Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]
Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]

Электронная книга - «Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]». Краткое содержание книги:

Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 62
Перейти на страницу:

Fotografia mieszkania kapitana. Zostało ono zmontowane z części cieplarni. Za przezroczystą ścianką widać aparaturę elektronową, mikroreaktory. Na dachu zainstalowane są anteny zdalnego sterowania. Dokoła — pustynia lodowa. W szarym, zasnutym mętną mgiełką niebie świeci gwiazda Barnarda. Jej tarcza jest czterokrotnie większa od Słońca, ale światła daje niewiele więcej niż Księżyc.

Przerzucam szybko kartki dziennika pokładowego. Wszystko tu jest — i przestrogi kapitana, i sprawa łączności radiowej na początku podróży, i wykaz przedmiotów, które należy przywieźć kapitanowi… I nagle dwa słowa: „»Biegun «startuje”.

Dalej następują dziwne notatki. Wyglądają na zrobione ręką dziecka: jeden wiersz zachodzi na drugi, litery koślawe, połamane. To skutek dwunastokrotnego przeciążenia.

Z trudem odcyfrowuję słowa. Pierwsza notatka: „Wszystko w porządku, przeklęte przeciążenie… W oczach fioletowe koła”… Po upływie dwóch dni: „Nabieramy szybkości według planu. Chodzić nie można, trzeba się czołgać…” Po tygodniu: „Ciężko, bardzo (bardzo przekreślone)… Wytrzymamy. Reaktor pracuje na maksymalnych obrotach”.

Dwie strony przepuszczone. Na trzeciej, zalanej atramentem, napis na ukos: „Zdalne sterowanie uszkodzone. Jakaś przeszkoda rozprasza promieniowanie. To (przekreślone)… To koniec…” Ale na tej samej karcie u dołu wypisane innym, wyraźnym charakterem pisma: „Zdalne sterowanie przywrócone. Wskaźnik mocy wskazuje cztery jednostki.

Kapitan oddaje nam całą energię swoich mikroreaktorów i nie możemy mu w tym przeszkodzić. Poświęca się dla nas…”

Zamykam dziennik pokładowy. Teraz mogę myśleć tylko o kapitanie. Z pewnością nie spodziewał się uszkodzenia zdalnego sterowania. Znienacka zadzwonił wskaźnik…

Alarmująco dzwonił sygnał kontrolny wskaźnika. Dygocąca wskazówka opadała do zera. Wiązka radiowa napotkała przeszkodę, zdalne sterowanie było przerwane.

Kapitan stał przed przezroczystą ścianką cieplarni. Blade słońce znikało za widnokręgiem. Po lodowej płaszczyźnie przebiegały brunatne cienie. Wiatr pędził, poganiał pył śnieżny, unosił go w mętne, czerwono — szare niebo.

Uporczywie dzwonił sygnał alarmowy. Wiązka promieni radiowych rozpraszała się — nie starczało jej sił do kierowania rakietą. Zarubin patrzył na zachodzącą gwiazdę Barnarda. Za jego plecami gorączkowo miotały się błyski lamp na pulpicie nawigatora elektronowego.

Purpurowa tarcza szybko staczała się za horyzont. Na mgnienie oka zabłysły niezliczone purpurowe iskierki: ostatnie promienie załamywały się w miliardach kryształków lodu. Potem zapadła ciemność.

Zarubin podszedł do tablicy rozdzielczej. Włączył sygnał wskaźnika. Wskazówka stała nieruchomo. Zarubin przesunął dźwignię regulatora mocy. Cieplarnię napełnił huk silników układu chłodzenia. Kapitan długo naciskał dźwignię — do oporu, do ostateczności. Przeszedł na drugą stronę tablicy, zdjął ogranicznik i jeszcze dwa razy przesunął dźwignię. Huk przekształcił się w przenikliwy, świdrujący, gwiżdżący ryk.

Kapitan podszedł do ścianki, usiadł. Ręce mu drżały. Wyciągnął chustkę, otarł czoło. Przycisnął policzek do zimnej szyby.

Trzeba było czekać, aż nowe — olbrzymiej mocy sygnały — dotrą do rakiety, odbiją się od niej i wrócą.

Zarubin czekał.

Stracił rachubę czasu. Wyły mikroreaktory doprowadzone niemal do stanu wybuchu, ryczały, jęczały silniki instalacji chłodzenia. Dygotały wątłe ścianki cieplarni…

Kapitan czekał.

Wreszcie jakaś siła zmusiła go, żeby wstał i podszedł do tablicy rozdzielczej. Wskazówka czujnika mocy wróciła do zielonej kreski. Siła sygnałów była już dostateczna do sterowania rakietą. Zarubin uśmiechnął się słabo, powiedział: „No, właśnie” i spojrzał na wskaźnik zużycia. Energia zużywana była sto razy prędzej, niż przewidywały obliczenia.

