Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детское действие » Tajemnica Bezgłowego Konia
Tajemnica Bezgłowego Konia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tajemnica Bezgłowego Konia

Электронная книга - «Tajemnica Bezgłowego Konia». Краткое содержание книги:

Przygody Trzech Detektywów to amerykańska seria książek kryminalnych dla młodzieży, które mają kilku różnych autorów (Robert Arthur – twórca postaci Trzech Detektywów, William Arden, Mary V. Carey, Nick West oraz Marc Brandel), jednak sygnowane są nazwiskiem Alfreda Hitchcocka. Opowiadają one o śledztwach trzech młodych detektywów: Jupitera Jonesa, Pete'a Crenshawa oraz Boba Andrewsa. Są oni wspomagani przez swojego mistrza, samego Hitchcocka. Akcja zazwyczaj rozgrywa się w okolicach ich rodzinnego miasta, Rocky Beach, w pobliżu Hollywood.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 33
Перейти на страницу:

Pędzili wzdłuż błotnistego, porosłego zaroślami rowu. Diego rozgarnął gęste, kolczaste krzewy, odkrywając otwór ogromnej rury drenującej, która wychodziła ze zbocza wzgórza. Wtłoczyli się do niej, nie bacząc na cieknącą w niej cienką strugą wodę deszczową, i zakryli na powrót otwór krzewami. Przyciśnięci do siebie, czekali w napięciu.

– Co za dowód rzeczowy znaleźliście? – szepnął Jupiter.

Bob i Pete opowiedzieli o kluczykach i przygodzie w stajni. Diego obejrzał kluczyki w mglistym świetle, jakie wpadało do rury.

– Mówili, że zgubili klucze i musieli wyrwać gniazdko rozrusznika jakiegoś samochodu – rozważał Jupiter. – Z tego wynika, chłopaki, że byli w stajni, zanim się spaliła. To oczywiste, że nie chcą, by ktoś znalazł klucze i dowiedział się, że tam byli. Możliwe, że oni właśnie ukradli kapelusz i podrzucili go koło ogniska!

– Ale kim są? – zapytał Pete ochryple.

– Nie wiem, muszą być jednak jakoś wmieszani w pożar i aresztowanie Pica. Ja… Ciii!

Wszyscy zamilkli. Ktoś biegł drogą! Chłopcy wypatrywali przez gęste krzewy i zobaczyli trzech kowbojów-włóczęgów! Trzej groźni mężczyźni, ponurzy i milczący, przebiegli koło nich.

– Nigdy ich przedtem nie widziałem – szepnął Diego. – Jeśli pracują u pana Norrisa, to od niedawna.

– Więc co tu robią? – zapytał Pete.

– Tego właśnie musimy się dowiedzieć – odparł Jupiter.

– Ja tylko chciałbym mieć nadzieję, że już tu nie wrócą – powiedział Bob.

Chłopcy czekali, nasłuchując uważnie. Na drodze panowała cisza. Po następnych piętnastu minutach Jupiter westchnął nerwowo:

– Chyba któryś z nas musi wyjść i rozejrzeć się.

– Ja pójdę – powiedział Diego. – Ścigają Boba i Pete’a, nie mnie. I ja tu mieszkam, więc nie będą podejrzliwi.

Szczupły chłopiec wyśliznął się szybko, tak by nikt nie zauważył, skąd wyszedł. Wspiął się na drogę, skręcił w lewo, w stronę mostu i znikł im z oczu. W rurze Trzej Detektywi znowu czekali. Bob pierwszy usłyszał, że ktoś nadchodzi. Zaczął wysuwać się na zewnątrz.

– Czekaj! – szepnął Pete. – Może to nie Diego!

Czekali. Ktoś stanął na wprost rury.

– Okay, chłopaki, droga wolna.

Diego! Detektywi wysypali się z rury i Diego poprowadził ich z powrotem na most nad Santa Inez. Wskazał w kierunku gór. Daleko na północy, na ranczu Norrisów, trzej kowboje oddalali się polną drogą.

– Dali za wygraną – Diego uśmiechnął się. – Jupe, jesteśmy teraz mniej więcej w tym miejscu, w którym chcieliśmy coś sprawdzić.

– Co sprawdzić? – zapytali Bob i Pete równocześnie.

Jupiter opowiedział im o dzienniku porucznika i pokazał odbitkę.

– O rany! – wykrzyknął Pete. – Don Sebastian rzeczywiście uciekł! I musiał mieć ze sobą miecz Cortesa!

– Jestem pewien, że go miał, ale to, co porucznik napisał, nie pomoże nam w jego znalezieniu – powiedział Jupiter z westchnieniem.

