Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Córka Nastawiacza Kości». Краткое содержание книги:

Аннотация

Córka Nastawiacza Kości
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 69
Перейти на страницу:

Przez pozostałą część drogi do domu w głowie Ruth uparcie kołatały się wypowiedziane przez Wendy słowa. Okropna prawda o sikaniu miała sens. Dlatego chłopcy i dziewczynki mają oddzielne łazienki. Dlatego chłopcy powinni podnosić sedes, ale przez złośliwość tego nie robią. I dlatego matka zabraniała jej siadać na toalecie w obcej łazience. Mówiła o zarazkach, ale naprawdę chciała ją ostrzec przed plemnikami. Dlaczego matka nie nauczyła się dobrze mówić po angielsku i rozróżniać nazw takich drobinek?

Nagle ogarnęła ją panika. Przypomniała sobie, że trzy dni temu usiadła na kroplach moczu mężczyzny, którego kochała.

Ruth sprawdzała swoją bieliznę kilkanaście razy dziennie. Od pokazu filmu minęły cztery dni, a ona wciąż nie dostała okresu. No i zobacz, co się stało, krzyczała w duchu. Chodziła po bungalowie z pustką w oczach. Sama zniszczyła sobie życie i nie można było już nic poradzić. Miłość, mocz, alkohol – bez końca wyliczała na palcach te składniki. Przypomniała sobie, jaka się czuła dzielna, gdy idąc wtedy spać, nie starła kropel wilgoci z pupy.

– Czemu jak wariatka się zachowujesz? – pytała często matka.

Oczywiście, Ruth nie mogła jej powiedzieć, że jest w ciąży. Doświadczenie nauczyło ją, że matka martwi się, nawet gdy nie ma żadnego powodu do zmartwienia. Jeżeli naprawdę coś byłoby nie tak, narobiłaby krzyku, waląc się w pierś niczym goryl. Uczyniłaby to na oczach Lance'a i Dottie. Wydłubałaby sobie oczy, wołając duchy, żeby przyszły i ją zabrały. I naprawdę by się zabiła. Tym razem na pewno. Kazałaby Ruth na to patrzeć, aby jeszcze bardziej ją ukarać. Teraz, ilekroć Ruth zobaczyła Lance'a, zaczynała tak szybko i ciężko oddychać, że płuca niemal odmawiały jej posłuszeństwa, a ona prawie mdlała z braku powietrza. Bez przerwy bolał ją brzuch. Czasami dostawała skurczu żołądka i stała nad toaletą, usiłując wymiotować, lecz nic nie chciało wylecieć. Kiedy jadła, wyobrażała sobie, jak jedzenie wpada prosto do pyska małej żaby, którą w sobie nosi, i miała wrażenie, że jej żołądek to lepkie bagno, więc biegła do łazienki i zmuszała się do wymiotów, w nadziei że żaba skoczy do toalety, a ona będzie mogła spuścić po niej wodę i tak skończy się wreszcie jej udręka.

Chcę umrzeć, jęczała do siebie. Umrzeć, umrzeć, umrzeć. Na początku płakała w łazience, potem próbowała przeciąć sobie nadgarstek nożem stołowym. Na skórze została głęboka bruzda, nie było żadnej krwi i za bardzo bolało, żeby ciąć głębiej. Później Ruth znalazła w błocie na podwórku zardzewiałą pinezkę, którą nakłuła sobie palec, a potem czekała, aż zatruta krew wypełni jej całe ramię jak rtęć w termometrze. Tego wieczoru, wciąż żywa i zrozpaczona, napełniła wodą wannę i usiadła w niej. Zanurzyła się głębiej i już chciała szeroko otworzyć usta, ale w tej samej chwili przypomniała sobie, że w wodzie pływa brud z jej nóg, pupy i miejsca między nogami. Nie zmieniając postanowienia, wyszła z wanny, wytarła się, a potem napełniła umywalkę. Pochyliła się, dotykając twarzą wody. Otworzyła usta. Jak łatwo się utopić. W ogóle nic nie boli. To jakby napić się wody, co, jak się po chwili zorientowała, właśnie robiła. Zanurzyła więc twarz głębiej i znów otworzyła usta. Głęboko nabrała powietrza, przygotowując się nareszcie na śmierć. Jej ciało gwałtownie zaprotestowało. Zaczęła głośno kaszleć i rzęzić, na co do łazienki wpadła bez pukania matka, klepnęła ją w plecy, potem położyła dłoń na jej czole i mruknęła po chińsku, że Ruth jest chora i powinna natychmiast iść do łóżka. Obawa i troska matki sprawiły, że Ruth poczuła się jeszcze gorzej.

