Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 158
Перейти на страницу:

— Nazywajcie mnie Gredel — powiedziała.

Wieczorem, gdy odbite światło Shaamah połyskiwało na wazonie Yu-yao, a Jeden-Krok rozdawał na chodniku kopie „Bojownika”, Sula na umiarkowanie inteligentnym błyszczącym blacie swego stołu tworzyła pisakiem instrukcję, jak należy organizować sieć lojalistycznych komórek. Zamieściła wszystkie procedury bezpieczeństwa, na przykład sposoby nadawania pseudonimów czy używania skrzynek kontaktowych.

Uświadomiła sobie, że część pracy już wykonała: ludzie przekazywali sobie kopie „Bojownika” z rąk do rąk w powstałych spontanicznie nieformalnych sieciach. Z punktu widzenia celów Suli sieci już istniały. Musiała tylko nadać im profesjonalny charakter.

Naksydzi wytropią niesprawne sieci i zabiją ich członków. Ci ludzie przyjmą na siebie kule przeznaczone dla Suli.

Ze sprawnymi sieciami zamierzała skontaktować się później, by — kiedy zajdzie taka potrzeba — wystawić je na inne kule.

DZIESIĘĆ

Martinez przerzucił displej taktyczny na ścianę wideo, ale prawie wcale nie zwracał na niego uwagi. Nie mógł usiedzieć w miejscu: spacerował, prowadząc wyimaginowane rozmowy ze statkowymi oficerami.

Gdy Alikhan wszedł z kolacją, Martinez spytał go gorączkowo:

— Co się dzieje? Co ludzie mówią?

Alikhan niespiesznie postawił przed Martinezem talerz z pokrywą i rozłożył serwetki i sztućce. Potem wyprostował się i spytał:

— Milordzie, czy mógłbym zamknąć drzwi?

— Tak — odparł krótko Martinez. Starał się nie krzyczeć. Ordynans zamknął cicho drzwi.

— Lady Michi kazała doktorowi Xi złożyć raport. Złożył. Potem poprosiła kapitana Fletchera i on też sporządził raport.

— Czy wiadomo, co powiedział?

— Nie, milordzie.

Martinez zgrzytnął zębami. Bardzo chciał wiedzieć, co Fletcher powiedział dowódcy eskadry.

— Jak to przyjęli podoficerowie?

— Zbierają się w grupki, cicho rozmawiają.

— Co mówią?

Alikhan wyprostował się z godnością.

— Milordzie, niewiele do mnie mówią. Jestem tu nowy. Rozmawiają tylko z ludźmi, doktórych mają zaufanie.

Martinez zabębnił palcami po udzie. Tymczasem Alikhan spokojnie podniósł pokrywę: na talerzu leżał uwodniony filet polany wymyślnym sosem z repertuaru Perry'ego.

— Uważają kapitana za szaleńca? — spytał po chwili Martinez.

Alikhan zastanawiał się przez chwilę.

— Nie rozumieją kapitana, milordzie. Nigdy go nie rozumieli. Ale szaleństwo? Nie wiem, co by powiedział doktor, ale nie wydaje mi się, żeby przypadek kapitana pasował do definicji szaleństwa rozpoznawalnego przez podoficera.

— Właśnie — rzekł Martinez. Odpowiedź przygnębiła go. — Dziękuję, Alikhanie.

Ordynans wyszedł. Po kilku chwilach Martinez spojrzał na swój talerz i zobaczył, że jedzenie znikło. Widocznie zjadł wszystko, choć nie pamiętał, żeby jadł.

Zastanawiał się, czy nie zaprosić poruczników na nieformalne spotkanie na „Żonkilu”. Albo pierwszą porucznik Kazakow na kolację, aby omówić plany na wszelki wypadek.

Nie, to mogłoby zwrócić uwagę Fletchera na poruczników. Dzięki swej pozycji w sztabie Michi Chen, Martinez był jedną z nielicznych osób na statku, których Fletcher nie mógł legalnie zabić. Porucznicy nie mieli takiego szczęścia. Gdyby Fletcher nabrał podejrzeń, że Kazakow spiskuje z Martinezem, mogłaby znaleźć się w niebezpieczeństwie.

Wypił łyk wody — była bez smaku po podróży przez recyklery. Potem wezwał Alikhana, by sprzątnął stół. Gdy ordynans wychodził, odezwał się komunikator mankietowy Martineza.

— Martinez — zgłosił się. Serce mu podskoczyło, gdy zobaczył na displeju twarz dowódcy eskadry.

Michi wezwie mnie na naradę i we dwoje zastanowimy się, co zrobić z Fletcherem — pomyślał.

