Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » The Lady of the Lake [Pani Jeziora]
The Lady of the Lake [Pani Jeziora] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

The Lady of the Lake [Pani Jeziora]

Электронная книга - «The Lady of the Lake [Pani Jeziora]». Краткое содержание книги:

After walking through a portal in the Tower of the Swallow, thus narrowly escaping death, the Witcher girl, Ciri, finds herself in a completely different world... a world of the Elves. She is trapped with no way out. Time does not seem to exist and there are no obvious borders or portals to cross back into her home world.
But this is Ciri, the child of prophecy, and she will not be defeated. She knows she must escape to finally rejoin the Witcher, Geralt, and his companions - and also to try to conquer her worst nightmare. Leo Bonhart, the man who chased, wounded and tortured Ciri, is still on her trail. And the world is still at war
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 128
Перейти на страницу:

Wolno, oburącz zdjął kaptur kolczy, odgarnął włosy.

— Rzecz iście nie dziwna dla rycerza — rzekł nie bez młodzieńczej dumy, demonstrując własną ledwo zagojoną szramę, biegnącą od skroni po żuchwę. - A szpetne są jeno blizny na honorze. Jestem Galahad, syn Lancelota du Lac i Elaine, córki króla Pellesa, pana na Caer Benic. Ranę tę zadał mi Breunis Bezlitosny, niegodziwy ciemiężyciel panien, nimem go powalił w uczciwym pojedynku. Zaprawdę, godzien jestem z rąk twych przyjąć ten miecz, o Pani Jeziora…

— Słucham?

— Miecz. Jestem gotów go przyjąć.

— To mój miecz. Nie pozwalam go nikomu dotykać.

— Ale…

— Ale co?

— Pani Jeziora zawsze… Zawsze przecie wynurza się z wód i darowuje miecz.

Milczała jakiś czas.

— Rozumiem — powiedziała wreszcie. - Cóż, co kraj, to obyczaj. Przykro mi, Galahadzie, czy jak ci tam, ale najwidoczniej trafiłeś nie na tę Panią, co trzeba. Ja niczego nie rozdaję. I nie pozwalam sobie odebrać. Żeby wszystko było jasne.

— Ale przecie — odważył się — przybywacie z Faërie, Pani, czyż tak?

— Przybywam — powiedziała po chwili, a jej zielone oczy, wydawało się, patrzą w otchłań przestrzeni i czasu. - Przybywam z Rivii, z miasta o tej samej nazwie, Znad jeziora Loc Eskalott. Przypłynęłam tutaj łodzią. Była mgła. Nie widziałam brzegów. Słyszałam tylko rżenie. Kelpie… Mojej klaczy, która biegła za mną w ślad.

Rozpostarła mokrą koszulę na kamieniu. A rycerz westchnął znowu. Koszula była wyprana, ale niedokładnie. Wciąż znać było zacieki krwi.

— Przyniósł mnie tu nurt rzeki — podjęła dziewczyna, albo nie widząc, co spostrzegł, albo udając, że nie widzi. - Nurt rzeki i czar jednorożca… Jak nazywa się to jezioro?

— Nie wiem — przyznał. - Tyle tu jezior w Gwynedd…

— W Gwynedd?

— Przecie. Tamte góry to Y Wyddfa. Gdy je mieć po lewej ręce i jechać lasami, po dwóch dniach dotrze się do Dinas Dinlleu, a dalej do Caer Dathal. A rzeka… Najbliższa rzeka to…

— Nieważne, jak nazywa się najbliższa rzeka. Masz coś do jedzenia, Galahadzie? Umieram wprost z głodu.

— Czemu mi się tak przyglądasz? Boisz się, że zniknę? Ze ulecę w przestworza razem z twoim sucharem i jałowcową kiełbasą? Nie bój się. W moim własnym świecie nabroiłam nieco i zamieszałam w przeznaczeniu, więc chwilowo nie powinnam się tam pokazywać. Pobędę jakiś czas w twoim. W świecie, w którym nocą próżno szukać na niebie Smoka albo Siedmiu Kóz. W którym właśnie jest druga pełnia po Belleteyn, a Belleteyn wymawia się Beltane. Czemu się tak we mnie wpatrujesz, pytam?

— Nie wiedziałem, że wróżki jedzą.

— Wróżki, czarodziejki i elfki. Wszystkie jedzą. Piją. I tak dalej.

— Słucham?

— Nieważne.

Im baczniej się jej przyglądał, tym bardziej zatracała uroczą aurę, tym bardziej robiła się ludzka i zwyczajna, pospolita wręcz. Wiedział jednak, że taka nie jest, nie może być. Nie spotyka się pospolitych dziewczyn u podnóża Y Wydda, w okolicach Cwm Pwcca, kąpiących się nago w górskich jeziorach i piorących zakrwawione koszule. Nieważne, jak ta dziewczyna wygląda, istotą ziemską być nie mogła. Mimo to Galahad już całkiem swobodnie i bez nabożnego lęku patrzył na jej mysie włosy, które teraz, gdy wyschły, ku jego zdumieniu lśniły pasemkami siwizny. Na jej szczupłe ręce, mały nosek i blade usta, na jej męski strój trochę dziwacznego kroju, uszyty z delikatnej tkaniny o niebywale gęstym splocie. Na jej miecz, dziwny w konstrukcji i ornamencie, ale bynajmniej nie wyglądający na paradną ozdóbkę. Na jej bose stopy, oblepione zeschłym piaskiem plaży.

