Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
- Автор: Maslowska Dorota
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną». Краткое содержание книги:
Książka ukazuje się z rekomendację znanego poety Marcina Świetlickiego, który podsumował ją następująco: Podejrzewam, że Masłowska jest ruskim szpiegiem. Książkę tę napisała po to, by bezkarnie poruszać się w naszej polskiej rzeczywistości i zamydlić nam, Polakom, oczy. Nigdy w życiu nie chciałbym się z nią osobiście spotkać, albowiem obawiam się, że wyssie ze mnie wszystko co najcenniejsze i na swój szpiegowsko-rosyjski sposób przetworzy to dla siebie. Z drugiej jednak strony, jeżeli chodzi o tę książkę, to jestem bardzo zadowolony. Tutaj nie nasuwa się pytanie, czy jest to proza kobieca, czy męska. Jest to kawał lekko nadpsutego literackiego mięsa i, zdaje się, warto było żyć 40 lat, aby wreszcie coś tak interesującego przeczytać.
Już wszystko wporzo? – mówię do niej, szturchając ją nogą. Ona żyje. Patrzy na mnie wzrokiem opalanej nad kuchenką kury. Ja dalej do niej: wiesz co, Andżela? Ty tak masz zawsze? Wiesz, z tym rzyganiem. Bo nie wiem czy wiesz. Ale kiedyś to się może źle skończyć. Ty tu sobie niby wszystko w porządku, spokojnie rzygasz, ale w pewnym momencie okazuje się, że wyrzygałaś swój żołądek. Albo przykładowo wywinęłaś się na podszewkę. Ciebie to kręci?
Andżela obciera sobie usta i patrzy na mnie w ten sposób, że zastanawiam się, czy nie było jeszcze ostrzej i nie zwróciła rdzenia kręgowego wraz z mózgiem. Po czym ostatecznie zamyka oczy. Biorę ją pod pachy. Mogłaby wrócić Izabela i chcąc się załatwić, potknęłaby się o Andżelę, to by od razu był płacz i zgrzytanie zębami o bałagan w domu. Wołam Nataszę. Natasza bierze ją za nogi. Do twojego brackiego do pokoju ją weźmiemy na izbę wytrzeźwień, decyduje. No to niesiemy. Kładziemy na leżankę. Natasza podnosi Andżeli rękę. Kęka opada. Natasza siada jej z całej pety na brzuch. To zaraz jakiś bulgot, ja krzyczę: no uważaj kurwa!, ale na szczęście to tylko biała bańka wylatuje Andżeli z ust i zaraz pęka.
Ja nie wiem, skąd ty ją, Silny, wzięłeś, ale jedno jestem pewna. To jest wadliwy egzemplarz – mówi Natasza. Nawet na Zachód jej nie wezmą, chyba że na części zamienne. I to całe flaki wytną jako uszkodzone, że zysk z tego będzie żaden.
Ja wtedy trochę dostaję nerwów.
Ona zgłupiała do reszty? – krzyczę, bo to już mnie doprowadza do ostateczności, do zupełnej utraty równowagi umysłowej. Zgłupiała całkiem do reszty? Czy ona chce mi koniecznie problemy zrobić? Suki na chatę sprowadzić? Przecież jak czasem, to ten dom skrzypi, taki jest pełen amfy. Przecież on jest wytynkowany amfą. A ta idiotka sobie tu seanse samobójcze urządza, myśli sobie, że tu i teraz można bezpiecznie wyłączyć komputer, proszę uprzejmie, przytułek dla samobójców, dom pobytu dziennego dla denatów, państwo z niedrogą eutanazją sobie znalazła, ona sobie raz wreszcie powinna pomyśleć poważnie i uzmysłowić, jaka jest umowa, że w tym domu może być, owszem, ale tylko żywa najwyżej, a jak chce sobie samobój strzelać, to gdzie indziej. Za furtką, ale ani milimetra bliżej.
Natasza w tym czasie, gdy ja mam to załamanie, tą histerię, ze znudzoną miną przeprowadza na Andżeli eksperymenty naukowe. Zagląda jej do ust, trochę się krzywiąc, maca jej po zębach, co sobie potem rękę wyciera o spodnie. Grzebie jej w kieszeniach spodni, grzebie jej w torebce i wywleka jakieś papiery, szpargały, jakieś kartki.
Weź się uspokój, bo jak dobrze pójdzie, to jeszcze zrobimy na niej jakąś kaskę mówi do mnie. Jedno papierzysko to ksero dyplomu z obozu wędrownego w Bieszczadach za zajęcie drugiego miejsca w biegu na orientację. To Natasza od razu drze, podarte wtyka Andżeli do kieszeni i mówi: jak się ta wymokła księżniczka zbudzi ze swego wiecznego snu, to pomyśli, że ostro się wkurwiła i sama sobie podarła. Wtedy jeszcze wysmarkane dwie chusteczki, co wyciera nimi Andżeli usta z pyłu i tego białego jadu, i również wtyka do kieszeni i na koniec jakiś większy halun, listy jakieś. Myślę tak sobie, co za idiotka z tej Andżeli, żeby najpierw nosić niewysłane listy w torebce, a potem dostawać zgona przy Nataszy, zero instynktu samozachowczego, naprawdę.
