Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Senni zwycięzcy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Senni zwycięzcy

Электронная книга - «Senni zwycięzcy». Краткое содержание книги:

Jedna z najbardziej znanych powieści polskiej fantastyki przed rokiem 1989, zaliczana do nurtu fantastyki socjologicznej.
„Powieść napisana jest potoczyście. Oramus ze swobodą, używając technicznych montażowych sztuczek, pokazuje nam splatające się ze sobą losy kilkudziesięciu postaci, ani razu nie tracąc kontroli nad skomplikowaną powieściową maszynerią. A oglądamy tu nie tylko przygody i zmagania ludzi lecz również ich swobodnie lewitujących i zwalczających się jaźni. Świat opisany przez Oramusa jest zły, posępny, ludzie w nim częstokroć czynią sobie wyrozumowane łajdactwa, rządzi tym światem intryga i manipulacja, lecz mimo to, nawet w tej klatce na szczury spotykamy co jakiś czas arystokratów ducha zdolnych do miłości, wielkoduszności, wreszcie — do wstydu.”
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 66
Перейти на страницу:

— Mówiłeś przecież, że stąd nie można wyjechać.

— Okazuje się, że można — rzekł Medicus nie przerywając pieszczoty. — Nie myśl o tym, pora spać.

Bardzo szybko docenił niezbędność Lindy. Był marnym ojcem, miał tego świadomość. Zaniedbywał Deograciasa coraz bardziej, w końcu postanowił oddać go anonimowo do szkoły pilotów. Płacił regularnie, uznając to za wystarczający przejaw rodzicielskiej troski. Samobójstwo Lindy rozwiązało mu ręce, ale odebrało spokój; broniąc się zastosował dawno sprawdzone antidotum — zakopał się w pracy.

W wieku jedenastu lat Deogracios został zwolniony ze szkoły z powodu wady somatycznej. Po pierwszej serii zajęć na grawitorach badania wykazały poważne skrzywienie kręgosłupa. Garb rósł w oczach. Medicus wahał się, czy nie sprowadzić chłopca na terapię, ale przestudiowawszy opinie lekarzy uznał, że przypadek jest beznadziejny. Potwierdzało je badanie okresowe, które wykonał osobiście. Wada — zbyt niska zawartość soli wapiennych w kośćcu — wynikła wskutek powikłań genetycznych. Było jasne, że eksperyment zakończył się fiaskiem, z dnia na dzień Deogracias przestał go interesować. “Zrobiłem, co do mnie należało — orzekł Medicus. — Teraz inni ludzie nauczą go życia.” Zdobycie następnego genotypu wydawało się kwestią kilku dni. Nic więcej dla niego nie istniało.

Po wysłuchaniu opowieści Deogracias siedział bez jednego ruchu.

— Nie wiem, co o panu myśleć — odezwał się wreszcie. Głos uwiązł mu w gardle, musiał odchrząknąć. — Jeszcze niedawno wiedziałem, a teraz nie wiem. W tym, co pan zrobił, jest coś ohydnego. Proszę, niech mi pan teraz pomoże… poradzi, jak żyć z tą świadomością. Po co żyć i czy w ogóle żyć. Niech mi pan odpowie.

— Nie! — krzyknął Medicus zrywając się z miejsca. — Nie wolno ci mieć takich wątpliwości!

— Nie wolno… — powtórzył mechanicznie Deogracias — nie wolno. Skazał mnie pan. Jestem więźniem?

— Udało mi się uczynić cię nowym człowiekiem…

— Nowym? — zainteresował się Deogracias. — A cóż to znaczy? — zapytał smutno. W jego głosie nie było kpiny.

Profesor wykonał w kierunku urema taki gest, jakby chciał wziąć Deograciasa za ramiona. Stanął przy nim i powoli opuścił ręce wzdłuż boków. Podczas tej sceny Deogracias nawet się nie poruszył.

— Czego chcesz? — wychrypiał Medicus zmęczonym głosem. Był w tej chwili roztrzęsionym starym człowiekiem, nie próbującym kryć swego stanu. Dyszał ciężko jak zgonione zwierzę. — Czego chcesz, do diabła?! Dałem ci władzę nad ludźmi i na dodatek dołożyłem wiedzę i mądrość, żebyś zrobił z mojego daru właściwy użytek. Dałem ci to wszystko. Czego jeszcze chcesz?

— A kto pana prosił? — zapytał Deogracias. — Władzę nad ludźmi? Dobre! Co jeszcze pan wymyślił? Wiedzę!

Wstał, wyszedł z urema, łoże z dostojnym westchnieniem uciekającego powietrza złożyło się, pulpit drgnąwszy powrócił na swoje miejsce. Deogracias stanął przed Medicusem, włożył ręce do kieszeni.