– Ale napisał… – zaczął Diego.

– Nie mógł widzieć tego, co napisał – przerwał mu Jupiter. – W każdym razie nie tam… Popatrz, pisze, że wyszedł z hacjendy, to znaczy, że był po naszej stronie rzeki, czyli po stronie zachodniej. Patrzył na drugą stronę rzeki, a więc na wschód, mniej więcej z tego miejsca. Pisze, że widział wzgórze, ale kiedy się patrzy stąd, nie ma żadnych wzgórz po drugiej stronie rzeki!

Za wezbraną rzeką teren był płaski, daleko jak okiem sięgnąć.

– Pewnie – ciągnął Jupiter posępnie – musiał się pomylić. Albo w tym, gdzie był, albo w tym, co pamiętał, kiedy spisywał swój dziennik.

Chłopcy patrzyli na siebie zgaszeni.

– Ugrzęźliśmy w ślepym zaułku, chłopaki – powiedział Jupiter.

Zdeprymowani wrócili do swych rowerów i ruszyli w powrotną drogę do domu.

Rozdział 14. Alvarom czas ucieka

W nocy znów rozpadało się na dobre i lało przez cały następny dzień. Detektywi nie mieli czasu na rozmowy o mieczu Cortesa ani na podjęcie próby zidentyfikowania kluczyków samochodowych ze spalonej stajni. Po lekcjach przez całe popołudnie mieli dodatkowe zajęcia szkolne.

– Tak czy siak nie mamy żadnych nowych wskazówek – powiedział Pete smutno.

Diego odwiedził po południu Pica i pokazał mu klucze. Opisał bratu trzech kowbojów. Ale Pico nie rozpoznał kluczy i nie miał pojęcia, ani kim są trzej obcy, ani dlaczego interesowała ich spalona stajnia.

– Chyba że pan Norris ich najął, żeby nas zmusili do opuszczenia rancza – powiedział starszy Alvaro z goryczą.

Tego dnia po obiedzie Trzej Detektywi poszli raz jeszcze do biblioteki i do Towarzystwa Historycznego. Ponownie przejrzeli stare gazety, dzienniki, pamiętniki, wspomnienia i raporty armii Stanów Zjednoczonych. Ponownie odczytali też sfałszowany raport o śmierci don Sebastiana, doniesienie o dezercji sierżanta Brewstera i jego dwóch kompanów, zastanawiający list don Sebastiana, z Zamkiem Kondora w nagłówku, i ustęp z dziennika amerykańskiego porucznika, najwidoczniej nieścisły. Nie zdołali jednak znaleźć nic nowego, nic, co by wyglądało na ważne.

Deszcz padał przez całą noc i cały kolejny dzień. W regionie ogłoszono zagrożenie powodzią. Po szkole zarówno Bob, jak i Pete mieli jakieś zajęcia w domu. Diego poszedł znowu zobaczyć się z bratem, a Jupiter powlókł się znużony do Towarzystwa Historycznego kontynuować ciężką pracę detektywa.

Późnym popołudniem Bob i Pete spotkali się w Kwaterze Głównej. Zdjęli swe mokre płaszcze i w oczekiwaniu na Diega i Jupitera, skulili się przy małym elektrycznym grzejniku.

– Myślisz, Bob, że kiedykolwiek odnajdziemy ten miecz? – zapytał Pete.

– Nie wiem. Gdyby to się wszystko nie wydarzyło tak dawno… Jest pełno raportów o strzelaninie wśród wzgórz między lokalnymi Meksykanami i armią Stanów Zjednoczonych i pościgach, ale trudno powiedzieć, czy byli w to wmieszani don Sebastian albo ci trzej dezerterzy.

Z Tunelu Drugiego wyszedł Diego i wspiął się przez otwór w podłodze. Był jeszcze bardziej smutny niż przez ostatnie dwa dni. Pete i Bob patrzyli na niego zaniepokojeni.

– Czy coś się stało Picowi?! – zawołał Bob.

– Czyżby wpadł w jeszcze większe kłopoty? – zawtórował Pete.

– Nic mu się nie stało, ale sytuacja jest coraz gorsza. Dla nas wszystkich.

Nieszczęsny chłopiec zdjął kurtkę i usiadł obok detektywów przy rozpalonym grzejniku. Kręcił bezsilnie głową.

– Senor Paz sprzedał nasz dług hipoteczny panu Norrisowi.

– Nie mów! – jęknął Pete.

– Przecież obiecał czekać tak długo, aż… – zaczął Bob.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 33
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)