Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Daj Mi Szansę, Tiffany». Краткое содержание книги:

Członkowie rodziny Santinich od początku okazywali Tiffany wrogość, ponieważ uważali, że wyszła za mąż za dużo starszego od siebie Philipa dla jego pieniędzy. Tymczasem Philip ujął ją swoim czarem osobistym, kulturą i dobrocią i pewnie do tej pory żyliby w zgodzie, gdyby nie tragiczny wypadek. Po śmierci męża Tiffany wraz z dziećmi schroniła się w starym domu w Bittersweet, aby znaleźć się jak najdalej od jego rodziny. Nie była więc zachwycona, gdy pewnego dnia odwiedził ją brat nieżyjącego męża. Czyżby przyjechał na przeszpiegi?
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 49
Перейти на страницу:

John przykucnął przed nią.

– Będzie wesele, ale z jedną panną młodą – powiedział do dziecka. – Ma na imię Brynnie i będzie bardzo szczęśliwa, jeśli i ty tam będziesz. – Podniósł się, dodając: – Jeśli wszyscy przyjdziecie.

– Nie licz na to – rzuciła ostro Tiffany, ale po chwili zrobiło się jej przykro, że aż tak obcesowo potraktowała ojca. – Będziemy zajęci.

– Rozumiem – uśmiechnął się smutno, ale już więcej nie nalegał. – Do zobaczenia. – Wcisnął stetsona na głowę i po chwili już go nie było.

– Dziwny gość – zauważył Stephen. Podszedł do okienka w holu i patrzył za odjeżdżającym. Tiffany też rzuciła okiem na lśniącą srebrzyście półciężarówkę, nowiutką, jeszcze na próbnych numerach. – Bogaty typ, co? – spytał chłopak.

– Tak mówią.

– Może powinnaś być dla niego miła, mamo, i iść na to wesele.

– Żeby mi coś zapisał w testamencie? – spytała z ironią, wznosząc oczy do góry. – O, co to, to nie, Stephen. Pieniądze to nie wszystko.

– Ale przecież to twój tata.

– To zależy, co rozumiemy przez słowo „tata” – ucięła. – Skończmy na razie tę rozmowę, bo muszę teraz ubrać Christinę. Idź do kuchni i zjedz śniadanie. Potem pogadamy na poważnie.

– O czym?

– Zaczniemy od Milesa Deana, a skończymy na Isaacu Wellsie. – Tiffany wzięła Christinę na ręce i weszła na schody.

– Powiedziałem ci już wszystko, co wiem.

– Ale ja to wszystko zapomniałam, więc powtórzysz jeszcze raz. Idziemy, Chrissie, czas na kąpiel.

– Nie chcę!

– Jaka szkoda! – Tiffany roześmiała się i dotknęła palcem małego noska córki. – Nie chcesz, ale musisz. Jesteś utytłana jak świnka.

– J.D. Santini – przedstawił się J.D., wyciągając rękę do chudego mężczyzny o ostrych rysach, siedzącego za biurkiem w niewielkim kantorze. Budynek wydawał się opustoszały; inni właściciele firm na pierwszym piętrze już pozamykali biura na weekend. – Dziękuję, że zechciał mnie pan przyjąć. W miasteczku mówią, że w niedzielę szykuje się duża uroczystość u was w rodzinie.

Jarrod Smith uśmiechnął się i wzruszył ramionami.

– Mam tak rozległą rodzinę, że zawsze się coś dzieje – rzekł z ironicznym grymasem. – Mama wprawdzie wychodzi za mąż, więc oczywiście będzie duża feta. Proszę siadać. – Jarrod wskazał gościowi jedno z dwóch krzeseł stojących naprzeciw starego, metalowego biurka. Plastikowe siedzenie zaskrzypiało niebezpiecznie, protestując przeciw ciężarowi J.D.

– Od razu przejdę do rzeczy. Słyszałem, że zajmuje się pan prywatnym śledztwem w sprawie zniknięcia Isaaca Wellsa.

Jarrod skinął głową i w milczeniu świdrował wzrokiem J.D.

– Przyszedłem do pana, ponieważ policja interesuje się moim bratankiem i chciałbym wiedzieć, dlaczego.

– Ludzie mówią, że chłopak wdał się wczoraj w bójkę z Milesem Deanem – powiedział Jarrod.

– Ma taką śliwę pod okiem, że przez tydzień mu nie zejdzie.

– Podobno policja znalazła przy nim komplet kluczy. Uważają, że należały do starego.

– Przecież chłopak z pewnością nie zrobił mu krzywdy.

– Nie ma dowodów, że ktokolwiek skrzywdził Wellsa. Isaac mógł się stąd wynieść dobrowolnie – uprzytomnił gościowi Jarrod. Wziął z biurka ołówek i bawił się nim machinalnie. – Pod jednym względem zgadzam się z panem. Chłopak sprawia kłopoty, i to od początku, odkąd Tiffany Santini wraz z dziećmi przeprowadziła się do naszego miasta. Balansuje na granicy prawa. Do tej pory miał na koncie raczej drobne sprawki, ale historia z Wellsem to zupełnie inny kaliber.

