Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Lód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lód

Электронная книга - «Lód». Краткое содержание книги:

Władimir Sorokin, autor nazywany ikoną rosyjskiego postmodernizmu, tym razem zaskoczył czytelników, rezygnując z eksperymentów formalnych na rzecz efektownej i błyskotliwie opowiedzianej fabuły.
Tajemnicza sekta poluje w Moskwie na ludzi o jasnych włosach i niebieskich oczach, poddając ich tyleż dziwacznemu, co okrutnemu rytuałowi. Nieliczne ofiary, którym udało się ujść z życiem, dowiadują się, że należą do grona wybrańców; dwudziestu trzech tysięcy świetlistych bytów, które niegdyś, w wyniku fatalnej pomyłki, stworzyły Ziemię i na miliony lat popadły w niewolę, zapominając o swej prawdziwej naturze. Wreszcie, za sprawą szczęśliwego zrządzenia losu, pierwsza z nadistot odkryła prawdę o sobie i znalazła sposób, aby rozpoznać pogrążonych w nieświadomości towarzyszy.
Sorokin odwołuje się do przetworzonych przez kulturę masową wątków gnostyckich oraz idei nietzscheańskiego nadczłowieka, wykorzystując je jako pretekst do rozważań nad względnością dobra i zła, prymatem rozumu nad uczuciami. Jego przenikliwa, pesymistyczna diagnoza kondycji dzisiejszego świata stawia „Lód” w jednym szeregu z powieściami Michela Houellebecqa i Breta Eastona Ellisa.
Lód jest pierwszą moją powieścią, w której istotniejsza jest treść niż forma. Jest wynikiem rozczarowania współczesnym intelektualizmem. Cywilizacja rozpada się na kawałki, ludzie są coraz bardziej zagubieni i – czy chodzi o jedzenie, czy o miłość – stają się zwykłymi produktami technologii. Pojawia się tęsknota za czymś pierwotnym, nieskażonym. Moja powieść mówi o sekcie, która ma wiele cech organizacji totalitarnej, jednak Lód nie jest książką o totalitaryzmie, opowiada o poszukiwaniu raju utraconego. Władimir Sorokin
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 57
Перейти на страницу:

– Na ciebie, szczurza suko, też przyjdzie pora! – Dato kopnął ją.

– Gadaj, bo cię ugotujemy jak raka. – Hasan spokojnie patrzył na podrygujące ciało Pomarańcza.

– Szakro chce zgarnąć dolę za lód! – wymamrotał Pomarańcz.

– Nie pierdol, padako! Nie pierdol, padako! Nie pierdol! Nie pierdol! – Dato zaczął go kopać w twarz.

– Szczurek… – splunął Hasan. – Lej mu na jaja!

Pieka i Łom zaczęli ściągać spodnie Pomarańczowi.

– Dato! Dato! Dato! – krzyczała Natasza.

– Cicho, szczurza suko!

– Dato, przestań, przestań. Ja wszystko powiem!krzyczała Natasza.

– Cicho, szczurza suko!

– Dato, niech powie. – Hasan podszedł do Nataszy. – Mów prawdę.

– Wszystko powiem, tylko przestańcie!

Dato dał znak. Pieka przestał polewać Pomarańcza wrzątkiem.

– Mów, suko.

Natasza otarła swobodną ręką nos. Zachlipała.

– To wszystko kłamstwo. To nie Szakro. To ja.

Dato patrzył na nią.

– Po chuja?

– Ty i tak mnie rzucisz. Jak Żenkę. Wiem o tej twojej… baletnicy. A ja… a ja… w ogóle nic nie mam. Matka umierająca.

– I co?

– No… chciałam przytulić trochę kasy… Po prostu…

– I jego podkręciłaś?

Kiwnęła głową.

– Za ile?

– Po połowie.

Dato przeniósł wzrok na Hasana. Ten milczał. Natasza pochlipywała. Pomarańcz jęczał na podłodze. Dato spojrzał na Pomarańcza.

– Odwróćcie go.

Pieka i Łom położyli go na wznak. Dato przysiadł. Zajrzał w szare oczy Pomarańcza.

– Prawda.

Wyprostował się. Hasan wyciągnął rękę. Dato klepnął w nią dłonią. Odetchnął z ulgą.

– Chodź, przetrawimy to.

Wyszli do sąsiedniego pokoju. Panował tam półmrok. Widać było dużo drogich mebli.

– Tak myślałem, że nie Szakro. – Hasan wzdrygnął się z zimna. Splótł chude palce. Strzeliło mu w stawach.

– Dolę, kurwa! – Dato nerwowo się uśmiechnął. Otworzył bar. Wyjął butelkę koniaku. Nalał sobie. Wypił.

– Każda padaka, kurwa, tylko czeka, żeby ściąć mnie z Szakro. Szakale, kurwa!

– On po prostu słyszał… może od Awery, od jego ogarów… może od Dziurawego…

– Słuchaj, Hasan, a skąd wszyscy czają? Czemu, kurwa, każdy karaluch wie o lodzie?

– Mnie o to pytasz?

– A kogo mam pytać? Awerę? Żorika? Oni już, kurwa, robaki karmią. A ty żyjesz.

– Ty też żyjesz, brachu. – Hasan spojrzał na niego poważnie. – Obaj jesteśmy żywi. Póki co.

– Póki co?

– Póki rozumiemy, że trumna nie ma kieszeni.

Dato odwrócił się. Podszedł do okna. Pokołysał się na palcach. Hasan podszedł do niego. Położył mu rękę na ramieniu.

– Znasz mnie, wspólasie. Ja cudzego nie tykam. Mnie na proszek wystarcza.

