Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
— Jest! — krzyknął Macnamara. A więc Sula miała rację, że poszła za głosem impulsu. Dziś wszystko musi się udać.
Na wszelki wypadek spytała Spence, czy nie widzi za autem Laurajeana jakiegoś pojazdu z ochroniarzami.
Nie. Naksydzi zostawili swego sługusa bez obstawy.
Sula przygotowała karabin.
— Musisz go dopaść, zanim dojedzie do autostrady — powiedziała do Macnamary. Pojazdy na autostradzie poddawano przymusowej kontroli scentralizowanego systemu komputerowego i ich furgonetka nigdy nie zdołałaby się zbliżyć do auta kata.
— Z łatwością — odparł i przyśpieszył. — Będą z lewej. — Okna z jego strony otworzyły się i Macnamara przesunął pękaty pistolet maszynowy na uda.
Furgonetka dwa razy skręciła. Silniki jeszcze raz przyśpieszyły, potem zaczęły hamować.
— Teraz — powiedział Macnamara. Sula dotknęła kontrolek i ciche silniki przesunęły duże boczne drzwi. Smagnął ją podmuch gorącego wiatru. Fioletowy delvin był tuż tuż, tak blisko, że niemal można go było dotknąć.
W aucie siedziało trzech Terran — dwie kobiety i Laurajean. Wszyscy byli w jasnozielonych bluzach. Laurajean prowadził. Śmiali się z jakiegoś dowcipu, Laurajean wykonywał smukłą dłonią zamaszysty gest. Jego twarz nadal promieniała uniesieniem.
Rozradowany swym nieoczekiwanym rozgłosem, nie zdawał sobie sprawy, że jego gwiazdorski występ w kanale egzekucji zostanie za chwilę skasowany. Spojrzał w prawo: Sula przykładała karabin do ramienia. Zaskoczony, zmrużył oczy, nie potrafił rozpoznać, co widzi, gdy Sula wystrzeliła.
Karabin strzelał amunicją bezłuskową i niemal nie dawał odrzutu. Był samopowtarzalny i szybki; Sula władowała w auto ponad sto pocisków w niecałe dwie sekundy. Macnamara, strzelając przez okno, opróżnił mały magazynek.
Huk wystrzałów był taki, jakby kilkadziesiąt młotów uderzało w metal. Wydawało się, że części auta wręcz się rozpuszczają, odłamki szkła tworzyły kryształowe fontanny migoczące w słońcu, gumowa kompozytowa karoseria rozpadła się. Delvin skręcił i Macnamara błyskawicznie rzucił pistolet na uda, by skoncentrować się na prowadzeniu furgonetki. Sula nacisnęła guzik zasuwający boczne drzwi.
Spojrzała przez tylne okno. Delvin przejechał powoli przez trzy pasy ruchu i utknął na chodniku, omal nie uderzając w pieszego Daimonga.
Macnamara skręcił kilka razy, aż nareszcie znalazł legalne miejsce do parkowania. Do tego czasu Sula zdążyła rozłożyć broń i schować do futerałów. Potem oboje spokojnie wysiedli z furgonetki na rozgrzaną ulicę i poszli do samochodu Spence, która jechała za nimi.
Zamierzali zadzwonić za kilka godzin z anonimowego miejsca do wypożyczalni samochodów i powiedzieć, gdzie można odebrać furgonetkę. Jeśli transponder nie zamelduje się w ciągu paru minut od zamachu, nie można będzie powiązać furgonetki z tym wydarzeniem.
Zapanował nastrój dziwnego szaleństwa, a zarazem ulgi. Kiedy tylko oddalili się od Wieży Apszipar natychmiast zaczęli gorączkowo trajkotać. Jesteśmy tak rozbawieni, jak Laurajean z dwójką swych znajomych — pomyślała Sula. Jak dzieci, którym uszedł na sucho jakiś psikus.
— Kto wydał rozkaz egzekucji? — spytała Sula.
— Lady Sula! — skandowali Spence i Macnamara.
— Kto strzelał kulami?
— Lady Sula!
— Kto zabił?
— Lady Sula! — krzyknęli i wybuchnęli śmiechem.
Trzeba to zakończyć, postanowiła Sula w duchu. Nie mogą traktować tego z taką beztroską.
Jednak warto by było wydać kolejny numer „Bojownika” pod tytułem „Śmierć zdrajcy”.