Tej nocy kapitan nie spał. Układał program dla silnika elektronowego. Trzeba było zlikwidować odchylenia wywołane uszkodzeniem łączności.

Wiatr pędził po równinie fale śniegu. Nad widnokręgiem rozkwitała słaba zorza polarna.

Grzmiały oszalałe mikroreaktory wyładowując energię. To, co było skąpo obliczone na czternaście lat, w tej chwili szczodrze ulatywało w przestrzeń…

Kapitan założył program w maszynę elektronową i znużonym krokiem przespacerował się po cieplarni. Nad przezroczystym pułapem lśniły gwiazdy. Gdzieś tam „Biegun”, nabierając szybkości, pewnie mknął ku Ziemi.

Było bardzo późno, mimo to poszłam do kierownika. Przypomniałam sobie, że mówił coś o innych obrazach Zarubina.

Kierownik nie spał.

— Wiedziałem, że pani przyjdzie — rzekł wkładając pośpiesznie okulary. — Chodźmy, to jest tuż obok.

W sąsiednim pokoju oświetlonym lampami jarzeniowymi wisiały dwa nieduże obrazki. W pierwszej chwili pomyślałam, że kierownik się omylił. Wydało mi się, że to nie mogą być obrazy Zarubina. Były zupełnie niepodobne do tych, które widziałam rankiem: ani eksperymentów z farbami, ani fantastycznych tematów. Zwyczajne krajobrazy. Na jednym — droga i drzewo, na drugim — skraj lasu.

— Tak, to Zarubin — jakby odgadując moje myśli rzekł kierownik. — Został na tamtej planecie, zresztą już pani wie. Cóż, było to zuchwałe wyjście, ale jednak wyjście. Mówię to jako astronauta, jako były astronauta — kierownik poprawił niebieskie okulary, umilkł na chwilę. — Ale później Zarubin zrobił to, co pani wie… Tak… Zużył obliczoną na czternaście lat energię w ciągu czterech tygodni. Przywrócił sterowanie rakietą, wprowadził „Bieguna” na właściwą trasę. A gdy rakieta osiągnęła szybkość bliską prędkości światła, zaczęło się hamowanie ze zwykłym przeciążeniem; załoga mogła już sama kierować rakietą. Do tego czasu mikroreaktory Zarubina zużyły już prawie całą energię. I nic na to nie można było poradzić. Nic zupełnie… Wówczas właśnie Zarubin namalował te obrazy. Kochał Ziemię i życie…

Na obrazku — droga polna, wznosząca się w górę. Przy drodze — potężny, rozłożysty dąb. Namalowany w stylu Julesa Dupre, w stylu szkoły Barbizońskiej: krępy, żylasty, pełen życia i sił. Wiatr pędzi postrzępione obłoki. Nad rowem przydrożnym leży kamień — zda się, że przed chwilą siedział na nim wędrowiec… Każdy szczegół namalowany starannie, z uczuciem, z niezwykłym bogactwem barw i odcieni.

Drugi obraz jest nie skończony. To las wiosną. Wszystko pełne powietrza, światła, ciepła… Zdumiewające, złociste tony… Zarubin znał duszę farb.

— To ja przywiozłem te obrazy na Ziemię — powiedział cicho kierownik.

— Pan?!

— Tak.

Głos kierownika brzmiał głębokim smutkiem, jakby poczuciem winy.

— W tych materiałach, które pani dałem, brak zakończenia. Bo dotyczy ono już innych wypraw… „Biegun” wrócił na Ziemię i natychmiast została wysłana ekspedycja ratunkowa. Zrobiono wszystko, aby rakieta doleciała do gwiazdy Barnarda możliwie jak najprędzej. Załoga zgodziła się odbyć całą drogę z sześciokrotnym przyśpieszeniem. Dotarli do tej planety — i nie znaleźli cieplarni. Dziesiątki razy ryzykowali życiem — ale nie znaleźli… Potem — było to już po wielu latach — posłano mnie. W drodze mieliśmy awarię… O, właśnie… — kierownik podniósł rękę do okularów. — Ale dolecieliśmy. Znaleźliśmy cieplarnię i obrazy… I ostatnią notatkę kapitana.

— Co w niej było?

— Tylko te słowa: „Naprzód, wbrew temu, co możliwe”.

Patrzyliśmy na obrazy. Nagle uprzytomniłam sobie, że Zarubin malował je z pamięci. Otaczały go lody, złowrogo świeciła purpurowa gwiazda Barnarda… A on mieszał na palecie ciepłe, słoneczne farby… W dwunastym paragrafie ankiety Zarubin mógłby napisać: „Pasjonuję się, nie, kocham, do szaleństwa kocham naszą Ziemię, jej życie, jej ludzi…”

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)