— Lordzie kapitanie, byłabym zobowiązana, gdybyś zorganizował manewry eskadry… raczej eksperyment… za trzy dni, gdy przelecimy za Termaine.

Martinez stłumił zdziwienie.

— Tak, milady. Czy to ma być jakiś szczególny eksperyment?

— Nie, tylko niech potrwa co najmniej jedną wachtę. Eskadra nie powinna zardzewieć.

— Tak jest, milady — odparł; przez chwilę miał nadzieję, że Michi poruszy sprawę zabójstwa, ale nic nie powiedziała, więc dodał: — Czy ma pani jakieś inne prośby, milady?

— Nie, milordzie. Dziękuję. Koniec transmisji.

Martinez jeszcze przez chwilę patrzył na pomarańczowy znak końca przekazu, potem oczyścił displej.

Ostatnie manewry odbyły się przed Bai-do, więc rzeczywiście nadszedł czas, by odświeżyć sprawność eskadry. Statki zostaną połączone laserami komunikacyjnymi w środowisku wirtualnym i rozegrają walkę z wrogiem albo rozdzielą się na dwie dywizje i stoczą bitwę między sobą.

Tradycyjne manewry Floty miały bardzo szczegółowy scenariusz, wynik był znany wcześniej, a załogi oceniano według kryterium wykonania przydzielonego im zadania. Michi żądała „eksperymentu”. Ten typ manewrów Martinez opracował wraz z dowódcą eskadry Do-faqiem po bitwie przy Hone-bar. W eksperymencie nie znano zawczasu wyniku bitwy, kapitanowie mogli improwizować i wypróbowywać nową taktykę.

W obecnych okolicznościach najważniejsze było jednak to, że podczas manewrów Fletcher nie przeprowadzi inspekcji i nie będzie go kusiło, by zabić któregoś z podwładnych.

Nie będzie też mógł przeprowadzić inspekcji za dwa dni, gdy eskadra będzie przelatywać w pobliżu Termaine. Wszyscy będą wtedy na stanowiskach bojowych przez dziesięć do dwunastu godzin i będą obserwować, czy Termaine spróbuje stawić opór.

Zostawał zatem tylko następny dzień, by kapitan mógł — jeśli tylko będzie chciał — przeprowadzić kontrolę. Martinez zastanawiał się, dlaczego Michi nie zarządziła manewrów na ten dzień.

Może testuje Fletchera, pomyślał. Po śmierci kolejnego podoficera będzie już wiedziała, jakie podjąć kroki.

Patrzył na uskrzydlone dzieci namalowane na ścianach gabinetu i zastanawiał się, jaki umysł musi mieć człowiek, który potrafił zamówić takie dzieło, a jednocześnie planować z zimną krwią morderstwo.

Ponieważ musiał zaplanować eksperyment, rzucił się do pracy. Kilkakrotnie zmieniał ustawienie jednostek i obsesyjnie modyfikował najdrobniejsze szczegóły. Dzięki temu nie myślał o Fletcherze, nie widział osuwającego się na ziemię Thuca i krwi bryzgającej mu wachlarzem z jego gardła.

Na noc włożył wirtualny nagłownik i rzutował do swego mózgu widok przestrzeni na zewnątrz „Prześwietnego”. Miał nadzieję, że w ten sposób jego uśpiony umysł osiągnie spokój, niemożliwy w ciągu dnia. Wydawało się to skuteczne aż do chwili, gdy Martinez obudził się z bijącym sercem, a w jego umyśle czarna pustka kosmosu przybrała barwę krwi.

Zjadł śniadanie, nawet nie widząc, co było na talerzu. Bał się, że usłyszy miarowy stukot obcasów: Fletchera, Marsdena i Mersenne, maszerujących pod jego drzwi, by wezwać go na kolejną inspekcję.

Spodziewał się tych dźwięków, a mimo to kiedy je usłyszał, niemal stracił głowę. Stał prawie na baczność, gdy Fletcher pojawił się w drzwiach. Kapitan miał na sobie mundur galowy, białe rękawiczki i nóż w zakrzywionej błyszczącej pochwie.

— Kapitanie Martinez, byłbym zobowiązany, gdyby pan z nami poszedł.

Zimne przerażenie oblepiło Martineza jak przesiąknięty deszczem płaszcz.

— Tak jest, milordzie — odparł.

Szedł ku drzwiom niemal beztrosko, wiedząc, że od tej chwili wszystko jest przesądzone, że z woli losu będzie świadkiem następnej niezrozumiałej tragedii, której nie będzie mógł zapobiec, i że za godzinę lub dwie znów złoży raport Michi Chen, a tymczasem gdzieś na statku załoganci będą skrobać krew z pokładu.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)