Córka Nastawiacza Kości
- Автор: Tan Amy
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Córka Nastawiacza Kości». Краткое содержание книги:
Аннотация
Córka Nastawiacza KościNazajutrz rano, w sobotę, Ruth prawie nie tknęła kle – iku ryżowego, który matka podgrzała jej na śniadanie. Czekała niecierpliwie na powrót czerwonego pontiaca, ale panowała cisza. Ruth opadła z książką na kanapę. Matka wkładała brudne ubrania, ręczniki i pościel do torby nałożonej na wózek. Wyliczyła ćwierćdolarówki i dziesięciocentówki na automat, a potem powiedziała do Ruth:
– Chodźmy. Czas prania.
– Źle się czuję.
– Aj-ja, chora?
– Chyba będę wymiotować.
Matka zaczęła się krzątać wokół niej, mierząc temperaturę, wypytując, co jadła i jak wyglądała kupka. Zmusiła Ruth, by położyła się na kanapie, a obok postawiła wiadro na wypadek, gdyby naprawdę zrobiło jej się niedobrze. Wreszcie wyszła do pralni; miała wrócić dopiero za trzy godziny. Zawsze pchała swój wózek do pralni oddalonej o dwadzieścia minut drogi, ponieważ automaty były tam o pięć centów tańsze niż bliżej domu, a suszarki nie przypalały ubrań.
Ruth narzuciła kurtkę i wymknęła się na zewnątrz. Przycupnęła z książką na krześle na werandzie i czekała. Po dziesięciu minutach Dottie otworzyła drzwi z tyłu domku, zeszła po czterech schodkach i ruszyła przez podwórko. Miała podpuchnięte oczy, jak ropucha, a kiedy uśmiechnęła się do Ruth, rozciągnęła tylko usta, nie zmieniając nieszczęśliwego wyrazu twarzy.
– Ja się czujesz, dziecko?
– Chyba dobrze.
Dottie westchnęła i usiadła na werandzie, opierając podbródek na kolanach.
– Odszedł – powiedziała. – Ale nie martw się, za wszystko zapłaci.
– Nie chcę żadnych pieniędzy – zaprotestowała Ruth. Dottie zaśmiała się krótko i pociągnęła nosem.
– Chcę powiedzieć, że pójdzie do więzienia. Ruth przeraziła się.
– Dlaczego?
– Za to, co ci zrobił, oczywiście.
– Ale on wcale nie chciał. Zapomniał tylko…
– Że masz jedenaście lat? Jezu!
– To była też moja wina. Powinnam bardziej uważać.
– Nie, skarbie, nie, nie! Nie musisz go bronić. Naprawdę. To nie twoja wina ani dziecka… Posłuchaj, będziesz musiała porozmawiać z policją…
– Nie! Nie! Nie chcę!
– Wiem, że się boisz, ale on zrobił coś bardzo złego. To się nazywa stosunek z nieletnią i Lance musi być ukarany… Policja będzie ci pewnie zadawać dużo pytań, więc powiedz im po prostu prawdę, co ci zrobił, gdzie to się stało… W sypialni?
– W łazience.
– Jezu! – Dottie rozgoryczona pokiwała głową. – Tak, zawsze lubił to tam robić… Zabrał cię więc do łazienki…
– Sama poszłam.
– Dobrze, potem on poszedł za tobą i co się stało? Był w ubraniu?
Ruth zdjął blady strach.
– Został w salonie i oglądał telewizję – powiedziała słabym głosem. – Byłam sama w łazience.
– No więc kiedy to zrobił?
– Przede mną. Najpierw on siusiał, potem ja.
– Chwileczkę… Co zrobił?
– Siusiu.
– Na ciebie?
– Na sedes. Potem przyszłam i usiadłam na tym. Dottie wstała. Na jej twarzy malowała się zgroza.
– O nie, Boże! – Chwyciła Ruth za ramiona i mocno potrząsnęła. – Tak się nie robi dzieci. Siusiu na sedes. Jak mogłaś być taka głupia? Musiałby ci wsadzić kutasa. I spuścić się. Nie nasikać, ale mieć wytrysk spermy. Rozumiesz, co zrobiłaś? Oskarżyłaś niewinnego człowieka o gwałt.