J.D. wyczuł w Jarrodzie przyjazną duszę.

– Więc co się w końcu wydarzyło? – spytał.

– Dobre pytanie – pokiwał głową Jarrod. – Zazwyczaj ludzie nie znikają jak kamfora. Wcześniej czy później musi się pojawić jakiś ślad.

– Wells żyje?

– Nie wiem, ale mam taką nadzieję.

J.D. poczuł, jak coś go ściska w żołądku. W co ten Stephen się wdał? Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął książeczkę czekową.

– Ile będą kosztowały dowody, że chłopak nie ma z tym nic wspólnego?

– I tak pracuję nad tą sprawą – obruszył się Jarrod.

– Rozumiem, ale to się przecież wiąże z kosztami. – J, D. wyjął długopis z pojemnika na biurku, gotów do wypełnienia czeku.

– Proszę uwierzyć, że co jak co, ale akurat pieniędzy mi nie brakuje – powiedział Jarrod z nieco cynicznym uśmiechem. Wstał i wyciągnął rękę. – Będę z panem w kontakcie.

J.D. nie pozostawało nic innego, jak się pożegnać. Nie był jednak zadowolony z tej wizyty.

– Czułbym się pewniej, gdybyśmy zawarli formalną umowę – zauważył.

– Ma pan moje słowo. To wystarczy – rzekł z naciskiem Jarrod. – Może pan być pewny, że dowiem się, co spotkało Isaaca, choćbym miał poruszyć niebo i ziemię.

– Synku, a teraz chcę usłyszeć całą tę historię od początku do końca – zażądała Tiffany, zmieniając pas. Jechali na zakupy. Pani Ellingsworth zaofiarowała, że zaopiekuje się Christiną, więc byli tylko we dwójkę. Stephen z obawy przed wypytywaniem wcale nie kwapił się, by towarzyszyć matce, ale ona jak zwykle postawiła na swoim.

– Co mam mówić?

– Prawdę – zasugerowała, wjeżdżając na dwupasmówkę. Po chodniku, wzdłuż jezdni, biegli amatorzy joggingu, do pobliskiego parku zmierzali właściciele psów ze swoimi ulubieńcami, widać też było młode kobiety prowadzące dziecięce wózki. – Czy klucze, które znalazła przy tobie policja, rzeczywiście należały do Isaaca Wellsa?

Stephen, ze wzrokiem wbitym w szybę, tylko wzruszył ramionami.

– Tak czy nie? Tylko nie próbuj mydlić mi oczu, że znalazłeś je w parku. Było zupełnie inaczej, o czym obydwoje dobrze wiemy.

– Dobra, powiem ci – odparł z błyskiem buntu w oczach. – To jego klucze.

– Och, Stephen – jęknęła z rozpaczą Tiffany.

– Sama mnie zmusiłaś.

– Muszę znać prawdę. Wysłucham cię do końca.

– I o co tyle hałasu? – spytał żałośnie, głosem skrzywdzonego dziecka.

– Nie bagatelizuj sprawy, bo jest poważna. Ten człowiek zaginął bez wieści. Nikt nie wie, co się z nim stało, i czy w ogóle jeszcze żyje. A ty w tej sytuacji pozwalasz sobie na kłamstwa.

– Ale to naprawdę nic takiego. – Znów wzruszył ramionami, odgarniając opadające na oczy włosy, a po chwili potarł dłonią łokieć z wyrazem zakłopotania. – Mówiłem ci już, że Miles Dean założył się ze mną o te klucze.

– Owszem, ale wtedy powiedziałeś, że ich nie wziąłeś. Mówiłeś, że jak zobaczyłeś pana Wellsa na ganku, to się rozmyśliłeś.

Stephen przygryzł zębami dolną wargę. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego.

– Naprawdę widziałem wtedy pana Wellsa. Siedział na ganku, tak jak mówiłem. Tylko że ja już wcześniej ściągnąłem te klucze. On nic nie mówił, tylko patrzył, a ja uciekłem.

– Musisz powiedzieć to policjantom – stwierdziła z determinacją Tiffany.

– Wiem. – Stephen gapił się przez okno, z ramionami opuszczonymi jak u szmacianej lalki. Istna kupka nieszczęścia.

– Dlaczego wcześniej tego nie zrobiłeś?

– Bo… – Stephen nerwowo przełknął ślinę -…bo Miles mnie postraszył, że jak pisnę chociaż słówko, to nas wszystkich pozabija.

– Dałeś mu te klucze?

– Nie! – powiedział głośno i stanowczo. – Sam nie wiem czemu, ale czułem, że to nie będzie w porządku, więc schowałem je w swoim pokoju. A potem pomyślałem sobie, że dobrze byłoby je podrzucić z powrotem na ranczo, ale… Nie miałem już okazji. Wszystko było opieczętowane przez policję, i jeszcze ta żółta taśma, jak dookoła miejsca zbrodni… – Chłopcem wstrząsnął dreszcz. – Postanowiłem wytrzeć swoje odciski palców i pozbyć się kluczy. Właśnie miałem to zrobić, kiedy natknąłem się na Milesa w Minimarcie.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)