Lecz co się już stało, to się już nie odstanie, Natasza rozdziera zębami koperty i leci do dużego, co ja lecę za nią, siadam na tapczanie i zaglądam jej przez ramię. Natasza czyta głośno i z trudem pierwszy list. Tam jest napisane tak. Szanowni państwo, droga dyrekcjo. Głośno i stanowczo wnoszę protest i sprzeciw przeciwko powstawaniu w Polsce ogrodów zoologicznych oraz cyrków. Głośno postuluję uwolnienie z nich zwierząt i ich ekstradycję ojczystym krajom. Głośno postuluję uwolnienie nieletnich dzieci od obowiązku zwiedzania w ramach wycieczek czy to szkolnych, czy niedzielnych, tych miejsc kaźni, okrucieństwa, niezawinionego cierpienia. Moim mottem jest w życiu: chcesz, by twoje dziecko zobaczyło ból, zaprowadź je do cyrku. Jestem uczennicą trzeciej klasy liceum ekonomicznego. Moim hobby są między innymi zwierzęta. Razem z przyjaciółmi założyłam organizację animacji ekologicznej, której jestem przewodniczącą. Nie grozimy, lecz ostrzegamy. Z poważaniem uczennica klasy trzeciej liceum ekonomicznego numer dwa, Andżelika Kosz, łat siedemnaście.
Ona się nazywa: Kosz? – pyta Natasza, patrząc niedowierzająco. Po czym bierze długopis z podłogi i swoim analfabetycznym pismem pisze tak. Pe es. Zróbcie nam wszystkim laskę. Napisałabym może i więcej, lecz teraz idę do piekła, czastalawista, zabijemy was.
Po czym śmieje się szatańsko i kawałkiem gumy wyjętym z buzi na powrót zakleja kopertę. Potem są dwie następne. Ten sam list odbity przez kalkę, w tym jeden do Jolanty Kwaśniewskiej, a drugi do ogrodu zoologicznego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Na pierszym Natasza dopisuje: pe es. W razie dalszego powstawania obozów koncentracyjnych na potrzeby niemieckich turystów, mój kumpel Silny zabije ciebie, twego męża i dzieci. Do zobaczenia w piekle. A na drugim znowu to o lasce. Wtedy wraca do pokoju mojego brackiego, a ja za nią. Andżela jakby trochę się przebudziła i przez chwilę martwię się, że słyszała przez ścianę moje z Natasza przeczytanie jej korespondencji. Natomiast Natasza nie widzi w tym zero problemu. Andżela, obróć się na chwilę na bok do ściany, co? – mówi i kiedy Andżela patrzy na nią bezrozumnie i bezrozumnie się obraca, to Natasza wtyka jej na powrót te listy do torebki.
A co, mam tam coś? – przestrasza się Andżela słabym głosem. No mówi Natasza całkiem na poważnie komar ci siedział na dupie i chciał cię ugryźć, ale zabiłam skurwla. Możesz się już nie bać.
Dzięki – uśmiecha się Andżela dość mętnie, jak rzadko zmieniana woda w rybkach akwariowych. Jakiej słuchasz muzyki?
Każdej po trochu – odpowiada Natasza patrząc z góry i boję się przez chwilę, czy nie ześwirowała, nie weźmie kolumnę od wieży i jej nie spuści na twarz.
Ale smutnej czy wesołej? – nalega Andżela, nie wiedząc o zagrożeniu.
Może tak. a może nie – mówi Natasza, boję się, że zbiera ślinę, by omylać Andżelę. Różnej. I wolnej, a czasem i szybkiej.
A z szybkiej jaką lubisz? – docieka Andżela. podpierając się łokciem i wtedy dobiega z niej charkot, kaszlenie i wypluwa w powietrze pokaźną białą chmurę pyłu czy pudru.
Różną, przeważnie najbardziej to lubię teledyski – mówi na to Natasza. Ale nie że śpiewają jakieś kurwieńcze lesby, że jak je ktoś w tej chwili nie przerżnie, to się zesikają. Tylko ja wolę jak mężczyźni śpiewają. Na przykład hip hop, piosenki angielskie o tym, że dzieje się terror, że żyjemy tu w getto, no.
Też to lubię – mówi Andżela. A jakie czytasz książki? Po czym dodaje: albo gazety?