Dato patrzył przez okno na wieczorną Moskwę:

– Gówno!

– Coś trzeba z nimi zrobić, wspólasie.

– Coś… – Dato zakołysał się na palcach. – Coś, kurwa…

Gwałtownie się odwrócił. Poszedł do kuchni. Hasan niespiesznie ruszył za nim.

W kącie stała masywna biała lodówka Bosch. Dato otworzył zamrażarkę. Była pełna jedzenia. Zaczął wyrzucać je na podłogę. Produkty z głuchym stukotem upadały na marmur. Pod spodem leżał duży blok lodu. Dato spojrzał na niego ze złością.

– To dlatego że nie żrę nic mrożonego… tak, suko?

Zbliżył się do Nataszy.

Pochlipywała. Odwróciła się. Hasan patrzył ponurym wzrokiem

– Bezpieczne miejsce, tak?

– No, od kiedy się baby, kurwa, zrobiły takie mądre? – Dato klepnął się po udach. – Nie rozumiem, co jest grane!

– Emancypacja – nieoczekiwanie odezwał się Pieka.

– Co? – Dato obrócił na niego wzrok.

– No… to kiedy baby mają równe prawa z facetami – wymamrotał Pieka.

Dato przyjrzał mu się uważnie. Odwrócił się do Hasana.

– Dawaj skrzynię.

Hasan wyjął komórkę. Zadzwonił:

– Podjeżdżaj.

Po paru minutach do mieszkania weszło dwóch mężczyzn ze skrzynią. Naciągnęli na ręce gumowe rękawiczki. Przełożyli bryłę lodu z zamrażalnika do skrzyni i ostrożnie wynieśli.

Dato nalał sobie wódki. Wypił duszkiem.

– Więc tak. Pomarańcza – na śmietnik.

Pomarańcz szarpnął się z całej siły. Krzyknął coś niezrozumiale. Pieka i Łom przygnietli go. Łom zarzucił pętlę na grubą, piegowatą szyję Pomarańcza.

Natasza zwymiotowała. Głowa opadła jej bezsilnie.

Pomarańcz długo charczał i rzucał się w drgawkach. Wypuszczał gazy.

W końcu ucichł.

Pieka przyciągnął z garderoby dużą niebieską plastikową walizkę na kółkach. Włożyli do niej trupa Pomarańcza. Wywieźli z kuchni. Potem z mieszkania.

Drzwi zamknęły się za nimi.

Hasan usiadł przy stole. Wyjął swoją tabakierkę. Wysypał na talerz kokainę. Zaczął ją rozcierać plastikową kartą.

Dato wyjął z kieszeni klucz. Odpiął rękę Nataszy od kaloryfera. Natasza bezsilnie rozpłaszczyła się na podłodze. Oddychała szybko. Trzęsła się.

Dato otworzył drzwi zamrażarki.

– Właź.

Natasza podniosła głowę.

– Właź, szczurza suko!

Posłusznie weszła do zamrażarki. Dato zatrzasnął drzwi. Oparł się plecami.

– Zamrożę w pizdu. I koniec.

Hasan uśmiechnął się. Wciągnął nosem kokainę. Potem jeszcze raz.

Dato wyjął papierosy. Zapalił.

Natasza ledwo dosłyszalnie skomlała w zamrażarce.

Dato palił. Hasan nacierał dziąsła kokainą.

– Znajdę sobie nową kurwę – powiedział Dato.

Hasan wstał. Podszedł do niego.

– Wyślij ją do Turcji. Do Rusrama.

– Co za Rustam, do chuja?! – Dato potrząsnął głową ze złością. – Do kostnicy, kurwa, a nie do Turcji!

– Brachu, nie rób tego.

– Spierdalaj. To moja baba.

– Baba twoja. Ale sprawa – nasza.

Natasza skowyczała i waliła w drzwiczki lodówki.

– Uciszę ją w chuj, – Dato z uporem potrząsał głową. – Przechodzona pizda!

– Daj spokój, Dato.

– Odwal się!

– Daj spokój, wspólasie.

– Odejdź, Hasan, nie drażnij mnie, do kurwy nędzy!

– Daj spokój! Wszystkich wjebiesz, baranie! – Hasan rzucił się na Dato.

– Gdzie… zabieraj łapy… – Szarpał się tamten.

– Baranie…

– Zabierz… łapy… świrze…

Bili się przy białej dużej lodówce.

– Jestem w ciąży! – dobiegło z zamrażarki.

Natychmiast przerwali walkę.

Dato odepchnął Hasana. Otworzył drzwi.

– Co?

Natasza siedziała zgięta.

– Coś powiedziała?

– Jestem w ciąży – powtórzyła cicho.

– Z kim? – burknął Dato.

– Z tobą.

Dato patrzył na nią tępo. Na jej gołe kolana. Potem na palce nóg pomalowane na ciemnogranatowo. Obok jej nóg leżał oszroniony pieróg.

Dato zapatrzył się na ten pieróg.

Natasza wypadła z zamrażarki na podłogę. Pełzła po marmurze.

– Kiedy… który? – zapytał Dato.

– Drugi miesiąc… – Wypełzła z kuchni. Poczołgała się do łazienki.

Dato ze zmęczeniem potarł nasadę nosa. Hasan klepnął go w ramię.

– No, brachu, a tyś chciał ją zamrozić!

Blokada

4.15.

Mieszkanie wynajmowane przez Komara i Wikę.

Zapuszczona łazienka, niebieskie, miejscami odłupane kafeiki, rdzawe zacieki w wannie i umywalce blade światło starej żarówki, namoczona w misce brudna bielizna.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)