Pierwszą osobą, której Ruth w końcu wyznała swoją tajemnicę, była Wendy. Znała się na wielu rzeczach i zawsze wiedziała, co zrobić. Ruth musiała czekać na spotkanie z nią w szkole, bo nie mogła rozmawiać o tym przez wspólny telefon, narażając się na ryzyko, że matka lub ktoś inny podsłucha.

– Musisz powiedzieć Lance'owi – rzekła Wendy, ściskając dłoń Ruth.

Ruth zaczęła płakać jeszcze żałośniej. Pokręciła głową. Przemknęło jej przed oczami całe okrucieństwo świata i zrozumiała, że jej rojenia są zupełnie nierealne. Lance jej nie kochał. Gdyby mu powiedziała, znienawidziłby ją, Dottie też by ją znienawidziła. Wyrzuciliby ją i matkę z bungalowu. Szkoła wysłałaby Ruth do poprawczaka. Jej życie byłoby skończone.

– No, jak nie chcesz, to ja mu powiem – zaproponowała Wendy.

– Nie – wykrztusiła Ruth. – Nie możesz. Nie pozwolę ci.

– Jeśli mu nie powiesz, to jak się ma przekonać, że cię kocha?

– On mnie nie kocha.

– Na pewno cię kocha. W każdym razie pokocha. Tak się zdarza. Facet dowiaduje się, że dziecko jest w drodze, i trzask – prask – miłość, małżeństwo, wózeczek.

Ruth usiłowała to sobie wyobrazić. “Tak, to twoje" – mówi do Lance'a Wendy. Lance wygląda jak Rock Hudson, kiedy się dowiedział, że Doris Day będzie miała jego dziecko. Najpierw traci mowę ze zdumienia, potem powoli się uśmiecha, a później wybiega na ulicę, nie zważając na samochody i wpadając na ludzi, którzy krzyczą, że chyba oszalał. “Tak, oszalałem, oszalałem dla niej!" – wołał. Wraca do niej, rzuca się na kolana i wyznaje, że ją kocha, że zawsze ją kochał i chce się z nią ożenić. A Dottie, cóż, na pewno niedługo zakocha się w listonoszu czy kimś takim. Wszystko pięknie się ułoży. Ruth westchnęła. Tak, to było możliwe.

Po południu Wendy poszła z Ruth do domu. LuLing pracowała po południu w przedszkolu i miała wrócić dopiero za dwie godziny. O czwartej, kiedy obie były na dworze, zobaczyły Lance'a, który szedł do samochodu, pogwizdując i dzwoniąc kluczykami. Wendy ruszyła do niego, a Ruth pobiegła na drugą stronę bungalowu, żeby się schować, a jednocześnie wszystko widzieć. Prawie nie mogła oddychać. Wendy szła w stronę Lance'a.

– Dzień dobry! – zawołała do niego.

– Cześć, mała – odrzekł. – O co chodzi?

Wtedy Wendy odwróciła się na pięcie i uciekła. Ruth rozpłakała się. Gdy Wendy wróciła, zaczęła ją pocieszać i powiedziała, że ma lepszy plan.

– Nie martw się – mówiła. – Zajmę się tym. Coś wymyślę. – I rzeczywiście wymyśliła. – Zaczekaj tu – nakazała jej z uśmiechem, a potem ruszyła pędem na werandę domku.

