Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
— Nu, što ž, ciapier, ja spadziajusia, vy ŭspomnili majo prozvišča?
Ale Sciopa tolki saramliva ŭsmichnuŭsia i razvioŭ rukami.
— Adnak! Ja adčuvaju, što pasla harełki vy pili partviejn! Boža, dy chiba ž hetak možna rabić?
— Ja chaču paprasić u vas, kab heta zastałosia miž nami, — pasprabavaŭ paddobrycca Sciopa.
— Nu, viadoma, viadoma! Ale za Chustava ja, samo saboj razumiejecca, nie ručajusia.
— A vy chiba viedajecie Chustava?
— Učora ŭ vas u kabiniecie bačyŭ hetaha čałavieka mimachodź, ale varta tolki kinuć vokam na jaho tvar, kab zrazumieć, što svołač, zvodnik, platkar, prystasavaniec i padchalim.
„A ŭsio praŭda!” — padumaŭ Sciopa, uražany hetakim pravilnym, dakładnym i karotkim vyznačenniem Chustava.
Sapraŭdy, učarašni dzień składaŭsia z kavałačkaŭ, ale tryvoha nie adpuskała dyrektara Varjete. Sprava ŭ tym, što ŭ hetym dni čarnieła vializnaja dzirka. Voś hetaha samaha nieznajomca, vola vaša, Sciopa ŭ svaim kabiniecie ŭčora nijak nie bačyŭ.
— Prafiesar čornaj mahii Vołand, — važka pramoviŭ naviedvalnik i raskazaŭ usio pa paradku.
Učora ŭdzień jon pryjechaŭ z-za miažy ŭ Maskvu, adrazu ž naviedaŭ Sciopu i prapanavaŭ svaje hastroli ŭ Varjete. Sciopa patelefanavaŭ u Maskoŭskuju abłasnuju kamisiju vidoviščaŭ i pytannie hetaje ŭzhadniŭ (Sciopa pabialeŭ i zamirhaŭ vačyma), padpisaŭ z prafiesaram Vołandam kantrakt na siem vystuplenniaŭ (Sciopa raziaviŭ rot), damovilisia, što Vołand pryjedzie da jaho dla ŭdakładniennia detalaŭ u dziesiać hadzin ranicy sionnia… Voś Vołand i pryjechaŭ!
Jak tolki ŭvajšoŭ, jaho spatkała chatniaja rabotnica Hrunia, jakaja rastłumačyła, što sama jana tolki što pryjšła, što jana prychodziačaja, što Bierlijoza doma niama, a kali vizicior choča bačyć Sciapana Bahdanaviča, to niachaj idzie ŭ spalniu sam. Sciapan Bahdanavič hetak mocna spić, što pabudzić jaho jana nie biarecca. Pasla taho jak artyst uhledzieŭ, jaki Sciapan Bahdanavič, jon vypraviŭ Hruniu ŭ hastranom pa harełku i zakuś, u apteku pa lod i…
— Dazvolcie različycca z vami, — praskuholiŭ zniščany, pieramožany Sciopa i pačaŭ šukać kašalok.
— Vo, jakoje hłupstva! — uskliknuŭ hastralor i nie chacieŭ bolej ničoha słuchać.
Takim čynam, harełka i zakuś zrazumieła adkul, i ŭsio ž na Sciopu škada było hladzieć: jon zusim nie pamiataŭ ničoha pra kantrakt i, choć zabi, nie bačyŭ učora hetaha Vołanda. Tak, Chustaŭ byŭ, a Vołanda nie było.
— Dazvolcie zirnuć na kantrakt, — cicha paprasiŭ Sciopa.
— Kali łaska, kali łaska…
Sciopa zirnuŭ na papieru i akamianieŭ. Usio było na svaich miescach. Pieršaje, ułasnaručny zalichvacki Sciopaŭ podpis! Kasy nadpis zboku rukoj findyrektara Rymskaha z dazvołam vydać artystu Vołandu ŭ lik jahonych tryccaci piaci tysiač za vystuplenni dziesiać tysiač rubloŭ. Navat bolej: tut ža i raspiska Vołanda, što jon hetyja dziesiać tysiač užo atrymaŭ!
„Što ž heta takoje?!” — padumaŭ niaščasny Sciopa, i hałava ŭ jaho zakružyłasia. Pačynajucca złaviesnyja pravały ŭ pamiaci?! Ale dalejšaje zdziŭlennie pasla taho, jak byŭ pakazany kantrakt, było b prosta nieprystonnaje. Sciopa paprasiŭ u hoscia dazvołu na chvilinku vyjsci i, jak byŭ u škarpetkach, pabieh u piaredni pakoj da telefona. Pa darozie jon kryknuŭ na kuchniu:
— Hrunia!
Ale nichto nie adazvaŭsia. Tut jon zirnuŭ na dzviery ŭ Bierlijozaŭ kabiniet, jakija byli pobač z piarednim pakojem, i ŭtrupianieŭ. Na ručcy dzviarej jon uhledzieŭ vializnuju surhučnuju piačatku na viaroŭcy. „Pryviet! — raŭnuŭ u Sciopavaj hałavie niechta. — Hetaha jašče nie chapała!” I tut Sciopavy dumki pajšli ŭžo pa dvajnym rejkavym puci, ale, jak i zaŭsiody byvaje ŭ čas katastrofy, u adzin tolki bok i naohul čortviedama kudy. Kašu ŭ Sciopavaj hałavie ciažka navat pieradać słovami. Tut i djabalščyna z čornym bieretam, chałodnaju harełkaju i nievierahodnym kantraktam, a da hetaha ŭsiaho, nacie vam, i piačatka na dzviarach! Kamu chočaš skažy, što Bierlijoz niešta natvaryŭ — nie pavierać, dalboh, nie pavierać! Adnak piačatka, voś jana!