– Nie… – wyszeptała Ruth.
– Właśnie tak. A ja ci uwierzyłam. – Ciężkim krokiem zeszła z werandy, klnąc pod nosem.
– Przepraszam! – zawołała za nią Ruth. – Powiedziałam, przepraszam. – Nadal nie do końca rozumiała, co właściwie zrobiła.
Dottie odwróciła się i prychnęła:
– Nie masz pojęcia, co to naprawdę znaczy. – Weszła do domu, zatrzaskując za sobą drzwi.
Choć Ruth nie była już w ciąży, wcale nie poczuła ulgi. Nadal wszystko było okropne, a może jeszcze gorsze niż poprzednio. Gdy matka wróciła z pralni, leżała w łóżku, udając, że śpi. Było jej głupio i bała się. Będzie musiała iść do więzienia? Wiedziała już, że nie jest w ciąży, mimo to jednak ciągle pragnęła umrzeć. Ale jak? Wyobraziła sobie siebie, jak leży pod kołami pontiaca, a Lance uruchamia silnik i odjeżdża, miażdżąc jej ciało i nawet o tym nie wiedząc. Gdyby zginęła jak ojciec, spotkaliby się w niebie. A może on też sądził, że jest zła?
– Ach, grzeczna dziewczynka – pochwaliła ją półgłosem matka. – Wyśpisz się, lepiej niedługo poczujesz.
Po południu Ruth usłyszała na podjeździe warkot samochodu. Ukradkiem wyjrzała przez okno. Lance z ponurą miną wynosił z domku jakieś pudła, dwie walizki i kota. Potem wyszła Dottie, wycierając nos chusteczką. Ani razu nie spojrzawszy na siebie, odjechali. Po godzinie pontiac wrócił, lecz wysiadł z niego tylko Lance. Co Dottie mu powiedziała? Dlaczego musiała się wyprowadzić? Czy teraz Lance przyjdzie do nich, powie matce, co Ruth zrobiła, i każe im się natychmiast wynosić? Ruth była pewna, że Lance jej nienawidzi. Wcześniej zdawało się jej, że najgorszą rzeczą, jaka mogła się jej w życiu przytrafić, jest ciąża. Teraz było jednak znacznie gorzej.
W poniedziałek nie poszła do szkoły. LuLing coraz bardziej się bała, że to duch próbuje odebrać jej córkę. Jak inaczej wytłumaczyć złe samopoczucie Ruth? LuLing plotła coś o obnażonych zębach małpiej szczęki. Droga Ciocia wiedziała, mówiła. Wiedziała o klątwie. Miała to być kara za coś, co dawno temu zrobiła jej rodzina. Matka postawiła tacę z piaskiem na krześle obok łóżka Ruth, czekając.
– Obie umrzemy? – zapytała. – Czy tylko ja?
– Nie – napisała Ruth. – Wszystko dobrze.
– Jak “dobrze"? To czemu chora, bez powodu?
We wtorek Ruth nie mogła już dłużej znieść troskliwości matki. Powiedziała, że czuje się dobrze i może iść do szkoły. Przed wyjściem wyjrzała przez okno, a potem zerknęła na podjazd. O nie, pontiac dalej stał. Zaczęła się okropnie trząść, jakby zaraz miały się jej połamać wszystkie kości. Nabrawszy głęboko powietrza, wyskoczyła z domu, puściła się pędem skrajem podjazdu jak najdalej od domu Lace'a i Dottie, a potem ostrożnie przemknęła obok samochodu. Skręciła w lewo, mimo że do szkoły szło się w prawo.
– Hej, szkrabie! Czekałem na ciebie. – Lance palił na werandzie papierosa. – Musimy pogadać. – Ruth stanęła jak wryta na chodniku, niezdolna do najmniejszego ruchu. – Powiedziałem, że musimy pogadać. Nie sądzisz, że jesteś mi to winna?… Chodź. – Rzucił niedopałek na trawnik.
