Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Planeta wygnania [Planet of Exile - pl]
Planeta wygnania [Planet of Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Planeta wygnania [Planet of Exile - pl]

Электронная книга - «Planeta wygnania [Planet of Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Kolonia wysłanników Ligi Wszystkich Światów zmniejszyła się do zaledwie jednego miasta, Landinu. Minęło ponad dziesięć pokoleń odkąd przybyli na planetę krążącą wokół gwiazdy zwanej Eltatin, ale nadal czuli się tutaj obco. Byli przekonani, że Liga zapomniała o nich, ale wciąż żyli w izolacji od tubylczych plemion, choć sami utracili już większość ze swego Dziedzictwa. Czuli, że krok za krokiem, zmajestatyczną powolnością i pierwotnym uporem procesu ewolucji, ten świat ich zabijał. Tym razem z nadejściem długiej Zimy pojawiło się nowe zagrożenie: nadciągające w ogromnej liczbie hordy dzikich koczowników, ghalów. Aby przetrwać muszą zjednoczyć się przeciw ghalom z tubylczym plemieniem Askatewaru, lecz niełatwo przekonać do wspólnej walki plemię, które nie pamięta swej przeszłości.
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 33
Перейти на страницу:

„Co za ironia — pomyślał Agat. — Byłby to pierwszy przypadek, kiedy czegokolwiek się od nas nauczyli. Jeszcze trochę i zaczniemy łapać ich przeziębienia. I wymrzemy od nich jak muchy. A im to, czego nauczyli się od nas, każe się nawzajem wymordować…”

W głębi duszy i raczej podświadomie czuł urazę do mieszkańców Tewaru za rozbitą głowę i skopane boki, za zerwanie przymierza, wreszcie za to, że musi patrzeć, jak na jego oczach dają się wyrzynać w pień w tym swoim idiotycznym miasteczku z błota. Był bezsilny wobec ich napaści na siebie, teraz był niemal równie bezsilny wobec napaści ghalów na nich. Nie mógł ścierpieć tego uczucia narzuconej bezsilności.

W tym momencie — Rolery zawracała właśnie do Landinu ze stadem haynn — z zagłębienia za plecami dobiegł go szelest zeschłych liści. Nie zdążył jeszcze przebrzmieć, gdy Agat wycelował w dół ze swej strzałówki.

Embargo Kulturowe, które urosło do rangi etosu wygnańców, zakazywało używania materiałów wybuchowych, ale w czasie pierwszych lat walk niektóre tubylcze plemiona posługiwały się zatrutymi strzałami i dzidami. Uwolnieni tym spod zakazów Embarga lekarze z Landinu wyprodukowali kilka skutecznych substancji nadal stosowanych w czasie polowań i walk. Były wśród nich środki obezwładniające, paraliżujące, trucizny zabijające powoli i szybko. Jego strzałka miała ostrze pokryte taką właśnie śmiertelną trucizną, która w ciągu pięciu sekund porażała system nerwowy dużego organizmu, takiego jak organizm ghala. Mechanizm strzałkówki był prosty i niezawodny, pozwalał zachować celność na odległość nieco powyżej pięćdziesięciu metrów.

— Wyłaź! — zawołał do zagłębienia, w którym nie drgnął teraz nawet jeden liść, rozciągając opuchnięte wargi w nieprzyjemnym uśmiechu. Zważywszy na okoliczności, był gotów zabić jeszcze jednego wifa.

— Alterro?

Spomiędzy zeschniętych szarych krzaków porastających niewielki parów wyrosła na pełną wysokość sylwetka wifa z rękami opuszczonymi wzdłuż boków. Był to Umaksuman.

— Psiakrew! — zaklął Agat, opuszczając broń, ale nie do końca. Pohamowana agresja wstrząsnęła całym jego ciałem spazmatycznym dreszczem.

— Alterro — powiedział ochrypłym głosem Umaksuman — w namiocie mojego ojca byliśmy przyjaciółmi.

— A potem, w lesie?

Tubylec nic nie odpowiedział. Stał w milczeniu wielki i ociężały, jasne włosy kleiły mu się od brudu, na ziemskiej twarzy malowało się zmęczenie i wygłodzenie.

— Słyszałem twój głos pośród głosów innych. Jeśli już musieliście mścić się za siostrę, to mogliście przynajmniej robić to jeden po drugim, po kolei, a nie wszyscy naraz. — Agat nie zdejmował palca ze spustu, ale kiedy Umaksuman odpowiedział, wyraz jego twarzy uległ zmianie.

