadnych niejasności.

Połączył się ze "Speace Travel Center", by zapytać o połączenia z Ampis. Bezpośrednich nie było. Za to następnego dnia odlatywał w tamte okolice próżniowiec pasażerski. Jeszcze dwie przesiadki i można się rozkoszować deszczami do woli i do syta.

Następnego dnia Hoover stawił się na kosmodromie. Wędrujące w powietrzu holonapisy zaprowadziły go do statku. W kabinie próżniowca rozgościł się nadzwyczaj szybko, właściwie prócz paczki papierosów (którą położył na stoliku) i magnetycznego paska bankowego (którego nie wyjmował), nie miał nic do wypakowania. W czasie podróży nic więcej nie było mu potrzebne. Koszt posiłków wliczony był w cenę biletu; wszelkie rozrywki – oprócz alkoholu i panienek – bezpłatne. Hoover przestudiował dokładnie wszystkie propozycje i na czas podróży zarezerwował sobie rudowłosą Grace. Innych zmartwień na razie nie miał, bo miejsca na dwóch kolejnych statkach mających zawieźć go do celu zamówił wcześniej.

Lądowanie na Ampis nie było przyjemne, właściwie należałoby je nazwać upadkiem. Hoover przeklinał End, miejsce ostatniej przesiadki, na którym okazało się, że jedynym zmierzającym na Ampis w najbliższych dniach statkiem jest stary transportowiec o atomowym napędzie. Kapitan Goodley, stary jak jego statek i zapijaczony jak smok Na, nie zrobił na Hooverze najlepszego wrażenia. Było to zresztą uczucie obopólne.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)