Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]
Radio Darwina [Darwin's Radio - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]

Электронная книга - «Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]». Краткое содержание книги:

Wyklęty paleontolog Mitch Rafelson odkrywa w Alpach w spoczywające od dziesiątków tysięcy lat w nieznanej jaskini ciała rodziny neandertalczyków. Biolog molekularna Kaye Lang uważa, że w DNA człowieka, niby śpiący rycerze z legend, skrywają się pradawne choroby, które miliony lat czekają tylko na wezwanie, aby móc znowu zarażać i zabijać.
I w bardzo niedalekiej przyszłości, budzą się demony, z naszego genomu wyłania wirus, którego nazwa przypomina imię indyjskiego boga śmierci, Śiwy. Ludzkości zagraża zagłada, gdyż wirus powoduje poronienia u wszystkich zarażonych kobiet. Władze podejmują radykalne środki, dochodzi do zamieszek, prześladowań kobiet. Nieliczni, w tym Lang i Rafelson, w zagrożeniu widzą nadzieję, w chorobie, bólu, przemocy dostrzegają bóle porodowe ludzkości, które poprzedzają ogromny skok ewolucyjny, przyjście na świat nowego człowieka. Prześladowani i potępiani, ścigają się z czasem, aby rozwiązać największą zagadkę w dziejach rodu ludzkiego i powstrzymać oszalały świat.
Arcydzieło wysoko naukowej fantastyki autorstwa zdobywcy nagrody Nebula, według wielu krytyków najlepsza książka SF w USA w roku 1999. Prawdziwy, przedstawiony z ogromnym rozmachem i wnikliwością obraz nauki i nas, ludzi, postawio-nych przed obliczem być może największego zagrożenia w jej dziejach.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 131
Перейти на страницу:

— Dziękuje — powiedział Brock. — Mam nadzieję, że ma pan rację, doktorze Rafelson. Byłoby to cudowne znalezisko.

Przed wyjściem ukłonili się lekko, uprzejmie.

12

Centers for Disease Control and Prevention, Atlanta
Wrzesień

— Dziewice nie łapią naszej grypy — powiedział Dicken, podnosząc wzrok znad papierów i wykresów zalegających na jego biurku. — To chcecie mi oznajmić? — Uniósł czarne brwi, aż jego szerokie czoło wyglądało jak tarka, pomarszczone wątpliwościami.

Jane Salter pochyliła się, aby raz jeszcze nerwowo poprawić dokumenty, rozkładając je na biurku Dickena z troskliwą nieodwracalnością. Szelest ożywił betonowe ściany jego pokoju w piwnicach.

Wiele gabinetów na dolnych piętrach Budynku nr 1 w Centers for Disease Control and Prevention przebudowano z laboratoriów pracujących nad zwierzętami i pomieszczeń z klatkami. Wzdłuż ścian pozostały betonowe rynny. Dicken miał czasami wrażenie, że nadal czuje smród środków odkażających i małpich odchodów.

— To najbardziej zaskakujący wniosek, jaki mogę wyciągnąć z danych — potwierdziła Salter. Była jednym z najlepszych statystyków, jakich mieli, specjalistką od najróżniejszych komputerów, które wykonują większość prac związanych z poszukiwaniem, modelowaniem i przechowywaniem danych. — Czasami łapią ją mężczyźni, a przynajmniej testy to potwierdzają, ale nie mają objawów. Są nosicielami zakażającymi kobiety, ale nie innych mężczyzn. I… — Zabębniła palcami na blacie biurka. — Nie możemy znaleźć tego, kto mógł ich zakazić.

— A zatem SHEVA jest specjalistką — powiedział Dicken, kręcąc głową. — Skąd u licha to wiemy?

— Spójrz na przypis, Christopherze, i komentarz: „Kobiety w stałych związkach z partnerami albo mające rozległe doświadczenie seksualne”.

— Ile przypadków znamy dotychczas — pięć tysięcy?

— Sześć tysięcy dwieście kobiet i jedynie sześćdziesięciu czy siedemdziesięciu mężczyzn, wyłącznie partnerów zakażonych kobiet. Jedynie ciągłe i powtarzające się ryzyko kontaktu przenosi retrowirusa.

— To nie takie głupie — powiedział Dicken. — Czyli jednak przypomina HIV.

— Racja — przyznała Salter, zaciskając usta. — Bóg zesłał go na kobiety. Zakażenie zaczyna się od błony śluzowej nosa i oskrzeli, przechodzi w łagodne zapalenia zębodołów, wnika do krwiobiegu, wywołuje łagodne zapalenie jajników… A potem mija. Lekki ból, trochę kaszlu, bólu brzucha. A jeśli kobieta zajdzie w ciążę, są bardzo wielkie szanse na poronienie.

— Mark powinien być w stanie to sprzedać — stwierdził Dicken. — Pogorszmy jednak sprawę. Musimy postraszyć poważniejszą grupę głosujących niż młode kobiety. Co z sektorem geriatrycznym? — Patrzył na nią z nadzieją.

— Starsze kobiety się nie zarażają — odpowiedziała. — Nikt poniżej czternastego i powyżej sześćdziesiątego roku życia. Popatrz na rozkład. — Pochyliła się i wskazała wykres. — Średni wiek to trzydzieści jeden lat.