Wieczorem Sula postawiła swoim ludziom wyśmienitą kolację w „Siedmiu Giermkach”. W tej restauracji gości obsługiwali dyskretni, pełni godności kelnerzy, a lista win na displeju liczyła kilkaset pozycji. Posiłek trwał całe godziny. Co dziesięć minut serwowano boskie przekąski, podawane na talerzach z prawie przezroczystej twardej porcelany Vigo. Sula poznała, że Spence i Macnamara nigdy przedtem nie byli w takim miejscu.
Ona też w zasadzie… no, niezbyt często bywała od czasu, gdy była dziewczyną o imieniu Gredel, a płaciła prawdziwa lady Sula.
— Czy mają państwo ochotę na deser? — spytał kelner. — Mamy wszystko poza Czekoladową Fantazją i Kawowym Wirem.
— A dlaczego nie macie?
Kelner pokręcił błyszczącą wygoloną głową.
— Przykro mi, ale nie ma kakao odpowiedniej jakości. Poleciłbym państwu Płonące Brzoskwinie.
— Hm. — Sula spojrzała na Macnamarę i Spence, zupełnie zrelaksowanych po wypiciu dwóch butelek wina, i uśmiechnęła się. — Nie podoba mi się życie bez Czekoladowej Fantazji — stwierdziła. — Ale może coś da się zrobić.
Przed wyjściem z restauracji poszła do szefowej kuchni i spytała, ile by dali za kakao najwyższej jakości. Szefowa skubała dolną wargę, zamyślona. — Wiadomo, interesy nie idą najlepiej, odkąd oni tu nastali.
— Interesy znacznie by się poprawiły, gdyby znów miała pani dobrą czekoladę.
— Jak dobrą? — Oczy szefowej zwęziły się.
— Kabila. Mamy sześćdziesięciopięcioprocentową i osiemdziesięcioprocentową. Import z Preowin.
Szefowa bezskutecznie próbowała zgasić ognik chciwości, który zapalił się w jej oczach.
— Ile pani tego ma? — spytała.
— A ile pani chce?
Ustaliły cenę: siedmiokrotne przebicie ceny, za jaką Sula kupiła kakao, gdy leżało w magazynie w pierścieniu.
— Dostarczę kakao jutro — rzekła. — Chcę zapłaty gotówką. Szefowa zachowywała się tak, jakby taka forma płatności nie była czymś niezwykłym. Może rzeczywiście nie była.
— Chciałabym wiedzieć, jak to robisz — powiedziała Spence, gdy wyszli z lokalu.
— A co ja takiego robię?
— Zmieniasz akcent. Innym głosem mówisz na Nabrzeżu, innym jako lady Sula, a jeszcze innym rozmawiałaś teraz z kelnerem i szefową kuchni.
Sula cofnęła się myślami do rozmów w restauracji.
— Nie przypominam sobie — odparła. — Chyba po prostu ich naśladowałam.
Ani kucharz, ani kelner nie przeciągali samogłosek w sposób charakterystyczny dla parów z Górnego Miasta, ale mówili jak klasa średnia.
— Szkoda, że ja tak nie potrafię — rzekła Spence. Późnym wieczorem Sula wróciła do swego domu.
— Dobrze się bawiłaś — zagadnął ją Jeden-Krok. — Miło spędzałaś czas bez Jednego-Kroka.
— Owszem — odparła radośnie. Wbiegła po schodkach i już otwierała drzwi do budynku cienkim plastikowym kluczem, kiedy Jeden-Krok wszedł w krąg światła, wylewającego się z okna mieszkania na parterze. Sula przez chwilę napawała się widokiem jego wilgotnych czarnych oczu.
— Jeden-Krok mógłby ci dać cudowną zabawę. Musisz tylko dać szansę Jednemu-Krokowi.
Sula zastanawiała się, jak przedstawić mu swoje stanowisko w tych sprawach. Może: „Nie spotykam się z chłopcami, którzy mówią o sobie w trzeciej osobie”?
— Może jak dostaniesz pracę — powiedziała. — Nie chciałabym zabierać ci ostatnich zenitów.
— Wydałbym ostatni minim, żeby cię uszczęśliwić. Użył pierwszej osoby, więc nagrodziła go uśmiechem.
— Co się mówi? — spytała.
— Rozruchy w Błękitnych Śluzach, tam, gdzie strzelali do ludzi — odparł Jeden-Krok. — Aresztowano tłum żałobników za zamach na oficera więziennego.