— Ja nie byłem jednym z nich. Poszedłem tylko za nimi, żeby ich powstrzymać. Pięć dni temu zabiłem Ukweta, mojego brata-siostrzeńca, który im przewodził. Od tamtej pory błąkam się po wzgórzach.

Agat zabezpieczył broń i spuścił z niego wzrok.

— Podejdź tutaj — powiedział po chwili. Dopiero w tym momencie dotarło do nich, że stoją i rozmawiają na cały głos na terenie, na którym aż roi się od zwiadowców ghalów. Kiedy Umaksuman wśliznął się do nory pod wielkim pniem drzewa, Agat zaniósł się bezgłośnym śmiechem. — Wróg, przyjaciel — a co mi tam! Masz — powiedział, podając mu pajdę chleba ze swojej torby. — Od trzech dni Rolery jest już moją żoną.

Umaksuman bez słowa wziął chleb i zaczął zajadać, jak tylko głodny potrafi zajadać.

— Na gwizd z lewej, o stamtąd, rzucamy się wszyscy razem do tamtej wyrwy w murach przy północnym narożniku, wpadamy do Tewaru i wyprowadzamy tylu mieszkańców, ilu się da. Ghalowie szukają nas koło Suchego Bagniska, gdzie byliśmy dziś rano, a nie tutaj. To nasza pierwsza i ostatnia wyprawa w obręb murów miasta. Chcesz iść z nami?

Umaksuman skinął głową. — Masz broń?

Podniósł swój topór. Nie odzywali się już więcej do siebie. Przykucnęli ramię w ramię w swojej kryjówce, obserwując miasteczko na wzgórzu na wprost nich, jego płonące dachy, nagłe wybuchy ruchu i bieganiny obróconymi w perzynę wąziutkimi uliczkami. Zwały szarych chmur przyspieszyły nadejście nocy, wiatr niósł gryzący swąd spalenizny.

Po lewej ręce rozległ się przenikliwy gwizd. Zbocza wzgórz na zachód i północ od miasta zaroiły się ludźmi. Małe, rozproszone figurki zbiegły przykulone do ziemi na dno doliny, wdrapały się błyskawicznie na stok Tewaru, wcisnęły się hurmą w wyłom w murach i wpadły między zgliszcza i ruiny miasta.

Spotkawszy się przy wyrwie w murach, wojownicy Landinu utworzyli drużyny liczące od pięciu do dwudziestu osób i od tej chwili członkowie tych oddziałków trzymali się już razem, czy to atakując plądrujące miasto watahy ghalów, czy zbierając wszystkie kobiety i dzieci, jakie udało im się znaleźć, i przebijając się z nimi do bramy. Swój wypad przeprowadzili tak błyskawicznie i pewnie, jakby go przedtem wielokrotnie przećwiczyli. Zaskoczenie ghalów, zajętych likwidowaniem ostatnich ognisk oporu w mieście, było kompletne.

Agat i Umaksuman gnali ramię w ramię wraz z ośmioma czy dziesięcioma innymi, którzy dołączyli do nich po drodze. Przebiegli przez plac Kamiennego Kręgu, wąskim tunelem-uliczką wydostali się na jakiś inny, mniejszy placyk i wpadli do jednego z wielkich domostw rodowych. Jeden po drugim zeskoczyli w dół wyciętych w ziemi schodów, w zalegający wnętrze mrok. W tej samej chwili z potwornym wrzaskiem zastąpiło im drogę dwóch wojowników o białych twarzach, z czerwonymi piórami wplecionymi w przywodzące na myśl rogi włosy; topory, którymi wymachiwali, wyraźnie świadczyły, że nie mają zamiaru oddać swego łupu bez walki. Strzałka Agata trafiła pierwszego z nich prosto w otwarte usta; Umaksuman jednym ciosem topora, jak drwal odcinający gałąź od pnia, odrąbał rękę drugiemu. Zapadła martwa cisza. W ciemności pod ścianą kuliło się w milczeniu kilka kobiet. Jakieś niemowlę zanosiło się płaczem.

— Chodźcie z nami! — zawołał Agat. Kobiety poderwały się z ziemi i zbliżyły, lecz ujrzawszy, kto je woła, stanęły jak wryte.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 33
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)