— To zbyt szalone. Mark chce, abym do czwartej po południu się w tym rozeznał i wzmocnił stanowisko naczelnej lekarz.

— Kolejna narada? — Spytała Salter.

— Z udziałem szefa sztabu i doradcy naukowego prezydenta. To dobre, przerażające, ale znam Marka. Przejrzyj raz jeszcze pliki — może natrafimy na kilka tysięcy zgonów w wieku starszym w Zairze.

— Mam szachrować danymi?

Dicken uśmiechnął się chytrze.

— No to pocałuj się gdzieś, sir — powiedziała Salter łagodnie, unosząc wyzywająco głowę. — Nie dostaliśmy więcej danych z Gruzji. Może powinieneś zadzwonić do Tbilisi — poradziła. — Albo do Stambułu.

— Milczą jak głazy — odparł Dicken. — Nigdy nie byłem w stanie mocniej nimi potrząsnąć, a teraz nie chcą przyznać, że mają jakiekolwiek przypadki. — Spojrzał na Salter.

Ta zmarszczyła nosek.

— Proszę, choćby jedna starsza pasażerka z Tbilisi mdlejąca w samolocie — podsunął jej Dicken.

Salter wybuchnęła śmiechem. Zdjęła okulary, wytarła je i założyła ponownie.

— To nic śmiesznego. Wykresy wyglądają poważnie.

— Mark chce budować dramaturgię. Wije się jak marlin na żyłce.

— Polityka to dla mnie czarna magia.

— Też tak chciałbym — powiedział Dicken. — Im jednak dłużej tu jestem, tym bardziej ją kapuję.

Salter rozejrzała się po pokoiku, jakby zacieśniał się wokół niej.

— Już skończyliśmy, Christopherze?

Dicken się uśmiechnął.

— Odzywa się klaustrofobia?

— W tym pokoju — odparła Salter. — Czy tego nie słyszysz? — Pochyliła się nad biurkiem z nerwową miną. Dicken nie zawsze wiedział, czy Jane Salter żartuje, czy jest poważna. — Wrzasków małp?

— Cóż — odparł Dicken z kamienną twarzą. — Staram się jak najdłużej utrzymać w grze.

W gabinecie dyrektorskim w budynku nr 4 Augustine szybko przejrzał statystyki, przerzucił dwadzieścia stron liczb i sporządzonych przez komputer wykresów, rzucił je na biurko.

— Wszystko bardzo ładnie — powiedział. — W tym tempie do końca roku wypadniemy z gry. Nie wiemy nawet, czy SHEVA wywołuje poronienie u każdej ciężarnej kobiety, ani czy jest choćby łagodnym teratogenem. Chryste. Myślałem, że to będzie to, Christopherze.

— I jest. Budzi strach i zainteresowanie.

— Nie doceniasz nienawiści republikanów do CDC — odparł Augustine. — Nienawidzi nas National Rifle Association. Wielkie kompanie tytoniowe nienawidzą nas, gdyż wchodzimy im w paradę. Czy widziałeś ten cholerny billboard tuż przy autostradzie?

— Niedaleko lotniska? „Wreszcie końcówka warta dotknięcia ust”.

— O czym to — o camelach? Marlboro?

Dicken ze śmiechem pokręcił głową.

— Naczelna lekarz pakuje się w lwią paszczę. Christopherze.

— Niezbyt jest ze mnie zadowolona.

— Zawsze pozostają wyniki, które przywiozłem z Turcji — powiedział Dicken.

Augustine podniósł ręce i odchylił się w fotelu, chwytając palcami skraj biurka.

— Jeden szpital. Pięć poronień.

— Pięć na pięć ciąż, sir.

Augustine pochylił się nad biurkiem.

— Poleciałeś do Turcji, bo nasz kontakt powiadomił o wirusie, który może spędzać płody. Ale skąd Gruzja?

— Pięć lat temu w Tbilisi wystąpiło wiele poronień. Nie mogłem dowiedzieć się tam niczego, to znaczy niczego oficjalnie. Trochę popiłem z przedsiębiorcą pogrzebowym — nieoficjalnie. Powiedział mi, że w tym samym czasie był wielki wysyp poronień w Gordi.

Augustine przedtem o tym nie słyszał. Dicken pominął tę część w swoim raporcie.

— Mów — rzucił, acz niezbyt zainteresowany.

— Były jakieś kłopoty, nie wiedział dokładnie jakie. No to… Pojechałem do Gordi, a miasteczko otaczał kordon policyjny. Popytałem tu i ówdzie na przystankach przy miejscowych drogach i usłyszałem o dochodzeniu ONZ, z udziałem Rosjan. Zadzwoniłem do ONZ. Powiedzieli mi, że poprosili o pomoc Amerykankę.

— Była nią…

— Kaye Lang.

— Rany — powiedział Augustine, zaciskając usta w nikłym uśmiechu. — Sława dnia. Wiesz o jej pracach nad HERV?

— Oczywiście.

— No to… Pomyślałeś, że ktoś z ONZ trafił na coś i potrzebuje jej rady.

— Przyszło mi to do głowy, sir, ale ściągnęli ją, bo się zna na medycynie sądowej.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 131
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)