— I co z tego, że wiem — cisnął mu prosto w twarz — co z tego, że tyle wiem? Zresztą, może się panu tak tylko wydaje. Wiedza, proszę pana, jest jak zbyt obszerny kaftan — krępuje ruchy. Jeśli rzeczywiście dat mi pan wiedzę, upośledził mnie pan i uczynił wobec świata bezbronnym. Skrępował mi pan ręce. Wiedząc coś, jestem skazany na klęskę w konfrontacji z tymi, co nie wiedzą nic, gdyż męczą mnie skrupuły, od których tamci są wolni. Nauczył mnie pan patrzeć — niech będzie, że to pan — widzieć, myśleć, rozumieć, pojmować — po co? Nie przyszło panu do głowy, że są rzeczy, których nie warto wiedzieć, że nie o wszystkim pragnie się rozmyślać, nie zawsze rozumieć? Wiedza ogranicza, ciąży jak zbyteczny balast. Zanim uwiodłem pierwszą dziewczynę, obejrzałem mnóstwo filmów uświadamiających i pornograficznych, wysłuchałem instrukcji i porad urządzeń zaprogramowanych przez facetów podobnych do pana. Gdybym nie widział, nie słyszał — więc nie wiedział, z pewnością zrobiłbym to jak należy. Uwierzyłem pańskim kumplom że świat jest jak matematyka — i moja dziewczyna odeszła niezadowolona. Wiedza to garb, to bezsenne noce i pełne męczarni dni, niepotrzebne dywagacje w obliczu spraw zwyczajnych, wątpliwości na prostej drodze. Więc co, mam upaść przed panem na kolana i dziękować ze łzami w oczach, że obdarzył mnie pan podwójnym garbem?

Chciał wrócić do urema, ale urem znikł. Usiadł na najbliższym fotelu.

— Życie jest wyścigiem, dżunglą; na każdym kroku wszyscy ze sobą walczą — zapadł się w miękką jak piana gąbkę, podwinął pod siebie bose stopy. — Ilu ma pan przyjaciół? Jednego? Dwóch? Jest pan ich pewien? — zrobił krótką przerwę, ale Medicus nie zareagował. — Nikt nie jest pewien niczyjej przyjaźni i wierności, konkubina jutro pójdzie z innym, ponieważ spodobają się jej jego pieniądze, a przyjaciel zdradzi w trosce o własny spokój. Jak to jest — najpierw przez długie lata wychowywano mnie w poszanowaniu ideałów, zapewniano o wspaniałościach bycia szlachetnym, zachęcano obłudnie do bezinteresownego niesienia pomocy — a potem wypchnięto w życie, które dokładnie zaprzecza ideałom, w którym liczą się kły i pazury, pieniądze, układy i władza. Kto szybszy, kto bardziej kompromisowy, układny, ten wygrywa. Jak tu żyć w tej ruinie świata? Kto wcześniej odrzuci młodzieńcze ideały, prędzej ma szansę zostać człowiekiem przez duże C. Dorastanie jest bólem, przekleństwem; błogosławieni schizofrenicy, psychopaci i dzieci-kwiaty — wszyscy oni nie dorosną nigdy i na zawsze pozostaną szczęśliwi.

Pan mnie nie rozumie, pan należy do pokolenia starych, którzy do rzeczywistości przykładają inne kryteria, są niewolnikami przeszłego czasu, którzy siedzą, rozglądają się dookoła i pilnują dorobku całego życia. Nie jesteście w stanie zdobyć się na żaden gwałtowniejszy ruch, myśli macie spętane wielką życiową wiedzą, wiele możecie stracić a mało już zyskać, siedzicie, jesteście zachowawczy, wiecie, że tkwicie na obrotowej scenie, na karuzeli, wasz epizod już odegrany, powoli schodzicie w cień, za kulisy. Nie oszukujmy się — jeśli udało się panu coś we mnie zmienić, uczynił pan to przede wszystkim w nadziei na nieśmiertelność, potem dla innych względów równie jak nieśmiertelność prywatnych, i dopiero na samym końcu, gdzie docierają jedynie resztki intencji, stoję ja. Coś mi pan rzekomo ofiaruje, wmawia nadzwyczajną tego wartość — a ja nawet nie mogę odmówić. Przymusowe prezenty bywają kłopotliwe; dlatego, że pan coś we mnie poprzestawiał, miałbym poczuć się wyjątkowo? Pozostałem człowiekiem, a wszyscy ludzie są równi…

— Teoretycznie.

— Więc powiedz mi pan wreszcie, czym mam nad nimi dominować?

— Znasz prawo egalitarności encefalicznej? Mózgi ludzkie są prawie identyczne pod względem możliwości, predyspozycji. Dwa identyczne genotypy dają jednak z reguły odmienne fenotypy; innymi słowy start do biegu jest jeszcze równy, lecz sam bieg — niekoniecznie. To, co ma cię wyróżniać, musisz znaleźć sam. i pamiętaj: nie daj się światu zbyt wcześnie kupić, nie skuś się na słodycz, którą ci ofiaruje, aby obezwładnić. Poznaj swoją cenę. W końcu ulegniesz — jak wielu przez tobą i po tobie — ale postaraj się jak najbardziej opóźnić tę chwilę.

Świat, ludzie, ich historia, tworzone przez myślicieli ideologie nie stanowią zbioru przeczystych dokonań, myśli jedynie słusznych — najwyżej intencji; nie są galerią wspaniałych ludzi, aniołów bez skazy. Dopóki nie zobaczysz świata na własne oczy, nie zajrzysz mu do kątów, we wszystkie jego wstydliwe sprawki, dopóty pozostaniesz idealistą, a twoje życie będzie trwaniem, twoja wiedza pozorem. To tak, jakbyś spał i śnił — więc jakbyś nie żył wcale.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)