Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Głos Skrzypiec
Głos Skrzypiec - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Głos Skrzypiec

Электронная книга - «Głos Skrzypiec». Краткое содержание книги:

Czwarta powieść z komisarzem Salvem Montalbanem w roli głównej – czwarta sprawa, w której w równym stopniu nietypowa jest zbrodnia, co postać prowadzącego śledztwo.
Podczas prywatnej podróży służbowy samochód Montalbana potrąca zielone twingo. Zaintrygowany brakiem reakcji ze strony właściciela, komisarz zakrada się do willi, przed którą doszło do incydentu. Podczas tej nieformalnej wyprawy odkrywa zwłoki pięknej, młodej blondynki. I oto, podobnie jak w poprzednich powieściach, wskutek niekonwencjonalnego postępowania policjanta, z jednej sprawy robią się dwie – trzeba odkryć zabójcę, lecz również sprawić, żeby zwłoki zostały odkryte w następstwie formalnej procedury. Kiedy Montalbano realizuje swoją mistyfikację, staje się przypadkowym świadkiem prywatnego koncertu światowej sławy skrzypka, który stara się uciec od świata… Odległe wydarzeniaq łączy nić, której ślad Montalbano raz po raz mocno chwyta w ręce, żeby doprowadzić dochodzenie do końca. Głos skrzypiec to powieść nieco bardziej ściszona od poprzednich kryminałów Andrei Camilleriego. Jej fabuła toczy się z dala od mafii i polityki, w gęstym klimacie sycylijskiego miasteczka, który rozjaśniają barwne, zapadające w pamięć postaci.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 40
Перейти на страницу:

– Tak. Jak mam się umawiać z adwokatem?

– Powtórz mu to, co ci powiedziałem. Niech idzie do sędziego. Zobaczysz, że odmówi. A więc wszystko, co usłyszałeś od Guttadaura, powiesz sędziemu ty sam, słowo po słowie. Jeśli nie jest głupi, a głupi nie jest, zrozumie, że jemu też coś grozi.

– Przecież on nie ma nic wspólnego ze śmiercią Maurizia.

– Ale podpisał akt oskarżenia jego ojca, inżyniera. A tamci są gotowi zaświadczyć, że Maurizio nigdy nie ukrył się w swoim domu w Raffadali. Jeśli Tommaseo chce ratować skórę, musi rozbroić Guttadaura i jego przyjaciół.

– Niby jak?

– A bo ja wiem?

Skoro już był w Montelusie, skierował się w stronę kwestury z nadzieją, że nie natknie się na Panzacchiego. Szybko zbiegł do sutereny, gdzie mieściła się sądówka, i od razu wtargnął do gabinetu szefa.

– Dzień dobry, Arqua.

– Dzień dobry – odpowiedział tamten chłodno, jak gdyby był górą lodową. – Czy mogę być w czymś pomocny?

– Przejeżdżałem tędy i przyszło mi coś do głowy.

– Jestem bardzo zajęty.

– Nie wątpię, ale zajmę panu dosłownie minutę. Chciałbym się czegoś dowiedzieć o bombie, którą Di Blasi próbował rzucić w funkcjonariuszy.

Doktor Arqua zachował kamienną twarz.

– Nie mam obowiązku pana informować.

Czy to możliwe, że umiał tak nad sobą panować?

– Ależ, panie kolego, niech pan będzie tak miły. Wystarczą mi trzy informacje: kolor, rozmiar i marka.

Arqua wydawał się szczerze zdziwiony. W jego oczach zarysowało się wyraźne pytanie, czy Montalbano przypadkiem nie zwariował.

– O czym pan mówi?

– Pomogę panu. Czarna? Brązowa? Czterdziesty trzeci? Czterdziesty czwarty? Mocassino? Superga? Varese?

– Spokojnie – powiedział Arqua bez potrzeby, wierny regule, że z wariatami trzeba postępować ostrożnie. – Proszę za mną.

Montalbano posłuchał. Weszli do pomieszczenia, gdzie stał duży, biały półokrągły stół. Krzątali się przy nim trzej ludzie w białych kaftanach.

– Caruana – powiedział Arqua do jednego z nich – pokaż komisarzowi Montalbano granat.

Kiedy ten otwierał stalową szafę, Arqua mówił dalej.

– Jest rozbrojony, ale kiedy nam go tutaj przywieźli, był niebezpieczny.

Wziął plastikowy worek, który podał mu Caruana, i pokazał komisarzowi.

– Stary OTO, na wyposażeniu naszego wojska w tysiąc dziewięćset czterdziestym trzecim roku.

Montalbano nie mógł wydobyć z siebie głosu. Patrzył na zdemontowany granat, jakby to była waza z okresu Ming, którą właśnie wypuścił z rąk.

– Czy pobraliście odciski palców?

– Wielu nie dało się odtworzyć, ale dwa, należące do Maurizia Di Blasi, były wyraźne, kciuk i wskazujący prawej dłoni.

Arqua położył torbę na stole, oparł dłoń na ramieniu komisarza i wypchnął go na korytarz.

– Proszę wybaczyć, to wszystko moja wina. Nie wiedziałem, że kwestor odbierze panu śledztwo.

To, co uznał za chwilowe zaćmienie zdolności umysłowych Montalbana, przypisał szokowi po zawodowej porażce. W sumie z tego doktora Arqua był jednak całkiem dobry chłopak.