— Dla jasności — odezwała się, trąc stopą o stopę — ja nie jestem elfką. Czarodziejką, to znaczy wróżką, jestem zaś… trochę nietypową. Eee, chyba wcale nie jestem.

— Żałuję, naprawdę.

— Czego niby żałujesz?

— Mówią… - zaczerwienił się i zająknął. - Mówią, że wróżki, gdy zdarzy im się napotkać młodzieńców, wiodą ich do Elflandu i tam… Pod leszczynowym krzykiem, na kobiercu z mchów każą sobie świadczyć…

— Pojmuję — spojrzała na niego szybko, po czym mocno ugryzła kiełbasę.

— Względem krainy elfów — powiedziała, przełknąwszy — to jakiś czas temu stamtąd uciekłam i wcale nie spieszy mi się z powrotem. Względem zaś świadczenia na kobiercu z mchów… Doprawdy Galahadzie, trafiłeś nie na tą Panią, co trzeba. Tym niemniej pięknie dziękuję za dobre chęci.

— Pani! Nie chciałem obrazić…

— Nie tłumacz się.

— Wszystko przez to — wybąkał — żeście urocznie piękna.

— Dziękuję raz jeszcze. Ale nadal nic z tego.

Milczeli czas jakiś. Było ciepło. Słońce stojące w zenicie przyjemnie nagrzało kamienie. Leciutki wiaterek zmarszczył taflę jeziora.

— Co znaczy… — odezwał się nagle Galahad dziwnie egzaltowanym głosem. - Co znaczy włócznia z krwawiącym ostrzem? Co znaczy i dlaczego cierpi Król z przebitym udem? Co znaczy panna w bieli niosąca graal, półmisek srebrny…

— A poza tym, dobrze się czujesz?

— Ja jeno pytam.

A je jeno nie rozumiem twojego pytania. To jakieś umówione hasło? Sygnał, po którym rozpoznają się wtajemniczeni? Objaśnij łaskawie.

— Kiedy nie zdołam.

— Dlaczego więc pytałeś?

— A bo to… — zacukał się. - No, krótko rzekłszy… Jeden z naszych nie spytał mając okazję. Zapomniał języka w gębie albo wstydził się… Nie spytał i było z tego powodu siła nieprzyjemności. Więc my teraz pytamy zawsze. Na wszelki wypadek.

*****

— Czy w tym świecie są czarodzieje? No wiesz, tacy, co parają się magią. Magowie. Widzący.

— Jest Merlin. I Morgana. Ale Morgana jest zła.

— A Merlin?

— Średni.

— Wiesz, gdzie go znaleźć?

— A jakże! W Kamelocie. Na dworze króla Artura. Ja tam właśnie zmierzam.

— Daleko?

— Stąd do Powys, do rzeki Hafen, potem z biegiem Hafen do Blevum, nad Morze Sabiny, a stamtąd już blisko na równiny Letniego Kraju. Wszystkiego jakieś dziesięć dni jazdy…

— Za daleko.

— Można — zająknął się — skrócić nieco drogę, jadąc przez Cwm Pwcca. Ale to zaklęta dolina. Strasznie tam. Żyją tam Y Dynan Bach Teg, złośliwe karły…

A ty co, miecz nosisz od parady?

A co mieczem przeciw czarom wydoli?

Wydoli, wydoli, nie bój się. Ja jestem wiedźminką. Słyszałaś kiedyś? Ech, jasne, że nie słyszałeś. A twoich karłów się nie lękam. Mam wśród krasnoludów sporo znajomych.

No pewnie, pomyślał.

*****

— Pani Jeziora?

— Nazywam się Ciri. Nie nazywaj mnie Panią Jeziora. Źle mi się to kojarzy, nieprzyjemnie i niemile. Tak mnie nazywali oni, w Krainie… Jak ty nazwałeś tę krainę?

— Faërie. Albo, jak mówią druidzi: Annwn. A Sasi powiadają Elfland.

— Elfland… — owinęła ramiona otrzymanym od niego kraciastym piktyjskim pledem. - Byłam tam, wiesz? Weszłam do Wierzy Jaskółki i bęc, już byłam wśród elfów. A oni właśnie tak mnie nazywali. Panią Jeziora. Nawet mi się to z początku podobało. Pochlebiało mi. Do chwili, gdy zrozumiałam, że w tej krainie, w tej wieży i nad tym jeziorem nie jestem żadną Panią, lecz więźniem.

— Czy to tam — nie wytrzymał — splamiłaś koszulę krwią?

Milczała długo.

— Nie — powiedziała wreszcie, a głos, zdawało mu się, zadrżał jej lekko. - Nie tam. Bystre masz oko. Cóż, przed prawdą nie uciekniesz, głowy w piasek chować nie ma co… Tak, Galahadzie. Plamiłam się często ostatnimi czasy. Krwią nieprzyjaciół, których zabijałam. I krwią bliskich, których usiłowałam ratować… A którzy umierali na moich rękach… Czemu mi się tak przypatrujesz?

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)