Ruth pomknęła do bungalowu. Pięć minut później tylne drzwi domku otworzyły się gwałtownie i wypadła z nich Dottie. Ruth zobaczyła przez okno Wendy, która pomachała jej i szybko sobie poszła. Rozległo się łomotanie do drzwi bungalowu i gdy Ruth otworzyła, Dottie chwyciła ją za ręce. Spojrzała jej w oczy z udręczoną miną i wyszeptała swoim schrypniętym, zgrzytliwym głosem:

– Naprawdę jesteś?…

Ruth uderzyła w ryk, a Dottie objęła ją ramieniem i zaczęła uspokajać. Potem uścisnęła ją tak mocno, że Ruth miała wrażenie, jakby kości zaraz jej miały wyskoczyć ze stawów. To bolało, ale równocześnie sprawiało przyjemność.

– To drań, cholerny, parszywy gnój – mówiła Dottie przez zaciśnięte zęby.

Ruth była wstrząśnięta, słysząc same zakazane słowa, ale jeszcze bardziej zdumiała się, że Dottie była wściekła nie na nią, ale na Lance'a!

– Twoja mama wie? – spytała Dottie. Ruth pokręciła głową.

– Dobrze. Na razie nie musimy jej nic mówić, jeszcze nie. Najpierw muszę pomyśleć, jak to rozwiązać, dobrze? Nie będzie łatwo, ale coś wykombinuję, nie martw się. Pięć lat temu zdarzyło mi się to samo.

A więc dlatego Lance się z nią ożenił? Ale gdzie było dziecko?

– Wiem, co czujesz – ciągnęła Dottie. – Naprawdę.

Ruth płakała gorzko, wylewając z siebie więcej żalu, niż mogłoby pomieścić ludzkie serce. Znalazł się ktoś, kto wyrażał złość za to, co jej się przytrafiło. Kto wiedział, co trzeba zrobić.

Wieczorem matka gotowała, otworzywszy na oścież okna, a przez szum rozgrzanego oleju było słychać dobiegające z domku podniesione głosy. Ruth udawała, że czyta “Dziwne losy Jane Eyre". Nasłuchiwała słów z zewnątrz, ale mogła zrozumieć tylko piskliwy wrzask Dottie, która powtarzała: “Ty cholerny draniu!". Głos Lance'a był niski i dudniący, jak silnik jego pontiaca.

Ruth weszła do kuchni i sięgnęła pod zlew.

– Wyniosę śmieci.

Matka rzuciła jej podejrzliwe spojrzenie, ale dalej gotowała. Zbliżając się do kubłów stojących obok domku, Ruth zwolniła, żeby posłuchać.

– Wydaje ci się, że taki z ciebie ogier! Ile jeszcze rżnąłeś?… Jesteś facetem na jeden szybki, niczym więcej – fiku miku i po krzyku!

– Ciekawe, od kiedy jesteś takim ekspertem!

– Bo wiem! Wiem, co to znaczy być prawdziwym facetem! Danny… tak, on był niezły, Danny to prawdziwy facet. Ale ty! Musisz wsadzać małym dziewczynkom, które nie znają lepszych.

– Ty pieprzona kurwo! – krzyknął Lance dziwnie wysokim głosem, jak zapłakany chłopiec.

Ruth wróciła do domu, wciąż się trzęsąc. Nie spodziewała się, że to wszystko jest takie paskudne i zwariowane. Nieostrożność może sprawić mnóstwo kłopotów. Można się okazać złym wbrew własnej woli.

– Co za ludzie, huli – hudu – mruknęła matka, stawiając na stole parujące jedzenie. – Wariaci, kłócą się o nic. – Potem pozamykała okna.

Kilka godzin później, gdy Ruth leżała w łóżku z szeroko otwartymi oczami, przytłumione krzyki i wrzaski nagle się urwały. Nasłuchiwała przez chwilę, ale jedynym odgłosem było tylko chrapanie matki. Wstała w ciemnościach i poszła do łazienki. Wspięła się na toaletę, żeby wyjrzeć przez okno na podwórko. W domku paliło się światło. Co się dzieje? Potem zobaczyła Lance'a, który wyszedł z domu i wrzucił do bagażnika samochodu duży worek. Chwilę później opony zachrzęściły na żwirze i auto odjechało z rykiem silnika. Co to znaczy? Powiedział Dottie, że ożeni się z Ruth?

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 69
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)