Szef sądówki bez wątpienia mówił szczerze – myślał Montalbano, jadąc w kierunku Vigaty. Nie mógł być tak znakomitym aktorem. Ale jak można rzucić granatem, przytrzymując go tylko kciukiem i palcem wskazującym? Jeśli nim rzucisz w ten sposób, co najwyżej możesz rozwalić sobie jaja. Arqua powinien był znaleźć ślady również znacznej części nasady dłoni. Lecz jeśli sprawy miały się tak, jak myślał, to w jaki sposób faceci z oddziałów specjalnych przycisnęli do granatu dwa palce Maurizia? Kiedy tylko zadał sobie w myślach to pytanie, zjechał na przeciwległy pas i ruszył z powrotem do Montelusy.

12

– Czego pan chce? – spytał Pasquano, widząc Montalbana w drzwiach swojego gabinetu.

– Muszę odwołać się do naszej przyjaźni – uprzedził komisarz.

– Przyjaźni? To my jesteśmy przyjaciółmi? Jadamy razem kolacje? Zwierzamy się sobie?

Taki już był ten Pasquano i na komisarzu jego słowa nie wywarły najmniejszego wrażenia. Musiał tylko znaleźć właściwą formułę.

– Cóż, jeśli to nie jest przyjaźń, to na pewno szacunek.

– Co to, to tak – przyznał Pasquano.

Trafił. Teraz już pójdzie z górki.

– Jakie jeszcze badania musi pan wykonać w sprawie Micheli, doktorze? Czy są jakieś nowe dane?

– Jakie nowe dane? Już dawno poinformowałem sędziego i kwestora, że mogę przekazać zwłoki jej mężowi.

– Tak? Bo widzi pan, właśnie jej mąż powiedział mi, że otrzymał telefon z kwestury. Uprzedzono go, że pogrzeb może się odbyć dopiero w piątek rano.

– Chuj z nimi.

– Proszę wybaczyć, doktorze, jeśli nadużywam pańskiej cierpliwości. Czy z ciałem Maurizia Di Blasi wszystko w porządku?

– W jakim sensie?

– No, jak umarł?

– Co za głupie pytanie! Seria z karabinu maszynowego prawie przecięła go na pół. Niewiele brakowało, a jego popiersie można by postawić na kolumnie.

– A prawa stopa?

Doktor Pasquano przymrużył swoje małe oczka.

– Dlaczego pyta mnie pan o prawą stopę?

– Ponieważ lewa nie wydaje mi się interesująca.

– No właśnie. Doznał jakiegoś urazu. Skręcił ją czy coś w tym rodzaju i nie mógł już założyć buta. Ale to musiało się zdarzyć na kilka dni przed jego śmiercią. Twarz miał obrzękniętą od uderzenia.

Montalbano podskoczył.

– Został uderzony?

– Nie wiem. Albo dostał potężnie po twarzy, albo się o coś uderzył. Ale ludzie z oddziałów specjalnych nie mają z tym nic wspólnego, bo do tej kontuzji też doszło wcześniej.

– W tym samym czasie, kiedy skręcił nogę?

– Mniej więcej.

Montalbano wstał i podał doktorowi rękę.

– Dziękuję i już nie przeszkadzam. Jeszcze tylko ostatnie pytanie. Czy zawiadomiono pana od razu?

– O czym?

– O tym, że zastrzelili Di Blasiego.

Doktor Pasquano zacisnął mocno powieki. Można by pomyśleć, że momentalnie zasnął. Nie odpowiedział od razu.

– Czy to wszystko śni się panu po nocach? Ma pan objawienia? Rozmawia pan z duchami? Nie, do chłopca strzelali o szóstej rano, a mnie zawiadomiono około dziesiątej. Powiedzieli, że chcą najpierw przeszukać dom.

– Ostatnie pytanie.

– Jeśli każde pytanie będzie ostatnie, to nie pójdę dziś spać.

– Kiedy już przekazano panu zwłoki Maurizia di Blasi, czy ktoś z oddziałów specjalnych prosił o zgodę na pozostanie z ciałem bez pańskiego towarzystwa?

Doktor Pasquano się zdziwił.

– Nie. A dlaczego mieliby o to prosić?

Wrócił do redakcji Retelibery. Chciał, żeby Nicolo Zito był na bieżąco. Spodziewał się, że mecenas Guttadauro już sobie poszedł.

– Po co wróciłeś?

– Zaraz ci powiem. Jak poszło z adwokatem?

– Zrobiłem, co chciałeś. Poradziłem mu, żeby poszedł z tym do sędziego. Powiedział, że się zastanowi. Jednak potem dodał coś dziwnego, bez związku z całą sprawą. Przynajmniej na pozór, bo z tymi ludźmi nigdy nic nie wiadomo. „Ma pan szczęście, że żyje wśród obrazków! Dzisiaj słowa już się nie liczą, liczą się tylko obrazki”. I tyle. Co to ma znaczyć?

– Nie wiem. Posłuchaj, Nicolo, oni mają granat.

– Jezu! A więc Guttadauro kłamał!

– Nie, powiedział prawdę. Panzacchi to cwaniak i pomyślał o wszystkim. Sądówka bada granat, który przekazał jej Panzacchi – granat, na którym znajdują się odciski palców Maurizia.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 40
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)