I tut zavarušylisia ŭ Sciopavaj hałavie niejkija niepryjemnyja dumki pra artykul, jaki jon, jak na złosć, niadaŭna ŭpior Michaiłu Alaksandraviču dla drukavannia ŭ jaho časopisie. I artykul, miž nami kažučy, durny! I nikčemny, i hrošy maleńkija…
Adrazu ž usled za ŭspaminam pra artykul pryjšła na pamiać niejkaja sumnicielnaja razmova, jakaja, pamiatajecca, adbyłasia dvaccać čacviortaha krasavika viečaram voś tut, u stałoŭcy, kali Sciopa viačeraŭ razam z Michaiłam Alaksandravičam. Nu, pa-sapraŭdnamu razmovu sumnicielnaju nielha nazyvać (nie pajšoŭ by Sciopa na takuju razmovu), ale havorka była na niejkuju niepatrebnuju temu. Zusim možna było jaje, hramadzianie, i nie čapać. Da piačatki, niesumnienna, razmova hetaja mahła ličycca hłupstvam, drobiazziu, ale voś pasla piačatki…
„Ach, Bierlijoz, Bierlijoz! — uskipała ŭ Sciopavaj hałavie. — Što heta ŭ hołaŭ lezie?”
Ale haravać doŭha nie było kali, i Sciopa nabraŭ numar findyrektara Varjete Rymskaha. Stanovišča ŭ Sciopy było dalikatnaje: pieršaje, čužaziemiec moh pakryŭdzicca, što Sciopa praviaraje jaho pasla taho, jak pakazany kantrakt, dy i z findyrektaram havaryć było ciažka. Na samaj spravie, nie spytaješsia ž u jaho adkryta: „Skažycie, ci nie zaklučaŭ ja ŭčora z prafiesaram čornaj mahii kantrakt na tryccać piać tysiač rubloŭ?” Hetak pytacca nielha.
— Słuchaju, — pačuŭsia ŭ słuchaŭcy rezki, niepryjemny hołas Rymskaha.
— Dzień dobry, Ryhor Daniłavič, — cicha zahavaryŭ Sciopa, — heta Lichadziejeŭ. Voś jakaja sprava… hm… hm… u mianie siadzić hety, jak jaho… e… artyst Vołand… Dyk voś… ja chacieŭ spytać, jak nakont sionniašniaha viečara!..
— A, čorny mah? — adazvaŭsia ŭ słuchaŭcy Rymski. — Afišy zaraz buduć.
— Aha, — słabym hołasam skazaŭ Sciopa, — nu, pakul…
— A vy skora pryjdziecie? — spytaŭ Rymski.
— Praz paŭhadziny, — adkazaŭ Sciopa, paviesiŭ słuchaŭku i scisnuŭ haračuju hałavu rukami. Voś jak atrymlivajecca ŭsio drenna! Što ž heta z pamiacciu, hramadzianie?
Adnak bolej zatrymlivacca ŭ piarednim pakoi było niajomka, i Sciopa adrazu ž skłaŭ płan: jak možna schavać svaju niapamiatlivasć, a ciapier najpierš chitra vypytać u čužaziemca, što jon, ułasna, zbirajecca pakazvać sionnia ŭ davieranym Sciopu Varjete?
Tut Sciopa adviarnuŭsia ad aparata i ŭ lustry, jakoje daŭno nie vycirała lanivaja Hrunia, vyrazna ŭbačyŭ niejkaha dziŭnaha subjekta — doŭhaha, jak pruhło, i ŭ piensne (ach, kab byŭ tut Ivan Mikałajevič! Jon paznaŭ by hetaha subjekta adrazu!) A toj adlustravaŭsia i adrazu ž znik. Sciopa tryvožna zirnuŭ hłybiej u piaredni pakoj i druhi raz jaho hajdanuła, bo ŭ lustry prajšoŭ vializny čorny kot i znik.
U Sciopy serca joknuła, jon pachisnuŭsia.
„Što ž heta takoje? — padumaŭ jon. — Ci nie varjacieju ja? Adkul hetyja postaci?!” — Jon zazirnuŭ u piaredni pakoj i spałochana zakryčaŭ:
— Hrunia! Što heta za kot tut u nas šlajecca? Adkul jon? I chto jašče z im?
— Nie chvalujciesia, Sciapan Bahdanavič, — adazvaŭsia hołas, ale nie Hrunin, a hoscia sa spalni, — heta moj kot. Nie chvalujciesia. A Hruni niama, ja adpraviŭ jaje ŭ Varoniež, na radzimu, jana skardziłasia, što vy daŭno nie dajacie joj adpačynak.
Słovy hetyja byli takija niečakanyja i niedarečnyja, što Sciopa vyrašyŭ: halucynacyja. Spałochana jon pabieh u spalniu i zamior na parozie. Vałasy zavarušylisia, a na łbie drobnieńka vystupiŭ pot.
Hosć siadzieŭ u spalni, ale ŭžo nie adzin, a z kampanijaj. Na druhim kresle toj samy typ, što ŭznik u piarednim pakoi. Ciapier jaho dobra było vidać: vusy-piorki, škielca piensne pabliskvaje, a druhoha škielca niama. Ale ŭ spalni byli rečy i namnoha horšyja: na juvieliršynym pufie pachabna razlohsia niechta treci, a mienavita — žudasnych pamieraŭ čorny kot z kiliškam harełki ŭ adnoj łapie i videlcam, na jaki jon uspieŭ padčapić marynavany hrybok, u druhoj.