Natasza na to odpowiada: ha, dużo by mówić. Wszystkie po trochu. Program tele. Telegazeta. Trochę takie przygodowe, Conan Niszczyciel, Conan Barbarzyńca, Conan sam w wielkim mieście, to całą serię przeczytałam kiedyś. Plakaty lubię. Dowcipy. Kawały. Programy.
To fajnie – mówi Andżela. Zupełnie jak ja. A lubisz się odchudzać?
Na to Natasza jakby przegląda na oczy, zastyga na chwilę, po czym nachyla się raptowanie nad Andżela tak, że Andżela przestaje móc zwyczajnie oddychać i cień fioletowy z oczu Nataszy sypie jej się pod powieki. Nie wiem za bardzo, co robić, by Natasza nie poczuła się urażona, bo ona czuje się w moim domu swobodnie i może chce z Andżela po prostu bliżej porozmawiać.
Kto ci, kurwa, płaci? – mówi Natasza do ust Andżeli. Gadaj, kurwa. Już. Raz dwa.
Ale że za co? – mówi płaczliwie Andżela ze zdziwieniem, gdyż jest nagle całkowicie zdziwiona, jakby chce całą sytuację wyjaśnić.
Za informacje, kurwa, o mnie – mówi jej Natasza do ust.
Że jakie informacje? – szepcze Andżela.
Nie pytam czy informacje, tylko pytam kto, kurwa, słuchaj pytań. Jak skłamiesz, to nie żyjesz. Kto ci płaci? Moskwa?
Weź ją nie zabij, okej? – mówię do Nataszy spokojnie. A ty, Silny, zwal sobie konia – mówi ona, podnosi się i podchodzi do mnie. Że aż robię unik, gdyż boję się tej dziewczyny szorstkiej i oschłej. Co kurwa, Silny? Może ty stoisz za tym, że mi twoja dupa robi przesłuchanie, a jak się teraz obrócę to ona wyciągnie latareczkę i mi zaświeci prosto do oka? My tu gadu gadu, pogoda ładna z przejaśnieniami, kultura i literatura piękna, a ona wtenczas zadzwoni na komórkę do Zdzisława Sztorma i wszystko zaśpiewa ruskiemu wywiadowi, każde me słowo plus jeszcze swoje własne w tym temacie impresje? Co? kto za tym stoi, gadaj. Lewy? Wargas?
Znasz Zdzisława Sztorma? – rozpogadza się z miejsca Andżela
Jasne. To znaczy niby nie znam. Ale jakbym chciała, to bym znała mówi Natasza, poczym zwraca się do mnie – nie mówiłeś jej, Silny?
Ze co jej nie mówiłem? – pytam, bo gubię wątek.
No że ma dać dupy Sztormowi, a kasa do podziału? mówi Natasza.
Nie, nie mówiłem – odpowiadam zgodnie z tym, jaka jest prawda.
Okej, jak nie mówiłeś, to ja powiem rozchmurza się Natasza i zapomina o całej sprawie z wywiadem. No to słuchaj, jest taki projekt. Trochę Silnego i trochę mój. Taki projekt, więc lepiej słuchaj i notuj dobrze. Bo inaczej bez tego Miss Dnia bez Ruska nie zostaniesz i nawet sobie bułki suchej w grillu nie kupisz. Ja zresztą też, co więc jedziemy na jednym wózku. Jest tak. Teraz za tę kaskę, co masz w torebce, bujamy się taksówką do Sztorma. Spokojnie, na pełnym luzie, może starczy, a do połowy drogi na pewno, a potem to już się zagada. Adres jest na długopisie, co masz w torebce. Idziemy tam, bajerujemy go. Że niby, że jesteśmy z organizacji animacji ekologicznej i czy da nam kasę na ochronę zwierząt polskich przed zagładą przez Ruskich. Mamy ze sobą różne pisma, różne pieczątki, teczki. Wtedy on mówi, że nie da, gdyż jest w długach, interes mu nie idzie, recesja, bezrobocie, „Gazeta Wyborcza”. Wtedy ja wychodzę, mówię, że muszę wyjść się wysikać czy zrzygać, to już nieważne, możliwości jest dużo, że właśnie dostałam okresu albo coś i jak nie wyjdę natychmiast, to zachujam mu jego śliczny fotelik. I tu jest twoja rola, twój gwóźdź programu. Wszystko pięknie, nachylasz się, wysuwasz język. Mówisz mu wiersz o zwierzętach. Nie musi być jakiś szczególnie romantyczny, może być zwykły, ale ważne, że na pamięć. Wtedy on cię rozbiera i cię bierze, i kasa jest nasza.
Andżela patrzy na Nataszę z nieskrywanym podziwem, zachwytem. Skąd wiesz o organizacji animacji ekologicznej? – pyta rozmarzona zupełnie, wzruszona.