Ruth niepewnie postąpiła naprzód na drżących nogach. Miała wrażenie, jakby połowa jej ciała nadal uciekała. Gdy dotarła na werandę, była zupełnie zdrętwiała. Uniosła głowę.
– Przepraszam – pisnęła. Broda zaczęła się jej trząść, Ruth otworzyła usta i zaczęła głośno szlochać.
– Hej, hej – odezwał się Lance. Nerwowo wyjrzał na ulicę. – Daj spokój, nie rób tego. Chciałem z tobą porozmawiać, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie chcę, żeby coś takiego się powtórzyło, w porządku?
Ruth kiwnęła głową, pociągając nosem.
– No, już dobrze. Uspokój się. Nie bój się, nie jestem przecież taki straszny.
Ruth starła łzy z twarzy rękawem swetra. Najgorsze już miała za sobą. Ruszyła w stronę schodów.
– Hej, dokąd to? Ruth znieruchomiała.
– Mówiłem, że musimy porozmawiać. Odwróć się. – Jego głos brzmiał trochę mniej łagodnie, Ruth zauważyła, że otworzył drzwi do domu. – Wejdź – rozkazał.
Przygryzła wargi i wolno zawróciła, prześlizgując się obok niego. Usłyszała odgłos zamykanych drzwi, a w pokoju zrobiło się trochę ciemniej.
Salon był przesiąknięty zapachem alkoholu i papierosów. Zasłony były zasunięte, na stoliku piętrzyły się puste tacki po mrożonych posiłkach.
– Siadaj. – Lance wskazał drapiącą kanapę. – Chcesz oranżady?
Pokręciła głową. Jedynym źródłem światła w pokoju był włączony telewizor, w którym leciał stary film. Ruth cieszyła się, że panuje hałas. Potem zobaczyła na ekranie reklamę – jakiś mężczyzna sprzedawał samochody. W ręce trzymał atrapę szabli.
– Obcięliśmy ceny – zajrzyj więc do Chevroleta Rudy'ego i zapytaj o tego, co tnie najlepiej!
Lance usiadł na kanapie, lecz nie tak blisko jak tamtego wieczoru. Wyjął jej książki z rąk. Ruth poczuła się zupełnie bezbronna, przez łzy wszystko widziała niewyraźnie, starając się jednocześnie tak płakać, by nie wydać żadnego dźwięku.
– Zostawiła mnie, wiesz?
Z piersi Ruth wyrwało się głośne łkanie. Próbowała powiedzieć, że bardzo jej przykro, ale była w stanie tylko pociągać nosem i spazmatycznie chlipać jak przestraszone zwierzątko.
Lance zaśmiał się.
– Właściwie sam ją wyrzuciłem. Tak, w pewnym sensie oddałaś mi przysługę. Gdyby nie ty, nie dowiedziałbym się, że rżnie się z innymi. Jasne, przez chwilę coś podejrzewałem. Ale powiedziałem sobie: stary, musisz jej ufać. I widzisz – ona mi nie ufała. Uwierzyłabyś – mnie nie ufała! Coś ci powiem, bez zaufania nie ma małżeństwa. Wiesz, co mam na myśli? – Spojrzał na nią.
Ruth zrozpaczona pokiwała głową.
– E, chyba nie wiesz i nie dowiesz się przez najbliższe dziesięć lat. – Zapalił następnego papierosa. – Za dziesięć lat popatrzysz za siebie i powiesz: “Rany, ale kiedyś miałam pojęcie o robieniu dzieci!" – Parsknął i przekrzywił głowę, obserwując jej reakcję. – Nie śmiejesz się? Mnie się wydaje, że to śmieszne. Tobie nie? – Pogładził ją po ręce, a Ruth wzdrygnęła się bezwiednie. – O co chodzi? A… tylko mi nie mów, że ty też mi nie ufasz. Co, jesteś taka jak ona? Po tym, co zrobiłaś i czego ja nie zrobiłem, uważasz, że zasługuję na takie traktowanie?
Ruth milczała przez dłuższą chwilę, starając się zmusić własne usta do właściwego ułożenia. Wreszcie powiedziała urywanym głosem: